http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif
A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum

Pani minister wyrodną matką?

Dominika Pszczółkowska
2009-01-18, ostatnia aktualizacja 2009-01-16 14:58

Polityka i obyczaje: Rachida Dati

Rachida Dati - francuska minister sprawiedliwości w rządzie Nicolasa Sarkozy'ego. Szczegóły z jej prywatnego życia nie schodzą z pierwszych stron gazet
Fot. Sipa/East News
Rachida Dati - francuska minister sprawiedliwości w rządzie Nicolasa Sarkozy'ego. Szczegóły z jej prywatnego życia nie schodzą z pierwszych stron gazet
Z prezydentem Sarkozym. Gdy był ministrem spraw wewnętrznych, poprosiła go o pracę. Szybko awansowała na jego rzeczniczkę podczas kampanii prezydenckiej. Po wygranej została ministrem
Fot. Sipa/East News
Z prezydentem Sarkozym. Gdy był ministrem spraw wewnętrznych, poprosiła go o pracę. Szybko awansowała na jego rzeczniczkę podczas kampanii prezydenckiej. Po wygranej została ministrem
Wiadomość podał rzecznik francuskiego ministerstwa sprawiedliwości. W piątek 3 stycznia w prywatnej klinice w Paryżu 43-letnia pani minister urodziła córeczkę Zohrę. Samo to, że minister urodziła dziecko, jest we Francji wydarzeniem. Po raz pierwszy o mamie z rządu nie wiadomo jednak nawet, czy ma stałego partnera. Nie chce zdradzić, kto jest ojcem dziecka. W dodatku chodzi o nie byle jaką minister. Rachida Dati jest pierwszą osobą imigranckiego pochodzenia, której udało się przebić przez 'szklany sufit' i wejść do rządu. Jest młoda, elegancka i obraca się wśród elit. To sprawiło, że nikt ani nic, może z wyjątkiem miłosnych perypetii prezydenckiej pary Sarkozy - Bruni, nie sprzedawało tak dobrze kolorowych pism. I to jeszcze zanim się okazało, że pani minister jest w ciąży, a kolejni wymieniani przez prasę kandydaci stanowczo odżegnywali się od przypisywanego im ojcostwa.

Kopciuszek z blokowiska

Historia jej awansu społecznego jest niesamowita. Choć sama pani minister podobno nie lubi nadanego jej przydomku 'kopciuszka z przedmieść'. Jej rodzice, Algierka Fatim-Zohra i Marokańczyk M'Barek przyjechali do Francji niedługo przed jej urodzeniem, ze starszą córką Maliką. Już na miejscu urodziła się Rachida i jeszcze dziewięcioro jej rodzeństwa. Mieszkali w blokowisku na przedmieściach Chalon-sur-Saene w środkowo-wschodniej Francji. Podobnym do tych, które dziś kojarzą się z paleniem samochodów, bitwami z policją, narkotykami i bezrobociem. Według Rachidy wtedy jeszcze panowało poczucie wspólnoty między mieszkańcami. Matka nie pracowała. Nigdy nawet nie nauczyła się czytać. Nie czuła potrzeby. - Może lepiej nauczę was piec ciasteczka? - rozbrajała pracowników socjalnych, którzy przychodzili do ich domu. Gotowała, piekła i szyła ubrania dla męża i całej jedenastki. Była wyjątkowo ciepła i towarzyska. Co innego ojciec, który był murarzem. Do Francji przyjechał także jako analfabeta, ale był głodny wszelkiego rodzaju wiedzy. 'Był człowiekiem żyjącym w napięciu, twardym, nieprzejednanym, nawet zdolnym do przemocy. Jednocześnie jego ciekawość świata była totalna. Pchał nas do szkoły. Gdy przynosiliśmy dobre stopnie, nie cieszył się nadmiernie. To było normalne. Chciał więcej. Był owładnięty ideą, że musimy odnieść sukces. Szczególnie życie jego córek miało być piękne, pełne, wolne. Chciał dla nas lepszego życia niż to, które miała nasza mama' - wspomina Rachida. Wreszcie sam z elementarza dla dzieci nauczył się czytać. Rodzice, choć byli muzułmanami, posłali dzieci do szkoły prowadzonej przez siostry karmelitanki. Rachida była wyjątkowo pilną uczennicą. Początkowo chciała zostać lekarzem, lecz wreszcie zdecydowała się na studia z zarządzania w Dijon. Już jako nastolatka, by wspomóc domowy budżet, sprzedawała kosmetyki Avonu. Później uczyła się i studiowała w ciągu dnia, a w nocy pracowała jako pomocnica i salowa w szpitalu. Podkreśla, że jej kariera to przede wszystkim efekt ciężkiej pracy. 'Tata był murarzem. Tłumaczył nam, jak się buduje ścianę. Cegła, cement, druga cegła, układasz, trzyma się? Trzyma się. No to następna. Tak wyglądało moje życie. Jak budowanie ściany, cegła po cegle. Posuwałam się do przodu, nie mając żadnej dalekosiężnej perspektywy. Nie wiedziałam, co jest na końcu ani czy tam dotrę' - mówi w wywiadzie rzece 'Czynię was sędziami', którego udzieliła dziennikarzowi Claude'owi Askolovitchowi.

Mentorzy i przyjaciele

Historia jej awansów to jednak nie tylko historia mozolnej wspinaczki, lecz także kontaktów, które nawiązywała, i promotorów, których potrafiła sobie zjednać. W książce wspomina, jak pierwszy raz wkroczyła na salony. Była już studentką w Dijon. Przeczytała gdzieś, że ambasada Algierii w Paryżu organizuje przyjęcie. Napisała do ambasadora, że jej matka jest Algierką i że chciałaby zostać zaproszona. O dziwo, przyszło zaproszenie. Na przyjęciu zobaczyła ówczesnego ministra sprawiedliwości Albina Chalandona. Poznała go, bo tata go cenił i pokazywał jej jego zdjęcia w gazetach. Poprosiła go o spotkanie. 'Mówiłam do niego, jakby od tego zależało moje życie. Mówiłam, że wiem, kim jest, że był ministrem generała de Gaulle'a, że był w ruchu oporu. Przyglądał mi się ze zdziwieniem: młoda dziewczyna wypunktowywała jego CV! Po pięciu minutach powiedział: »To mój domowy adres. Proszę do mnie napisać, a na pewno znów się spotkamy «'. Po powrocie do Dijon napisała do niego list, w którym opisała swoje życie i prosiła o pomoc w znalezieniu stażu w firmie. Trzy dni później zadzwonił: 'Proszę przyjechać do Paryża. Pomogę pani'. W ten sposób po raz pierwszy przekroczyła próg gmachu na place Vendeme, gdzie dziś urzęduje. Chalandon na lata stał się jej mentorem i przyjacielem. Gdy zamieszkała w Paryżu, zdecydowała się jeszcze na studia prawnicze i aplikację sędziowską. Kilka lat pracowała jako początkujący sędzia. Później w podobny sposób rozpoczęła współpracę z Nicolasem Sarkozym. Zjawiła się u niego, gdy był ministrem spraw wewnętrznych, i poprosiła o pracę. Zatrudnił ją w swoim gabinecie. Szybko awansowała na jego rzeczniczkę podczas kampanii prezydenckiej, a wreszcie mianował ją ministrem. Jak sama mówi, od swych mentorów wysysa wiedzę i umiejętności. 'Dziś przyglądam się Nicolasowi Sarkozy'emu. Patrzę, nasycam się, przyswajam'.

Inna niż my

Jej historia to po trosze historia o francuskim społeczeństwie. Choć większość Francuzów kibicuje pani minister, snobistyczne elity nadal nie do końca pogodziły się z tym, że ktoś 'z innej sfery' może się czuć tak dobrze wśród 'nas'. Chodzi o kolor skóry, lecz także - a może nawet bardziej - o pochodzenie klasowe. 'Czasem dziwiono się, że potrafię się ubrać, uczesać, nawet poprawnie mówić! Dla niektórych jestem społecznym intruzem (...). Kiedyś podczas oficjalnej kolacji pewna osoba o poglądach raczej lewicowych spojrzała na mnie łagodnym wzrokiem i powiedziała »Pani nie jest taka jak my! «' - wspomina Rachida. Dlatego początkowi jej kariery ministerialnej towarzyszyły ciągłe pytania. Czy na pewno ma wystarczająco wysokie kwalifikacje, czy może została mianowana, bo Sarkozy chciał pokazać, że Francja się zmienia? Czy osiągnęła swoją pozycję, idąc bezceremonialnie po trupach? Kto pomógł jej we wspinaczce po społecznej drabinie? A nawet: czy naprawdę ma dyplomy, którymi się legitymuje? Dziennikarze prześwietlili jej życiorys. Niestety, doszukali się jednego punktu, w którym prawdopodobnie pani minister 'podkoloryzowała' swoje CV. Według śledztwa tygodnika 'Nouvel Observateur' w podaniu o aplikację sędziowską napisała, że ukończyła prestiżową paryską szkołę biznesową ISA. W rzeczywistości studiowała tam, lecz dyplomu nie uzyskała. Sprawa do dziś budzi wątpliwości. Szkoła kształcąca sędziów nie chce ujawnić jej dokumentów. Sama Rachida w wywiadzie rzece wiele mówi o tym, jak ważna jest dla niej uczciwość. Podkreśla, że poddana została ściślejszej niż inni kontroli mediów. 'Ludzie o pochodzeniu społecznym takim jak moje nie mogą oszukiwać. Nie darowano by im tego. Nie możemy być cyniczni, bo ryzyko byłoby zbyt wielkie' - mówi. Dziennikarz nie pyta jednak wprost, co wpisała wtedy do dokumentów, a ona nie odpowiada na to pytanie.

Nie jestem imigrantką

Gdy objęła stanowisko ministra, nikt nie pytał o jej pomysły na francuski wymiar sprawiedliwości, wszyscy - o nią samą. Wątpliwości dotyczyły m.in. jej religii i tego, czy Dati będzie bronić laickości francuskiego państwa i jego wymiaru sprawiedliwości. Pani minister szybko okazała się jednak świętsza od papieża. Nie wiadomo, czy w ogóle w coś wierzy. Na pytania w tej sprawie odpowiada podkreślając wagę wartości, które łączą wszystkie religie. Wydaje się nawet bardziej republikańska niż cała Francja. Choć Francuzi powoli zaczynają przyznawać się sami przed sobą, że istnieje coś takiego jak społeczności różnego pochodzenia, kultur, religii, a nie tylko pojedynczy obywatele mający zobowiązania wobec państwa, jak chciał model republikański, Dati często zdaje się nie przyjmować tego do wiadomości. Pytana o politykę wobec imigrantów i ich dzieci uparcie podkreśla, że nie ma żadnych podziałów etnicznych ani religijnych, są tylko społeczne - na biednych i bogatych. Ona sama we własnych oczach nie jest imigrantką. Uparcie powtarza: 'Nie jestem skąd inąd, urodziłam się w miejscowości Saint-Rémy w departamencie Saene-et-Loire'. Czasem posuwa się wręcz do absurdu. Na pytanie, jakiego jest wyznania, odparła niedawno w telewizji France 2 , że jej wyznaniem jest 'pozytywna laickość'. To sformułowanie ukute przez prezydenta ma promować nowy rodzaj relacji między państwem a religią we Francji, która chlubi się całkowitym rozdziałem tych dwóch sfer. Zdaniem Sarkozy'ego laickość poszła za daleko i Francja powinna w większym stopniu uwzględniać w życiu publicznym wartości religijne. Idea, nawet jeśli słuszna, nie ma nic wspólnego z osobistą wiarą pani minister. Zabrzmiało to trochę, jakby deklarowała wiarę w bóstwo o nazwisku Sarkozy.

Wyszłam za mąż, zaraz wracam

Najwyraźniej nie ma problemu z prowadzeniem trybu życia, który niewiele ma wspólnego z tradycjami, w których została wychowana. Na początku regularnie prezentowała się w kreacjach od Diora i innych znanych projektantów. Wzięła nawet udział w okładkowej sesji dla popularnego tygodnika 'Paris Match'. Niektórzy byli oburzeni, że osoba stojąca na czele francuskiego wymiaru sprawiedliwości zajmuje się tak niepoważnymi rzeczami. Wbrew deklaracjom jej osobiste doświadczenia religijne i kulturowe mają jednak pewien wpływ na poglądy w sprawach publicznych. W roku 2008 we Francji wybuchła awantura, gdy okazało się, że sąd na północy kraju anulował małżeństwo dwojga młodych muzułmanów, bo narzeczona skłamała, że jest dziewicą. Sąd nie twierdził co prawda, że dziewicą być powinna, lecz przychylił się do argumentu, że pan młody został oszukany w sprawie 'istotnej cechy' wybranki. Prawie wszyscy we Francji potępiali ten wyrok. Jednym nie podobało się, że sąd może uznać interpretację, iż dziewictwo to istotna cecha. Inni byli oburzeni, że wartości wywodzące się z religii w ogóle mogą pojawić się w sądzie laickiej republiki. Domagano się unieważnienia decyzji. Przeciwnego zdania była jedynie Dati. Uważała, że ślub należy anulować, przede wszystkim dlatego że występowały o to obie strony. Chciała tego także dziewczyna, którą do ożenku nakłoniła zapewne rodzina. Być może Dati przypominała sobie swoją własną przeprawę, gdy już jako dorosła, mieszkająca w Paryżu kobieta uległa namowom rodziny i wyszła za mąż. Było to podczas wakacji w Maroku. Wkrótce zdała sobie sprawę, że z mężem nic jej nie łączy. Namawiała go na rozwód, lecz ze względów światopoglądowych nie chciał o tym słyszeć. Kilka lat zajęły jej kroki prawne, by anulować małżeństwo.

Skomplikowane życie osobiste

Kilka miesięcy temu wydawało się, że Rachida Dati jest już prawie, prawie normalną minister. Co prawda kolorowe pisma wciąż poświęcały jej wiele miejsca, a dzieciaki nadal krzyczały za nią 'Rachida' i chciały robić sobie z nią zdjęcia, ale poważni dziennikarze przestali wreszcie pytać o nią samą, a zaczęli - o reformy, które wprowadzała, i o kondycję francuskiego sądownictwa. Dati nie ma łatwego zadania. Francuskie więzienia są przepełnione, regularnie dochodzi w nich do samobójstw, a nawet morderstw. Nie spodobały się też jej plany reform sądów. Musi borykać się z protestami sędziów. To wszystko w czasie, gdy jej własny brat stanął przed sądem za handel narkotykami. W dodatku jej krytycy twierdzą, że nie jest dość dojrzała i samodzielna, by sprawować tę funkcję, a prezydent Sarkozy nie wyrzucił jej dotąd jedynie dlatego, że minister symbol i przykład dla pięciu milionów Francuzów imigranckiego pochodzenia nie może ponieść porażki. Nagle wybuchła bomba: po letnich wakacjach elegancka pani minister zjawiła się w Paryżu z nieco zaokrąglonym brzuchem. 'Rachida Dati jest w ciąży' - szeptali wszyscy, od ministrów po internautów. Informację potwierdziła niebawem sama minister. - To nadal ryzykowny etap. Mam 42 lata. Jeśli się uda, będę bardzo szczęśliwa - powiedziała kilku dziennikarzom. Jednocześnie samotna pani minister odmówiła oficjalnie odpowiedzi na pytanie, kto jest ojcem dziecka. Stwierdziła jedynie, że jej życie osobiste jest 'skomplikowane' i że tu przebiega granica jej prywatności. Tej granicy nie miał jednak ochoty respektować chyba nikt w Europie - od polityków po media. O życiu osobistym pani minister spekulowano od dawna. Jeszcze zanim prezydent Sarkozy poznał Carlę Bruni, jego wybranką miała być rzekomo Rachida. Podobno gdy z Carlą przechodziły kiedyś przez prezydencką sypialnię w Pałacu Elizejskim, Carla, wskazując na łóżko, rzuciła: 'Chciałaś je zajmować, prawda?'. Bardziej prawdopodobna jest teoria, że partnerem Dati jest jeden z biznesmenów, właścicieli firmy z pierwszej czterdziestki na paryskiej giełdzie. Gdy wybuchła wiadomość o ciąży, jako pierwszy swe domniemane ojcostwo zdementował jednak były hiszpański premier José Mar~a Aznar. Dati przyjęła to z poczuciem humoru. Przestała się śmiać, gdy w telewizji dementi wygłosił w mało elegancki sposób minister sportu Bernard Laporte. Stwierdził, że musi to zdementować, bo koledzy nagabują jego 18-letnią córkę studentkę. Wśród obecnych w studiu wywołał salwy śmiechu. Dati oceniła później, że wypowiedź była 'na granicy grubiaństwa'. Jeśli wierzyć satyrycznemu tygodnikowi 'Le Canard Encha^né', na dowcip w tej sprawie pozwolił sobie nawet sam prezydent Nicolas Sarkozy. W obecności kilku pań minister miał rzucić: 'Wiem, kto jest ojcem dziecka Rachidy Dati. To członek rządu'. Przez chwilę wyglądało na to, że pytanie: 'Czy to ty jesteś ojcem dziecka Rachidy Dati?', stanie się dyżurnym dowcipem na salonach. Plotki na kilka miesięcy ucichły. Gdy na świat przyszła mała Zohra, pojawiły się jednak kolejne. Wśród gości, którzy odwiedzili panią minister w szpitalu, był brat prezydenta François Sarkozy. Czyżby to on był ojcem? Tymczasem pani minister jakoby nieco spoważniała. Jeszcze przed narodzinami zrezygnowała z kreacji od Diora na rzecz bardziej tradycyjnych strojów przyszłej mamy. Po raz pierwszy pokazywała się nie tylko w towarzystwie osób z politycznego i biznesowego świecznika, lecz także w towarzystwie swoich sióstr. Jeśli wierzyć plotkom, już w szpitalu wróciła jednak do czytania urzędowych dokumentów, a kilka dni po porodzie uczestniczyła w posiedzeniu rządu. Po najwyżej trzech tygodniach zamierza wrócić do pracy na pełen etat. Także w swej nowej roli mamy minister nie może ponieść porażki, tym razem - by nie odbierać odwagi innym francuskim samotnym i pracującym mamom. Niewykluczone, że jej się uda. Na razie, mimo zawodowych potknięć, dostanie zapewne szansę. 'Bardzo mało prawdopodobne, by prezydent Sarkozy wyrzucił z pracy pierwszą samotną matkę w rządzie. Może się okazać, że Zohra Dati nie będzie przeszkodą w karierze politycznej, lecz jednym z najbardziej pożądanych zwrotów akcji w tej najdziwniejszej politycznej bajce' - podsumował pojawienie się nowej obywatelki po drugiej stronie kanału La Manche brytyjski dziennik 'The Times'.

Źródło: Wysokie Obcasy
  • i spoczko mateuszzdyb 24.01.09, 22:44

    szczescia zycze sz. pani»

W numerze z 6 marca

  • Za rzeczką jest już inny kraj

    Rozmowa z Marią Mileńko, laureatką międzynarodowego konkursu 'I love Europe'

  • Różowy sposób myślenia

    Pink Stinks to nowy ruch społeczny, który sprzeciwia się seksualizacji dziewczynek i uprzedmiotowieniu kobiet. Działa w Wielkiej Brytanii i Polsce, a jego zwolennicy nawołują: ...