http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif
A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum

Jaki chcesz dom?

Monika Redzisz
2009-01-11, ostatnia aktualizacja 2009-01-08 12:38

Ostatni dom na tej ziemi - pogrzebowy. Długo się w nim nie mieszka. Około 30 minut. Inne domy na chwilę: weselny, kultury, publiczny, poprawczy


Fot. Monika Bereżecka, Monika Redzisz/Zorka Project Akant, Amorek, Eden, Igraszka, Raj, Vivat  Wewnątrz wszystkie domy weselne wyglądają podobnie.
Fot. Monika Bereżecka, Monika Redzisz/Zorka Project
Akant, Amorek, Eden, Igraszka, Raj, Vivat Wewnątrz wszystkie domy weselne wyglądają podobnie.
18-letnia Kasia od 6 lat przebywa w róznych domach dziecka
Fot. Monika Bereżecka, Monika Redzisz/Zorka Project
18-letnia Kasia od 6 lat przebywa w róznych domach dziecka
Ryfa ma 18 lat. W domu kultury Praga-Północ w Warszawie tańczy hip-hop new style razem z dziesięcioosobową grupą dziewczyn. Jest weteranką - od 12. roku życia chodzi na zajęcia do domów kultury.
Fot. Monika Bereżecka, Monika Redzisz/Zorka Project
Ryfa ma 18 lat. W domu kultury Praga-Północ w Warszawie tańczy hip-hop new style razem z dziesięcioosobową grupą dziewczyn. Jest weteranką - od 12. roku życia chodzi na zajęcia do domów kultury.
ZOBACZ TAKŻE
GALERIA ZDJĘĆ
Dom weselny

Akant, Amorek, Eden, Igraszka, Raj, Vivat Wewnątrz wszystkie domy weselne wyglądają podobnie. W niektórych salach mieści się 220 osób. Najczęściej to kobiety zajmują się organizacją wesela. Często przez półtora roku. Żeby przy każdym talerzu znalazła się czekoladka ze zdjęciem pary młodej. I żeby figurka panny młodej na torcie nie była brunetką, jeśli panna młoda ma włosy blond

Stoły muszą się uginać. Taka tradycja. W skład klasycznego poczęstunku wchodzi: dziesięć zakąsek, pięć dań gorących i ciasta. - Wypiliśmy 93 butelki wódki i 60 butelek wina. Jedzenia było mnóstwo! - opowiada Małgorzata, świeżo upieczona panna młoda (na zdjęciu). Ma 31 lat i jest kierownikiem działu handlowego w firmie reklamowej. - Zaprosiliśmy 180 osób. Samo przyjęcie i zakwaterowanie kosztowało 20 tysięcy. Pomogli nam rodzice. My z naszych oszczędności pokryliśmy resztę: orkiestra - 3 tysiące, fotograf - 2, kamerzysta - 1,2, moja suknia - 3. Chcieliśmy wielkiego wesela. Było warto. Najbardziej wzruszyło nas błogosławieństwo od rodziców. Po ślubie rodzice przywitali nas w domu weselnym chlebem, solą i wódeczką. I zaczęła się zabawa. Poznaliśmy się dwa lata temu, 1 lipca. Od razu pomyślałam: jaki to wspaniały chłopak! Zaręczyn spodziewałam się w pierwszą rocznicę poznania, ale zaręczyliśmy się w sierpniu na wakacjach w Chorwacji. Łukasz kupił wino, świece, poszliśmy na molo Strasznie wiało i świeczki nie chciały się palić. W październiku mieliśmy już zamówioną salę i orkiestrę - bo o to najtrudniej. Bardzo chcieliśmy w czerwcu, ale wtedy trudno o wolne miejsca. Czym jest dla mnie dom? To spokojna, cicha przestrzeń, którą wygospodarowałam dla siebie i Łukasza, odgradzając się od hałaśliwego świata.

Dom pogrzebowy

- Ostatni dom na tej ziemi. Długo się w nim nie mieszka. Około 30 minut - mówi Anna Borowik (na zdjęciu). Tak jak jej mąż Jacek jest mistrzem ceremonii pogrzebowej świeckiej. - Pogrzeb nie jest ceremonią religijną - uważa Anna. - Pogrzeb to nic innego jak posprzątanie po śmierci. Jest po to, by bliscy mogli pożegnać kogoś, kogo kochali. Kilka dni po śmierci jedziemy do rodziny zmarłego na rozmowę. Czasem zakład pogrzebowy daje nam cynk: poczekajcie, oni jeszcze nie zdążyli się pozbierać. Bywa, że trafiamy w sam środek rozpaczy. Rodzinie łatwiej znieść pogrzeby, w czasie których chowamy do grobu urnę z prochami. Są już na cmentarzach tzw. pola pamięci - ogrodzony teren z równiutko przystrzyżonym trawnikiem, gdzie rozsypuje się prochy. Nie można jeszcze zabrać urny z prochami do domu i postawić na kominku albo rozrzucić w ogródku. Jak poczujemy zapach lilii, wiemy, że jesteśmy w pracy. Czasem mamy trzy pogrzeby dziennie jeden po drugim, a potem kilka dni wolnego. Możemy leżeć na trawie, patrzeć w niebo i odreagowywać. Czasem naprawdę nie można sobie poradzić z emocjami. Zaczynam się zastanawiać: w którym momencie życia ja jestem? Kiedyś podszedł do mnie ktoś po pogrzebie żony: '50 lat razem żyliśmy. Wie pani, że to było jak jeden dzień?'. Po pracy wracamy do domu. Nasz dom jest wciąż gniazdem nieukończonym, wciąż znosimy do niego swoje patyczki. Ale już jest nasz. Tam mamy swój bałagan i swoje zwierzęta, tam możemy być sobą. Dom powinien być miejscem, które pozwala nabrać sił. Nam pomagają jego mali mieszkańcy. 600 metrów od nas rozciąga się las, który też jest czyimś domem.

Dom kultury

'I'm Ryfa. I'm hip-hop'. Ryfa (na zdjęciu) ma 18 lat. W domu kultury Praga-Północ w Warszawie tańczy hip-hop new style razem z dziesięcioosobową grupą dziewczyn. Jest weteranką - od 12. roku życia chodzi na zajęcia do domów kultury. - W naszym domu kultury bardzo sławny b-boy Bartazz uczy dzieciaki break dance'u za darmo - opowiada Ryfa. - Tu, na Pradze, mieszka dużo biednych ludzi, Romów, Bułgarów i te brzdące przychodzą zajarane na taniec. Oczywiście dom kultury jest biedny. Trener dostaje 25 zł za godzinę - śmiech na sali. Tańczymy ostro. Lubię agresywnie tańczyć, jestem agresywna i robię złe miny. Hip-hop to jest walka. Mogłam odnaleźć tu swoją tożsamość i niczego się nie wstydzić. Jak ktoś jest hip, to znaczy, że ma coś w mózgu, ma coś do powiedzenia, ale z drugiej strony jest hop i się rusza. Hip-hop to inteligentny ruch. Zajęłam pierwsze miejsce w eliminacjach do mistrzostw Europy w Niemczech. Ostatnio byłam reprezentantką Warszawy na jamie w Trójmieście, zajęłam czwarte miejsce w housie. Jestem w klasie maturalnej, chcę iść na lingwistykę stosowaną. Chyba że uda mi się zebrać forsę i pojadę do Stanów na semestr nauki hip-hopu za 1,5 tys. dolców. Jak słyszę słowo 'dom', to widzę szczęśliwą rodzinę, dwa psy, basen i jacuzzi. Jak już będę sławna i bogata, to będę miała taki dom. Albo dwa, drugi w Ameryce.

Dom poprawczy

- Jak miałam 12 lat, jacyś psycholodzy zrobili mi badania i wyszło, że muszę iść do domu dziecka - opowiada 18-letnia Kasia (na zdjęciu). - Ojczym bił, pił, takie różne rzeczy. W domu dziecka zaczęłam pić, ćpać, do szkoły nie chodziłam. Wychowawcy nas bili. Ciągle uciekałam do domu, do mamy. W końcu powiedzieli, że mam się wynosić. Po roku złapała mnie na ulicy policja, bo byłam niby na ucieczce, i zabrali do pogotowia opiekuńczego. Znów uciekłam, ale byłam tylko z ojczymem i z bratem, bo mama dostała wyrok za podrabianie czeków. I znów mnie złapali, i znów uciekłam. Kiedyś z poprawczaka w Tarnowskich Górach po 20 minutach uciekłam. Za kradzieże - wynosiłyśmy z koleżanką z drogich sklepów perfumy i inne rzeczy - wzięli mnie do poprawczaka do Koronowa. Tam - tragedia. Byłyśmy traktowane jak śmiecie. Po roku dostałam przeniesienie do Falenicy. Jakbym tu w nagrodę trafiła. Do wychowawców możemy się przytulić, pogadać, wypłakać się. Mogę jeść, ile chcę. Nie ćpam, nie piję. Mamy kieszonkowe w zależności od zachowania. Dyskoteki, wycieczki, ciągle coś się dzieje. Z pierwszej od dwóch lat przepustki wróciłam. Wcześniej mi się to nie zdarzyło. Mam sześć lat opóźnienia w szkole. Jestem w piątej podstawowej. Teraz się tego wstydzę, kiedyś byłam za głupia, żeby o tym myśleć. Papcio, nasz dyrektor, załatwił nam kurs komputerowy, kurs manikiuru i pedikiuru. Ja bym chciała do sklepu, na kasy. Jak wyjdę, wrócę do mamy. Tęskni za mną. Ja też, bardzo. Mama jest cudowna. Jesteśmy jak przyjaciółki. Teraz, jak chce się z kimś spotykać, to najpierw pyta mnie o zdanie. Ma 39 lat. Od trzech miesięcy pracuje, skończyła kurs i opiekuje się niepełnosprawnymi. Słowo 'dom' kojarzy mi się z mamą, z ciepłem. Chciałabym mieć domek jednorodzinny, męża, który by nie pił i miał dobrą pracę. Dwójkę dzieci i psa. Ale chyba mi się nie uda. Jak coś planuję, to nigdy mi nie wychodzi.

Dom publiczny

- Zajmuję się prostytucją, która rozwesela ludzi i uśmierza ból - mówi Monika (na zdjęciu). Ma 21 lat i jest prostytutką od dwóch miesięcy. Przyjechała do Warszawy z Ostródy. Jest na pierwszym roku zaocznej informatyki, wcześniej studiowała dwa lata malarstwo. - Zbieram na długi - opowiada Monika. - Zmarł mój tata i odziedziczyłam po nim zadłużone mieszkanie. Inne pomysły na zarabianie mi się wyczerpały, np. totolotek. Ale myślę, że to też trochę potrzeba przygody. Cholernie się bałam, jak zaczynałam, ale jest znacznie lepiej, niż myślałam. Kiedyś wydawało mi się, że przychodzi facet, rżnie panienkę i szybko wychodzi. A to odwrotnie - kobieta rżnie faceta i go wyrzuca. Lubią mnie, bo jestem naturalna, szczera i nie mówię do nich 'koteczku'. No i zawsze jest wesoło. Pracuję w wynajętej kawalerce. Na początku próbowałam ją umeblować po swojemu. Powiesiłam swoje obrazy, przyniosłam garnki, na parapecie postawiłam rośliny. Chciałam, żeby było takie moje, przytulne. Ale potem mi przeszło. Teraz chowam swoje prywatne rzeczy. W pokoju jest tylko łóżko, szafka i stolik. Pracuję od poniedziałku do piątku od 10 do 20. Czasem przez trzy dni nie mam nikogo, a czasem sześciu na dzień. Biorę 400 zł za godzinę, mam z tego 150. Moja opiekunka bierze drugie tyle, jakieś ubezpieczenia, haracz. Przychodzą ludzie z miasta, którzy mają rejestr wszystkich dziewczyn, ale oni dużo nie biorą - 400 zł miesięcznie. I mnie niby mają chronić, ale jak ktoś będzie chciał mnie zabić, to nie zdążę dobiec do telefonu. Spodziewałam się, że będę więcej zarabiać i skończę to po pół roku. Ale zarabiam dość mało - 5 tys. miesięcznie. Boję się, że nie będę potrafiła przestać. Że za bardzo mi się to podoba. To łatwy pieniądz. Więc nie wiem, co będzie, kiedy spłacę dług. Faceci są mili. To przeważnie biznesmeni pracujący po 12, 14 godzin. W wolnej chwili wpadają do mnie, 20 minut, puk, puk i lecą. Prawie zawsze wracają. Większość chce też pogadać. Dają mi rady. I bardzo dużo mówią o żonach. Do tej pory miałam tylko trzech nieżonatych. Denerwuje mnie czekanie. Wtedy siedzę i czytam Biblię. Chcę ją przeczytać całą i zrozumieć.

Dom kojarzy mi się ze schabowym z ziemniakami i koperkiem, z samotnością i ciszą, z uporczywymi sąsiadami i dobrymi wspomnieniami z dzieciństwa. Mam teraz trzy domy: u mamy, swój zadłużony i ten tutaj - publiczny. Dom publiczny kojarzy mi się z maszynką do golenia, z rannym wstawaniem i szykowaniem ręczników, z prezerwatywami, z wciąż odpadającymi tipsami. Z nudą czekania. I z samotnością mężczyzn.

Źródło: Wysokie Obcasy
  • Jaki chcesz dom? alexandra220 16.01.09, 16:56

    tu mogl cos dodac»

  • Jaki chcesz dom? patibam 16.01.09, 20:58

    Niektóre domy te tymczasowe, kojarzą mi się ze szczególnymi rzeczywiście okazjami i traktuje je raczej jako instytucje, które maja spełniać określone funkcje. Od ich "mieszkańców" czyli »

  • Dom to nie tylko cegły i okna maxtown 17.01.09, 14:26

    dom to przede wszystkim ludzie ,miłość i ciepło, osoba która kochamy budzimy sie dla niej i każdy dzień pachnie wiosną , życzę tego wszystkim :)»

W numerze z 13 marca