http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif
A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum

Bez pierniczków, ale blisko

rozmawiała Beata Kudłacz
2008-12-21, ostatnia aktualizacja 2009-02-04 12:58

Mówimy: zdrowia, szczęścia i spełnienia marzeń. A ile razy zadaliśmy sobie pytanie, czy wiemy, o czym marzą nasi bliscy?- rozmowa z psychoterapeutką Małgorzatą Liszyk-Kozłowską

ZOBACZ TAKŻE


Ośrodek badawczy Millward Brown SMG/KRC zapytał dorosłe Polki, z czym kojarzą im się święta. Trzy czwarte odpowiedziało, że przede wszystkim z porządkami. Połowa - ze zwiększonymi wydatkami. Do tego dochodzi stres i napięcie. Aż 28 proc. kobiet okres przedświąteczny kojarzy się wyłącznie źle.

Kiedy pytam moich pacjentów, z czym kojarzą się im święta w rodzinnym domu, zwykle mówią, że z napięciem wokół sprzątania. Rzadko - ze śpiewaniem kolęd lub w inny sposób miło spędzanym rodzinnie czasem.

To co zrobić, żeby było inaczej?

Zainwestować w ten czas. Pokazać rodzinie, co jest dla nas ważne. Zatroszczyć się nie tylko o innych, ale także i o siebie. Jest jeszcze kilka dni. Można powiedzieć: 'Wiecie, jak przypominam sobie zeszłe święta, to myślę, że za dużo było napięcia, także z mojej strony. Z czego możemy zrezygnować, co zmienić, żeby w tym roku było inaczej?'. Jeśli spytamy najbliższych, co chcieliby robić w czasie świąt, zamiast zakładać, że zrobimy to, co zwykle, mamy dużą szansę przeżyć udane, ciepłe święta. Bo może okaże się, że komuś najbardziej zależy na tym, by w pierwszy dzień spać do południa, żeby wreszcie odespać i odpocząć. To wobec tego może zamiast świątecznego śniadania zrobić świąteczną kolację?

Ale to nie będzie zgodne z tradycją.

Nie będzie, ale będzie rodzinnie, blisko. Nie dla każdego to jest do przyjęcia. Jeśli kobieta jest zmęczona i nie ma siły na przygotowania, może zapytać męża i dzieci, co wolą - żeby było spokojniej niż rok temu, mniej ciśnienia w związku ze sprzątaniem i kręceniem maku, ale też - mniej potraw na stole? Czy żeby było tak jak co roku, ale co wtedy są gotowi w te przygotowania wnieść?

Myślę, że wiele kobiet, zwłaszcza ze starszego pokolenia, w gruncie rzeczy nie chce tej pomocy. Są przekonane, że nikt nie zrobi tego tak dobrze jak one. Muszą same sprzątnąć, same umyć okna, same ulepić pierogi, bo kupne to nie to samo, same zapakować prezenty... Nic dziwnego, że są zmęczone.

Myślę, że część z nich jednak oczekuje pomocy - od partnera, od dzieci - ale tego nie mówi. Liczą na to, że sami się tego domyślą. Oni się nie domyślają, więc mama zaciska zęby, robi wszystko sama, a potem rzeczywiście pada na twarz ze zmęczenia. Albo wygarnia przy stole mężowi: 'Bo ty nigdy nie pomożesz, chcesz mieć wszystko pod nos podstawione'. I zdarza się, że potem w gabinecie on do mnie mówi: 'I wie pani, okazało się, że ona chciała, żebym ja coś tam zrobił. Ale nic nie mówiła, a ja nie wiedziałem'. Albo: 'Za cokolwiek się wziąłem, było źle'. Wniosek - trzeba mówić wprost. I nie krytykować.

Wielokrotnie słyszę jednak od koleżanek, że proponowały mamom składkową wigilię albo kupienie gotowych ciast i to okazywało się nie do przyjęcia.

Często kobieta, zwłaszcza pochodząca z tradycyjnej rodziny, ma poczucie, że Wigilia to jej święto. Że gdyby nie jej starania, wysiłek i umiejętności, tego wszystkiego by nie było. Dla niej te przygotowania, których często nikt od niej nie oczekuje, przynajmniej nie w takiej skali, są możliwością wykazania się. Często towarzyszy jej przy tym taka dziecięca nadzieja, że wreszcie zostanie doceniona. Że kiedy rodzina zasiądzie do stołu, usłyszy: 'Mamo, bez ciebie nic by się nie udało'.

A kiedy tego nie słyszy, pojawia się rozczarowanie. Może warto więc takie rzeczy mówić?

Zawsze warto docenić: 'Mamo, było pysznie'. Ważne, żeby docenić to, co robi mama, ale dać sobie prawo zrobienia inaczej. Czyli - jeśli mama chce zrobić wszystko sama, to jej decyzja. Ale jeśli ja mam przynieść ciasto, to mogę przynieść kupne. Bo taki jest mój wybór.

Z drugiej strony rodzina wolałaby pewnie, żeby stół nie uginał się od potraw, okna mniej błyszczały, ale żeby mama nie była zła i zmęczona. To też można powiedzieć?

Jeśli ceną za przygotowanie pięknych świąt jest zmęczenie gospodyni, przygniecenie jej obowiązkami, to tak. Możemy powiedzieć, że jest dla nas bardzo ważna, że ją kochamy i że jeżeli będzie potrafiła zadbać o siebie tak, by te święta nie odbywały się kosztem jej kondycji, to będzie nam jeszcze przyjemniej spędzać z nią czas.

W święta często przy stole spotykają się dwie rodziny, dwie tradycje, różne wartości. U niej dają w prezencie kopertę, on tego nie akceptuje. U niego są wystawne podarunki, dla niej najcenniejsze jest kolędowanie, którego u teściów nie ma. Jak rozładować tę bombę?

Myślę, że bardzo ważne jest to, żeby starać się uszanować zarówno innych, jak i siebie. Jeśli coś nam nie odpowiada, to trzeba o tym powiedzieć. 'Mamo, ty chcesz tak, ja chcę tak'. I jeśli mamy już własną rodzinę, dzieci, to naszym obowiązkiem jest zatroszczenie się o to, jakie wspomnienia wkładamy im do walizki na całe życie. Jeżeli nie chcemy im tam wkładać koperty z pieniędzmi, jeżeli nie ma możliwości zmiany tego zwyczaju, to spędźmy święta sami. Możemy jednak połączyć obie 'prezentowe tradycje', jeżeli to jedyna kwestia, która nas różni. Warto też sprawdzić, co się stanie, kiedy zaczniemy z mężem i dziećmi kolędować, może rodzice się przyłączą? Zanim powiemy: 'To niemożliwe', sprawdźmy. Dla mnie jedyną sytuacją, kiedy mamy od razu prawo powiedzieć 'nie', jest nadmiar alkoholu na stole.

Wstrząsające jest jednak to, że ponad jedna czwarta kobiet nie kojarzy przygotowań do świąt z niczym przyjemnym. A mit wspólnego pieczenia pierniczków z dziećmi i wycinania ozdób na choinkę? A adwent jako czas duchowych przygotowań do świąt? Gdzie radość z szykowania prezentów niespodzianek?

Obowiązki związane z przygotowaniem wystawnych prezentów, gotowaniem, sprzątaniem i ubieraniem najpiękniejszej w świecie choinki rzeczywiście wyparły czas rekolekcji. Nie ma na to przestrzeni, bo przygotowania do świat muszą zostać wciśnięte w normalny rytm dnia wypełnionego obowiązkami zawodowymi i rodzinnymi. Z czegoś trzeba zrezygnować. To kwestia wyboru, z czego - czy z adwentowego skupienia, czy ze sprzątania, czy z szału zakupów. Przy tej okazji pojawia się pytanie o rolę wartości w naszym życiu. I rzeczywiście - na co dzień rzadko o nich myślimy, ale od święta? To właściwy czas, by poczuć też inny wymiar własnego życia.

Źródło: Wysokie Obcasy
  • Bez pierniczków, ale blisko jowita81 23.12.08, 15:10

    Moja Mama zawsze uważała,że na Święta wszystko musi być zrobione w domu.Kiedyprzed kilkoma laty zaproponowałam barszczyk czerwony z kartonika,to Mamaodniosła się do tego pomysłu z dużą »

  • Bez pierniczków, ale blisko trzydziecha 23.12.08, 18:28

    Mój mąż powtarza: "trudno, wszyscy cierpimy, są święta" :)Ale tak naprawdę my nie stresujemy się za bardzo bo niewiele robimy, tzn. wigilia jest zwykle u mojej mamy, a na święta wyjeżdżamy »

  • Bez pierniczków, ale blisko carusia 15.08.09, 20:32

    już dziś cierpię na myśl o świętachMama moja na święta z gahem gdzieś wyjeżdża,a teściowa się urabia połokcie.Nic tylko się załamać. i to już dziś»

W numerze z 13 marca