http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Historia z buta wzięta

Katarzyna Bosacka
2008-12-21, ostatnia aktualizacja 2008-12-17 12:48

Czy pochodzenie nazwy marki kosmetycznej może być ciekawą historią? Tak, jeśli jest to baśń o perskiej cesarzowej, opowieść o szklanych domach albo perypetie bratobójczej walki

Soraya, perska cesarzowa, której uroda stała się inspiracją dla założycieli polskiej marki kosmetycznej o tej samej nazwie
Fot. Interfoto/FORUM
Soraya, perska cesarzowa, której uroda stała się inspiracją dla założycieli polskiej marki kosmetycznej o tej samej nazwie
ZOBACZ TAKŻE
Jaja od Koguta - tak reklamuje się firma z Brwinowa sprzedająca jajka, której właściciel nazywa się Kogut. Większość nazw firm kosmetycznych też pochodzi od nazwisk założycieli - (François) Coty, (Coco) Chanel, (Wojciech) Inglot, (Zenon) Ziaja. Inne utworzono od słów łacińskich: Oriflame - aurea flamma (złoty płomień), Dermika - derma (skóra), Nivea - nix, nivis (śnieżnobiały), Miraculum (cud), Pupa (lalka). Doktor chemii, szef Polleny-Aromy Władysław Stanisław Brud nazwę kosmetyków "Dr Beta" zaczerpnął z greki. - To pseudonim, pod którym pisywałem w latach 70. artykuły do 'Urody' - wyjaśnia. - Kiedy 20 lat później tworzyliśmy z żoną pierwsze polskie preparaty aromaterapeutyczne, uznaliśmy, że doskonale nadaje się na znak towarowy, lepiej niż 'Dr Brud', od nazwiska.

Inne firmy nazwy zawdzięczają skrótom: MAC - Make-up Art Cosmetics (Kosmetyki do Makijażu Artystycznego), Dax - od nazwiska jednego z założycieli Jacka Majdaksa. Jeszcze inne - kurortom ze źródłami leczniczymi: Vichy, Avene, La Roche-Posay, Iwostin (od Iwonicza-Zdroju). Nazwę 'Avon' też wzięto z globusa. Amerykanin David McConell zachwycony miasteczkiem Szekspira - Stratford nad rzeką Avon - tak nazwał swoją firmę. Niektóre nazwy wzięły się z konceptu. Kolastynie, firmie założonej w roku 1983 przez dr Urszulę Grzegorzewską, nazwę dał pierwszy produkt - balsam do włosów z kolagenem i elastyną. Co prawda tusz - sproszkowane czernidło nakładane na rzęsy po rozcieńczeniu wodą - wymyślił w 1860 roku Brytyjczyk Eugene Rimmel (stąd wzięła nazwę znana marka makijażowa), jednak patent na tusz w nowocześniejszej formie należy do Amerykanina. Chemik Thomas Williams, spiesząc z pomocą swej siostrze Mabell (chciała oczarować ukochanego związanego z inną kobietą), z tlenku węgla i wazeliny ukręcił dla niej w 1913 roku tusz do rzęs w płynie. Nazwał go Maybelline, łącząc słowa 'Mabell' i 'vaseline'. Zarówno siostrze w sprawach sercowych, jak i Williamsowi w biznesowych powiodło się znakomicie. Źródłosłowem nazwy 'Pollena' nie jest wyraz 'Polska', lecz nazwa kremu z pyłkami kwiatowymi (pollen to pyłek), który pod koniec lat 60. produkowany był w poznańskiej Lechii. Kiedy kilka lat później powstało Zjednoczenie Przemysłu Chemii Gospodarczej, a polskie kosmetyki miały podbijać Europę, uznano, że to nazwa zbyt długa, więc znakiem Zjednoczenia stała się Pollena. W ten sposób w Polsce zaroiło się od Pollen (Pollena-Uroda, -Lechia, -Aroma, -Wrocław, -Gdańsk). Dziś tylko w USA zarejestrowanych jest prawie 100 tys. nazw kosmetyków. Każdego dnia pojawia się osiem następnych. Jeden z szefów firmy Johnson & Johnson, założonej w 1886 roku w New Jersey przez braci Roberta, Jamesa i Edwarda, produkującej środki opatrunkowe i ubrania dla lekarzy, powiedział kiedyś: 'Gdybyśmy musieli podzielić firmę, to wziąłbym tylko marki, wy moglibyście zabrać cały majątek trwały, a i tak zaszedłbym o dalej'. Miał rację, bo za nazwą stoją nie tylko pieniądze, ale przede wszystkim historia, i to często fascynująca.

Szachowa piękność

Ostatni szachinszach Iranu 30-letni Mohammad Reza Pahlawi, rozwiedziony bywalec salonów Europy, czas spędzał na zabawie i szukaniu nowej żony. Pewnego dnia swatka wysłana do Europy pisze w liście do matki szacha: 'Ta kobieta jest stworzona, by zostać królową. Piękna, wykształcona, mówi kilkoma językami, ma wspaniałe maniery'. 18-letnia Soraya Esfandiary Bachtiari, córka irańskiego arystokraty i Niemki, ląduje wkrótce w Teheranie. Podczas uroczystej kolacji szach się zakochuje. Co to był za ślub! 1600 gości, suknia od Diora z 34 metrów srebrzystobiałej lamy, 20 tys. piór i 6 tys. brylantów. Tren skrócono, bo panna młoda osłabiona niedawnym tyfusem nie miała siły go dźwigać. 12 lutego 1951 roku w Teheranie Soraya zostaje żoną ostatniego władcy Iranu. Żyli w burzliwych czasach. Już dwa lata przed ślubem nielubianemu przez rodaków szachowi cudem udaje się uniknąć śmierci z rąk zamachowca podczas uroczystości na Uniwersytecie Teherańskim. Pistolet, z którego miał zostać zabity, zacina się; szach uznaje to ocalenie za cud. Od tej pory bardziej dba o losy rodaków. Chce im dać następcę. Sprawy się komplikują, gdy okazuje się, że nie mogą mieć dzieci. Soraya szuka pomocy u specjalistów od niepłodności. Bez skutku. Nie zgadza się na kolejną żonę. W 1958 roku para królewska się rozwodzi. Soraya wyjeżdża do Europy. W Rzymie poznaje producenta, gra w jego filmie 'Trzy twarze kobiety'. Obraz jednak okazuje się niewypałem, a szach z zazdrości o ukochaną wykupuje wszystkie kopie filmu. Ostatni związek Sorai też nie był szczęśliwy. Franco Indovina, włoski reżyser, zostawia dla niej żonę i dzieci, a niedługo potem ginie w wypadku lotniczym. Resztę życia Soraya spędza samotnie. W 2001 roku umiera na wylew. Podobno będąc małą dziewczynką, na pytanie, kim zostanie w przyszłości, odpowiadała: księżniczką albo aktorką. Oba marzenia się spełniły, ale żadne nie przyniosło jej szczęścia. Dziś już nikt dokładnie nie pamięta, dlaczego założyciele firmy Soraya wybrali imię ekscesarzowej na nazwę powstającej w latach 80. marki. Pracująca w firmie od 15 lat Sylwia Sławińska, dyrektor marketingu, mówi, że w czasach, kiedy marka powstawała, zarówno historia Sorai, jak i jej uroda wzbudzały sporo emocji. Jest przekonana, że wybór był trafiony: 'Kto widział jej portret, nie ma wątpliwości, dlaczego markę kosmetyczną warto było nazwać imieniem kobiety, której upływ czasu jakby nie dotykał'.

Aureola spod kaptura

W 1907 roku Eugene Schueller, chemik, pół Francuz, pół Niemiec, syn piekarza z Alzacji, stworzył w swym paryskim mieszkaniu pierwszą syntetyczną farbę rozjaśniającą włosy. W nocy ją preparował, we dnie sprzedawał fryzjerom. Po dwóch latach morderczej pracy zatrudnił pomocnika, do oferty dorzucił szampony. Po trzech - sprzedawał je już w Austrii, Holandii i we Włoszech. Po ośmiu - w 17 krajach świata. W 1920 roku firma zatrudniała trzech chemików, dziś - 3 tys. naukowców. Ten zasłużony dla kosmetologii chemik ma jednak za sobą przeszłość niechlubną. W latach 30. wspierał tajną faszystowską organizację polityczną Cagoule (Kaptur), która dokonywała zabójstw komunistów, a w czasie wojny kolaborowała z faszystami, biorąc udział w eksterminacji Żydów. Jego jedyna córka Liliane wyszła za mąż za André Bettencourta, który także działał w Cagoule, jednak podczas wojny zmienił front. Był jednym z przywódców ruchu oporu, a po wojnie - odznaczany medalami zasługi - szanowanym politykiem i ministrem m.in. w rządzie de Gaulle'a. Z kolei ich córka Françoise wyszła za mąż za człowieka, który podczas wojny stracił rodziców w obozie w Auschwitz. Farba stworzona przez Eugene'a Schuellera nazywała się Auréole, czyli aureola. Od niej wziął nazwę największy koncern kosmetyczny na świecie - L'Oréal.

Od korka do żyletki

Jednorazowy korek do butelki to z marketingowego punktu widzenia produkt idealny. 30-letni King Camp Gillette, sprzedawca w firmie produkującej korki, od dawna myślał nad takim wynalazkiem.

Gillette codziennie rano goli się brzytwą, ciężką i tępą, której nienawidzi. Wpada na pomysł produkcji 'jednorazowej brzytwy', robi szkic, w sklepie żelaznym kupuje zwój cienkiej blachy. Za 16 centów można zrobić 500 ostrzy! Opętany ideą przez lata walczy z przeciwnościami, szuka fachowców, którzy potrafiliby ostrza wyciąć i zaostrzyć z obu stron. Bez skutku. W końcu znajduje sojusznika - w budowie maszyny do produkcji ostrzy pomaga mu inżynier William Nickerson. W 1903 roku, po dziesięciu latach zmagań i zainwestowaniu 25 tys. dol. rusza produkcja ostrzy. Można je kupić u jubilera, w perfumeriach i sklepach z produktami żelaznymi. Stalowo-węglowe ostrza z uchwytem starczały na 20 goleń i były sprzedawane w pudełkach po 12 sztuk. W pierwszym roku przedsięwzięcie robi klapę - kupiono zaledwie 168 ostrzy. Dzięki fachowcom od reklamy w następnym roku firma sprzedaje 1,2 mln sztuk! Mimo sukcesu Gillette nie wierzy w kapitalizm, publikuje teksty przesiąknięte ideami socjalizmu utopijnego. Snuje wizje o ekomiastach, szklanych domach ogrzewanych słońcem i energią z wodospadu Niagara. Jego plany polityczne nie mają jednak szans na sukces. Odwrotnie niż patent nazwany jego nazwiskiem. W 1915 roku firma Gillette sprzedaje 70 mln żyletek. Gwiazdy Hollywoodu zaczynają golić nogi i brwi.

Najpierw patrzyli na buty

W 1960 roku podczas olimpiady w Rzymie niemiecki sprinter Armin Hary nie pobiegł w finale 100 metrów w butach Adidasa. Tuż przed startem Puma zaproponowała, że zapłaci mu za założenie butów ze znakiem skaczącego kota. Hary wygrał, ale na wręczenie medali poszedł w butach Adidasa, mając nadzieję, że zapłaci i ten. Byłyby to praktyki normalne dla rywalizującej konkurencji, gdyby nie fakt, iż obie firmy zostały założone przez braci - Rudolfa i Adiego Dasslerów. Buty sportowe pod marką Bracia Dassler zaczęli szyć w 1920 w pralni swego domu w miasteczku Herzogenaurach w Bawarii. Ich ojciec był szewcem w fabryce obuwia, a nastoletni Adi miał złote ręce. Gdy w miasteczku brakowało elektryczności, Rudi wskakiwał na rower stacjonarny i 'oświetlał' miejsce pracy Adiemu. Adi - myślący, skupiony, typ rzemieślnika-wynalazcy; Rudi - bardziej szorstki, głośny, porywczy. Kłócili się, jak to bracia. Adolf był od roboty, Rudi od interesów. W 1936 roku Adi na olimpiadę w Berlinie projektuje buty dla Jesse Owensa, który zdobywa w nich cztery złote medale. Na biurku Dasslerów roi się od zamówień z całego świata. Sprzedają 200 tys. par butów rocznie. W czasie wojny obaj wstępują do partii nazistowskiej. Historycy sugerowali, że kiedy Rudolf został zatrzymany przez Amerykanów i oskarżony o udział w SS, był pewien, że doniósł na niego brat.

Po wojnie, w 1948 roku, firma zostaje podzielona na dwie: Adidas i Ruda (potem Puma). Rozdźwięk między braćmi dzieli miasto na pół. Ich fabryki znajdują się po dwóch stronach rzeki Aurach. Jedna drużyna piłkarska gra w butach Adiego, druga - Rudiego. Mieszkańcy wspominają, że zanim zaczynano z kimś rozmawiać, patrzono na buty, by się dowiedzieć, w jakim jest 'obozie'.

Adi opatentuje 700 wynalazków. Do lat 80. ma przewagę nad bratem. W 1970 roku Rudi zadaje mu cios. Przed pierwszym gwizdkiem w finale mistrzostw świata w Meksyku Pele prosi sędziego o czas na zawiązanie sznurowadeł, klęka i wiąże, a kamery pokazują milionom widzów buty Pumy. Podobno Rudi zapłacił za to 120 tys. dol. Bracia nigdy się nie pogodzili. Ich dzieci i wnuki nie utrzymują kontaktów. Kosmetyki z ich logo produkują dziś dwie firmy: Adidasa - Coty, Pumę - Procter & Gamble.

Brutalna prawda

Nazwa jest esencją marki - twierdzą specjaliści od marketingu - musi komunikować istotne dla niej wartości i jej unikatowy charakter. Ciekawe, czy wiedzieli o tym twórcy wody kolońskiej Brutal, założyciele firmy wywożącej ścieki Lider Pijawka czy Spółdzielni Inwalidów 'Zryw'.

Źródło: Wysokie Obcasy
  • To raczej nie Soraya na zdjeciu... cracovian 12.01.10, 14:52

    To trzecia zona szaha (Farah Diba), a nie druga, ktora byla pol-niemiecka Soraya.»

  • Dobre nazwy z Podkarpacia fnc 12.01.10, 16:53

    Na Podkarpacu sa dwie firmy transportowe, ktorych nazwy uwielbiam - Fekus orazTarzan :)) Urocze :)»

  • ależ dziennikarski bubel macondowo 12.01.10, 17:47

    To jakiś tekst przepisany z przestarzałej publikacji niepolskojęzycznej, czywykopany w Internecie? Nie wypada sadzić takich błędów, zwłaszcza w poincie.Autorka powinna sprawdzić chociażby w »

W numerze z 31 lipca