http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Izabela Jaruga-Nowacka: 90 lat praw wyborczych kobiet

Lidia Ostałowska
07.12.2008 , aktualizacja: 11.04.2010 22:18
A A A Drukuj
Polityka to fantastyczne przeżycie. Mówiąc cynicznie: ma się poczucie władzy, jest się w centrum uwagi, a nie potrzeba kompetencji
ZOBACZ TAKŻE

Więcej koleżanek niż kolesi. 90. rocznica przyznania Polkom praw wyborczych - prezentacja multimedialna



Agnieszka Grzybek, - współprzewodnicząca Zielonych 2004, tłumaczka - chodziła do Liceum Modrzewskiego: - Tego, gdzie uczył się Przemyk. Najstarsze klasy jeszcze go pamiętały. Milczące przerwy, kult księdza Popiełuszki, biblioteka z wydawnictwami podziemnymi. Maturę robiłam w 1989 roku, 4 czerwca głosowałam pierwszy raz. Osią moich poglądów był antykomunizm.

Na początku lat 90. wykształcone kobiety z większych miast, zaprzyjaźnione z obrończyniami praw człowieka na Zachodzie zaczynają protestować. Gdy Polacy odzyskują swobody obywatelskie, Polkom chce się je odbierać. Legalne przerywanie ciąży to zdobycz współczesnych Europejek. Rodzi się spontaniczny ruch na rzecz referendum w sprawie aborcji. 1 mln 300 tys. podpisów za. Restrykcyjna ustawa jednak przechodzi. W parlamencie jest wtedy 88 proc. mężczyzn. Na uniwersytetach, w mediach, w biuletynach aktywistki alarmują: w Polsce całuje się nas w rękę i przepuszcza w drzwiach. Fałszywa kurtuazja. To my dźwigamy trudy przemian. Zarabiamy mniej niż mężczyźni. Łatwiej nam stracić pracę, trudniej znaleźć. Prawo źle chroni nas przed maltretowaniem.

Ale partie nie chcą tego słuchać. Większość z nich w programach wyborczych 1993 roku ani słowem nie wspomina o kobietach. Inne kładą nacisk na ich 'całkowite poświęcenie się rodzinie'. Najśmielej o równości wypowiadają się postkomuniści. Joanna Piotrowska: - Na postkomunę wszystkie miałyśmy długie zęby, a mimo to polityczki 'S' patrzyły na nas z dystansem. Zapraszałyśmy je. Nigdy nie było wiadomo, czy przyjdą. Konserwatystki w sprawach kobiet, zawsze na pierwszym miejscu dobro Polski. Agnieszka Grzybek: - Przy każdym kolejnym głosowaniu przebaczałam Unii Demokratycznej, a później Unii Wolności ustępstwa w sprawie aborcji, antykoncepcji i religii w szkołach. Po wyborach w 1993 roku w parlamencie jest 91 proc. mężczyzn. Feministki związane ze środowiskiem UW mają dość. Powołują nieformalną grupę Kobiety Też. Tak jak dawne emancypantki prowadzą 'akcję uświadamiającą'. Publikują skandynawskie raporty o reprezentacji płci w życiu publicznym, monitorują listy wyborcze, namawiają do głosowania na kobiety, a tym, co chcą startować, organizują szkolenia. Zyskują poparcie senator Zofii Kuratowskiej i Jacka Kuronia. Barbara Labuda prosi kolegów, żeby trochę się posunęli. W 1997 roku do parlamentu wchodzi 87 proc. mężczyzn. W tym czasie Agnieszka Grzybek działa w Ośrodku Informacji Środowisk Kobiecych 'OŚKa'. Przygotowuje informacje o Emily's List, największej akcji wyborczej w Stanach: - To inicjatywa kobiet z Partii Demokratycznej, zbierają pieniądze na kampanie koleżanek. Pamiętam pierwsze rozmowy z dziennikarzami na ten temat. Mówili, że prawa kobiet i feminizm to kwestie importowane z Zachodu. W Polsce nie ma dyskryminacji, bo wiadomo, szyja kręci głową.

Pół demokracji, to mi się przejadło

W 2000 roku policja wkracza do gabinetu lekarskiego w Lublińcu. Zastaje tam ginekologa, anestezjologa i pacjentkę. Ktoś na nich doniósł. Kobieta ma 40 lat i czwórkę dzieci. Funkcjonariusze wiozą ją na przymusowe badania. Po tym zdarzeniu w Warszawie zawiązuje się Porozumienie Kobiet 8 Marca i w Dzień Kobiet zwołuje pierwszą Manifę. Hasło: DEMOKRACJA BEZ KOBIET TO PÓŁ DEMOKRACJI. Przybywa 200 osób. Ale to przełom, feminizm wychodzi z niszy. Styczeń 2001. Mobilizacja. W Krakowie działa eFKa. W Warszawie 50 organizacji pozarządowych z całej Polski łączy siły, zawiązują Przedwyborczą Koalicję Kobiet. Na początek - akcja plakatowa. Na murach, na citylightach dziewczyna wymiotuje goździkami. Podpis: TO MI SIĘ PRZEJADŁO. POPIERAM WYBÓR KOBIET. Feministki pchają się do mediów, żądają ustawy o równym statusie kobiet i mężczyzn i zapisów kwotowych w statutach partyjnych. Na prawybory w Nysie zamawiają badania opinii publicznej. Większość jest za kwotami. Agnieszka Grzybek: - Kwoty wypłynęły przy nowelizacji ordynacji wyborczej. Domagałyśmy się 30 proc. miejsc dla kobiet na listach wszystkich komitetów, taki zapis miała tylko Unia Pracy. I systemu suwakowego, żeby obie płcie umieszczać tam naprzemiennie. Partie dostają pieniądze za każdego wprowadzonego posła. Proponowałyśmy system zachęt: więcej kasy za kobietę. Olga Krzyżanowska zgodziła się wnieść to w imieniu UW, ale poprawka przepadła. Nic dziwnego, rządził AWS. Jednak SLD i UW wpisały wtedy kwoty do statutów. Wysiłek PKK przynosi skutek. W wyborach 2001 skład parlamentu się zmienia. W Sejmie jest 20 proc. kobiet (było 13), a w Senacie 23 (było 12). Agnieszka Grzybek: - Jedyna taka kadencja po 1989 roku, kiedy liczba kobiet wzrosła. Ale o panie z partii prawicowych. Wcześniej dziewczyny z PKK spierały się, kogo popierać. Stanęło na apolityczności: stawiamy na kobiety bez względu na ugrupowanie. Potrzebna jest masa krytyczna. Jeśli do Sejmu wejdzie 30 proc. posłanek, nawet z prawicy, to zmieni się jego konstrukcja. Kobiece doświadczenie zostanie wreszcie uwzględnione. Joanna Piotrowska: - To była lekcja. Dostały się do parlamentu i namawiały inne, żeby siedziały w domu. Stały murem za facetami. Powinnyśmy popierać takie, które chcą coś zmienić, a nie służki patriarchatu.

Więcej feminizmu, mniej kwasu

Zimą 2002 Izabela Jaruga-Nowacka domaga się złagodzenia ustawy antyaborcyjnej i edukacji seksualnej w szkołach. Reaguje biskup Tadeusz Pieronek. Nazywa pełnomocniczkę 'feministycznym betonem, który nie zmieni się nawet pod wpływem kwasu solnego'. Odpowiedzią jest 'List stu kobiet' nauki, sztuki, kultury i biznesu do Parlamentu Europejskiego - jedyny słyszalny głos kobiet w trakcie akcesji. Żądają swobodnej debaty o prawie Polek do aborcji. Twierdzą, że zamyka im usta ciche porozumienie rządu. "Kościół mianowicie będzie popierał integrację z Europą w zamian za rezygnację rządu z dyskusji nad nowelizacją ustawy antyaborcyjnej". To handel prawami kobiet. Politycy zaprzeczają. Dziś wiadomo, że stchórzyli przed Kościołem. Izabela Jaruga-Nowacka: - Panowie politycy dogadali się z panami w sutannach ponad naszymi głowami. SLD traktuje prawa kobiet jak kiełbasę wyborczą. Łagodzi ustawę antyaborcyjną i powołuje komisję sejmową do spraw równego statusu kobiet i mężczyzn w ostatnim roku kadencji. Za to ustawa o równym statusie przepada. Polska jest jedynym krajem, który nie wspomaga działań przeciw dyskryminacji, choć to nakaz prawa unijnego. Lewica rozwiązuje fundusz alimentacyjny. Wysyła wojska do Iraku. Studentom odbiera dopłaty do biletów autobusowych. Jest cyniczna. Pełnomocniczką jest prof. Magdalena Środa: - Po swojej stronie miałam większość parlamentarną, ale ustawy nie przechodziły. Brakowało 'woli politycznej'. Więc zajęłam się stereotypami, największą przeszkodą na drodze emancypacji. Opracowałam '13 kroków ku równości'. Bulwersowałam od czasu do czasu. Bez uwikłań partyjnych mogłam sobie pozwolić na wszystko. W wyborach 2005 wygrywa PiS. Agnieszka Grzybek: - Prawica zrozumiała, że w polityce potrzebny jest gniew, i jak nikt inny tworzyła konflikty. Odwołała się do przegranych. PiS lekceważył prawa człowieka, społeczeństwo obywatelskie i kobiety. Za nic miał apele i listy otwarte. Nie pomogłoby i samospalenie. Ale dzieją się i dobre rzeczy. W Strassburgu Alicja Tysiąc wygrywa sprawę o odmowę legalnej aborcji. Aneta Krawczyk ujawnia, że w Samoobronie płaci się seksem za pracę. Zaczyna działać Porozumienie Lesbijek.

Spełnienie w samorządzie

Katarzyna Władyka z Porozumienia Kobiet 8 Marca: - Pocztą pantoflową puściliśmy informację po osiedlach. Jest pomysł na komitet wyborczy Nasz Ursynów. Kto czuje się mocny, niech przyjdzie. Początkowo było dużo kobiet na zebraniach, ale wymiękły przy robocie. Nadmiar domowych obowiązków. No i z kasą. Kobiece upośledzenie ekonomiczne przekłada się na kampanię, jeśli nie startujesz z partii. Samodzielnie wychowuję syna, dla mnie wyłożyć 800 złotych z akademickiej pensji to dużo. Z dziewczyn weszłam tylko ja. Upatruję sukcesu w pracowitości, na którą mogłam sobie pozwolić, bo mama mnie odciążyła. Kandydowałam pod hasłem: 'Więcej koleżanek, mniej kolesiów'. Nie miałam na billboardy, chodziłam od drzwi do drzwi. Skoro jestem miła twarzą w twarz i energiczna, to wproszę się do sąsiadów na herbatę - pomyślałam. Odwiedziłam ponad tysiąc mieszkań. Spełniam się w samorządzie. Być radną to najlepsza robota na świecie. Magdalena Środa: - Polityka to fantastyczne przeżycie. Często mówię cynicznie: dużo się tam dzieje, ma się poczucie władzy, jest się w centrum uwagi, a jednocześnie nie potrzeba kompetencji, wystarczą lepsze lub gorsze układy. Ale są i cienie. Największe rozczarowanie prof. Środy wiąże się z ustawą o przemocy: - Myślałam, że to temat uniwersalny. Kobiety mogą się pokłócić o aborcję, ale nie o coś tak oczywistego. Myliłam się. Wiele posłanek twierdziło, że przemoc dotyczy tylko marginesu, układów konkubenckich, czyli nielegalnych. A jeśli nawet były przekonane, że to ważny problem, i tak zajmowały stanowisko partii. Wanda Nowicka z Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny: - Są u nas partie lepsze, gorsze, z tą wypada, z tą nie. A najlepiej w ogóle nie. Inaczej na Zachodzie. Jeśli środowiska kobiece ufają kandydatce, to ją popierają. Wiadomo, musi startować z jakiejś listy. Warto zaryzykować. Poprzyjmy pięć kandydatek i zaangażujmy się na full, żeby weszły. Sama kandydowała siedem razy: do Sejmu, do Senatu, na prezydenta miasta. Dostała się raz, do sejmiku samorządowego. Bezpartyjna, otarła się o UP, PPS i SLD. W wyborach warszawskich wspierała Polską Partię Pracy, w której działa jej syn.

W parlamencie i pod parlamentem

Rok 2006. Polkom grozi zaostrzenie ustawy antyaborcyjnej. Na Wiejskiej demonstrują feministki, a Manuela Gretkowska publikuje w 'Przekroju' manifest: 'Nie wystarczy pójść na manifestację przeciw prawu antyaborcyjnemu. Żeby załatwić wszystkie nasze sprawy, musiałybyśmy chodzić codziennie pod sejm. Skuteczniej będzie do niego wejść na stałe, nie kilkuosobową reprezentacją, ale silną partią. Bo Polska to my, gwałcone w naszych prawach, spychane na ostatnie miejsce i nieludzko traktowane'. Rodzi się ruch Polska jest Kobietą i Partia Kobiet. Agnieszka Grzybek: - To, o czym mówiły feministki, drążyło skałę. Za Manuelą poszły tłumy kobiet. Jedyna dobra rzecz, jaka zdarzyła się za ponurych rządów prawicy. Największe osiągnięcie po 1989 roku oprócz ruchu na rzecz referendum w sprawie aborcji i ruchu alimenciar, które masowo walczyły o przywrócenie funduszu. Jednak alimenciary opowiadają się po prawej stronie, wielkomiejskie feministki są im obce, w wyborach są zajęczycami panów z PiS. A Partia Kobiet pada ofiarą intryg konkurencji opisanych w 'Obywatelce' Gretkowskiej. System jest szczelny. Nowe ugrupowanie nie ma szans. W starych to mężczyźni decydują, czy kobiety będą kandydować. A dla nich polityczka to 'paprotka' - ładnie wygląda, albo 'semafor' - podnosi rękę w głosowaniu. Agnieszka Grzybek: - Po cichu spotykałyśmy się z Manuelą. Mówiła o wspólnym interesie kobiet. Ale pracowniczka ma inne interesy niż pracodawczyni. Partia Kobiet bała się poruszać kwestie, które dzielą. A my czułyśmy niepokój: teraz to one zdefiniują nasze interesy? Magdalena Środa: - Manuela wymyśliła nowy krok ku polityce. Zwróciła się do kobiet z jakąś stabilizacją, koło czterdziestki, bez postaw roszczeniowych, z horyzontem politycznym. Nie narzekają na swoje życie, ale na jego pustkę. To nie tylko potencjalny elektorat. Jak kiedyś zaradność kobiet przekształciła się w przedsiębiorczość, tak teraz niezadowolenie może przerodzić się w zaangażowanie polityczne. Manuela nie miała jednak racji, odcinając się od środowiska kobiecego. Często miejsce ludzi uczciwych jest pod parlamentem, a nie w nim.

Równość to nie wymysł

Po wyborach 2007 feministki piszą list do premiera Tuska z prośbą, żeby spotkał się ze środowiskiem kobiecym. Bez odpowiedzi. Zbierają podpisy, mają poparcie związku pielęgniarek i górniczek, wysyłają go jeszcze raz. Nic. Normalność nie powróciła. Teraz, jak coś kontrowersyjnego się wydarzy, a ktoś mówi: napiszmy list, to śmiech na sali. Agnieszka Grzybek: - Od 2005 roku trwa próba odwrócenia zdobyczy feminizmu. Partie prawicowe manipulują językiem praw człowieka i używają go do obrony płodu. Podejmują postulaty feministyczne i wypełniają je konserwatywną treścią. To kobieta ma godzić pracę z życiem rodzinnym, odpowiadać za wychowanie dzieci i opiekować się starszymi. W ustawie rodzinnej Joanny Kluzik--Rostkowskiej totalnie pominięto rolę mężczyzn. Panie z prawicy mają prawo do reprezentacji. Problem zaczyna się wtedy, gdy przemawiają w interesie wszystkich kobiet. Magdalena Środa: - Jak czytam Irenę Krzywicką, to myślę, że świadomość wolności wśród elit była kiedyś wyższa. Dziś Boy nie byłby traktowany jako poważny publicysta. Chciałabym dożyć czasów, w których politycy nie uważają równości kobiet za wymysł feministek. Bo to elementarny wymóg demokracji.

Praw nikt nam nie podarował

28 listopada 1918 roku Naczelnik podpisał dekret o ordynacji wyborczej do Sejmu Ustawodawczego. W art. 1 czytamy: 'Wyborcą jest każdy obywatel państwa bez różnicy płci'. W początku XX wieku kobiety miały pewność - Polska, która się odrodzi, będzie także ich państwem. Na równi z mężczyznami działały w sprawie narodowej. Oczywista gwarancja wyrównania praw. Dr Katarzyna Sierakowska, historyczka: - Okazało się, że nie jest tak fajnie. Tymczasowa Rada Stanu w projekcie konstytucyjnym rozszerzyła prawo wyborcze, ale tylko dla jednej płci. Był koniec 1916 roku. Kobiety działały w rozmaitych organizacjach, jedne wspierały endecję, inne PPS, toczyły spory. Ale niesprawiedliwy projekt je zjednoczył. Zwołały całą serię wieców, których kulminacją był Zjazd Kobiet. 9 września 1917 roku do Warszawy zjechało tysiąc delegatek. Od tradycyjnego Stowarzyszenia Katolickich Służących po masową, uznawaną za radykalną Ligę Kobiet Pogotowia Wojennego. Trójzaborowy zjazd wybrał reprezentację, przewodniczyła jej Justyna Budzińska-Tylicka, lekarka i społecznica. Miały pełnomocnictwo do rozmów z tworzącym się rządem. Poszły do willi Naczelnika. Józef Piłsudski mieszkał wtedy na Mokotowie. Kazał delegacji czekać na mrozie kilka godzin. Nie wierzył, że kobiety mądrze użyją swoich głosów. Ale miał wokół siebie towarzyszki broni: kurierki, kolporterki, lekarki szpitali polowych, dziewczyny, które ścięły włosy i jako chłopcy zaciągnęły się do Legionów. Aleksandra Piłsudska brała udział w wysadzaniu pociągu przez organizację bojową PPS. No i był socjalistą, a oni sprzyjali aspiracjom kobiet. Musiał poprzeć ich postulaty. Sławomira Walczewska przytacza tę anegdotę w książce 'Damy, rycerze i feministki' z komentarzem: 'Uważa się powszechnie, że Polki »otrzymały « prawa wyborcze i że było to efektem ogólnego postępu cywilizacyjnego. Tymczasem w Polsce, w porównaniu z krajami Zachodu, nastąpiło to dość wcześnie. Kobiety we Francji otrzymały je dopiero w 1945 roku, mimo że domagały się ich od czasów Rewolucji Francuskiej. Prawa wyborcze dla kobiet także w Polsce w początku wieku nie były niczym oczywistym. Nikt by ich wówczas Polkom nie podarował, gdyby ich nie wywalczyły dawne emancypantki'. Dr Katarzyna Sierakowska: - Warszawski zjazd obudował prawa wyborcze katalogiem spraw ważnych dla wszystkich kobiet. Sprawowanie opieki nad dzieckiem na równi z ojcem, samodzielne występowanie w procesach, oświata Dość sprytnie to zmajstrowały. Dzięki uporowi kobiet Rada Regencyjna powoli zaczęła zmieniać stanowisko i Polki zdobyły prawo wyborcze. Nikt później nie ośmielił się tego kwestionować. Wykorzystały historyczny moment.

Lekarki czy profesorowe?

W wyborach 1919 roku posłanki zdobywają sześć mandatów (1,8 proc.), a senatorki 20 (3,8 proc.). Mało. Bo marne miejsca na listach, bo kobiety nie zagłosowały na kobiety. W parlamencie wyróżniają się wykształceniem, dyplomami z Paryża, Wiednia, Zurychu. Ale nie zajmują wysokich stanowisk i rzadko zabierają głos w sprawach wielkiej polityki. Zmieniają za to prawo cywilne, forsują ustawę o pracy - żeby małoletnich nie zatrudniać, żeby kobiety nie chodziły do fabryki w nocy. Dzielą sprawy światopoglądowe. W 1930 roku toczy się dyskusja o karalności przerywania ciąży. Dziennikarze pytają kobiece autorytety. Te z prawicy wypowiadają się w duchu Kościoła, te postępowe przywołują tragiczne historie z życia. Żadna nie ma odwagi przyznać jednoznacznie: popieram prawo do aborcji. Dr Katarzyna Sierakowska: - Nie mówiło się głośno o seksie. Z drugiej strony przyzwolenie na rozwody, na związane z nimi matactwa było wtedy większe niż dzisiaj. Aleksandra Szczerbińska, dziewczyna z dobrego domu, wyszła poza normę. Została kochanką żonatego Piłsudskiego i urodziła mu dziecko, kiedy ta żona jeszcze nie umarła. W takim feminizmie ona była naprawdę cool, w wysadzaniu pociągów to mniej. Nawet kobiety sukcesu prywatnie odgrywają tradycyjne role. Zofia Garlicka - ginekolog, jedna z niewielu ordynatorek i lekarek fabrycznych, miała troje dzieci. Zawiadywała domem, mąż matematyk bujał w chmurach. Nie przedstawiała się jako lekarka, zawsze była 'profesorową'.



Więcej koleżanek niż kolesi. 90. rocznica przyznania Polkom praw wyborczych - prezentacja multimedialna



Podziel się