Ola wyszła za mąż! Ola będzie mamą! Ola ma mieszkanie! Dyrektor poprawczaka w Falenicy jest uradowany, bo Olę lubi, mimo że tyle z nią zawsze było kłopotów. Wie, że to dziecko strasznie skrzywdzone, i to przez najbliższych, pamięta jej wypracowanie pt. 'Mój najsmutniejszy dzień w życiu'. - Oj, gdyby pani wiedziała, co ona tam napisała - wzdycha. - Ale za kogo wyszła? - pytam.
- Tego nie wiem. Jak ją zapytałem, powiedziała tylko: 'Oj tam, papciu, taki tam'.
Hasło w Wikipedii - Aleksandra Gietner: (ur. 14 lipca 1985 roku w Pabianicach) - odtwórczyni głównej roli w filmie Roberta Glińskiego 'Cześć, Tereska'. Pochodzi z Pabianic, gdzie mieszkała najpierw z rodzicami, następnie z babcią. Ojciec aktorki nie żyje. W wieku ośmiu lat Aleksandra miała pierwsze problemy z policją. Gdy miała 16 lat, otrzymała główną rolę w filmie 'Cześć, Tereska', późniejszym laureacie Grand Prix na festiwalu filmowym w Gdyni (2001). Aleksandra otrzymała za nią m.in. wyróżnienie na Chicago International Film Festival oraz nagrodę Young Artist Award dla najlepszej aktorki zagranicznej (nie pojechała na ceremonię rozdania nagród do Los Angeles, gdyż siedziała w areszcie za kradzież w pabianickim sklepie). Popularność filmu nie odmieniła życia młodej aktorki - wciąż popadała w konflikty z prawem.
Ola czeka na nas w swoim mieszkanku w Pabianicach - dostała je od prezydenta Pabianic - z mężem Ryszardem i z dwoma szczeniaczkami Psotką i Rudym, które na nasz widok robią z radości siusiu na kanapę. Nie ma zblazowanej dziewczynki niteczki w ostrym makijażu, odpowiadającej przez zęby i złej na cały świat. Jest ciepła, gościnna i bardzo powiększona - w końcu to dziewiąty miesiąc - pani Olczakowa. Mieszkanko mieści się na strychu w budynku, który wygląda tak, jakby zaraz miał się na nim pojawić napis 'do rozbiórki', i ma 17 metrów kwadratowych. - Straszny tu czad, no nie? Ale przyjęłam pierwsze lepsze - wyjaśnia Ola. Wnętrze lśni czystością i przypomina sklepik "wszystko po pięć złotych". Rozkładana kanapa pełna poduszek i pluszowych misiów, tuż przy niej za różową firaneczką sedesik, kącik kuchenny oddzielony białym regalikiem, a na ścianach półeczki uginające się od puzdereczek, obrazeczków, dzbanuszków, figurynek, lustereczek, świętych obrazków i zdjęciuszek. Nawet dziury w ścianie zalepione są kolorowymi naklejkami. - No, to opowiadaj, co u ciebie słychać. Byłaś w więzieniu, słyszałam - zaczynam rozmowę. - A taaa, to odsiedziałam - Ola ściera siki z kanapy, która na szczęście jest z imitacji skóry i łatwo się zmywa. - Lejki - uśmiecha się z czułością do piesków - cały czas po nich sprzątać muszę. Aha, i jeszcze mam trzy miesiące z zawieszeniem na trzy lata. - A za co? - Aaa, nawet nie wiem. Jakąś torebkę po narkotykach znaleźli czy coś. - A w więzieniu za co siedziałaś? - A to za ten napad, co mnie wmieszali. - Długo? - Trzy lata. Wyszłam w grudniu.
Rozglądam się po półkach, wśród bibelotów są i dwie statuetki - nagrody Oli. - Pamiętasz, miałyście jechać z Karoliną na rozdanie nagród do Hollywood. - Ano miałyśmy... - Ale tuż przed wyjazdem uciekłaś z poprawczaka i trafiłaś do aresztu. Przez ciebie Karolina też nie mogła pojechać. Żadnej reakcji. - Nie żałujesz tego Hollywood? - Nie żałuje, bo poznała mnie - Rysiek, mąż Oli, wychyla się nieoczekiwanie zza regału i włącza do rozmowy. Jest starszy od Oli o 15 lat i też pochodzi z Pabianic. Jego młodsza siostra to koleżanka Oli. - Do tej pory kawaler i bezdzietny - przedstawia się. - Z zawodu kucharz, ale ostatnio pracowałem jako wózkarz widłowy. Teraz jestem na zwolnieniu chorobowym, bo mam jaskrę i zaćmę. Na jedno oko widzę 65 proc., na drugie tylko 12. W tym oku mam ciśnienie 26, a w tym 23 - opowiada. - Wkrótce idę na zabieg. - A gdzie się poznaliście? - W sklepie. Siedzą obok siebie na kanapie pod plastikowymi motylkami zwisającymi z dziur w spadzistym suficie. Każde na powiekach ma kropki.
Hasło w Wikipedii - Karolina Sobczak: polska aktorka ur. 5 marca 1984 w Kutnie. Wychowała się w domu dziecka, w wieku 16 lat zaszła w ciążę. W 2001 roku wystąpiła w filmie Roberta Glińskiego 'Cześć, Tereska'. Rok później była bohaterką filmu dokumentalnego Karoliny Bendery 'Co dalej z tobą, Karolinko?'. Epizodycznie pojawia się również w filmach: 2005 - 'Pitbull',
2003 - 'Zaginiona'.
Na stronie internetowej agencji filmowej Gudejko jest efektowne zdjęcie Karoliny i informacja o nagrodach. To te same co u Oli: 2001 - Chicago International Film Festival, wyróżnienie; 2002 - Young Artist Award w kategorii najlepsza młoda aktorka w filmie zagranicznym.
Karolinę zastaję w korytarzu z siedmioletnim synkiem Norwidem i mopem, którym gospodyni starannie przeciera posadzkę przed swoimi drzwiami. Jej mieszkanie też jest od prezydenta miasta. Ale jej trafiło się większe. 25 metrów w skromnym, ale schludnym i zielonym osiedlu w Kutnie. Jasne, z prawdziwą łazienką i kuchenną wnęką - nieskazitelnie czyste. Na biurku komputer - to za 'Pitbulla'.
Obok kino domowe - za 'Zaginioną'. Karolina ma zasadę - jak zarobi jakieś pieniądze, zawsze kupuje coś do domu. Dżinsy o najmniejszym możliwym rozmiarze jak dawniej z niej spadają, a wielkie, ocienione długimi rzęsami oczy jeszcze wyraziściej wyglądają z coraz szczuplejszej buzi. Sześć lat temu, kiedy pisałam reportaż o bohaterkach 'Cześć, Tereska', Karolina mieszkała w slumsach przy torach, na ulicy Mickiewicza w Kutnie. - No, to opowiadaj, co się działo, jak mnie nie było. - Przeprowadziłam się i rozstałam z ojcem Norwida. - Dajesz sobie radę bez niego? - W stu procentach lepiej niż z nim. - A z czego się utrzymujesz? - Norwid jest chory, ma pierwszą grupę inwalidzką - ale nie chcę o tym mówić. Pobieram na niego pieniądze jako wychowująca dziecko niepełnosprawne. Sama też mam rentę ze względu na astmę. Do tego dochodzą alimenty. W sumie około 1700 złotych. - Dajesz sobie radę? - Jasne. - W Anglii mama była - chwali się Norwid. - Ano byłam, byłam...
- Dwa razy - uściśla chłopczyk. - Masz tam kogoś? - pytam ciekawsko. - No... Ciotkę i może nie tylko ciotkę.... - uśmiecha się tajemniczo, ale zaraz przywołuje się do porządku. - Nic ciekawego w tej Anglii. Wszystkie domy takie same, deszcz non stop pada, nasze Kutno lepsze. Chodzą takie pokemony po ulicach, że tragedia, tak poubierane. - To znaczy jak? - No mówię, jak pokemony. Norwid natychmiast otwiera album ze zdjęciami. - Fajny chłopak ci wyrósł. Wesoły. - Aż za wesoły - Karolina mierzy syna groźnym spojrzeniem.
Ola robi tylko paznokcie
- Zapnij kurtkę, bo cię zawieje - rzuca Rysiek do Olki. Wychodzimy obejrzeć nowe mieszkanie, które Rysiek szykuje dla swojej rodziny. Sam idzie w kapciach, bo to dwa kroki. - Ślub mieliśmy w kwietniu, ale zamiast wesela był pogrzeb, bo moja mama umarła. Takie miałem szczęścia-nieszczęścia. Ale teraz mamy po mamie mieszkanie - 45 metrów. Tylko remont trzeba zrobić. Nowe mieszkanko jest w budynku, który z wyglądu przypomina ten pierwszy, i ma osobne wejście z podwórka. W środku stan surowy. Tylko pokój jest już pomalowany na liliowo. Jeszcze otynkować, pomalować resztę, wycyklinować, zainstalować sanitariaty, przywieźć meble i można mieszkać. - Na pewno zdążycie przed urodzinami dziecka? - niepokoję się. - Na pewno. Dzisiaj robiłem do trzeciej w nocy, ze szwagrem. Problem w tym, że dziecko ma przyjść na świat tuż--tuż, a tu Rysiek jeszcze wybiera się do szpitala. Dochody na razie mają niewielkie - około 500 złotych miesięcznie. Ale po zabiegu Rysiek będzie mógł wrócić do pracy i wtedy na pewno się odkują. - Mam dla kogo robić - zapewnia. - A ty, Ola, pracujesz gdzieś? - pytam. - Nie, bo mam ciążę zagrożoną.
- Ale kurs żona zrobiła - mówi z dumą Rysiek. - Kosmetyczny - przyznaje niechętnie Ola. - Miały być paznokcie, wizaż, fryzjerstwo, ale zrobiłam tylko paznokcie. - Ma certyfikat z paznokci - uściśla Rysiek. - Zawsze mi się podobało robienie paznokci, ale na kursie mi się przestało podobać. - Musiała wcześnie wstawać, wie pani - chichocze Rysiek. - Co nie tak z tymi paznokciami? - dopytuję. - Nie, bo to w sumie trzeba się przy tym strasznie napracować. Te tipsy, to nakładanie, to robienie tego, Jezu.
Wszyscy bliscy Karoliny
W filmie dokumentalnym o niej, który powstał sześć lat temu, Karolina Sobczak mówi, że szuka swojego miejsca na ziemi. Chciałaby mieć lepsze życie niż jej rodzice i sąsiedzi. Dotknęła takiego życia przez moment, kiedy grała w 'Cześć, Tereska'. Tylko że film się skończył, a ona pozostała mieszkanką slumsów przy Mickiewicza. W dodatku ma dziecko, chłopaka dresiarza, a on - tabun pijących koleżków, którzy przesiadują w ich klitce. Kiedyś Karolina lepiej się z nimi dogadywała. Oglądając 'Co dalej z tobą, Karolinko?', czujemy, że jej już z nimi nie po drodze. - Co 'Cześć, Tereska' zmieniła w twoim życiu? - pytam. - Nic - odpowiada ponuro. - Było, minęło. Tyle że poznałam Karolinę Benderę, ona potem zrobiła ten dokument o mnie i dzięki temu prezydent dał mi to mieszkanie. To, że wyrwałam się z Mickiewicza. To to zawdzięczam filmowi, a bezpośrednio Karolinie. - To mało? - No, niby nie. - Z Olą Gietner masz kontakt? - Żadnego. - Masz żal do niej za ten niedoszły wyjazd do Hollywood? - Pewnie. Już miałam paszport, angielskiego się uczyłam. Nie darzę jej sympatią. Ale drzwi bym przed nią nie zamknęła. - Ojciec Norwida zajmuje się synem? - Tyle że na weekendy go weźmie. Zresztą to nie on, jego matka go bierze. Babcia jest OK. Dziadek też był OK, bardzo w Norwida patrzył. Ale właśnie umarł. Aha, i mój brat jeszcze umarł rodzony. 26 lat miał.
- A dlaczego umarł? - Dlaczego, dlaczego? Zapił się, umarł i tak skończył życie. Jego jednego tylko miałam. Z rodzicami nigdy kontaktu za bardzo nie miałam, nie przepadałam za nimi ani oni za mną. A z bratem to byłam razem i w pogotowiu rodzinnym, i w domu dziecka. Przemek źle nie zaczynał. Szkołę dobrą skończył, ożenił się. Ale odszedł od domu, na Mickiewicza go ciągnęło. Pił, pił, pił, pił, żona już go nie chciała, przyszedł tutaj. Mógł mieszkać za darmo, tylko miał warunek postawiony - nie pijesz. A jak pijesz, to żegnamy się i kropka. No i wybrał picie. Źle mu było? Miał czysto, ciepło, miał co jeść, miał co palić, miał w co patrzeć. A jednak wolał na Mickiewicza urzędować po melinach. Ogólnie zgon wyjściowy to był na gruźlicę. Ale do tej gruźlicy były podpunkty. Tyle chorób to ja naraz w życiu nie widziałam: marskość wątroby, niewydolność nerek, niewydolność krążenia, porażenie jakiegoś nerwu strzałkowego, nawet nie wiem, o co tu chodzi, chyba że nie mógł już ruszać kończynami, do tego ropowica, jakiś skąpomocz się przyplątały, tragedia. Córeczkę zostawił - Karolina wyjmuje z portfela zdjęcie pyzatej dziewczynki z warkoczami. - Ładna, co? To jedyna krewna, jaka mi została. No i ta ciotka w Anglii plus Norwid.
Karolina nie przechodzi na zielonym
- Rodzice nie pili non stop. Pili trzy miesiące i wtedy szli do dna. Wszystko w domu było posprzedawane, melina. A potem nagle przestawali i nie pili półtora roku. I było odbudowywanie. Wszystko na nowo kupowali, meblowali, od podstaw. I tak w kółko. Ale gdy pili, to jak przyjechałam z domu dziecka na przepustkę, to musiałam, kurwa, torby u koleżanek trzymać, bo jakbym weszła, to zaraz by złapali i sprzedali. Czasem mi nawet drzwi nie otwierali. Taka to była rodzina, tylko czy to w ogóle była rodzina, zacznijmy od tego. - Ale jak nie pili, to było dobrze, tak? - Proszę cię. Oni patrzyli tylko w Przemka. Mnie nigdy mama ani nie przytuliła, ani na kolana nie wzięła. Jak ojciec miał pieniądze, to dżinsy Przemkowi kupował, a mnie nic. Zawsze obstawiali, że Przemek wyjdzie na ludzi, a ja zostanę alkoholikiem. Tylko że mnie jakoś dziwnym trafem nigdy do alkoholu nie ciągnęło. Dla mnie nie do wyobrażenia jest, żeby dziecku obiadu nie ugotować, nie uprać mu, ze szkoły nie odebrać. Ja jedyna, jedyniusieńka jestem w tej rodzinie, co nie piję, co... - Tylko że nienauczona mama jest - przerywa nieoczekiwanie Norwid. - Czego jest nienauczona? - zaciekawiam się. - Przechodzenia na zielonym. - Nie przechodzisz na zielonym? - Aaa, nie chce mi się stać. Zielone nie zielone, tylko się rozglądam, czy co nie jedzie, i idę.