Trumna z gazet, ołówki z ludzkich prochów, pogrzeb z fajerwerkami znajdują zwolenników wśród ekologów, tych, którzy chcą uszanować styl życia zmarłego lub mieć go zawsze przy sobie.
ZOBACZ TAKŻE
- W następnym numerze (09-11-08, 11:00)
- Plisowana dama (10-12-09, 01:00)
- Kobietki z General Motors (08-10-09, 01:00)
- Niczyj (03-11-08, 18:00)
- O słuchaniu w czasie żałoby (30-10-08, 05:00)
- Mistrz pogrzebów (09-10-08, 11:00)
- Kiedy umrzeć znaczy zasnąć (24-05-09, 01:00)
Jason Rew w marcu tego roku pochował swego ojca, żeglarza i nurka, na dnie Pacyfiku. Urnę z prochami złożył w ważącej tonę, wylanej z betonu 'rafie koralowej'. To był pierwszy pogrzeb zorganizowany przez firmę Great Burial Reef. - Podwodny cmentarz to propozycja dla tych, którzy kochają wodę i dbają o środowisko naturalne - przekonuje Jason, właściciel Great Burial Reef. Sztuczna rafa powstała bowiem we współpracy z biologami i ekologami, którzy zajmują się przywracaniem życia w oceanie. Dodatkowo pochówek pod wodą oszczędza miejsce na ziemi. Rodzina dostaje namiary GPS-owe grobu, a przez internet ogląda to miejsce - z czasem staje się ono domem dla morskich roślin i zwierząt. Podobne usługi oferuje firma Eternal Reef, tyle że prochy zmarłego w tym przypadku zmieszane są z betonem, z którego wykonuje się sztuczną rafę.
Z tego świata można też odejść wystrzałowo. Angels Flight, Celebrate Life, Heavenly Fireworks - to tylko przykładowi producenci fajerwerków zawierających prochy zmarłego. Na taką ceremonię zdecydowała się żona amerykańskiego pisarza i dziennikarza Huntera S. Thompsona (odebrał sobie życie strzałem z pistoletu w wieku 67 lat). - Wielokrotnie powtarzał, że po śmierci chciałby, żeby jego prochy zostały wystrzelone z armaty - opowiada wdowa. Brytyjski pastor Paul Sinclair nie dziwi się temu. - Pogrzeb powinien odnosić się do stylu życia zmarłego - uważa duchowny, który założył motorową firmę pogrzebową Motorcycle Funerals. - Żaden katolik nie zamawia islamskiego ślubu. Dlaczego więc wielbiciel motorów swoją drogę do wieczności ma odbywać w samochodzie? - pyta duchowny. Ostatnio wyprawił pogrzeb stulatce.
Amerykanie od 1997 roku prochy bliskich mogą wystrzelić na orbitę okołoziemską (koszt - od 695 do 37,5 tys. dol.) lub złożyć je na Księżycu. Jednym z pierwszych 'kosmicznych klientów' był Gene Roddenberry, twórca serialu 'Star Trek'. Dotąd odbyło się osiem takich lotów.
Na indonezyjskiej wyspie Celebes dzieci, którym nie wyrosły jeszcze mleczne zęby, grzebie się w pniach drzew. Według lokalnych wierzeń żywica zastępuje mleko matki. Otwór zasłaniany jest matą z włókien palmowych. Z czasem dziura się zasklepia, a dziecko 'żyje' dalej w rosnącym drzewie. Jedyny ślad po grobie to naturalna pionowa rysa-blizna. Holenderka Ingrid Nordt jest autorką serii ubrań-nosidełek, które pozwalają rodzinie być jak najbliżej zmarłego dziecka, do ostatniej chwili otaczać je ciepłem i opieką. - Myśl o złożeniu dziecka w zimnej, twardej trumnie jest dla wielu nie do zaakceptowania - mówi projektantka. Stąd pomysł na miękkie, otulające kokony, które w trakcie pogrzebu trzymają oboje rodzice. Inny projekt Nordt - plecak-śpiwór - pozwala w symboliczny sposób rozpocząć żałobę podczas dźwigania zmarłego na plecach. Po pogrzebie trzeba unieść ciężar żalu, smutku, rozpaczy.
Wystarczy od 3 do 25 tys. dol., by ukochaną osobę mieć zawsze przy sobie. Amerykańska firma LifeGem opracowała technologię zamieniania ludzkich prochów w sztuczne diamenty. Pierwszym etapem jest kremacja. Oddzielony od prochów węgiel zamieniany jest w grafit, a ten z kolei poddawany ciśnieniu i wysokiej temperaturze. Po sześciu miesiącach powstaje diament. Jego kształt i kolor są częściowo zdeterminowane składem chemicznym ludzkiego organizmu. Barbara Deaver decyzję podjęła dzień po śmierci męża. W LifeGem zamówiła naszyjnik podobny w stylu do ślubnej obrączki. Nancy Ryan nosi na palcu pierścień z kamieniem z obojga rodziców. - Kochałam ich i szanowałam. Czuję ulgę, wiedząc, że ten żółty diament to esencja ich życia - mówi Nancy w rozmowie z internetowym serwisem www.msnbc.com.
Holenderka Merel van Tellingen poszła o krok dalej, zamieniając ludzkie prochy w przedmioty użytkowe. Córka, wnuczka i prawnuczka właścicieli zakładu pogrzebowego nigdy nie bała się śmierci. - Śmierć to codzienność - mówi. Dlaczego zamiast wspominać, patrząc na grób, nie mielibyśmy tego robić, słuchając, rysując czy pisząc? Z diamentu z prochów ludzkich można zrobić... igłę adapteru, a potem już tylko słuchać nagranego wcześniej na płytę głosu zmarłego. A z grafitu z ludzkich prochów można zrobić ołówki. Merel zaprojektowała ołówki-bąki. Po wprawieniu ich w ruch zostawiają znaki-wiadomości. Na razie projekty Merel pozostają w sferze koncepcji. Ilość prochów po kremacji jednego człowieka pozwala zrobić 240 ołówków i właśnie tyle mieści się w pudełku, które wymyśliła Brytyjka Nadine Jarvis. Na każdym ołówku widnieje imię zmarłego. Wyjmuje się je pojedynczo, a ostrzy we wbudowanej w pudełko temperówce, która stopniowo zamienia się w urnę z prochami. Jednemu wystarczy żałoba kilkumiesięczna, inny potrzebuje kilku lat. Komplet 240 ołówków pozwoli wspominać zmarłą osobę do końca życia. - Śmierć to chyba ostatnie tabu w zachodnim społeczeństwie - uważa Nadine. I próbuje je przełamywać. Z ludzkich prochów zmieszanych z ptasim pokarmem zrobiła karmnik.
Brytyjczyk William Warren zaprojektował regał, który po śmierci właściciela można złożyć w trumnę. Holenderka Antoinette Klawer wpadła na pomysł trumny z gazet. Miękko spowija zmarłego i rozkłada się wraz z ciałem. Tak jak ecopody - kolorowe trumny z przetworzonej makulatury, które kształtem przypominają nasiona i egipskie sarkofagi. W 1993 roku powstała w Wielkiej Brytanii pierwsza firma oferująca pogrzeb ekologiczny. W 2004 było ich już 200 - informuje 'The Guardian' w artykule o 'zielonych' pogrzebach. Urna Bios firmy Hygeco wykonana z łatwo rozkładającej się celulozy ma dwie części. W wyższej znajduje się ziemia i nasionko wybranego przez klienta drzewa, w niższej - prochy zmarłego, które służą jako nawóz dla rośliny. Cmentarz zamienia się w las.
Cmentarz czy raczej cmentarny park Colney Woodland Burial Park w Norwich w Wielkiej Brytanii zajmuje 12 arów lasu. Ciała grzebane są tu płytko, by jak najszybciej następował proces rozkładu. W Colney każdy - wierzący czy ateista - może wykupić miejsce na grób. Znakiem identyfikującym miejsce pochówku może być drzewo, drewniana tablica, budka lęgowa dla ptaków czy nietoperzy. Czasami jedynym śladem jest wpis do księgi pamiątkowej lub nagrobek na wirtualnym cmentarzu.
Internetowe cmentarze wzbudzają kontrowersje, tym bardziej że wizualnie często przypominają naiwne gry komputerowe. Przeciwnicy twierdzą, że śmierć nie jest wirtualna i nie można jej przeżywać przez ekran monitora. Zwolennicy często mieszkają daleko od grobów swoich bliskich. 'Zaglądam tu codziennie. Mój narzeczony zmarł w Niemczech. Nie mogłam być na pogrzebie. On nie ma nagrobka. Więc chociaż ten wirtualny, żeby pamięć o nim przetrwała...' - pisze Wika na www.wirtualny cmentarz.pl. 'Dla mnie to idealna okazja do pokazania, że życie i pamięć o bliskich jest WIECZNA' - komentuje Monia. K na tswdracolp.bblog.pl
Pamięć jest tematem tegorocznego dyplomu Marty Południkiewicz, studentki wzornictwa przemysłowego ASP w Warszawie. Niewielki przedmiot, który zaprojektowała, przypomina płytę CD. Ze szlachetnego metalu, szczelnie zamknięty w szklanej powłoce, z jednej strony jest zapisany: tekstem, obrazami, muzyką - wspomnieniami o zmarłym, np. pamiętnikiem, rodzinnymi zdjęciami, jego głosem lub filmem z najważniejszych chwil życia. Druga strona to rodzaj medalionu z portretem, imieniem i nazwiskiem zmarłego. Krążek wraz z prochami umieszcza się w urnie, której projekt jest częścią dyplomu Marty Południkiewicz. - Tradycyjne cmentarze są miejscami wiecznego spoczynku z nazwy - twierdzi projektantka. - Tak naprawdę to poczekalnie do zapomnienia. Groby są dzierżawione na konkretny czas. Po jego upływie następuje ekshumacja i sprzedaż miejsca kolejnemu klientowi. Jedyne świadectwo o poprzednim zmarłym spoczywa w aktach cmentarnych, a jest to zdawkowa informacja z imieniem, nazwiskiem, datą narodzin i śmierci.
Zrealizowanych projektów współczesnych cmentarzy jest niewiele. - Strach ludzi przed śmiercią spowodował, że kultura cmentarna upadła - uważa Michael Howe z pracowni architektonicznej Mae, która projektuje cmentarz Wilbury Hills w Letchworth w Wielkiej Brytanii. Żeby ten strach oswoić, projekt Wilbury Hills zakłada, że w cmentarnej kaplicy odbywać się będą zajęcia z religii i 'lekcje cmentarne' dla dzieci, które przybliżą im temat śmierci i pogrzebu. Cały cmentarz ma być równocześnie terenem rekreacyjnym dla lokalnej społeczności, z żywopłotami, trawnikami, drewnianymi przepierzeniami. Ma bardziej przypominać park, przywracając w ten sposób tradycję wiktoriańskich cmentarzy - miejsc spacerów, spotkań.
A może jednak wcale nie muszą powstawać nowe cmentarze? Na tegorocznym Biennale Architektury w Wenecji w pawilonie polskim (pierwsza nagroda) na jednym z fotograficznych kolaży Kobasa Laksy warszawski biurowiec Rondo 1 zamienił się w cmentarz. Wystawa przepowiada przyszłość współczesnych stołecznych budynków. - Skoro spiętrzamy w budynkach ludzi, dlaczego nie mielibyśmy tego robić z umarłymi - tłumaczą pomysł wystawy jej kuratorzy Grzegorz Piątek i Jarosław Trybuś.
'Artystka poszukuje osoby umierającej, chętnej, by ze swego ciała uczynić dzieło sztuki' - brzmiał anons we francuskiej prasie zamieszczony przez Beatrice Blanchard. Artystka chce pokryć płatkami złota ciało chętnego już po jego śmierci. - Trzeba oddramatyzować śmierć, przywrócić jej miejsce w rytuałach - uważa Blanchard. Jej zdaniem śmierć wyniesiona do rangi sztuki przestanie być tematem wstydliwym. Stanie się elementem życia, którym można się dzielić z innymi, przeżywać wspólnie, jak czyniono to dawniej. Jednego chętnego do pomalowania złotem już ma.
Z tego świata można też odejść wystrzałowo. Angels Flight, Celebrate Life, Heavenly Fireworks - to tylko przykładowi producenci fajerwerków zawierających prochy zmarłego. Na taką ceremonię zdecydowała się żona amerykańskiego pisarza i dziennikarza Huntera S. Thompsona (odebrał sobie życie strzałem z pistoletu w wieku 67 lat). - Wielokrotnie powtarzał, że po śmierci chciałby, żeby jego prochy zostały wystrzelone z armaty - opowiada wdowa. Brytyjski pastor Paul Sinclair nie dziwi się temu. - Pogrzeb powinien odnosić się do stylu życia zmarłego - uważa duchowny, który założył motorową firmę pogrzebową Motorcycle Funerals. - Żaden katolik nie zamawia islamskiego ślubu. Dlaczego więc wielbiciel motorów swoją drogę do wieczności ma odbywać w samochodzie? - pyta duchowny. Ostatnio wyprawił pogrzeb stulatce.
Amerykanie od 1997 roku prochy bliskich mogą wystrzelić na orbitę okołoziemską (koszt - od 695 do 37,5 tys. dol.) lub złożyć je na Księżycu. Jednym z pierwszych 'kosmicznych klientów' był Gene Roddenberry, twórca serialu 'Star Trek'. Dotąd odbyło się osiem takich lotów.
Co jeszcze można zrobić z ciałem po śmierci? Przeczytaj w Wysokich Obcasach
>Na indonezyjskiej wyspie Celebes dzieci, którym nie wyrosły jeszcze mleczne zęby, grzebie się w pniach drzew. Według lokalnych wierzeń żywica zastępuje mleko matki. Otwór zasłaniany jest matą z włókien palmowych. Z czasem dziura się zasklepia, a dziecko 'żyje' dalej w rosnącym drzewie. Jedyny ślad po grobie to naturalna pionowa rysa-blizna. Holenderka Ingrid Nordt jest autorką serii ubrań-nosidełek, które pozwalają rodzinie być jak najbliżej zmarłego dziecka, do ostatniej chwili otaczać je ciepłem i opieką. - Myśl o złożeniu dziecka w zimnej, twardej trumnie jest dla wielu nie do zaakceptowania - mówi projektantka. Stąd pomysł na miękkie, otulające kokony, które w trakcie pogrzebu trzymają oboje rodzice. Inny projekt Nordt - plecak-śpiwór - pozwala w symboliczny sposób rozpocząć żałobę podczas dźwigania zmarłego na plecach. Po pogrzebie trzeba unieść ciężar żalu, smutku, rozpaczy.
Wystarczy od 3 do 25 tys. dol., by ukochaną osobę mieć zawsze przy sobie. Amerykańska firma LifeGem opracowała technologię zamieniania ludzkich prochów w sztuczne diamenty. Pierwszym etapem jest kremacja. Oddzielony od prochów węgiel zamieniany jest w grafit, a ten z kolei poddawany ciśnieniu i wysokiej temperaturze. Po sześciu miesiącach powstaje diament. Jego kształt i kolor są częściowo zdeterminowane składem chemicznym ludzkiego organizmu. Barbara Deaver decyzję podjęła dzień po śmierci męża. W LifeGem zamówiła naszyjnik podobny w stylu do ślubnej obrączki. Nancy Ryan nosi na palcu pierścień z kamieniem z obojga rodziców. - Kochałam ich i szanowałam. Czuję ulgę, wiedząc, że ten żółty diament to esencja ich życia - mówi Nancy w rozmowie z internetowym serwisem www.msnbc.com.
Holenderka Merel van Tellingen poszła o krok dalej, zamieniając ludzkie prochy w przedmioty użytkowe. Córka, wnuczka i prawnuczka właścicieli zakładu pogrzebowego nigdy nie bała się śmierci. - Śmierć to codzienność - mówi. Dlaczego zamiast wspominać, patrząc na grób, nie mielibyśmy tego robić, słuchając, rysując czy pisząc? Z diamentu z prochów ludzkich można zrobić... igłę adapteru, a potem już tylko słuchać nagranego wcześniej na płytę głosu zmarłego. A z grafitu z ludzkich prochów można zrobić ołówki. Merel zaprojektowała ołówki-bąki. Po wprawieniu ich w ruch zostawiają znaki-wiadomości. Na razie projekty Merel pozostają w sferze koncepcji. Ilość prochów po kremacji jednego człowieka pozwala zrobić 240 ołówków i właśnie tyle mieści się w pudełku, które wymyśliła Brytyjka Nadine Jarvis. Na każdym ołówku widnieje imię zmarłego. Wyjmuje się je pojedynczo, a ostrzy we wbudowanej w pudełko temperówce, która stopniowo zamienia się w urnę z prochami. Jednemu wystarczy żałoba kilkumiesięczna, inny potrzebuje kilku lat. Komplet 240 ołówków pozwoli wspominać zmarłą osobę do końca życia. - Śmierć to chyba ostatnie tabu w zachodnim społeczeństwie - uważa Nadine. I próbuje je przełamywać. Z ludzkich prochów zmieszanych z ptasim pokarmem zrobiła karmnik.
Brytyjczyk William Warren zaprojektował regał, który po śmierci właściciela można złożyć w trumnę. Holenderka Antoinette Klawer wpadła na pomysł trumny z gazet. Miękko spowija zmarłego i rozkłada się wraz z ciałem. Tak jak ecopody - kolorowe trumny z przetworzonej makulatury, które kształtem przypominają nasiona i egipskie sarkofagi. W 1993 roku powstała w Wielkiej Brytanii pierwsza firma oferująca pogrzeb ekologiczny. W 2004 było ich już 200 - informuje 'The Guardian' w artykule o 'zielonych' pogrzebach. Urna Bios firmy Hygeco wykonana z łatwo rozkładającej się celulozy ma dwie części. W wyższej znajduje się ziemia i nasionko wybranego przez klienta drzewa, w niższej - prochy zmarłego, które służą jako nawóz dla rośliny. Cmentarz zamienia się w las.
Cmentarz czy raczej cmentarny park Colney Woodland Burial Park w Norwich w Wielkiej Brytanii zajmuje 12 arów lasu. Ciała grzebane są tu płytko, by jak najszybciej następował proces rozkładu. W Colney każdy - wierzący czy ateista - może wykupić miejsce na grób. Znakiem identyfikującym miejsce pochówku może być drzewo, drewniana tablica, budka lęgowa dla ptaków czy nietoperzy. Czasami jedynym śladem jest wpis do księgi pamiątkowej lub nagrobek na wirtualnym cmentarzu.
Internetowe cmentarze wzbudzają kontrowersje, tym bardziej że wizualnie często przypominają naiwne gry komputerowe. Przeciwnicy twierdzą, że śmierć nie jest wirtualna i nie można jej przeżywać przez ekran monitora. Zwolennicy często mieszkają daleko od grobów swoich bliskich. 'Zaglądam tu codziennie. Mój narzeczony zmarł w Niemczech. Nie mogłam być na pogrzebie. On nie ma nagrobka. Więc chociaż ten wirtualny, żeby pamięć o nim przetrwała...' - pisze Wika na www.wirtualny cmentarz.pl. 'Dla mnie to idealna okazja do pokazania, że życie i pamięć o bliskich jest WIECZNA' - komentuje Monia. K na tswdracolp.bblog.pl
Pamięć jest tematem tegorocznego dyplomu Marty Południkiewicz, studentki wzornictwa przemysłowego ASP w Warszawie. Niewielki przedmiot, który zaprojektowała, przypomina płytę CD. Ze szlachetnego metalu, szczelnie zamknięty w szklanej powłoce, z jednej strony jest zapisany: tekstem, obrazami, muzyką - wspomnieniami o zmarłym, np. pamiętnikiem, rodzinnymi zdjęciami, jego głosem lub filmem z najważniejszych chwil życia. Druga strona to rodzaj medalionu z portretem, imieniem i nazwiskiem zmarłego. Krążek wraz z prochami umieszcza się w urnie, której projekt jest częścią dyplomu Marty Południkiewicz. - Tradycyjne cmentarze są miejscami wiecznego spoczynku z nazwy - twierdzi projektantka. - Tak naprawdę to poczekalnie do zapomnienia. Groby są dzierżawione na konkretny czas. Po jego upływie następuje ekshumacja i sprzedaż miejsca kolejnemu klientowi. Jedyne świadectwo o poprzednim zmarłym spoczywa w aktach cmentarnych, a jest to zdawkowa informacja z imieniem, nazwiskiem, datą narodzin i śmierci.
Zrealizowanych projektów współczesnych cmentarzy jest niewiele. - Strach ludzi przed śmiercią spowodował, że kultura cmentarna upadła - uważa Michael Howe z pracowni architektonicznej Mae, która projektuje cmentarz Wilbury Hills w Letchworth w Wielkiej Brytanii. Żeby ten strach oswoić, projekt Wilbury Hills zakłada, że w cmentarnej kaplicy odbywać się będą zajęcia z religii i 'lekcje cmentarne' dla dzieci, które przybliżą im temat śmierci i pogrzebu. Cały cmentarz ma być równocześnie terenem rekreacyjnym dla lokalnej społeczności, z żywopłotami, trawnikami, drewnianymi przepierzeniami. Ma bardziej przypominać park, przywracając w ten sposób tradycję wiktoriańskich cmentarzy - miejsc spacerów, spotkań.
A może jednak wcale nie muszą powstawać nowe cmentarze? Na tegorocznym Biennale Architektury w Wenecji w pawilonie polskim (pierwsza nagroda) na jednym z fotograficznych kolaży Kobasa Laksy warszawski biurowiec Rondo 1 zamienił się w cmentarz. Wystawa przepowiada przyszłość współczesnych stołecznych budynków. - Skoro spiętrzamy w budynkach ludzi, dlaczego nie mielibyśmy tego robić z umarłymi - tłumaczą pomysł wystawy jej kuratorzy Grzegorz Piątek i Jarosław Trybuś.
'Artystka poszukuje osoby umierającej, chętnej, by ze swego ciała uczynić dzieło sztuki' - brzmiał anons we francuskiej prasie zamieszczony przez Beatrice Blanchard. Artystka chce pokryć płatkami złota ciało chętnego już po jego śmierci. - Trzeba oddramatyzować śmierć, przywrócić jej miejsce w rytuałach - uważa Blanchard. Jej zdaniem śmierć wyniesiona do rangi sztuki przestanie być tematem wstydliwym. Stanie się elementem życia, którym można się dzielić z innymi, przeżywać wspólnie, jak czyniono to dawniej. Jednego chętnego do pomalowania złotem już ma.
Źródło: Wysokie Obcasy
-
to lepsze niż kolejne hektary na cmentarze
annika.h
17.11.08, 23:33
zamiast tworzyć w miastach nowe parki władze zachodzą w głowę ,gdzie by tukolejny cmentarz otworzyć.Przykład Wrocław,gdzie mieszkam.Najpierw były zakusyna fragment parku grabiszyńskigo,potem»
-
kretynizmy z tymi ołówkami
4v
18.11.08, 03:23
niektorzy maja niezle nasrane w glowie, moze od razu zmarłego pomniejszyć,zasuszyć i zrobić lalke dla prawnuków?echh, na szczęście to już ostatni wiek, w którym ludzie umierają (nie z »
-
Projekt ostateczny
yoginka_pl
18.11.08, 09:57
Bardzo podoba mi się pomysł "przerobienia" zmarłego w diament. Jest pewnie koszmarnie drogi, ale chciałabym moich bliskich móc własnie tak pochować. I chciałabym, aby mnie ktoś kiedyś nosił »
W numerze z 4 września
- Wysokie Obcasy to sobotni dodatek Gazety Wyborczej
- Galeria okładek
- Kup E-wydanie
Najczęściej czytane24 htydzień





więcej zdjęć




