http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Królestwo Niebieskie za 50 żon

Tekst: Agnieszka Jucewicz
07.09.2008 , aktualizacja: 09.09.2008 18:06
A A A Drukuj
W budynku świątyni znajduje się pokój z łóżkami, na których nieletnie żony spędzają 'noc poślubną'
Kobiety pozostające w poligamicznych małżeństwach
Fot. Tony Gutierrez AP
Kobiety pozostające w poligamicznych małżeństwach
Kobiety pozostające w poligamicznych małżeństwach
Fot. DOUGLAS C. PIZAC AP
Kobiety pozostające w poligamicznych małżeństwach
Kobiety pozostające w poligamicznych małżeństwach
Fot. STUART JOHNSON AP
Kobiety pozostające w poligamicznych małżeństwach
ZOBACZ TAKŻE
W kwietniu tego roku na telefon zaufania w Eldorado zadzwoniła 16-letnia Sara. Łkając, opowiadała o tym, że jest zmuszana do współżycia ze swoim o wiele starszym mężem, że jest bita oraz że w podobnej sytuacji znajduje się kilkadziesiąt innych dziewcząt. Interweniowano natychmiast. Wskazane przez dziewczynkę ranczo otoczyły wozy policyjne, zablokowano drogi i siłą włamano się do środka. Sary nie znaleziono. Ale za to wywieziono z osady 437 dzieci (sto z nich poniżej drugiego roku życia) i oddelegowano do schroniska, a potem rozdzielono po rodzinach zastępczych w całym Teksasie. Powód: zagrożenie życia i zdrowia oraz niezdolność matek do ochrony swoich dzieci przed niemoralnymi praktykami.

Eldorado w Teksasie. Colorado City w Arizonie. Hildale w stanie Utah. Krajobraz jak ze starych westernów. Po drodze migają opuszczone stacje benzynowe, zamknięte bary, miasteczka widma, które mieszkańcy zostawili dla lepszego życia. Odludzie. Idealne schronienie dla sekty. Tutaj wybudował swoje osady Fundamentalistyczny Kościół Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich. Radykalny odłam Kościoła mormonów, z którym zerwał w 1890 r., kiedy wydano zakaz wielożeństwa. Jego członkowie nadal praktykują poligamię i wydają za mąż nieletnie dziewczynki. Wierzą, że posiadanie kilku żon zapewni im miejsce w Królestwie Niebieskim.

Osady wyglądają niemal identycznie. Wysokie drewniane albo murowane ogrodzenie oznakowane jest tablicami: 'Teren prywatny. Wstęp wzbroniony'. Za nim: gigantyczna świątynia, szkoła, kilka budynków mieszkalnych, pomieszczenia gospodarcze, ogród warzywny, pola uprawne, dojarnia dla krów. Samowystarczalność pozwala im ograniczać kontakty ze światem zewnętrznym do minimum. Od dziecka wyznawcom wpaja się, że świat za murem jest pełen zła, nieprawości i wrogości. Tutaj nie czyta się książek, nie ogląda telewizji ani filmów - chyba że nagrania z kazaniami lidera sekty Warrena Jeffsa.

Wielodzietne rodziny przeważnie żyją z zasiłku i prac dorywczych. Mężczyźni zwykle pomagają przy budowie domów okolicznych sąsiadów albo wykonują drobne prace remontowe. Kobiety rzadko opuszczają osady. Jeśli pracują (zwykle jako nauczycielki), całą swoją pensję oddają mężowi. Można ich spotkać na zakupach w pobliskim Wal-Marcie. Mężczyźni nie wyróżniają się specjalnie wśród pozostałych mieszkańców Południa - zwykle noszą robocze ubrania. Kobiety za to wyglądają jak pierwsze amerykańskie osadniczki - w długich płóciennych sukniach do kostek, zapiętych pod szyję niezależnie od pory roku. Nie obcinają włosów. Nie malują się. Ich najważniejszym przeznaczeniem jest wyjść za mąż i urodzić dzieci. Jak najwięcej dzieci. Często zostają kolejnymi żonami o kilkanaście lub kilkadziesiąt lat starszego mężczyzny.

Nikt nie pyta ich o zgodę na małżeństwo ani o wybór partnera. To decyzja Boga, a w rzeczywistości - przewodniczącego Kościoła. Dzieci wychowują wspólnie w jednym domu. Zdarza się, że karmią piersią nie swoje niemowlaki. Bardzo często dzieci nie wiedzą, kto jest ich matką biologiczną albo wskazują kilka naraz. Wiek panien młodych jest zawyżany w dokumentach. Śluby zawierane w obrębie Kościoła nie mają mocy prawnej, więc bardzo trudno postawić członków wspólnoty w stan oskarżenia za poligamię albo ślub z nieletnią. Jeśli w końcu się to uda, stoją za sobą murem. Milczą, kręcą. Nieletnie żony nie przyznają się do swoich dzieci, mężowie zaprzeczają, że związali się z 13-latką. Boją się, że brak lojalności wobec Kościoła skaże ich na wieczne potępienie.

Od kilku lat kryzys w Kościele się pogłębia. Nękają go wewnętrzne spory o władzę, o kierunek, w którym powinien zmierzać, o kwestie finansowe (zwykli członkowie Kościoła żyją bardzo skromnie, za to ci u władzy mieszkają w luksusowych rezydencjach i poruszają się z ochroną). Coraz częściej zdarzają się ucieczki z sekty. Trzy lata temu udało się to 35-letniej Carolyn Jessop. W zeszłym roku opublikowała książkę, w której opisała gwałty małżeńskie, znęcanie się i psychiczną przemoc, jakich doświadczyła w trakcie 17-letniego małżeństwa. Dzisiaj działa w organizacji, która pomaga byłym członkiniom sekty zacząć życie na nowo.

Na początku 2006 r. na listę najbardziej poszukiwanych przez FBI przestępców Ameryki obok Osamy ben Ladena i Diega Montoi, kolumbijskiego barona narkotykowego, trafił 50-letni Warren Jeffs - główny prorok i lider Kościoła oraz mąż 50 kobiet (część z nich odziedziczył po swoim zmarłym ojcu). Postawiono mu zarzuty kontaktów seksualnych z nastolatką (swoją żoną) oraz aranżowanie małżeństw kilku innych nieletnich, co oficjalnie nazwano 'współudziałem w gwałcie'. Kilka miesięcy później Jeffsa złapano, a w listopadzie zeszłego roku skazano go na dziesięć lat więzienia. Dosyć obojętne dotąd władze stanowe zaczęły szukać sposobów na rozbicie Kościoła. W Eldorado w Teksasie udało się im zainstalować wtyczkę, która poinformowała lokalną policję między innymi o tym, że w budynku świątyni znajduje się pokój z łóżkami, na których nieletnie dziewczynki spędzają 'noc poślubną'.

Proces, który rozpoczął się po wtargnięciu policji do osady w Eldorado, prawdopodobnie długo jeszcze się nie zakończy. Na początku czerwca sąd najwyższy orzekł, że postępowanie władz stanowych wobec wspólnoty było jawnym nadużyciem. Nakazał zwrócenie dzieci ich rodzicom. Matki opowiedziały mediom, jaką cenę dzieci zapłaciły za separację - najmniejsze ich nie rozpoznały, inne płakały tygodniami, wiele zaczęło chorować, niektóre stały się agresywne. Policji udało się ustalić tożsamość 168 matek i 69 ojców. Nie wiadomo, kim są matki ponad setki dzieci. Osadnicy podają nieprawdziwe dane. Żeby ustalić tożsamość członków sekty, przeprowadzane są testy DNA.

Tylko niewielka część rodzin wróciła na ranczo w Eldorado. Większość przeniosła się do osad w Colorado City i w Hildale, niektórzy wynajęli mieszkania w małych teksaskich miasteczkach. W połowie lipca amerykańska fotografka Stephanie Sinclair otrzymała od władz sekty pozwolenie na sfotografowanie członków, którzy biorą udział w procesie.

Na ranczu na przedmieściach San Antonio Sinclair znalazła m.in. Teresę Jeffs, córkę Warrena Jeffsa, z jej liczną rodziną. W czteropokojowym mieszkanku w San Antonio sfotografowała Sally Jeffs, matkę piętnaściorga dzieci. W Converse spotkała 19-letnią Vedę Keate, mamę dwulatki, od której przedstawiciele władz właśnie pobierali próbkę do zbadania DNA. Dziennikarka 'New York Timesa' Sara Corbett, która pisała o wydarzeniach w Eldorado, podsumowuje: 'Co ciekawe, w sprawie, w której chodzi o męską dominację, władzę i wykorzystywanie, to przede wszystkim kobiety muszą publicznie podjąć rękawicę: występując w sądzie, broniąc swojej wiary i stylu życia, (...) kontaktując się z prokuratorami, sędziami i mediami'. Jeśli nie wydadzą swoich mężów, ojców, braci - sprawa będzie się ciągnąć dalej. Jeśli to zrobią - mężczyźni zostaną skazani, a one stracą jakiekolwiek oparcie dla swoich dzieci. Prawnie nie należy im się żadne zabezpieczenie, bo oficjalnie nie są mężatkami.

Podziel się