W gablotach umieściła plastry wosku do depilacji z wyrwanymi włosami, a pod nimi podpisy: 'stary mężczyzna', 'dziewczyna', 'artysta'. Plaster podpisany 'piękna kobieta' był czysty

Fot. Shilpa Gupta Studio
'Supermarket z nerkami', 2002-03 r.

Fot. Shilpa Gupta Studio
Bez tytułu, 2001 r., to wycinanki ze szmatek poplamionych krwią menstruacyjną

fot. Shilpa Gupta Studio
Bez tytułu, 2006 r.

Fot. Fotolink
Shilpa Gupta

Fot. Fotolink
Kontynuacją 'Tu nie ma żadnego ładunku wybuchowego' było wystawienie przedmiotów odebranych pasażerom na lotnisku w Bombaju
ZOBACZ TAKŻE
- Kobiece w samo południe (08-12-09, 01:00)
- Sprawa pochodzenia (07-11-09, 10:00)
- Połowa Indii to my (24-08-08, 11:00)
- Drugie życie wdowy (24-08-08, 11:00)
- Głód tłumu (03-08-08, 11:00)
- Moja wioska ma milion mieszkańców (30-07-08, 01:00)
- Anioł ze sztyletem w dłoni (13-07-08, 11:00)
Wernisaż wystawy 'Tu nie ma żadnego ładunku wybuchowego' odbył się w londyńskim mieszkaniu. Na podłodze stały obite białym płótnem walizki. Na każdej nadrukowano tytułową informację. 31-letnia artystka Shilpa Gupta poprosiła gości o wybranie sobie walizki i zabranie jej ze sobą. Później wysłała do nich e-mail z pytaniem, jak się czuli, idąc z walizką po ulicy.
- Sama byłam bardzo spięta. Spacerowałam po Londynie z 15 minut, ale do metra nie odważyłam się wejść - wspomina artystka. - Nagle mój wygląd, kolor skóry, sposób stawiania kroków nabrały innego znaczenia. Wojna z terroryzmem sprawiła, że każdy z nas jest podejrzany i jednocześnie współodpowiedzialny. Gupta z upodobaniem kwestionuje tradycyjne definicje sztuki. - W moich pracach nie ma oryginału, wszystko może być produkowane w dowolnej ilości, łatwo dystrybuowane - deklaruje. - W 'Tu nie ma...' zastanawiam się, kim jest artysta. Czy osoba, która wychodzi z domu i idzie ulicą z jedną z walizek, też jest artystą, skoro życie tej pracy rozwija się poza ścianami galerii? I jaki udział mają w tym przechodnie na ulicy?
Shilpa zdaje sobie sprawę z tego, że jej sztuka funkcjonuje głównie w środowiskach miejskich. Urodziła się i mieszka w Bombaju. - To metropolia taka sama jak Paryż czy Nowy Jork. Młoda osoba z klasy średniej w Bombaju łatwiej porozumie się z kimś z Delhi czy Nowego Jorku niż z mieszkańcami oddalonej o kilkanaście kilometrów wioski. Poza tym wszędzie można mieć dobry komputer. Nie zamierzam się nigdzie wyprowadzać - mówi. Jedyne ograniczenie, jakie napotyka w ojczyźnie, dotyczy sposobu traktowania sztuki wykorzystującej nowe media. - Wystawy organizuje się przez długie miesiące, walka o sponsora często kończy się fiaskiem. Większość moich prac trafia do indyjskich galerii rok, dwa lata po premierze na Zachodzie.
W Sir J.J School of Art w Bombaju, gdzie studiowała rzeźbę, większość zajęć odbywała się w języku angielskim. - W domu mówiło się w hindi, ale z czasem angielski stał się moim pierwszym językiem. W college'u moja edukacja dotyczyła w większym stopniu historii sztuki świata zachodniego. Łatwiej było znaleźć książkę o awangardzie lat 60. niż o indyjskich malarzach. W swojej dziesięcioletniej karierze wielokrotnie wystawiała we Francji, w Anglii, Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, również w Japonii i na Kubie. Od czterech lat nie musi dorabiać już jako graficzka komputerowa. - Czasem czuję się jak produkt eksportowy - żartuje. - Na Zachodzie ludzie się dziwią, że moja sztuka jest taka 'nowoczesna'. Indie kojarzą się im z tradycyjnym malarstwem i rzeźbą.
1. Weź załączony kawałek materiału i poplam go krwią menstruacyjną. 2. Wysusz materiał. W temperaturze pokojowej może to zająć pół dnia. Aby wyschło szybciej, wywieś na zewnątrz. 3. Wytnij nożyczkami plamy z materiału. Możesz również ciąć pomiędzy plamami, oddzielając ciemne warstwy od jasnych. Włóż wycinki do plastikowej torebki i zwróć artystce. Tak brzmiała instrukcja projektu 'Untitled' z 2001 roku. Pierwszymi kobietami, które Shilpa Gupta poprosiła o współpracę, były członkinie jej rodziny. - Niektóre odmówiły. Uznały, że to obrzydliwe. Inne, szczególnie młode, były bardziej otwarte. Opowiadały, że proces wycinania sprawił, iż przestały odczuwać obrzydzenie. Nieczyste plamy zamieniły się w zwykłą wycinankę. Ciało było jednym z bardzo ważnych tematów i jednocześnie materiałów, które Shilpa wykorzystywała w latach 1998-2001. W galeriach wystawiała zestawy pocztówek ze zdjęciem swoich pleców z białym znamieniem i napisem: 'Zamów teraz!'. Puszczała film o tym, jak obgryza paznokcie. W innej pracy w gablotach galeryjnych umieściła plastry wosku do depilacji z wyrwanymi włosami, a pod nimi podpisy: 'stary mężczyzna', 'dziewczyna', 'artysta'. Plaster podpisany 'piękna kobieta' był czysty. Wyzwalając uznawane za nieczyste kobiece ciało, Shilpa Gupta wpisuje się w tradycję sztuki feministycznej z lat 70., ale sama się z nią nie identyfikuje. - Dużo zawdzięczam feminizmowi. Ale nie mogłabym nazwać się artystką feministyczną. Postulaty feminizmu już się chyba wyczerpały - tłumaczy. - Oczywiście jest jeszcze wiele do zrobienia, ale to już inny poziom. Szlaki zostały przetarte - dodaje. Nie oznacza to, że wyparła się swojej tożsamości genderowej. - To, że jestem kobietą, ma ogromny wpływ na moją percepcję i sztukę. Jako kobieta jestem bardziej czuła na relacje władzy, hierarchię. Jestem po tej drugiej stronie - wyznaje.
Co widać po drugiej stronie? Shilpa z pasją pokazuje nadużycia państwa. Obnaża nacjonalizm wykorzystujący religię do swoich celów, nierówności pomiędzy Południem a Północą, rasizm. Aby o tym opowiedzieć i zaangażować odbiorcę, chętnie korzystała z języka reklamy. W 2002 roku reklamowała napój o nazwie 'Wina' (ang.: Blame). Pod butelką z czerwonym płynem widniał slogan: 'Obwinianie ciebie sprawia, że czuję się tak dobrze, więc winię cię za to, czego nie możesz kontrolować - za religię, narodowość'. Plakat o takiej treści trafi na ulice Bombaju i Karaczi w ramach współorganizowanego przez nią indyjsko-pakistańskiego projektu artystycznego, który poruszał tematy nacjonalizmu, pacyfizmu i wojny. - Ludzie ze wspólną historią, językiem, jedzeniem, aspiracjami i marzeniami zostali podpuszczeni do nienawiści w imię niewidzialnej granicy - komentowała pakistańsko-indyjski konflikt w Kaszmirze. W tym samym roku w indyjskim stanie Gudżarat doszło do pogromu muzułmanów. Tym razem Shilpa napełniła szklane buteleczki czerwoną cieczą imitującą krew. Umieściła je w galerii wraz z instrukcją: 'Wyciśnij trochę płynu z kilku butelek na suchą powierzchnię i posegreguj próbki według rasy i religii'. Potem wzięła pudełko z butelkami i zaniosła je na stację kolejową w Bombaju. - Reakcje ludzi były przeróżne. Od ignorancji, lękliwego przemykania obok po żywe dyskusje. Niektórzy wracali i brali więcej butelek dla rodziny i znajomych. Najtrudniejsza była konfrontacja z dziewczyną, która uwierzyła, że rozdajemy krew. Była w szoku. Ale wszystko odbyło się bez zakłóceń - wspomina Shilpa. Nie to, co w Australii, gdzie ktoś zadzwonił po policję z zarzutem, że Gupta zakłóca spokój.
Prace Shilpy często zaczynają się świetną zabawą, a kończą czkawką. Internetowa gra 'Diamonds and You.com' polega na wybraniu sobie diamentu. Najpierw pojawiają się pytania o rozmiar, kształt, karaty. Potem gracz musi wybrać, jak diament ma być przemycony z Sierra Leone i kto będzie go przycinał, gdy już dotrze do Indii. Czy będzie to np. sześcioletnie dziecko? Czy powinno zarabiać mniej niż pół dolara dziennie? Jak bardzo jego płuca powinny być zanieczyszczone pyłem?
W 2003 roku Gupta została zaproszona do współpracy przez londyńską Tate Gallery. Internetowa strona blessed-bandwidth.net zachęca do zdobycia błogosławieństwa. Do wyboru jest pięć świątyń: buddyjska, hinduistyczna, chrześcijańska, sikhijska oraz aśrama guru Guruji. W każdej czeka instrukcja: 'Usiądź prosto. Nie ruszaj się. Powoli pochyl się do przodu i dotknij czołem punktu X na ekranie komputera'. Autentyczność błogosławieństwa można zweryfikować. Do gry dołączony jest film, na którym Gupta odwiedza każdą ze świątyń i prosi o poświęcenie kabla. - Żaden z duchownych nie odmówił, wszyscy spontanicznie się zaangażowali - relacjonuje artystka. - Chciałam pokazać, jak arbitralne są różnice między religiami, które prowadzą do konfliktów i przemocy. Ze strony można również pobrać aplikację god.exe. Elektroniczny bóg podobny do zabawki tamagotchi wymaga codziennej opieki, karmienia, miłości. Czasem mu się nudzi, czasem narzeka na państwo, które wykorzystuje jego moc do swoich niecnych działań. Gdy go zaniedbasz, umiera.
W ciągu ostatnich pięciu lat Gupta odeszła od dosłownego, perswazyjnego języka reklamy. - Ta forma wypowiedzi w pewnym momencie wydała mi się zbyt łatwa. Przedtem byłam młodą idealistką - żartuje artystka. Nowy trend w jej twórczości można było niedawno zobaczyć w berlińskich galeriach. Zamiast bezkompromisowych instrukcji pojawiły się szumy, trzaski, mruczane piosenki. Przekaz jest bardziej abstrakcyjny, ale tematy pozostają te same. 'Turner Road' to zestaw kilku zdjęć, na których strażnicy pilnują posesji. Ze zdjęć płyną dźwięki ulicznego zgiełku: klaksony, przejeżdżające samochody, rozmowy. - Moje studio znajduje się na tej ulicy. Widok umundurowanych strażników pilnujących w upale i hałasie cudzych nieruchomości wywołuje u mnie dyskomfort. Codziennie ten sam mundur, ta sama poza i to samo nicnierobienie. Ich obecność, która ma zapewnić poczucie bezpieczeństwa, paradoksalnie, wywołuje nieokreślony lęk - opowiada artystka. W instalacji pt. 'Shadow' widz, wchodząc do sali, staje się częścią projekcji. Jego cień odbija się na ścianie i wchodzi w interakcje z istniejącymi cieniami. Im bardziej odbiorca jest aktywny, tym więcej dzieje się na ekranie. 'Shadow' ma trzy części. W pierwszej postacie skaczą widzom na głowę. W drugiej pojawiają się okna oraz postać dziewczynki śpiewającej piosenkę. W trzeciej jest coraz więcej ludzi, z góry zaczynają spadać różne przedmioty. Aż w końcu wszystko staje się czarne. - Cień jest przedłużeniem ja. Przypomina, że istnieje druga, represjonowana strona nas samych - mówi Shilpa Gupta. W komentarzu do instalacji artystka pisze: 'Jestem częścią tego cienia! Ale oni nie zapytali mnie o zgodę. Czy urodziłam się z państwem, społeczeństwem, religią?'. Gupta wierzy, że te ograniczenia można przekroczyć i szuka perspektyw, które podkreślają jedność, a nie różnice. Cienie są jak próbki krwi. Na ich podstawie nie da się podzielić ludzi pod względem rasy, narodowości czy religii.
- Sama byłam bardzo spięta. Spacerowałam po Londynie z 15 minut, ale do metra nie odważyłam się wejść - wspomina artystka. - Nagle mój wygląd, kolor skóry, sposób stawiania kroków nabrały innego znaczenia. Wojna z terroryzmem sprawiła, że każdy z nas jest podejrzany i jednocześnie współodpowiedzialny. Gupta z upodobaniem kwestionuje tradycyjne definicje sztuki. - W moich pracach nie ma oryginału, wszystko może być produkowane w dowolnej ilości, łatwo dystrybuowane - deklaruje. - W 'Tu nie ma...' zastanawiam się, kim jest artysta. Czy osoba, która wychodzi z domu i idzie ulicą z jedną z walizek, też jest artystą, skoro życie tej pracy rozwija się poza ścianami galerii? I jaki udział mają w tym przechodnie na ulicy?
Shilpa zdaje sobie sprawę z tego, że jej sztuka funkcjonuje głównie w środowiskach miejskich. Urodziła się i mieszka w Bombaju. - To metropolia taka sama jak Paryż czy Nowy Jork. Młoda osoba z klasy średniej w Bombaju łatwiej porozumie się z kimś z Delhi czy Nowego Jorku niż z mieszkańcami oddalonej o kilkanaście kilometrów wioski. Poza tym wszędzie można mieć dobry komputer. Nie zamierzam się nigdzie wyprowadzać - mówi. Jedyne ograniczenie, jakie napotyka w ojczyźnie, dotyczy sposobu traktowania sztuki wykorzystującej nowe media. - Wystawy organizuje się przez długie miesiące, walka o sponsora często kończy się fiaskiem. Większość moich prac trafia do indyjskich galerii rok, dwa lata po premierze na Zachodzie.
W Sir J.J School of Art w Bombaju, gdzie studiowała rzeźbę, większość zajęć odbywała się w języku angielskim. - W domu mówiło się w hindi, ale z czasem angielski stał się moim pierwszym językiem. W college'u moja edukacja dotyczyła w większym stopniu historii sztuki świata zachodniego. Łatwiej było znaleźć książkę o awangardzie lat 60. niż o indyjskich malarzach. W swojej dziesięcioletniej karierze wielokrotnie wystawiała we Francji, w Anglii, Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, również w Japonii i na Kubie. Od czterech lat nie musi dorabiać już jako graficzka komputerowa. - Czasem czuję się jak produkt eksportowy - żartuje. - Na Zachodzie ludzie się dziwią, że moja sztuka jest taka 'nowoczesna'. Indie kojarzą się im z tradycyjnym malarstwem i rzeźbą.
1. Weź załączony kawałek materiału i poplam go krwią menstruacyjną. 2. Wysusz materiał. W temperaturze pokojowej może to zająć pół dnia. Aby wyschło szybciej, wywieś na zewnątrz. 3. Wytnij nożyczkami plamy z materiału. Możesz również ciąć pomiędzy plamami, oddzielając ciemne warstwy od jasnych. Włóż wycinki do plastikowej torebki i zwróć artystce. Tak brzmiała instrukcja projektu 'Untitled' z 2001 roku. Pierwszymi kobietami, które Shilpa Gupta poprosiła o współpracę, były członkinie jej rodziny. - Niektóre odmówiły. Uznały, że to obrzydliwe. Inne, szczególnie młode, były bardziej otwarte. Opowiadały, że proces wycinania sprawił, iż przestały odczuwać obrzydzenie. Nieczyste plamy zamieniły się w zwykłą wycinankę. Ciało było jednym z bardzo ważnych tematów i jednocześnie materiałów, które Shilpa wykorzystywała w latach 1998-2001. W galeriach wystawiała zestawy pocztówek ze zdjęciem swoich pleców z białym znamieniem i napisem: 'Zamów teraz!'. Puszczała film o tym, jak obgryza paznokcie. W innej pracy w gablotach galeryjnych umieściła plastry wosku do depilacji z wyrwanymi włosami, a pod nimi podpisy: 'stary mężczyzna', 'dziewczyna', 'artysta'. Plaster podpisany 'piękna kobieta' był czysty. Wyzwalając uznawane za nieczyste kobiece ciało, Shilpa Gupta wpisuje się w tradycję sztuki feministycznej z lat 70., ale sama się z nią nie identyfikuje. - Dużo zawdzięczam feminizmowi. Ale nie mogłabym nazwać się artystką feministyczną. Postulaty feminizmu już się chyba wyczerpały - tłumaczy. - Oczywiście jest jeszcze wiele do zrobienia, ale to już inny poziom. Szlaki zostały przetarte - dodaje. Nie oznacza to, że wyparła się swojej tożsamości genderowej. - To, że jestem kobietą, ma ogromny wpływ na moją percepcję i sztukę. Jako kobieta jestem bardziej czuła na relacje władzy, hierarchię. Jestem po tej drugiej stronie - wyznaje.
Co widać po drugiej stronie? Shilpa z pasją pokazuje nadużycia państwa. Obnaża nacjonalizm wykorzystujący religię do swoich celów, nierówności pomiędzy Południem a Północą, rasizm. Aby o tym opowiedzieć i zaangażować odbiorcę, chętnie korzystała z języka reklamy. W 2002 roku reklamowała napój o nazwie 'Wina' (ang.: Blame). Pod butelką z czerwonym płynem widniał slogan: 'Obwinianie ciebie sprawia, że czuję się tak dobrze, więc winię cię za to, czego nie możesz kontrolować - za religię, narodowość'. Plakat o takiej treści trafi na ulice Bombaju i Karaczi w ramach współorganizowanego przez nią indyjsko-pakistańskiego projektu artystycznego, który poruszał tematy nacjonalizmu, pacyfizmu i wojny. - Ludzie ze wspólną historią, językiem, jedzeniem, aspiracjami i marzeniami zostali podpuszczeni do nienawiści w imię niewidzialnej granicy - komentowała pakistańsko-indyjski konflikt w Kaszmirze. W tym samym roku w indyjskim stanie Gudżarat doszło do pogromu muzułmanów. Tym razem Shilpa napełniła szklane buteleczki czerwoną cieczą imitującą krew. Umieściła je w galerii wraz z instrukcją: 'Wyciśnij trochę płynu z kilku butelek na suchą powierzchnię i posegreguj próbki według rasy i religii'. Potem wzięła pudełko z butelkami i zaniosła je na stację kolejową w Bombaju. - Reakcje ludzi były przeróżne. Od ignorancji, lękliwego przemykania obok po żywe dyskusje. Niektórzy wracali i brali więcej butelek dla rodziny i znajomych. Najtrudniejsza była konfrontacja z dziewczyną, która uwierzyła, że rozdajemy krew. Była w szoku. Ale wszystko odbyło się bez zakłóceń - wspomina Shilpa. Nie to, co w Australii, gdzie ktoś zadzwonił po policję z zarzutem, że Gupta zakłóca spokój.
Prace Shilpy często zaczynają się świetną zabawą, a kończą czkawką. Internetowa gra 'Diamonds and You.com' polega na wybraniu sobie diamentu. Najpierw pojawiają się pytania o rozmiar, kształt, karaty. Potem gracz musi wybrać, jak diament ma być przemycony z Sierra Leone i kto będzie go przycinał, gdy już dotrze do Indii. Czy będzie to np. sześcioletnie dziecko? Czy powinno zarabiać mniej niż pół dolara dziennie? Jak bardzo jego płuca powinny być zanieczyszczone pyłem?
W 2003 roku Gupta została zaproszona do współpracy przez londyńską Tate Gallery. Internetowa strona blessed-bandwidth.net zachęca do zdobycia błogosławieństwa. Do wyboru jest pięć świątyń: buddyjska, hinduistyczna, chrześcijańska, sikhijska oraz aśrama guru Guruji. W każdej czeka instrukcja: 'Usiądź prosto. Nie ruszaj się. Powoli pochyl się do przodu i dotknij czołem punktu X na ekranie komputera'. Autentyczność błogosławieństwa można zweryfikować. Do gry dołączony jest film, na którym Gupta odwiedza każdą ze świątyń i prosi o poświęcenie kabla. - Żaden z duchownych nie odmówił, wszyscy spontanicznie się zaangażowali - relacjonuje artystka. - Chciałam pokazać, jak arbitralne są różnice między religiami, które prowadzą do konfliktów i przemocy. Ze strony można również pobrać aplikację god.exe. Elektroniczny bóg podobny do zabawki tamagotchi wymaga codziennej opieki, karmienia, miłości. Czasem mu się nudzi, czasem narzeka na państwo, które wykorzystuje jego moc do swoich niecnych działań. Gdy go zaniedbasz, umiera.
W ciągu ostatnich pięciu lat Gupta odeszła od dosłownego, perswazyjnego języka reklamy. - Ta forma wypowiedzi w pewnym momencie wydała mi się zbyt łatwa. Przedtem byłam młodą idealistką - żartuje artystka. Nowy trend w jej twórczości można było niedawno zobaczyć w berlińskich galeriach. Zamiast bezkompromisowych instrukcji pojawiły się szumy, trzaski, mruczane piosenki. Przekaz jest bardziej abstrakcyjny, ale tematy pozostają te same. 'Turner Road' to zestaw kilku zdjęć, na których strażnicy pilnują posesji. Ze zdjęć płyną dźwięki ulicznego zgiełku: klaksony, przejeżdżające samochody, rozmowy. - Moje studio znajduje się na tej ulicy. Widok umundurowanych strażników pilnujących w upale i hałasie cudzych nieruchomości wywołuje u mnie dyskomfort. Codziennie ten sam mundur, ta sama poza i to samo nicnierobienie. Ich obecność, która ma zapewnić poczucie bezpieczeństwa, paradoksalnie, wywołuje nieokreślony lęk - opowiada artystka. W instalacji pt. 'Shadow' widz, wchodząc do sali, staje się częścią projekcji. Jego cień odbija się na ścianie i wchodzi w interakcje z istniejącymi cieniami. Im bardziej odbiorca jest aktywny, tym więcej dzieje się na ekranie. 'Shadow' ma trzy części. W pierwszej postacie skaczą widzom na głowę. W drugiej pojawiają się okna oraz postać dziewczynki śpiewającej piosenkę. W trzeciej jest coraz więcej ludzi, z góry zaczynają spadać różne przedmioty. Aż w końcu wszystko staje się czarne. - Cień jest przedłużeniem ja. Przypomina, że istnieje druga, represjonowana strona nas samych - mówi Shilpa Gupta. W komentarzu do instalacji artystka pisze: 'Jestem częścią tego cienia! Ale oni nie zapytali mnie o zgodę. Czy urodziłam się z państwem, społeczeństwem, religią?'. Gupta wierzy, że te ograniczenia można przekroczyć i szuka perspektyw, które podkreślają jedność, a nie różnice. Cienie są jak próbki krwi. Na ich podstawie nie da się podzielić ludzi pod względem rasy, narodowości czy religii.
Źródło: Wysokie Obcasy
W numerze z 28 sierpnia
- Wysokie Obcasy to sobotni dodatek Gazety Wyborczej
- Galeria okładek
- Kup E-wydanie
Najczęściej czytane24 htydzień









