http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Połowa Indii to my

Tekst: Maciej Kuźmicz
2008-08-24, ostatnia aktualizacja 2008-08-20 12:37

Przebudowa Delhi, budowa metra i autostrad - to kobieta. Ruchy ekologiczne - kobiety. Pisarki, armia, policja - powoli padają ostatnie bastiony mężczyzn. Ale to nie znaczy, że jest więcej równości

New Delhi. Pierwsza w historii Indii parada gejów i lesbijek. Zgromadziła 400 osób i została uznana za sukces
Fot. Albert Zawada
New Delhi. Pierwsza w historii Indii parada gejów i lesbijek. Zgromadziła 400 osób i została uznana za sukces
Meenakshi Gopinath,dyrektorka prestiżowego college'u dla dziewcząt
Fot. Albert Zawada
Meenakshi Gopinath,dyrektorka prestiżowego college'u dla dziewcząt
Shantha Hariharan, sekretarz generalna partii kobiet
Fot. Albert Zawada
Shantha Hariharan, sekretarz generalna partii kobiet
Suparna Kudesia, aktywistka
Fot. Albert Zawada
Suparna Kudesia, aktywistka
Suman Krishan Kant, przewodnicząca Frontu Zjednoczonych Kobiet
Fot. Albert Zawada
Suman Krishan Kant, przewodnicząca Frontu Zjednoczonych Kobiet
Aneesha, Rashi, Rohini - studentki Lady Shri Ram College, najbardziej prestiżowej żeńskiej uczelni w Indiach. Absolwentki tej szkoły trafiają na najwyższe stanowiska w biznesie, polityce i instytucjach państwowych
Fot. Albert Zawada
Aneesha, Rashi, Rohini - studentki Lady Shri Ram College, najbardziej prestiżowej żeńskiej uczelni w Indiach. Absolwentki tej szkoły trafiają na najwyższe stanowiska w biznesie, polityce i instytucjach państwowych
ZOBACZ TAKŻE
Fakty są takie: Bombaj - '18-letnia Mehnaz Khan wyszła za mąż bez pozwolenia rodziców. Za karę udusili ją i poćwiartowali' ('The Times of India', 11 lipca). Delhi - 'Podróżująca pociągiem do Delhi 30-latka nie miała biletu. Pokłóciła się z konduktorem. Wyrzucił ją z pociągu w pełnym biegu. Uderzyła w słup trakcji, zginęła. Nikt z przedziału nie pomógł' ('The Times of India', 7 lipca). Jalli, mała wioska w północnych Indiach - 'Nieznana z nazwiska 30-letnia kobieta w biały dzień została rozebrana i pobita. Przyczyny nieznane. Nikogo nie ukarano' ('The Hindu', 13 stycznia). Każda gazeta indyjska podaje codziennie przynajmniej kilka krótkich informacji, w których ofiarami są kobiety. A przecież gazety miliardowego narodu zajmują się tylko sprawami najważniejszymi. Albo najbardziej przerażającymi. - To ponure, przyznaję - mówi Suparna, drobna 25-latka z Delhi, ubrana w dżinsy i krótką kurtę. Studiuje w USA, jest nauczycielką i aktywistką w delhijskich organizacjach pozarządowych działających na rzecz kobiet. To wzór dla wszystkich dziewcząt, które chciałyby zacząć robić karierę. Jest wyzwolona i zdecydowana. Jest silną kobietą w Indiach. Tak jak Pratibha Patil - pierwsza w historii Indii prezydentka. Albo jak Kiran Bedi, pierwsza kobieta generał policji, która dostała Nagrodę Ramona Magsaysaya, czyli azjatyckiego Nobla. Czy jak Kiran Mazumdar, właścicielka biotechnologicznego indyjskiego molocha Biocon wartego 1,1 mld dol. - Czyli nie jest tak źle? - Nie jest. Z jednej strony. A jednocześnie - jest. Rozumiesz? Ani trochę.

Równość, czyli pół na pół

Historia Indii sięga przynajmniej 5 tys. lat wstecz. Na pierwszą w tej historii partię kobiet przyszło czekać do października 2007 roku. Powstała z wielkiej złości. To była złość przeciwko parlamentowi w New Delhi - już ponad 12 lat debatuje nad ustawą, która dawałaby kobietom w Indiach 33 proc. miejsc w parlamencie. Dziś na blisko 800 deputowanych jest tylko 69 kobiet! Mężczyźni nie mają żadnego powodu, żeby się spieszyć z nowym prawem. - Nie chcemy jednej trzeciej. Żądamy połowy miejsc. Należą nam się, bo połowa Indii to my - stwierdziły kobiety i założyły Front Zjednoczonych Kobiet.

Ta partia to jedna z najdziwniejszych organizacji politycznych w New Delhi. Wszyscy polityczni eksperci wyrażają się o niej wyłącznie lekceważąco. - Marginalna. - Nieważna. - Wybryk. W ciągu pół roku partia przyciągnęła ponad 100 tys. członków i członkiń. Nawet w miliardowych Indiach to dużo. - Założyłyśmy ją między innymi po to, żeby było jak najmniej krótkich notek w gazetach. Tych o morderstwach kobiet, o wydziedziczaniu córek, o oblewaniu kwasem. O gwałtach i molestowaniu - mówi Shantha Hariharan i coraz bardziej się zapala. Shantha jest przed emeryturą, ale jej energii wystarczyłoby na obdzielenie przynajmniej kilku 20-latek. Żywe oczy, fioletowe sari w kwiaty i ręce, które cały czas gestykulują - tak wygląda sekretarz generalna pierwszej partii kobiet w Indiach. Mówi nie tylko po tamilsku, w hindi i po angielsku, ale również po portugalsku - robiła doktorat w Lizbonie. - Założyliśmy partię, bo okazuje się, że w miliardowym narodzie nie można się doprosić porządnych praw dla ponad połowy obywateli! To nie jest normalne, że jesteśmy jednym z państw, w którym tylko niecałe 9 proc. miejsc w parlamencie zajmują kobiety - mówi Shantha i pokazuje program partii. Mieści się on na dwóch stronach A4, drukowany jest dużą czcionką. To manifest rozwoju Indii w pigułce. SPOŁECZEŃSTWO: Zlikwidować biedę. Opiekować się osobami starszymi. Elektryczność i woda mają być dostępne dla każdego obywatela. PRAWO: Sprawny system prawny, szybkie procesy - przede wszystkim w sprawach kobiet. GOSPODARKA: Rozwój biznesu i rolnictwa; przede wszystkim małych i rodzinnych firm. EDUKACJA: Obowiązkowa edukacja dla wszystkich do poziomu studiów. Darmowa edukacja dla najbiedniejszych. POLITYKA: Koniec z korupcją. Prosty system polityczny i wyborczy, który zapewni równość mężczyzn i kobiet. - Wiem, zarzucają nam, że jesteśmy dziecinne, że kobiety nie znają się na polityce, że nie wiedzą nic o tym, jak tym wszystkim kierować, i mają piękne idee. Ale od tego się zaczyna. Mamy dość dominacji wielkich partii, które za ciężkie pieniądze kupują głosy. I nie jesteśmy zamknięci na mężczyzn, w żadnym wypadku! To prawda - choć we władzach partii są same kobiety, mężczyźni też przychodzą na spotkania. Na początku najczęściej z żonami, których chcą pilnować. Później przekonują się, że program partii jest nie tylko dla kobiet. - Nasze hasła nie są zupełnie feministyczne. To Europa może sobie na to pozwolić. Ale u nas partia kobiet walczy o równość, o dostęp do edukacji, o wodę, prąd dla ludzi. - Wszystkie partie to mówią. - Ale robią coś zupełnie innego. Znasz Uttar Pradeś? To najludniejszy, ale i najuboższy stan Indii. Sam widziałeś. Tam nie ma porządnych dróg, bo politycy, którzy rządzili dotychczas, napychali kieszenie, zamiast budować. My chcemy budować. Niech mówią, że jesteśmy idealistyczne i pokręcone. Ludzie wiedzą najlepiej, że trzeba zmian, i my jesteśmy tą zmianą. Shantha uśmiecha się i je ciasteczko, które podała do kawy. Sama piekła. Ale w domu na dalekich peryferiach Delhi kawę podaje już jej mąż. - To zupełnie normalne, jestem takim mężem domowym. Ale to normalne, niestety, tylko u nas i może u kilkorga naszych znajomych. Nie w większości domów w Indiach - mówi pan Hariharan, emerytowany wysoki urzędnik, który pomaga swojej żonie nadążyć ze wszystkimi obowiązkami. Shantha ma ich masę - jest nie tylko sekretarz generalną partii, pracuje też społecznie we władzach Mahila Dakshata Samiti, organizacji pozarządowej. Od prawie 30 lat organizacja ta walczy w Indiach o godne traktowanie kobiet. Jej godło - dłoń dzierżąca wałek do ciasta. - To uniwersalny przekaz, tego chyba nie muszę tłumaczyć. Nasza organizacja, tak jak wiele innych nam podobnych, to jedna z ostatnich desek ratunku. Przede wszystkim dla tych kobiet, które znalazły się na zakręcie. W patriarchalnych Indiach 'być na zakręcie' to między innymi wejść w konflikt z teściową i rodziną męża. Ponieważ zgodnie z indyjską tradycją kobieta po ślubie trafia do domu męża, stosunki między żoną i jej nową rodziną to często sprawa życia i śmierci - dosłownie. W Indiach zgodnie z tradycją panią domu jest najstarsza kobieta. To ona dyryguje, wydaje pieniądze, które przynoszą do domu mężczyźni, rozdziela role. Często świeżo upieczona synowa, która wchodzi do rodziny, traktowana jest nie jak nowy jej członek, ale świeża siła robocza. Nie ma prawa o nic prosić, na nic narzekać, nie powinna pod żadnym pozorem mieć własnego zdania. Kiedy będzie miała swoje synowe, będzie im rozkazywać. - Nie zawsze tak jest, nie możemy uogólniać. To by było niesprawiedliwe. Ale można powiedzieć, że w najbiedniejszych rodzinach często tak właśnie bywa. W Indiach najbiedniejsi to blisko 300 mln ludzi z miliarda. I nie jest to jedyny powód, dla którego we wszystkich serialach produkowanych w Bollywood stosunki między synową i teściową są napięte i stanowią zazwyczaj oś filmu. - Jeśli teściowa jest ludzka, synowa ma szansę na normalne życie. - A jeśli jest nieludzka? Zapada chwila milczenia. - To jeżeli uda się ją ocalić, trafia do naszych domów.

Ta chwila milczenia to ponad 5 tys. zgonów rocznie. Oficjalnie, bo nikt nie wie, ile takich zgonów jest naprawdę. Wszystkie - z powodu posagu. W hinduizmie tradycja przekazywania posagu rodzinie męża jest wciąż żywa; jeśli posagu nie ma, to młoda żona przechodzi często piekło. Jest poniżana, teściowa wypomina jej brak pieniędzy, każe pracować w dwójnasób. I choć państwo zabroniło już w latach 60. wymuszania posagu, cały czas morderstwa posagowe się zdarzają. Najczęściej młode żony przez nieuwagę 'oblewają się śmiertelnie wrzątkiem' albo 'nadziewają na nóż kuchenny', albo 'wpadają do paleniska'. Mahila Dakshata Samiti ma osiem miejsc w całych Indiach, do których trafiają kobiety, które porzucił mąż, zostały zgwałcone i wyrzucone przez rodziny z powodu braku posagu, wydziedziczone. To domy na przedmieściach wielkich miast. Tam kobiety dochodzą do siebie, uczą się na nowo żyć. - Mają kursy komputerowe, szycia, księgowości. Wszystkie, które mogą się przydać. Wiele z nich nie umie czytać ani pisać, więc uczymy podstaw - mówi Shantha. W Indiach tylko 48 z każdych stu kobiet potrafi czytać i pisać (wśród mężczyzn aż 74 ze stu). - To, niestety, obiegowa prawda: w dziewczynki się nie inwestuje, bo to się nie opłaca - mówi smutno. Powód? Kobieta odchodzi do domu męża i rodzina musi jej zafundować posag. Dlatego rodzice, którzy nie mają syna, są zawsze skazani na łaskę i niełaskę nowej rodziny swej córki. Czy pozwoli swej synowej na opiekę nad nimi? Czy jej nie odizoluje? To również dlatego na każdych stu Hindusów przypadają tylko nieco ponad 93 Hinduski. Usuwanie płodów dziewczynek jest znacznie częstsze niż płodów chłopców. A gabinety USG reklamują się w gazetach: 'Wydając 600 rupii dziś, oszczędzisz 50 tys. później'. 50 tys. to wartość posagu.

Lotos z mętnej wody

- Jesteśmy bardzo konserwatywnym społeczeństwem. To jest błogosławieństwo, jeśli chcemy zachować tradycję. I piekło, jeśli chcemy dobrze traktować kobiety - mówi Meenakshi Gopinath, zakłada splecione w koszyczek dłonie na kolano i uśmiecha się dobrotliwie. W jej wielkim pokoju dyrektorskim dwa wentylatory mielą powietrze, na czyściutkim stole stoi dopiero co zaparzona herbata, a niezbędne ciasteczka są świeżutkie. Wszystko przyniósł asystent. Meenakshi Gopinath zakłada ręce tak, jakby nie zdawała sobie sprawy z tego, że jest jedną z najpotężniejszych kobiet w Delhi. - Czy kobiety są w Indiach prześladowane? Tak bym nie powiedziała. Ale pewne jest, że mają dalece gorszą pozycję od mężczyzn i wywalczenie sobie równego statusu kosztuje je masę wysiłku - mówi Gopinath. Wie o tym najlepiej, bo już od lat żelazną ręką prowadzi najbardziej prestiżowy college dla dziewcząt w New Delhi. Lady Shri Ram College for Women to przepustka do lepszego życia, kuźnia kadr i jedno z najbardziej wywrotowych miejsc w Delhi. Dziewczyny, które się tam uczą, trafiają na najwyższe stanowiska w biznesie, polityce, urzędach państwowych. - Nasze dziewczyny przebijają się przez szklany sufit. Nie wszystkie, ale te, które chcą, nie mają z tym kłopotu. Znają doskonale swoją wartość i wiedzą, że mogą tyle co mężczyźni - a często jeszcze więcej. Kiedy ja studiowałam, na nowe pokolenie trzeba było czekać dziesięć lat. Dzisiaj pokolenia zmieniają się dwa razy częściej! - mówi pani dyrektor. Za drzwiami gabinetu przesuwa się tłum kolorowych sari, ale również dżinsów i T-shirtów. Dla tradycyjnych dziewcząt w Delhi to często ubiór tabu. Dla uczennic LSR - codzienność. Do drzwi gabinetu co chwila puka zdenerwowany rodzic i dopytuje się o wyniki dzieci. Egzaminy wstępne do college'u to w Indiach drzwi, które mogą szeroko otworzyć się do kariery albo boleśnie zatrzasnąć przy zbyt niskich wynikach w nauce. Jeśli kandydatka chce dostać się do szkoły Gopinath na psychologię, jeden z najbardziej obleganych kierunków, musi mieć przynajmniej 94 proc. trafnych odpowiedzi. - To zostawia mały margines błędu. Nawet bardzo mały. Ale te dziewczyny, które się dostaną, naprawdę tworzą Nowe Indie - mówi Gopinath. I patrzy tak, że wiadomo, że Nowe Indie muszą być pisane wielkimi literami.

Czy faktycznie? - Wystarczy spojrzeć na przestrzeń publiczną. Artystki. Pisarki. Osobowości. W porównaniu z tym, co widzieliśmy jeszcze 20 lat temu, mamy zmianę totalną. Kobieta w tej przestrzeni to nie jest już uległa gwiazdka z filmów Bollywood czy żona, która garnie się do gotowania i dzieci. To często partnerka, a to już przełomowe - mówi pani dyrektor.

Kobiety Indii już od lat 50. były aktywne w przestrzeni publicznej. Ale była to zmiana gospodarcza; reformy lat 90. wypchnęły je z domów na wielką skalę. Zaczęły wychodzić, starać się o pracę, konkurować. Jeśli porównać struktury rządu i organizacje pozarządowe, w Indiach układa się wyraźny wzór: państwo to mężczyźni, ale lud to kobiety. Kobiety są w tych miejscach, w których hierarchia jest mniejsza. Tam, gdzie mniejsze znaczenie mają stereotypy, a większe - kompetencje. Są tam, gdzie trzeba mediować. Weźmy walkę o budowę tam na rzece Narmada. To przecież rozpoczęła kobieta - Medha Patkar. I walczy o prawa dla tych, którzy są za słabi, by sami mogli je sobie wyrwać. Tamy na rzece Narmada to jeden z największych projektów inżynierskich w historii Indii. Za pomocą zapór chcą nawodnić ponad 18 tys. km kw. To wymaga zalania terenów, na których mieszka blisko 300 tys. ludzi. Patkar walczy o to, żeby dostawali odszkodowania. W tej sprawie była w Delhi, stała na barykadach, głodowała. W Indiach jest ikoną. - Przebudowa Delhi, budowa metra i autostrad - to kobieta. Ruchy ekologiczne - kobiety. Pisarki, armia,policja - powoli padają ostatnie bastiony mężczyzn. Ale to nie znaczy, że jest więcej równości - mówi Gopinath. O tym, że dokonuje się zmiana, najlepiej świadczy coraz większa liczba kobiet w biznesie i w firmach technologicznych, które dziś są kręgosłupem szybkich zmian w Indiach. Od kiedy Neelam Dhawan, jedna z najbardziej utalentowanych menedżerek, objęła stery Microsoftu w Indiach, obroty firmy wzrosły o jedną trzecią. Nie dostała tej pracy z łaski - była po prostu najlepsza. Dla Vinity Bali Indie były za ciasne - została jednym z szefów globalnego działu marketingu Coca-Coli. - Kobiety są bardziej umotywowane. Widzę to u swoich uczennic. Mężczyznom niekoniecznie się to podoba - mówi dyrektor Gopinath. Najlepszy barometr zmian społecznych to ogłoszenia matrymonialne. W Indiach jest silna tradycja małżeństw aranżowanych, dziewięć na dziesięć par zostaje ze sobą na zawsze za pośrednictwem rodziców. W gazetach i w internecie w ogłoszeniach są szczegółowe wymagania: kasta, kolor włosów, zamożność, religia. - W wymaganiach często są te konieczne warunki: że musi być dziewica, piękna, zamożna, bla, bla, bla. I na koniec: 'Absolwentki LSR, prosimy nie aplikować'. Nasze dziewczyny wiedzą, że można osiągnąć więcej niż status żony - mówi Gopinath.

Fala świetnie wykształconych kobiet jest nie do zatrzymania - Indie zaczynają zbierać owoce decyzji rodziców sprzed 10-15 lat. Wówczas, na początku boomu gospodarczego, wysyłali oni swoich synów do prowadzenia biznesu. Córki szły do szkół: biznesowych, informatycznych, marketingowych. Wtedy te kierunki były uznawane za mniej męskie niż na przykład inżynier budownictwa, budowy maszyn. Kiedy zaczął się boom informatyczny i światowe firmy elektroniczne i informatyczne uznały, że do Bangalore opłaca się przenosić swoje oddziały, indyjskie kobiety tylko czekały na falę ogłoszeń o pracę. I doczekały się.

- Kolejny krok to polityka. Nie chodzi tylko o to, żebyśmy miały 33 proc. miejsc w parlamencie, jak chce ustawa. Chcemy realnej władzy, wpływu na decyzje. - Największa bariera dla indyjskich kobiet? - Muszą uwierzyć, że są coś warte. Muszą wyjść poza tradycję, te strefy chronione, bezpieczne dla kobiet: dom, posadę nauczycielki, sekretarki. Dopiero wtedy można odtrąbić sukces. Kiedy rozmawiam z młodymi kobietami, to one chcą być wielowymiarowe, odgrywać różne role. Chodzi o to, żeby mogły to robić. Kiedy myślę o kobietach w Indiach, jeden symbol przychodzi mi do głowy - lotos. Z mętnej wody piękny kwiat przebija się na powierzchnię. Urodzić się dziś w Indiach i urodzić się kobietą - to fantastyczne. Bo jeśli chodzi o prawa kobiet i ich miejsce, w ciągu ostatnich 20 lat zmieniło się prawie wszystko - mówi Meenakshi Gopinath.

Ideał nic nie mówi, ideał się uśmiecha

- Naprawdę? - Tak powiedziała pani dyrektor? - Prawie wszystko? Trzy 20-latki patrzą po sobie szeroko otwartymi oczami.

- Wsiądź do autobusu, to się przekonasz, jak dużo się zmieniło. To jest dalej walka na śmierć i życie. Jeśli jesteś kobietą, zostaniesz obmacany, obejrzany, posypią się niewybredne żarty, a jak spróbujesz się odciąć, to oberwiesz. - Różnica w porównaniu z tym, co było 20 lat temu, jest tylko taka, że wcześniej żadna nie ważyła się odezwać - przekrzykują się kolejno trzy przyjaciółki. Rashi jest na trzecim roku, studiuje dziennikarstwo, jest z Delhi. Rohini chce być psycholożką, jest na drugim roku. Przyjechała aż z południa, z Tamil Nadu. Aneesha jest na drugim roku filologii angielskiej. Jej rodzina została w Assamie, na północno-wschodnim krańcu Indii. Wszystkie studiują, ich domem jest LSR. - Praktyka jest nieco inna od teorii. Pozwól, że ci wyjaśnię. Kobieta w Indiach musi walczyć o wszystko z dziesięć razy bardziej niż mężczyzna - mówi Rashi. Nosi niebieskie sari, wygląda jak tysiące dziewczyn w jej wieku. Ale prawdopodobnie osiągnie znacznie więcej. Będzie dziennikarką. Jej inspiracja: Oprah Winfrey. - Bo jest taka niezależna. - Jeśli twój brat cały czas słyszy: 'Jesteś lepszy od siostry', i mówią to rodzice, to jak myślisz, czego innego można się spodziewać? My wszystkie mamy w miarę wykształconych rodziców. Ale mimo to widać, że kobieta i mężczyzna nie są równi w Indiach. Zgodnie z prawem kobieta i mężczyzna mają w Indiach takie same możliwości, mogą dziedziczyć, mają prawo do edukacji. - To fikcja - mówi Rashi. - Przede wszystkim w regionach wiejskich. I choć na co dzień oficjalnie z dyskryminacją kobiet walczy specjalna rządowa komisja ds. kobiet, to jej dane o morderstwach w małżeństwie, o molestowaniu, dyskryminacji w pracy to zaledwie wierzchołek góry lodowej.

- Nasza nauczycielka pracowała w komisji kobiet, opowiadała, że skarg jest wielokrotnie mniej niż przemocy w rzeczywistości. My to widzimy. Żyjemy w patriarchalnym społeczeństwie, w Delhi kobiety nie mogą chodzić po ulicy same.

- Jak to? - Jak zaczyna zmierzchać, wszystkie dziewczyny spieszą się do domu. Boją się gwałtu, boją się napadu. Nikt ci nie pomoże, jak jesteś kobietą, bo przecież to twoja wina. A w policji co prawda pracują kobiety, ale skargę od zgwałconych jakoś zwykle przyjmują faceci. Dziwne, prawda? Poza tym ideał kobiety w Indiach pomaga w zachowaniu takiej skostniałej, patriarchalnej struktury. - A jaki jest? - W nowoczesnych Indiach kobieta musi być posłuszna - mówi Aneesha i wszystkie dziewczyny wyraźnie się ożywiają. - Kobieca! - Usłużna. - Musi być w domu, to jest jej główne zajęcie. I zainteresowanie.

- Cicha, nie odpyskuje. Musi być pokorna. - Wychodzi za mąż nie później niż w wieku 25 lat. - No i ma dzieci, nie jedno, kilkoro. To ważne. - I to jest zawsze jej wina. - Tak, to zawsze jest wina kobiety. Dziewczyny się śmieją. - Tam, skąd pochodzę, w Assamie, mieszka cały czas wiele plemion, tradycyjnych, z zupełnie odrębną kulturą. W jednym z nich kobieta odgrywa rolę głowy rodziny. Własność przechodzi z matki na najstarszą córkę, nie z ojca na syna. Ale to wyjątek. Poza tym w Indiach bardzo często kobieta nie dostaje nic, gdy jej rodzice umierają. Wszystko bierze syn - opowiada Aneesha. - Trudno wyrwać się z tego systemu, bo wszyscy oczekują, że będziesz taka jak mama i babcia. Czyli posłuszna. Spójrz, jak zachowują się kobiety, nawet te, które już coś osiągnęły. Nie znam żadnej, która nie miałaby męża. Chyba że jest lesbijką. - Nasze matki mówią: 'Jesteś kobietą, musisz robić tak, jak mówią mężczyźni'. Nawet kiedy ci mężowie są nieudacznikami. Nawet jak taka kobieta się zbuntuje, dokąd pójdzie ze skargą? Teściowa ją pogoni, własna matka poradzi, żeby siedziała cicho. I żeby to się zmieniło, musi upłynąć masa czasu. - Dziesięć lat? Piętnaście? - Mam nadzieję, że za mojego życia. Ale wątpię. Na razie wszystkie trzy popijają herbatę, śmieją się i naradzają, co już zmieniło się na lepsze. - Małżeństwo. Moi rodzice już powiedzieli, że będę mogła sama wybrać - mówi Rohini. Dziś w Indiach dziewięć na dziesięć małżeństw to małżeństwa aranżowane. Partnera na całe życie poznaje się przez rodziców, swatki i portale matrymonialne. To znaczy, że w najlepszym wypadku 20-latka, kierując się radami rodziny, wybiera jednego z zaproponowanych jej kandydatów. W najgorszym - dostaje za męża kogoś, kogo wybiorą jej rodzice. I choć w Indiach istnieje instytucja rozwodu, to żeby z niej skorzystać, trzeba być świetnie wykształconą, pewną siebie kobietą, która ma źródło utrzymania. Nieliczne spośród półmiliardowej rzeszy kobiet mogą tak o sobie powiedzieć. - Ja chcę mieć rodzinę. I karierę. Wszystko ma swój czas i miejsce. Chcę sama decydować. Moi dziadkowie byli oczywiście aranżowanym małżeństwem, moi rodzice też. Dopiero ja mogę wybrać. To zajęło dwa pokolenia - mówi Rohini.

Chodzi o wybór

- Są zmiany - i ich nie ma. Widzisz, mówiłam - śmieje się wyraźnie rozbawiona Suparna. - Tak jest w Indiach. Każde zdanie, które o tym kraju sformułujesz, ma zdanie przeciwne. I oba są prawdziwe! To nie paradoks, ten kraj taki jest. Siedzimy w centrum Delhi, w kawiarni Barista. Modne miejsce, w którym spotykają się wszyscy, którzy chcą się pokazać. Suparna spieszy się na pierwszą w historii Delhi paradę gejów i lesbijek. Zaraz za szybą szykownego lokalu, gdzie kawa kosztuje tyle, ile dniówka robotnika, kłębi się tłum sprzedawców orzeszków ziemnych, żebraków, przechodniów. Do środka wchodzą znajomi - dziewczyny trzymają się za ręce ukradkiem. - Nie jestem lesbijką. Ale mam sporo koleżanek, które są. I jest im niezmiernie ciężko. Już nie mówiąc o gejach. Trzeba tam iść, żeby im pomóc oswajać otoczenie. To jest istota rzeczy: Indie się zmieniają, ale bardzo powoli. Choć budujemy najtańszy samochód świata, jesteśmy potęgą informatyczną, to nadal bardzo trudno jest nam pozbyć się konserwatywnego garbu. Suparna jest nauczycielką, pracuje w USA i w Indiach. Jest aktywistką. Działa w jednej z organizacji, które zajmują się walką z molestowaniem seksualnym w Indiach. Na razie ani myśli wychodzić za mąż, chociaż granica 25 lat szybko się zbliża. Jest pewna, że proste porównywanie praw kobiet Indii i praw kobiet Zachodu zupełnie nie ma sensu. - Gubisz kontekst, czyli to, co w Indiach najważniejsze. Weźmy instytucje. Teoretycznie są kobiety w armii - tak w USA, jak i u nas. Ale ja mam dobrą koleżankę, która pracuje dla wojska. Opowiedziała mi, jak to wygląda w rzeczywistości. - Jak? - Gdyby to nie była moja przyjaciółka, pomyślałabym, że zmyśla. Kiedy przyszła do jednostki w Delhi, nie było osobnej toalety dla mężczyzn i kobiet. Od przełożonego usłyszała, że w wojsku nigdy nie było potrzeby, żeby sikać osobno! Walczyła trzy miesiące, żeby zbudowali osobną ubikację. Jest ekspertem od broni atomowej. Kiedy miała swoją pierwszą prezentację, stu oficerów na sali pobłażliwie zadawało pytania: 'Czy powinniśmy zbombardować Pakistan?'. Albo: 'Czy bomby są duże?'. - I jak zareagowała? - Dała im wykład o strategii atomowej! W pięty im poszło. Teraz ją szanują. Ale to jej zajęło pół roku. I mówi, że nie zna żadnej koleżanki z armii, która by nie była molestowana. Suparna popija herbatę małymi łyczkami, zamyśla się. - Kobiety w tym kraju muszą się przestać wstydzić, że są kobietami. Dopiero wtedy się coś zmieni. Ale tutaj nie chodzi o zniesienie patriarchatu. - ? - Właśnie dlatego nie można do Indii przykładać zachodniej miary. Kobiety indyjskie nie są inne dlatego, że noszą sari. Ta koleżanka, która walczy z wojskiem, chce też wyjść za mąż i być dobrą żoną. Powiedziała mi ostatnio, że jej patriarchat nie przeszkadza. Jej się podoba. Ale chciałaby mieć wybór, czy chce męża partnera, czy patriarchę. Mam sporo takich koleżanek. - A ty? - Ja na razie nie wiem. Mnie się podobają te nowe, rozwijające się Indie. Tu są szanse, można walczyć o przestrzeń publiczną. Nie jest łatwo, ale można. Czas iść na tę demonstrację - Suparna zabiera portmonetkę i wychodzi w upalne, monsunowe Delhi. Jej demonstracja zgromadzi niecałe 400 osób, ale zostanie uznana za wielki sukces. Dwa tygodnie później Suparna napisze w e-mailu: 'A nie mówiłam? Chodzi o wybór!!!'. I poda link do artykułu z 'The Times of India'. Fakty są takie: 'Panna młoda przeciwko posagowi. W akcie wyjątkowej odwagi Uma Verman, 20-letnia kobieta, wyrzuciła ze swego wesela całą rodzinę męża. Powód: rodzina męża zaczęła się w czasie ślubu domagać posagu. Ojciec pana młodego zirytował się, że podczas wesela rozpadał się deszcz, namiot weselny nie jest gotowy i zażądał od ojca panny młodej 100 tys. rupii i motocykla - natychmiast. Ojciec panny młodej nie miał pieniędzy przy sobie, ale obiecał, że się o nie postara w ciągu tygodnia. Kiedy ojcowie targowali się o posag, nadeszła Uma. - Wynocha! - krzyknęła i wyrzuciła rodzinę męża za drzwi. Wniosła też skargę o wymuszanie posagu. Policja aresztowała braci męża i jego ojca'. 'The Times of India' (Delhi, 16 lipca).

Źródło: Wysokie Obcasy
  • Połowa Indii to my albionka2008 01.09.08, 21:30

    Trzymam kciuki żeby udało im się jak najszybciej osiągnąć cel :)»

  • Połowa Indii to my super_stokrotka 05.09.08, 12:39

    Chyle czola!No wlasnie, zeby i w Polsce i na calym swiecie kobiety zachowywalyby sie podobnie, swiat bylby lepszy. »

  • 2 niezależne problemy comrade 05.09.08, 14:31

    1) Traktowanie kobiet jak podludzi2) Uchwalenie prawa gwarantującego 33% czy 50% miejsc w parlamencieObie te sprawy budzą moje najwyższe obrzydzenie. 2) niestety nie jest żadnymlekarstem na »

W numerze z 28 sierpnia