http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

W szabat lecę po prądzie

Tekst: Aleksandra Krzyżaniak-Gumowska
2008-07-27, ostatnia aktualizacja 2008-07-23 14:18

Babcia kupiła mi zestaw garnków, które trzyma u siebie w pudełku z napisem 'Basia koszer'

Basia Wieczorek
Niereligijni znajomi żartują, że Basia to 'naczelna ortodoksyjna młoda Żydówka w Warszawie'
Fot. Jacek Łagowski
Basia Wieczorek Niereligijni znajomi żartują, że Basia to 'naczelna ortodoksyjna młoda Żydówka w Warszawie'
Daniela Malec
Choć jej znajomi anarchiści się krzywili, bo żydostwo to i religia, i naród - obie idee reakcyjne - Danielę coraz bardziej wciągało
Fot. Jacek Łagowski
Daniela Malec Choć jej znajomi anarchiści się krzywili, bo żydostwo to i religia, i naród - obie idee reakcyjne - Danielę coraz bardziej wciągało
Józefina Jeżowska
Imię Natana wybraliśmy nieprzypadkowo. Czasem ktoś pyta - odpowiadamy, że żydowskie. I to z reguły ucina dalszą rozmowę
Fot. Jacek Łagowski
Józefina Jeżowska Imię Natana wybraliśmy nieprzypadkowo. Czasem ktoś pyta - odpowiadamy, że żydowskie. I to z reguły ucina dalszą rozmowę
Najpierw obrzezany był tata Józefiny. Kolejność wynikała ze starszeństwa, więc padło na niego. Potem na salę operacyjną wjechał 29-letni Adam, zaraz po nim bracia Józefiny, 16- i 12-letni. Bycie 'tak trochę Żydem' przestało im wystarczać, uznali, że jak ma być po żydowsku, to do końca. Józefina, jej mama i siostra też przeszły na judaizm. Tylko najstarszy z braci Józefiny się nie zdecydował. Jak dziadkowie czuje się protestantem. Po zabiegu ojciec i Adam leżeli na tej jednej sali w prywatnej klinice w Warszawie, w której mohel, przeszkolony do wykonywania rytualnych obrzezań urolog, przeprowadza ich coraz więcej. Karta pacjenta wisząca na łóżku nie pozwalała ukryć celu wizyty: 'Obrzezanie'. Wtedy Adam, jeszcze trochę pod wpływem narkozy, na tej szpitalnej sali zebrał się na odwagę: - Chciałbym prosić o rękę pana córki. O rękę Józefiny.

Masa krytyczna

Józefina Jeżowska, delikatna i trochę nieśmiała blondynka, aż do liceum nie domyślała się, że może mieć żydowskie korzenie. Tata co prawda interesował się historią Żydów, ale przecież na Boże Narodzenie była choinka - babcia i dziadek to protestanci. Dopiero w liceum odkryła, że ojciec dogrzebał się historii jej prababci - rumuńskiej Żydówki. To prababcia jest winna zatuszowaniu korzeni - wyszła za Austriaka i przeszła na katolicyzm. A jakby tego było mało, jej córka - babcia Józefiny - z katolicyzmu przeszła na protestantyzm. Jakoś naturalnie wyszło, że w liceum Józefina zaczęła się uczyć hebrajskiego. Chyba pod wpływem taty, który ciągle coś opowiadał - nie pamięta. Zapisała się do Polskiej Unii Studentów Żydowskich. Pojechała do Izraela, gdzie przez miesiąc jeździła jako wolontariuszka karetką. Wtedy zobaczyła prawdziwy Izrael. Zasłabnięcia, zawały, wypadki samochodowe, przepicia. Odblaskowa kamizelka wolontariusza dawała jej dostęp do domów emigrantów po kilka pokoleń żyjących w ciasnych klitkach, na klepisku, z grzybem na ścianach. Podobało jej się - wiadomo, adrenalina i nowi przyjaciele - ale nie chciała zostać. Nie chciała zamieszkać na stałe. Już w Polsce zaczęła się przygotowywać do konwersji na judaizm u Żydów reformowanych w Beit Warszawa. - Przez kilkanaście lat coraz więcej osób, też nie-Żydów, interesowało się żydowskimi sprawami - mówi rabin Beitu Burt Schuman, od dwóch lat w Polsce. - Polacy jeżdżą do Izraela, Izraelczycy przyjeżdżają do Polski, rozwijają się studia o tematyce żydowskiej, jest przedszkole żydowskie, szkoła podstawowa, gimnazjum, klasy z hebrajskim w Warszawie i Gdańsku, hebraistyka na uniwersytetach. Są rabini reformowani, ortodoksyjni, chasydzi. Osiągnęliśmy pewną masę krytyczną.

Wow, jesteśmy Żydami

Daniela Malec była nastolatką, kiedy mama cała w nerwach poprosiła ją, żeby usiadła. - Opowiedziała skomplikowaną historię o tym, że była adoptowana. Że jej ojciec wyjechał do Izraela, że próbowała szukać rodziny w Izraelu, ale nic jej z tego nie wyszło. Zawsze czułam, że nasza rodzina jest inna, bo w latach 80. mama wkręciła nas wszystkich w praktyki medytacyjne. I nagle otworzyła się przede mną zupełnie inna przestrzeń. Katarzyna Czerwonogóra miała 13 lat, kiedy jej starsza siostra znalazła w szufladzie ojca plik dokumentów pisanych 'jakimiś dziwnymi robaczkami'. - Musiał nam powiedzieć. Pomyślałam: 'Wow, super. Ale śmiesznie - wszyscy dokoła są katolikami, a my jesteśmy Żydami!'. Koleżanka znalazła w szafie izraelski paszport mamy, innej o ojcu Żydzie powiedziała ciocia - prawdziwym ojcu, nie ojczymie katoliku. Ale też są tacy, którzy dowiadywali się mniej spektakularnie. Krzysiek Izdebski od zawsze wiedział, że mama jest niereligijną Żydówką, Basia Wieczorek - też, ale nim skończyła pięć lat, dziadkowie chcieli o tym powiedzieć oficjalnie. - Przejęci, z duszą na ramieniu otworzyli szafę. Z szafy dziadek wyjął kipę. 'Wiesz - mówi babcia - dziadek zakłada to, kiedy idzie do synagogi'.

Nie pisz, że byłaś na 'tych' koloniach

Po wakacjach na języku polskim trzeba było napisać, gdzie się było. Basia jeździła na kolonie dla dzieci żydowskich. Ale mama zawsze sugerowała, żeby o 'tych' koloniach raczej nie pisała. - Może napiszesz o tym, jak byłaś u babci w Warszawie? - sugerowała. - Babcia teraz żałuje, że nie wychowywała mamy po żydowsku, ale takie były czasy - mówi Basia, studentka czwartego roku edukacji medialnej. - A kiedy czasy się zmieniły, zajęła się wnuczkami.

To babcia z dziadkiem wpadli na pomysł, żeby mnie i siostrę wysyłać na kolonie żydowskie w podwarszawskim Śródborowie. Dziadek ciągle opowiadał o Holocauście. Babcia znała moich żydowskich przyjaciół. To była trochę schizofrenia - w domu i w szkole w Poznaniu nie mówiło się o sprawach żydowskich. W Warszawie u babci - jak najbardziej. W Warszawie miałam przyjaciół z kolonii, w Poznaniu nie bardzo miałam przyjaciół, bo jak nie możesz być szczera, nie budujesz prawdziwych więzi. Raz zwierzyłam się koleżance w podstawówce, że mam pochodzenie żydowskie, to następnego dnia już wszyscy wiedzieli, a ona do mnie podeszła i wypaliła, że ciocia powiedziała, że mam żydowski nos.

W Krakowie jesteśmy świeżynką

W Krakowie na początku były rozmowy pięciu osób przy piwku w mieszkaniu Danieli, długowłosej energicznej blondynki z grzywką, aktywistki ruchu anarchistycznego, która organizowała demonstracje przeciwko wojnie w Iraku. Większość mieszkała w Krakowie, ale poznali się w Izraelu. Na dziesięciodniowej darmowej wycieczce programu Taglit dla 18-25-latków, którzy nigdy nie byli w Izraelu, a mają żydowskich przodków. Sama wycieczka - propagandowa, ale przecież wiedzieli, w co się pakują, bo organizatorem była agencja syjonistyczna. Wcześniej Daniela o młodych Żydach w Krakowie nie miała najmniejszego pojęcia. W Warszawie prężnie działały żydowskie organizacje młodzieżowe, w Krakowie - nie bardzo. - Kombinowałam na własną rękę - opowiada w klubie i siedzibie stowarzyszenia Czulent, które powstało z tych spotkań 'anonimowych Żydów', jak je nazywa. - Tu był Holocaust i wszyscy zginęli. To znaczy nie wszyscy, bo ja żyję. Tylko nie znałam żadnego innego Żyda. Dopiero na studiach, na filozofii UJ, poznałam Tadeusza Woleńskiego - to już było nas dwoje Żydów. Potem znalazłam plakat - kartkę A4 informującą o Marszu Żywych podpisaną 'Polska Unia Studentów Żydowskich'. A to oznaczało, że są jeszcze inni studenci żydowscy poza mną i Tadeuszem, tylko ich nie widać... Po powrocie z Izraela mobilizowanie krakowskich młodych Żydów potoczyło się szybko, bo Daniela weszła do środowiska z aktywistycznym kopem. Choć jej znajomi anarchiści się krzywili, bo żydostwo to i religia, i naród - obie idee reakcyjne - Danielę coraz bardziej wciągało. - Wszystko odbywało się w klimacie trochę rewolucyjnym - przyznaje. - Byliśmy świadomi, że na gruncie krakowskim jako młodzi Żydzi jesteśmy świeżynką. Na pierwszym spotkaniu ustalili, że na następne każdy przyprowadzi jednego Żyda, bo na pewno każdy jakiegoś zna. Wielu po raz pierwszy mówiło wtedy komukolwiek o swoim żydowskim pochodzeniu.

Włączone tajmery w szabat

Basi w liceum znudziło się ukrywanie. Postanowiła zostać religijną Żydówką. - Najpierw ustaliłam, że nie jem wieprzowiny i nie łączę mleka z mięsem. W Poznaniu nie było koszernego sklepu, więc jadłam tylko pierś kurczaka i wykrawałam z niej żyły. Wkrótce mięso jadłam tylko koszerne w Warszawie, w Poznaniu byłam wegetarianką. Miałam 16-17 lat, kiedy zaczęłam organizować szabaty dla młodych poznańskich Żydów u siebie w domu. Ojciec bąkał, że chciałby zrobić obiad, a tu kuchnia zajęta i na dodatek nic dotknąć nie może, bo przecież rozkoszeruje. Trochę marudził, ale już taki jest. Dawałam mu coś z tego, co ugotowałam, i jakoś szło. Zaczęłam jeść koszernie, przestrzegać szabatu, zaczęły się nieporozumienia. Na szczęście nie trwały zbyt długo, bo rodzice myśleli, że zaraz mi przejdzie. Po paru latach jednak ja ciągle mam te 'chore zasady żywieniowe', wyprowadziłam się na studia do Warszawy, a babcia kupiła mi zestaw garnków, które trzyma u siebie w pudełku z napisem 'Basia koszer'. Niereligijni znajomi żartują, że Basia to 'naczelna ortodoksyjna młoda Żydówka w Warszawie'. Bo inni, choć w piątek czy sobotę do synagogi przyjdą, w głowie im się nie mieści, żeby dyrdać na piechotę, i to mostem Śląsko-Dąbrowskim, nie zapalać światła, nie odbierać komórki. Ale Basia ma opracowane patenty: - Jak wychodzę do synagogi, zostawiam włączone timery - o odpowiedniej godzinie światło się zapali i około pierwszej w nocy zgaśnie. W szabaty lecę po prądzie ostro.

Czysta gojka

Dwudziestokilkuletni Żydzi polscy właściwie wszyscy się znają. I ci z Krakowa, i z Warszawy, z Poznania czy Wrocławia. Maria poleca spotkanie z 18-letnią Natalią Bagińską. - Byłam taka jeszcze parę lat temu. Potem człowiek dorasta i nie chce mu się już babrać w tych popiołach, flakach i bólu. A ten klimat żydowski, niestety, do tego zmusza. Jeszcze niedawno Natalia na forach internetowych potrafiła komuś wytknąć, że jest gojem i nic nie rozumie, a zganiona jako neofitka po chwili przepraszała, bo przecież nie chciała nikogo obrazić. Natalia poczuła misję - nie dać zapomnieć o Zagładzie przyszłym pokoleniom, kiedy ci, którzy ją przeżyli, odejdą. Na pierwszym Marszu Żywych była jeszcze w gimnazjum. - Tysiące osób. Gdzie spojrzysz, wszędzie Żydzi. Każdy myślami ze swoimi dziadkami czy babciami. Jak się wejdzie do komory gazowej, to tam się po prostu czuje... O, i już oczy zachodzą jej łzami. Ale tylko na chwilę. Uprzedzała, że łatwo się rozkleja. Od dwóch lat czyta, co wpadnie jej w ręce o Holocauście, podziwia Edelmana, długo opowiada o spotkaniu z Tomaszem Blattem, uciekinierem z Sobiboru. Z rówieśnikami z Izraela współtworzy blog o ludziach, którzy przeżyli Holocaust, i o Sprawiedliwych, którzy ich ratowali. W tym roku nauczyciele stwierdzili, że na Marsz Żywych pojadą tylko młodsze klasy, więc sama zorganizowała wyjazd. Kiedy pierwszy raz jechała do Auschwitz, nie wiedziała, że najprawdopodobniej jest Żydówką. 'Coś' podejrzewała od dawna, bo, jak mówi, nie wygląda na stuprocentową Polkę - ciemne oczy i włosy, dość ciemna karnacja. Wciągnęła się w działania organizacji żydowskich, przepisała do liceum z hebrajskim, powoli zaczynała się czuć Żydówką, chociaż babcia zniechęcała: - Co będziesz szukać, przecież ty jesteś czysta gojka. Wtedy usłyszała, że w czasie Zagłady dusze zamordowanych wchodziły w ciała nie-Żydów. I może ona jest właśnie taką Żydówką urodzoną w nieżydowskiej rodzinie. Spodobało jej się, choć sama przyznaje, że brzmi to 'trochę mistycznie'. Miała 16 lat, kiedy poszła do Żydowskiego Instytutu Historycznego i podała nazwisko: Bagińska. - A skąd? - zapytał Yale Reisner i zaraz sam sobie odpowiedział: - Z okolic Łomży? Stamtąd była rodzina jej ojca. - Tam było dużo Żydów Bagińskich. Na pewno jesteś Żydówką, tylko kwestia, z której z tych rodzin - uśmiechnął się Reisner. I Natalia też się uśmiechnęła.

Mniejszości łatwiej się wylansować

- Rzadko w historii znajdował się taki wariat, który by głośno mówił, że jest Żydem. A teraz nawet wielu ludzi udaje, że są Żydami - Krzysiek Izdebski popija espresso w kawiarni na ul. Próżnej w Warszawie, gdzie na obdrapanych z tynku ścianach kamienic wiszą portrety Żydów tłumnie spacerujących ulicą przed wojną. - Młodzi Żydzi mają problem z dostarczeniem dokumentów potwierdzających tożsamość, bo zginęły podczas wojny. I część ludzi to wykorzystuje - przychodzą i mówią, że są Żydami, bo tego po prostu nie da się zweryfikować. To trend szczególnie wyraźny w Warszawie, obrazujący typowy problem ludzi szukających jakiegoś wyróżnika. Wymyślają sobie pochodzenie i chcą zostać Żydami. Chcą się czuć częścią grupy, bo to daje wsparcie. Nie mają pewnie innych sukcesów życiowych, więc oszukują. Znam kilka osób, które mogę o to podejrzewać. W naszym pokoleniu jak działasz w jakiejś mniejszości, łatwiej jest się wylansować. Krzysiek ma 27 lat, pisze pracę doktorską o kontroli obywatelskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Był współzałożycielem i do niedawna sekretarzem Żydowskiej Ogólnopolskiej Organizacji Młodzieżowej (ŻOOM), następczyni Polskiej Unii Studentów Żydowskich. Jest też członkiem komisji rewizyjnej w gminie wyznaniowej warszawskiej, choć bynajmniej nie jest religijny. - Gorzej - śmieje się. - Jestem trockistą. Już mój pradziadek siedział za komunizm w carskim więzieniu. Za trockizm wyrzucili mnie z alterglobalistycznego ATTAC-u. Uznałem, że jest sporo ludzi bawiących się w politykę, a niewielu zajmujących się reaktywacją życia żydowskiego w Polsce. Rocznie z programu Taglit - darmowego wyjazdu do Izraela dla młodzieży - do organizacji żydowskich trafia ze 40 osób. Do związku gmin wyznaniowych żydowskich należy 5 tys. Reformowanych Żydów jest 1,2 tys. Ale rabini szacują, że w Polsce mieszka 20-30 tys. Żydów. Tyle samo co Wietnamczyków. Z tą różnicą, że rabini policzyli również tych, którzy jeszcze o swoich żydowskich korzeniach nie wiedzą. Krzysiek nie ma złudzeń, że liczba Żydów w Warszawie wzrośnie do przedwojennych 300 tys., ale tak już ma, że pakuje się w projekty nierokujące szybkiego sukcesu.

Choć dla niego religia nie ma większego znaczenia, ma jednak wątpliwości co do konwersji ludzi bez pochodzenia żydowskiego: - Dla mnie to trochę dziwne. Judaizm nie jest religią ewangeliczną, ale opartą na etniczności. Konwersje to temat nowy dla rabinów. Jeśli coraz więcej nie-Żydów będzie się przyłączać, to za ileś lat o społeczności Żydów będą decydować nie-Żydzi. Dlatego ŻOOM przyjmuje tylko osoby, które mają pochodzenie. Niekoniecznie halachiczne - po babci ze strony matki - ale też np. po dziadku ze strony ojca. Byle było.

Potrzeba stu kip

Reformowany rabin Burt Schuman nie ukrywa rozdrażnienia. - 60 lat po protokołach norymberskich byłoby tragiczne, żeby genetyka decydowała o żydostwie. To nie genetyka ma wpływ na jakość konwersji, ale głębokość praktyk religijnych. Z egzystencjalnego punktu widzenia nie ma różnicy, czy ktoś w trzecim pokoleniu miał dziadków Żydów, czy nie. Józefina i Adam nie mogliby wziąć ślubu w ortodoksyjnej synagodze na Twardej, bo ona nie ma pochodzenia halachicznego, a konwersję zrobiła konserwatywną, a nie ortodoksyjną. Adam ma pochodzenie po mamie, która postarała się, żeby znał święta żydowskie i historię rodziny, żeby spotykał się z innymi katowickimi Żydami. Ale zostawiła mu furtkę - nie obrzezała go. Pamiętała czasy, kiedy Żydzi wylatywali z pracy, nie dostawali się na uniwersytety, byli wysyłani na Madagaskar. - Bardzo nam zależało, żeby zaprosić wszystkich naszych żydowskich przyjaciół - opowiada Józefina. - Dla wielu to był pierwszy żydowski ślub. Przecież wiele żydowskich par bierze katolicki ślub, bo poddają się presji rodziny albo idą na kompromis z nieżydowskim partnerem. Rzadko się zdarza, że dobrało się dwoje Żydów. Na początku nie wiedzieli, za co się zabrać, bo żadne z ich przyjaciół nie brało żydowskiego ślubu. Potrzebowali: - stu kip białych z wyhaftowanymi imionami młodych dla gości (zamówili w Jerozolimie), - dwóch osobnych sal, jednej dla kobiet, drugiej dla mężczyzn (znaleźli w restauracji przy ul. Foksal), - kartek z hebrajskimi tekstami weselnych piosenek pisanymi alfabetem łacińskim i z polskim tłumaczeniem obok,

- chupy - baldachimu, pod którym odbywa się ceremonia zaślubin (sami zrobili - do czterech karniszy przyczepili batikowy materiał), - koszernego jedzenie (nie dało się, ustalili, że kuchnia będzie jarska), - śpiewów po hebrajsku (znajoma Izraelka zgodziła się je poprowadzić), - tańców hebrajskich. Sąsiedzi Adama w Katowicach patrzyli potem na zdjęcia i dziwili się, co to wesele takie dziwne. Dopiero wtedy się dowiedzieli, że przez 20 lat mieszkali obok rodziny żydowskiej.

Środkowoeuropejka

Krzysiek nazywa siebie polskim Żydem. Katarzyna jest stuprocentową Żydówką. Kiedy ktoś gada antysemickie bzdury, odpowiada: - Tuwim mówił: 'Jestem Polakiem, bo tak mi się podoba'. Ja mówię: 'Jestem Żydówką, bo tak mi się podoba'. Bez oglądania się na religię. Anna jest religijną Żydówką wychowaną w katolickim domu. Zaczęła sobie uświadamiać, że święci to jej nigdy nie pasowali, że zachowanie księży jej nie odpowiada, i zmieniła instytucję. Bo w Boga wierzy tak samo. Maria waha się, czy określiłaby się jako polska Żydówka, Polka żydowskiego pochodzenia czy Żydówka. - Rodzice mamy to Ukraińcy, ojciec był halachicznym Żydem, ale jego ojciec był Polakiem. Czyli jestem w połowie Ukrainką, w jednej czwartej Żydówką i w jednej czwartej Polką. Lubię się określać jako Polka ze świadomością swoich korzeni. Albo Środkowoeuropejka. Maria robi aplikację prawniczą w Warszawie. Długie włosy, czerwone usta, czarny płaszczyk. Wszystko poukładane, jak to u prawniczki. Szczery uśmiech. Z Poznania przyjechała do Warszawy w czerwcu i w gminie żydowskiej pracowała do października. To był jej pierwszy kontakt z gminą. Ciągle jeszcze układa sobie wszystko w głowie. - To jest dość skomplikowane. Babcia Ukrainka była przesłuchiwana przez SB, przesłuchującymi esbekami byli Żydzi. Rodzice ojca byli komunistami i dzięki temu przeżyli Holocaust - uciekli na Wschód. Teraz stoję przed wyborem w rodzaju: 'Kogo bardziej kochasz, tatusia czy mamusię? Bardziej jesteś nasza czy ich?'. Trudno mi to sobie intelektualnie opracować. W katolicyzmie trzeba się ochrzcić. A mój ojciec był halachicznym Żydem. Po prostu był! Skoro religia ma takie znaczenie dla Żydów, to czy można być Żydem niereligijnym? W sensie prawnym tak. Ma się pochodzenie żydowskie. Ja nie jestem w ogóle religijną osobą, ale zostałam wychowana w katolicyzmie i to forma katolicka jest mi bliższa niż modlitwa w synagodze. A tu jeszcze w pewnych środowiskach jest taka łatwość mówienia źle o katolikach. Widzą w telewizji księdza: 'O, może to pedofil' - i hi, hi, hi. Ja się na to nie zgadzam.

Wielkie uszy i nos

Katarzyna ma kłopot z odpowiedzią na pytanie, czy w Polsce jest antysemityzm. Bo na przykład we wrocławskiej szkole prowadzi lekcję o kulturze tolerancji, a tu dziesięcioletni Eryk wypala: - Jakbym spotkał Żyda, to tak bym mu przypierdolił, że by się nie podniósł. Dziecko przecież, i na dodatek szybko tłumaczy, że pani Kasia nie zalicza się do 'tych złych Żydów', bo wygląda normalnie, a Żydzi wyglądają nienormalnie. O Natalii Eryk też by pewnie powiedział, że wygląda normalnie, może nawet ładnie - ze śmiejącymi się, mocno pomalowanymi na szaro-zielono oczami. Ale wystarczyło, że na internetowym serwisie społecznościowym Grono umieściła swoje zdjęcie z flagą izraelską w tle. 'Żydzi śmierdzą moczem i ty też' - napisał pierwszy odważny. Kolejny dorzucił: 'Wyglądasz na Żydówkę. Masz wielkie uszy i nos'. Bywało też groźniej: 'Wiem, gdzie mieszkasz, spalę ci dom', 'Namaluję ci wielkiego żydowskiego ch... na oknie'. - Raz dostałam butelką plastikową w głowę - przyznaje, ale zaraz sugeruje, że prawie się sama o to prosiła, bo miała na sobie bluzę z gwiazdą Dawida i napisem 'Israel', i jeszcze szła przez Pragę. Ania: - To klasyczny przedwojenny antysemityzm. Nie mamy współczesnego, który jest antysyjonistyczny i antyizraelski. Krzysiek określa to trzema słowami: schamienie, agresja i ksenofobia. - To nie są ludzie, którzy nie lubią Żydów, a idą na Parady Równości. Nie lubią wszystkich obcych. Odwołanie do Parady Równości nie pojawia się przypadkowo. Młodzi Żydzi czują się 'starszymi braćmi i siostrami' organizacji gejowskich. Katarzyna z Czulentem wbrew ówczesnemu rabinowi Krakowa broniła zakazanej w 2005 r. przez Lecha Kaczyńskiego parady: - Dzisiaj Żydzi są niegroźni, oswojeni. Za to coraz więcej jest gejów - nie realnie przecież, bo zawsze ich było mniej więcej tyle samo, ale więcej ich widać w przestrzeni publicznej. I w kategoriach obcego, tego, kogo się obwinia o różne rzeczy, geje zastąpili Żydów. Dlaczego mówi się o lobby żydowskim, lobby gejowskim, a nie o lobby warszawiaków? Co narodowcy wykrzykują na Paradach Równości: 'Zrobimy z wami, co Hitler z Żydami'.

Mezuza na zewnątrz czy w środku

Maria deklaruje, że na jakiś czas zawiesiła pogłębianie swojej żydowskości, choć na spotkanie z prezydentem Szimonem Perezem w synagodze przyszła. - Mój ojciec często cytował Wittgensteina, że granice mojego języka są granicami mojego świata. Mój świat to język polski. Nie przemawia do mnie muzyka klezmerska. Nie bądźmy niewolnikami genetycznej kuli u nogi. Natalia po maturze wyjeżdża na rok do Izraela, do szkoły żydowskich liderów. Basia ma kłopot, bo nie chce wyjeżdżać, ale religijnego męża w Polsce ciężko będzie jej znaleźć. Może wyjedzie do Wielkiej Brytanii albo Stanów. W trzeciej kolejności - do Izraela. Anna pracuje w Polskiej Akcji Humanitarnej - pomaga Palestyńczykom w Autonomii. Józefina buduje żydowską rodzinę w Polsce. Z Adamem zdecydowała, że ich synek Natan będzie obrzezany. Posmarowała mu napletek maścią znieczulającą, ten sam lekarz, który obrzezał Adama, ojca Józefiny, i jej braci, założył szczypce, przeleciał skalpelem i było po wszystkim. Ani kropli krwi. Mały nawet nie zapłakał. Józefina choć waha się, czy mezuzę w nowym mieszkaniu powiesić na drzwiach na zewnątrz, czy jednak w środku, w tej kwestii nie miała wątpliwości: - Żyjemy w innej Polsce, my nie musimy tego ukrywać. A w tradycji żydowskiej jest, że trzeba syna obrzezać ósmego dnia po urodzeniu. A nie jak ma 30 lat. Imię też wybraliśmy nieprzypadkowo. Czasem ktoś pyta - odpowiadamy, że żydowskie. I to z reguły ucina dalszą rozmowę. Kiedy Natan podrośnie, pójdzie do żydowskiego przedszkola, a przynajmniej do żydowskiej szkółki niedzielnej. Na razie czytam amerykański podręcznik z lat 70. 'To Raise a Jewish Child' (Wychować żydowskie dziecko).

Źródło: Wysokie Obcasy

W numerze z 31 lipca