http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Świat mojej siostry

Rozmawiała: Mariola Wiktor
13.07.2008 , aktualizacja: 14.07.2008 17:50
A A A Drukuj
Sabine, zanim trafiła do szpitala psychiatrycznego Fot. Gutek Film Sabine, zanim trafiła do szpitala psychiatrycznego
Z Sandrine Bonnaire, reżyserką filmu 'Na imię ma Sabine'; o cierpiącej na autyzm siostrze, rozmawia Mariola Wiktor
Sandrine Bonnaire, reżyserka filmu i siostra Sabine.
Fot. Gutek Film
Sandrine Bonnaire, reżyserka filmu i siostra Sabine.
Z jakimi stereotypami i mitami na temat autyzmu się pani spotkała?

Z moich obserwacji Sabine i jej autystycznego środowiska mogę powiedzieć, że tak naprawdę różnica między nami a nimi jest przesadnie wyolbrzymiana. Oni także mają swoje uczucia i emocje, tyle tylko że wyrażają je w inny, nie zawsze zrozumiały dla nas sposób. Powszechnie sądzi się, że trudności w nawiązaniu kontaktu z osobami autystycznymi i ich zamykanie się na nasz świat wynikają z tego, że stworzyły swój własny, w którym czują się szczęśliwie odizolowane. Tymczasem wydaje mi się, że autyzm nie jest żadnym wyborem. Ta postawa wycofująca wynika raczej z odgradzania się od nadmiaru bodźców, a nie z chęci ucieczki do 'lepszego świata'. Stereotypem jest też przekonanie, iż chorzy na autyzm nie kontaktują się z innymi ludźmi, chowają się po kątach, nie ma w nich potrzeby przytulania się. To nieprawda. Wielu z nich zaczepia innych ludzi, dąży do kontaktów, mówi do nich, choć nie językiem bezpośredniej komunikacji. Czynią to na własnych warunkach.

Czy autyzm Sabine mógł mieć jakiś związek z przedwczesną śmiercią jej brata, a potem z faktem opuszczania domu przez kolejne siostry i braci? Mieszkało w nim aż dziesięcioro pani rodzeństwa. Może Sabine czuła się odrzucona?

Nie. To, o czym pani mówi, to właśnie stereotyp. Autyzm jest zaburzeniem pracy mózgu, o którym jednak ciągle mało wiemy, ale na pewno nie wywołują go ani rodzinne relacje, ani niedopasowanie w środowisku czy grupie rówieśniczej, ani poczucie odrzucenia ze strony matki, ojca, rodzeństwa. Kiedy umarł nasz najstarszy brat, a potem opuszczaliśmy dom rodzinny, Sabine już cierpiała na autyzm, tylko nie została w dzieciństwie właściwie zdiagnozowana. Chodziłyśmy do tej samej szkoły. Jest ode mnie tylko o rok młodsza.

Po jakimś czasie rodzice zabrali siostrę ze szkoły w związku z jej zachowaniem. Miewała na przykład napady autoagresji. Gryzła własne ręce, drapała się po twarzy, zrzucała z siebie ubrania. W domu była spokojniejsza i bardziej radosna. Uczyła się angielskiego, dziergała na drutach, robiła śliczne szmaciane laleczki i grała na pianinie. Nie bała się podróżować. Kiedyś poleciałyśmy do Nowego Jorku. Sabine była bardzo szczęśliwa, pełna życia. Nikt nie przypuszczał, że cierpi na autyzm.

Jednak kiedy ja i moje siostry wyprowadziłyśmy się z domu, by rozpocząć własne życie, Sabine faktycznie poczuła się opuszczona. Któregoś dnia całą złość i frustrację wyładowała na matce. Rzuciła się na nią z pięściami. Wtedy po raz pierwszy trafiła do szpitala psychiatrycznego.

Co było dla pani największym wyzwaniem, kiedy rozpoczęła pani zdjęcia do filmu? Czy siostra była świadoma, że robi pani o niej dokument?

Zachowanie dystansu do głównej bohaterki filmu to było niewątpliwie duże wyzwanie. Cały czas musiałam się kontrolować, kiedy wyłączyć kamerę, a kiedy kontynuować. Chodziło mi o to, by historia Sabine ujrzała światło dzienne, ale musiałam ją także chronić, by nie naruszyć jej intymności i godności. Sama też musiałam wyważać swoje emocjonalne reakcje, panować nad głosem z offu, który powinien brzmieć beznamiętnie, a to nawet dla mnie, aktorki z 25-letnim stażem, było niełatwe.

Kiedy powiedziałam Sabine, że chcę zrobić o niej film, bardzo się ucieszyła i przejęła. Powiedziała: 'No to teraz będę taką samą aktorką jak ty'. Ona ma już pewne filmowe obycie. Wcześniej kręciłam amatorską kamerą filmy o naszej rodzinie. Niektóre z tych 'kronik rodzinnych' wykorzystałam w filmie. Nie byłam jednak do końca szczera wobec Sabine. Nie wiedziała, że film zostanie pokazany w Cannes i w telewizji.

W filmie grają dwie Sabiny. Jedna - młoda, śliczna, pełna energii dziewczyna, i druga - pięć lat później. Otyła, apatyczna, zamknięta w sobie. Co się stało?

To dwie zupełnie różne perspektywy. Przed pobytem w szpitalu psychiatrycznym i po nim. Chciałam w ten sposób pokazać, jaką tragedią może być niewłaściwa opieka szpitalna i do jakich nieodwracalnych zmian doprowadziła. Fatalnie na kondycję fizyczną i psychiczną Sabine wpłynęły uboczne skutki zażywania zbyt dużej ilości leków. Wiem, że siostra była często krępowana kaftanem bezpieczeństwa, izolowana od innych pacjentów. Po powrocie ze szpitala straciła dawną energię i radość. Była otępiała umysłowo, zalękniona. Kiedy pod koniec filmu Sabine ogląda siebie samą przed szpitalem, zaczyna płakać. Przez ułamek sekundy dociera do niej, jak innym człowiekiem była.

Bardzo poruszyła mnie ta scena. Dlaczego właściwie zrobiła pani ten film?

Chciałam dotrzeć z nim do francuskich polityków odpowiedzialnych za zapewnienie ludziom cierpiącym na autyzm należytej opieki. Takich osób jak Sabine jest we Francji ponad 80 tys. Brakuje dla nich specjalnych ośrodków. Szpital psychiatryczny jest dla pacjentów chorych umysłowo, zaś autyzm to nie choroba psychiczna, tylko zaburzenie upośledzające czynności psychiczne, bez urojeń czy omamów słuchowych bądź wzrokowych. To nie choroba, ale niepełnosprawność.

Po filmach, najpierw Michaela Moore'a 'Sicko', a potem Juliana Schnabla 'Motyl i skafander', wydawało mi się, że gdzie jak gdzie, ale we Francji system opieki zdrowotnej jest najlepszy w Europie.

Nie ma to nic wspólnego z osobami autystycznymi. Do tej pory musiały one szukać miejsc w wyspecjalizowanych instytucjach w Belgii. Dzięki filmowi i temu, że jestem osobą publiczną, udało się zwrócić uwagę na ten problem. Obecny rządowy plan ma doprowadzić do utworzenia ponad czterech tysięcy dodatkowych miejsc w istniejących już ośrodkach. Z tego, co wiem, rząd francuski chce polepszyć także wiedzę społeczeństwa o tym zaburzeniu i sprzyja umieszczaniu dzieci autystycznych w normalnych szkołach. To na razie tylko deklaracje, ale jest nadzieja. Dzięki właściwej opiece wiele zachowań autystycznych da się zmienić.

To doświadczenie autyzmu nie mogło nie pozostać bez wpływu na pani aktorskie wybory?

Ma pani na myśli to, że dobrze czuję się w rolach kobiet nieskrępowanych konwenansami? (śmiech)

To też, ale zaczynam rozumieć, dlaczego była pani tak niesamowicie wiarygodna w swoim fabularnym debiucie. Mimo bardzo młodego wieku za rolę w filmie 'Za naszą miłość' Maurice'a Pialata otrzymała pani swojego pierwszego Césara.

Tak było. Zagrałam tam 15-letnią Suzanne, która pozbawiona rodzinnego ciepła szuka bliskości w przygodnych kontaktach seksualnych. Sypia z każdym, kto chce ją mieć, nie angażując się emocjonalnie. To też jakby rodzaj autyzmu, wewnętrznego znieczulenia. Nie chcę powiedzieć, że Sabine była moim modelem przy konstruowaniu postaci Suzanne. To byłoby nadużycie, ale często o niej myślałam na planie. Także później, kiedy Agnes Varda zaproponowała mi rolę anonimowej kloszardki w filmie 'Bez dachu i praw'. Wokół mojej bohaterki zbudowałam sobie pewien rodzaj hermetyczności, niedopasowania do reszty społeczeństwa, trudności porozumienia. Była jakby po drugiej stronie matowej, autystycznej szyby.

Podziel się