http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Dziewica na sprzedaż

Tekst: Anna Potaczek
06.07.2008 , aktualizacja: 02.07.2008 14:34
A A A Drukuj
One zawsze w poniedziałek pytały mnie przy wszystkich, czy ktoś mnie zdeflorował. Cała klasa rżała
ZOBACZ TAKŻE
Założyła krótką spódniczkę, obcisłą bluzkę, buty na obcasie. Rozpuszczone włosy, szminka. Ręce miała tak roztrzęsione, że oczy musiała umalować jej Kinga. Potem jeszcze wódka z sokiem, żeby kolana nie drżały.



Iwona, mama Marty: - Wróciłam wcześniej do domu, chciałam przejrzeć papiery służbowe, nagle Marta wpada jak burza, za nią Kinga. Od razu wydało mi się to podejrzane. 'Ki diabeł?' - myślę. Trzaśnięcie drzwiami i płacz, ale nie taki zwyczajny. To był ryk, właściwie krzyk. Potem słyszę, jak Kinga prosi Martę, żeby jej otworzyła. Jowita, przyjaciółka Iwony, matka Kingi: - Iwona zadzwoniła, żeby natychmiast do nich przyjechać. Wchodzę i widzę Martę - cała zasmarkana, oczy zapuchnięte od płaczu. Patrzę na Kingę i Iwonę - też ryczą! 'Zbiłam twoją córkę' - mówi Iwona. 'Zrób to samo albo ją zabij!' Myślałam, że oszalała. Nowe osiedle na peryferiach Torunia, ściślej - wielki plac budowy, większości domów jeszcze nie wykończono. Od kilku miesięcy mieszka tu Iwona z Martą. Iwona: - Odkąd mąż wyjechał do pracy do Niemiec, wszystko jest na mojej głowie, sama prowadzę firmę usługową. Jeszcze doszła ta przeprowadzka i urządzanie domu. Widzi pani, że jest jeszcze dużo do zrobienia. Liczyłam, że jak mała będzie z Kingą, to nic się jej nie stanie. One praktycznie wychowywały się jak siostry. Mieszkaliśmy dawniej obok siebie, na Rubinkowie, niańczyłam Kingę, kiedy była mała. No powiedz, Jowita, nigdy nie było między nami żadnych nieprzyjemności, a teraz coś takiego - To zwykłe kurewstwo, taka prawda - Jowita zapala papierosa. - Rzuciłam, nie paliłam kilka lat, ale teraz po prostu muszę - tłumaczy zdenerwowana. - Dosłownie szok! Jedna drugą wysłała na ulicę i jeszcze oszukały jakiegoś gościa! - Co ty mówisz? Dobrze wiedział, co robi. Przecież widział, że to jeszcze dzieci! Świnia jedna!



Kinga, niecałe 16 lat, druga klasa gimnazjum: - Prosiłam mamę, żeby mi dorzuciła trochę kasy na wyjazd, to powiedziała, że na razie mogę pomarzyć. Fakt, złapałam parę dwój, ale luzik - inni mają jedynki. A matka na to, że muszę najpierw poprawić stopnie. W ferie nigdzie nie byłam, myślałam, że zrozumie, a ona tylko te dwóje widziała.- Kinga, nie przeginaj!- Bo myślisz, że jak dasz stówę, to na wszystko mi wystarczy. Jedno wejście do Cinema City i już dwadzieścia złotych, a kosmetyki, książki? Nie mów mi tylko, że mogę zarobić. Z ulotkami po Toruniu to na pewno nie będę latać! Marta, 13 lat i 7 miesięcy, pierwsza klasa gimnazjum: - Nie ściemniaj, Kinga, przecież nie chodziło o pieniądze. Znaczy jasne, że przydałyby się, ale to dopiero później samo tak jakoś wyszło.

- Co wyszło?- Umówiły się przez Cyberrandkę z jakimś dupkiem. Nakłamały, że Marta jest pełnoletnia. Miał dać jej pieniądze za to, że jest dziewicą. No miała z nim stracić cnotę, tak to sobie obmyśliły. Jowita: - Całe szczęście, że zmądrzały i uciekły. Boże święty, a gdyby on ją zgwałcił albo zabił? Mało jest teraz różnych psychopatów? Napisał, że jest z Poznania. Spotkała się z nim na Starym Mieście, przy pomniku Kopernika. Czekał na nią z jedną różą, to miał być ich znak rozpoznawczy.



Toruńska starówka, ogródek piwny vis-a-vis Dworu Artusa. Marta i Kinga piją colę i jedzą lody. Obydwie rozluźnione i uśmiechnięte. Zerwały się wcześniej z lekcji. Ich zdaniem siedzenie w szkole przed wakacjami nie ma najmniejszego sensu. Chodzą do tego samego gimnazjum. Marta oprócz Kingi raczej nie ma bliskich koleżanek. Marta: - W szkole nabijali się ze mnie, że nigdy nie spałam z żadnym chłopakiem. Kiedyś chodziłam z takim jednym, ale był okropnie namolny. Lepił się do mnie, on pierwszy zaczął się śmiać, że cnotka i niedotykalska... Potem już wszyscy się śmiali, a najbardziej takie dwie z mojej klasy. Kinga: - Faktycznie Marta ma przerąbane. Nikt nie powie na nią inaczej jak 'cnota' albo 'dziewica'. Pewnie większość lasek to też dziewiczątka, ale przecież żadna się nie przyzna. Znajdzie się zawsze taka menda jedna czy druga, co rządzi, i wszyscy jej słuchają. No i uwzięli się na Martę. Ale to taka popieprzona klasa, nikogo normalnego. Marta: - One zawsze w poniedziałek pytały mnie przy wszystkich, czy ktoś mnie zdeflorował. Cała klasa rżała. Wiecie, jak ja się czułam? - Trzeba było komuś powiedzieć, może mamie? - Jasne, dopiero byłby kanał! Żeby nauczycielki o tym mówiły albo żeby zrobili o moim małym problemie apel? Chciałam sama to załatwić, tylko jak? Miałam podejść do jakiegoś kolesia i poprosić, żeby się ze mną przespał? Laski specjalnie przechwalały się, ilu miały chłopaków, i nabijały się, że ze mną jest coś nie tak, dlatego faceci mnie nie chcą. Oni naprawdę mnie unikali, chyba przez tę cnotę. Patrzę na Martę. Ładna szatynka, wysoka, zgrabna Może tylko nie wygląda na swój wiek, ale znacznie poważniej - na szesnaście, siedemnaście lat. Kinga: - Miłe na pewno to nie było. Mówiłam jej, żeby zrobić specjalną imprezę. Jedna kumpela, jak jej starszych nie było w domu, zaprosiła znajomych, zero obcej hołoty. Też nie miała stałego chłopaka, to upatrzyła sobie takiego spoko kolesia. Wszyscy się bawili, a on ją rozdziewiczał. Supernastrój, świece, zwykła osiemnastka to przy tym dziecinada! No, ale Marta nie chciała, żeby wszyscy wiedzieli. Ze znieczuleniem też nie chciała, chociaż właściwie miała rację. W sumie z byle jakim nawalonym szczylem to żadna przyjemność! - Jak to, ze znieczuleniem? - No, nie całkiem na trzeźwo. - Ty swój pierwszy raz na pewno masz już dawno za sobą? - Jasne, w szóstej klasie chciałam zobaczyć, jak to jest... Było strasznie, kupa śmiechu! Teraz zrobiłabym to z kimś starszym, z doświadczeniem. - To dlatego umówiłyście Martę z tym mężczyzną?



Wtedy też siedzieli na Starówce - Kinga, Sebastian, Marta i jeszcze paru znajomych. Słońce przygrzewało, rozmawiali. Sebastian, chłopak Kingi, wpadł na pomysł, żeby wyskoczyć na weekend do Gdańska, odreagować, powdychać trochę jodu. Nie mieli pieniędzy, myśleli, jak szybko zarobić, wygłupiali się. Kinga: - Jeden kolo zagadał do Marty, żeby sprzedała swój skarb, podobno jakaś laska zrobiła tak w Ameryce. Wszyscy ryknęli śmiechem, Marta prawie się rozpłakała. Wieczorem dzwoni do mnie i mówi: 'Dobra, zrobię to'. Myślałam, że żartuje, ale ona na serio!

Pomagał im Sebastian. Był wściekły, że dziewczyny chcą zrobić coś takiego, ale musiał się zgodzić - potrzebowały ochrony. Przejrzeli w internecie przeróżne strony randkowe - eAmore, Cyberrandkę. Napisali anons, zmienili imię i wiek, wspomnieli o cnocie Marty i że oczekuje czegoś w zamian. Kinga: - Nie wierzyłam. Odpowiedziały ze dwie setki facetów, chyba zadziałało na nich to dziewictwo! (śmieje się) Odrzucili starych, czyli powyżej trzydziestki. Zrezygnowali z, jak im się wydawało, nienormalnych i zboczonych - tych, którzy przysłali zdjęcia swoich członków albo chwalili się ich rozmiarami lub tym, jakie to z nich ogiery. - Nie przestraszyłyście się? - Tylu głupot nigdy jeszcze nie czytałam! Bolały nas brzuchy ze śmiechu, powiedz, Marta!- Yhy Ten, którego wybrała, napisał, że chciałby, aby było jej przyjemnie i sam zaproponował tysiąc pięćset złotych. Napisali, że dwa tysiące i mogą się spotkać. Zgodził się. Marcie spodobało się, że był szczery i nie ściemniał.



To było w czwartek. Zerwali się po drugiej lekcji ze szkoły, pojechali do Kingi, żeby wszystko przygotować. Marta na okrągło chodzi w dżinsach i T-shirtach, ale Kinga poradziła, żeby założyła spódniczkę mini i rozpinaną, obcisłą bluzkę. Kinga: - Specjalnie z guzikami, bo ich odpinanie to mogłaby być niezła gra wstępna. Nie patrzcie tak na mnie, żartuję. Ale powiedz, Marta, facet na twój widok miał błysk w oku, widać było, że mu się spodobałaś. On też był całkiem, całkiem, nie? - Przestań - prosi Marta. - Nie chcę tutaj o tym mówić!



Miał wynajęty pokój w hotelu Pod Orłem. To niedaleko, poszli więc pieszo. O coś ją pytał, chyba żartował. Była tak spięta, że nie rozumiała, co do niej mówi. Wydawało się jej, że wszyscy się na nią patrzą i domyślają się, po co z nim idzie. Kinga i Sebastian czekali na Mostowej, pod hotelem. Marta wybiegła po kilkunastu minutach. Płakała, myśleli, że ją uderzył, ale to tusz rozmazał się od łez. Dogonił ją na Szerokiej i zapytał, ile właściwie ma lat, skoro zachowuje się jak gówniara. Kiedy mu powiedziała, zaklął, zagroził, żeby niczego nie kombinowała, bo i tak ją znajdzie, wcisnął do ręki pieniądze i ulotnił się. Więcej go nie widzieli. On też ją oszukał, dał tylko tysiąc pięćset złotych. Marta była bardzo zdenerwowana, do domu wracała pieszo, chociaż to dobrych kilka kilometrów. Kinga i Sebastian szli razem z nią, a raczej za nią, tak trudno było jej dorównać. Nie chciała rozmawiać, całą drogę płakała Marta: - To przez tę wódkę. - Wiesz co, przecież ty nigdy przedtem nie widziałaś gołego faceta - śmieje się Kinga. - Przestań!



Weszli do hotelowego pokoju. Zapytał, od czego zaczną. Była przerażona. Kiedy rozpinał jej bluzkę, zaczęła płakać. Przytulał ją, całował po twarzy, włosach, zaczął wszędzie dotykać Poczuła ból, pomyślała: czy to już?



Biuro Iwony na toruńskim Rubinkowie. Jowita spogląda znacząco na przyjaciółkę. - Cholera, dałyśmy się podpuścić. Od razu było widać, że coś kręcą. One naprawdę to zrobiły! Gdybym wcześniej wiedziała, to w życiu bym się z panią nie spotkała. To zmienia całkowicie postać rzeczy. Iwona: - Marta powiedziała całą prawdę. Zawsze wieczorem idę do jej pokoju przytulić ją na dobranoc, rozmawiamy trochę wtedy Ostatnio czułam, że mnie unika. Kiedy wchodzę, udaje, że śpi. W końcu wczoraj schowała głowę pod kołdrę i opowiedziała o wszystkim. Pokazała mi te pieniądze Nie spałam całą noc, nie mogę uwierzyć. To przecież jeszcze dziecko! Dobrze pamiętam, jak niedawno zaklejała w 'Bravo' strony o seksie, nie lubiła na nie nawet patrzeć! Ja w Marcie widziałam anioła. Myślałam, że zachowa czystość do ślubu, nie wiem, co w nią wstąpiło - Chodzicie do kościoła? - Jestem wierząca, ale nie praktykuję, straciłam do księży zaufanie. Nie, nie dlatego, że Kościół tak naucza, po prostu sądziłam, że poczeka i zrobi to mądrze, z miłości! Mówiła mi, że dokuczali jej w szkole, bo była dziewicą, i dlatego to wszystko. No, żeby mieć po prostu z głowy. Większej bzdury w życiu nie słyszałam! Nie wiem nic o własnym dziecku! Jowita: - Wiesz, Kinga wspomniała mi, że jest presja, żeby pozbywać się cnoty, że podśmiewają się ze skromnych dziewczyn, ale żeby z Marty? Zresztą Kinga też już śpi z chłopakiem, znalazłam u niej przypadkiem pigułki. Dobrze chociaż, że się zabezpiecza, przynajmniej mam pewność, że w najbliższym czasie nie zostanę babcią. Wiesz, Iwona, Marta naśladuje trochę Kingę, może próbowała jej dorównać? Iwona: - Chciałam z Martą iść do jakiegoś psychologa, to wpadła w histerię, wyśmiała mnie. Ale ginekologa nie odpuszczę, trzeba sprawdzić, czy ten mężczyzna jej czymś nie zaraził. Nie wiem, co się z nią dzieje, stała się inna, obca. Ona dziś rano nakrzyczała na mnie! Boję się, że to, co zrobiły, to dopiero początek! Boję się, że zostaną prostytutkami. Już przecież spróbowały, jak to smakuje! Jowita: - Nie wypowiadaj takich słów! Zrobimy wszystko, żeby wyrosły na porządnych ludzi. Jak będzie trzeba, to zmieni im się szkołę, rozdzieli je. Nie wolno się załamywać!



Pokój Marty. Laptop, łóżko z moskitierą, nowoczesne meble, wszystko jak z katalogu designu. Marta bawi się swoim telefonem. - Nie chciałam mówić niczego przy Kindze, ona ze wszystkiego się śmieje i tylko mnie podpuszcza. Wiem, przeszkadzam jej i Sebastianowi. Myślałam, że po tym coś się zmieni, w szkole dadzą mi spokój - Dali? - Olewam to, już mnie wcale nie obchodzi, co gadają. Naprawdę, mam to gdzieś! Myśli pani, że mogę być w ciąży? Nawet nie zauważyłam, czy ten facet miał prezerwatywę. Słyszałam, że za pierwszym razem raczej nie można Brzydzę się facetów. To było wstrętne. Kiedy sobie przypomnę, chce mi się wymiotować. Iwona: - Najtrudniej będzie powiedzieć jej ojcu, ale on też musi wiedzieć! Jowita: - A ja się boję, że jakby o wszystkim dowiedział się mój eksmąż, to chciałby odebrać mi prawo do opieki nad Kingą. Nie dopilnowałam jej, a on nie przepuściłby takiej okazji, żeby mi dopiec. Kinga: - Matka mówi, że mam na wszystko szlaban, nawet do szkoły chce mnie odwozić. Jeszcze wszyscy uważają, że to przeze mnie, kurczę, nawet Sebastian się boczy! A Marta to święta? Przecież sama tam polazła, nie mogła się doczekać tej randki, aż przebierała nóżkami. I co, później do mamusi poleciała na skargę. Nie mogła się zamknąć? Przecież nikt by się nie dowiedział! No i co właściwie się stało? Rozdziewiczył ją niezły facet i jeszcze dał kupę szmalu. Chyba to lepsze niż byle szczyl w kiblu? A wie pani, co Marta zrobiła z tą kasą? - Nie - Oddała matce, a ona podarła na kawałki i wrzuciła do klo! Całe tysiąc pięćset złotych. To już naprawdę przegięcie!

Zobacz więcej na temat:

Podziel się