Z Sylwią Chutnik rozmawia Dominika Buczak
Dlaczego kazałaś matce Polce posprzątać po Ostatniej Wieczerzy?
Ktoś musi to zrobić. Faceci siedzą przy stole i debatują, jak świat zbawić, a gary trzeba po nich pozmywać.
Czarna Mańka wie o tym bardzo dobrze.
Sprzątanie to jej konik i największa pasja.
Bohaterkę pierwszej części 'Kieszonkowego atlasu kobiet', bazarówę i menelicę, pokazujesz w domowym otoczeniu.
To historia upadku gospodyni domowej. Pisząc ten rozdział, pozostawałam pod wpływem programu 'Perfekcyjna pani domu' emitowanego przez TVN Style. Jego przesłanie to: jeśli posprzątasz dom - zmieni się twoje życie. Ta reguła rządzi też pierwszym rozdziałem mojej książki. Co się zatem dzieje, kiedy nie posprzątasz? Zostajesz menelicą, rodzisz strupy, skaczesz z okna.
Ale jeśli jesteś Matką Klozetową - będziesz zbawiona?
Trzeba sprzątać i czyścić kibel. To pomoże.
Drobiazgowy opis sprzątania to kilka stron książki. Prawdziwa oda do sprzątania, przygnębiająca.
Ten opis jest moim hołdem dla Jolanty Brach-Czainy i jej 'Szczelin istnienia'. Ale to nie jest tak, że ja się od tych domowych prac dystansuję. Czasami czuję się boginią, panią domu, innym razem - przytłoczoną patriarchatem kobieciną w podomce.
Przedstawiasz się jako Radykalna Gospodyni Domowa.
Sprzątam tak samo, jak robi to wiele kobiet. Mieszkałam kiedyś w punk willi, gdzie był ogromny poziom brudu. Postanowiłam wtedy, że w moim mieszkaniu będzie czysto. I się staram. Jeśli chodzi o sprzątanie - keine Grenzen, robię wszystko. Ale problem polega na tym, że ja skutecznie sprzątać nie potrafię. Zamiatam, myję, ustawiam - i nie widać efektów. Frustrujące. Daremny trud.
Skończysz jak Czarna Mańka.
Tak, obawiam się tego. I żebym ja była jeszcze taką dziewczyną, która powie: 'Nie sprzątam, dom jest do mieszkania, a nie do sprzątania'. Ale to nie ja. Ja oglądam 'Perfekcyjną panią domu', staram się i nic mi nie wychodzi. Kobiety często mają problem ze sprzątaniem. Albo poświęcają na to każdą wolną chwilę - tak jak Czarna Mańka, albo nie potrafią posprzątać skutecznie - tak jak ja, albo zarastają kurzem i dorabiają do tego ideologię.
Piszesz, że tajemna wiedza przekazywana kobietom z pokolenia na pokolenie to informacja o tym, jak porządnie wymyć kibel.
Mama i babcie próbują mnie nauczyć, ale nic z tego. Tak samo z gotowaniem. Mam, oczywiście, całą feministyczną świadomość tego, czym była i jest domowa praca kobiet. Że wiąże się z wyeliminowaniem ze sfery publicznej i zamknięciem w czterech ścianach. W latach 50. Betty Friedan namawiała kobiety, żeby wyszły z domu, a w 2008 roku ja narzekam, że nie potrafię sprzątać.
Moje koleżanki feministki będą na mnie krzyczały, że nie o to walczyłyśmy. Ja jednak, pisząc ten rozdział, czułam potrzebę dowartościowania pracy domowej. Chciałam też namówić gospodynie, żeby się wyemancypowały. Wiele kobiet sprząta. Większość z nich deprecjonuje swoją pracę. Nadszedł czas na coming out. To ten moment, kiedy można powiedzieć: 'Myję kibel. To jest w porządku. Potem wybieram się na manifę'.
Czarnej Mańce nie udało się zostać gospodynią domową, choć była na dobrej drodze. Nie była też dobrą matką, chociaż się starała.
Opisy macierzyństwa w książce to igranie z tym, czym się zajmuję na co dzień. Jako prezeska fundacji MaMa wypowiadająca się często w mediach na temat przepełnionych przedszkoli albo dyskryminacji kobiet mających dzieci jestem odbiera-na jako obrończyni młodych matek. Jednocześnie macierzyństwo jest dla mnie prywatnie silnym doświadczeniem. Ale musiałam trochę poigrać tym tematem. Urodzić strupa przez Czarną Mańkę. Zbesztać matki przy piaskownicy, którym przecież pomagam w działalności społecznej. Opieprzyć je za niektóre zachowania.