http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Wieża Babel kontra Arka Noego

rozmawiał Henryk Pomorski
2008-06-08, ostatnia aktualizacja 2008-06-06 12:26

Jerzy Pilch
Jerzy Pilch
fot. Roman Jocher / AG

Mam sześćdziesiątkę na karku, trzęsę się jak stulatek i jedyna adoracja, jakiej winienem oczekiwać, to szacunek dla siwych włosów

ZOBACZ TAKŻE
Jerzy Pilch - ur. 10 sierpnia 1952 r. w Wiśle, jeden z najpopularniejszych polskich pisarzy, dramaturg, scenarzysta filmowy, publicysta 'Dziennika'. Za książkę 'Wyznania twórcy pokątnej literatury erotycznej' otrzymał Nagrodę im. Kościelskich w 1989 r. Za powieść 'Pod Mocnym Aniołem' dostał w roku 2001 nagrodę Nike. Właśnie wydał książkę 'Marsz Polonia' (wyd. Świat Książki)

Zanim porozmawiamy o ważnych piłkarskich sprawach, czyli meczu pomiędzy Wieżą Babel i Arką Noego w twojej najnowszej książce 'Marsz Polonia', powiedz, czy ty swoim pisaniem kokietujesz kobiety? Jakby jeszcze nie było wiadomo, że jesteś kobieciarzem - bo 'Moje pierwsze samobójstwo' rozpoczynasz od romansu głównego bohatera z najpiękniejszą kobietą w Polsce, a w 'Marszu Polonia' chce on poznać nową piękną kobietę na urodziny.

Są różne sposoby czytania. Kto chce czytać moje książki jako informacje o sytuacji uczuciowej autora - jego sprawa i jego błąd. Choć akurat Czarna Fiakierka uwożąca narratora 'Polonii' w głąb bałkańskiego kotła jest wbrew pozorom bardzo mało metaforyczną postacią.

Może jednak książki rozpoczęte od zagadnień kobiecych są jednym ze smaków bycia pisarzem?

W ogóle o tym nie myślę. Walczę o świadomość autorów polskich, propaguję model pisarza myślącego, świadomego rzemiosła i celów, polemizującego z krytyką - a okazuje się, że są pola, na których jestem nieświadomy jak dziecko. Kompletnie tej tonacji nie biorę pod uwagę.

I byłbyś niemile zaskoczony, gdyby komunikat, którego - jak mówisz - w twoich książkach nie ma, miał zwrotną odpowiedź w postaci pięknej kobiety?

Pięknej, inteligentnej, wyjątkowej, półemigrantki, z należytym dystansem do mnie i świata - to już się zdarzyło i nadal jestem zaskoczony, że się zdarzyło, i nie minie mi to zaskoczenie nigdy. W końcu mam sześćdziesiątkę na karku, trzęsę się jak stulatek i jedyna adoracja, jakiej winienem oczekiwać, to szacunku dla siwych włosów.

Nawet z Poetą, w którym nietrudno rozpoznać Miłosza, twój bohater rozmawia jak kobieciarz z kobieciarzem. Tak wyglądały twoje rozmowy z Miłoszem?

Wielu rozmów nie miałem, do ścisłego grona nie należałem. Ale kiedy pisałem 'Miasto utrapienia', Miłosz dość znienacka wygłosił przytoczone przeze mnie zdanie, że akcja powieści powinna się toczyć w Krakowie, bo Warszawa się do tego zupełnie nie nadaje.

Kawiarnię Modulor na placu Trzech Krzyży, gdzie przesiadywałeś, zamknęli. Może o to chodziło?

W Modulorze umawiałem się na wywiady takie jak ten. Padło to miejsce z powodów kapitałowych, boleję nad tym, ale w międzyczasie skończył się wielowiekowy remont Polonii, w której teraz gawędzimy, i to jest lepsze miejsce.

A co jest jeszcze z Miłosza w Poecie?

Zdanie, że jak się nie umie pisać powieści, to się pisze poemat, jest z jego ducha. Miłosz mógł tak powiedzieć. Również elementy wyglądu zewnętrznego - realista ocknął się we mnie na chwilę.

Z rozdziału 'Miasta utrapienia' zatytułowanego 'Narty Ojca Świętego' w naturalny sposób narodził się teatr. Czytając 'Marsz Polonia', można odnieść wrażenie, że się do filmu przymierzasz.

Gdybym się przymierzał do filmu - dałbym scenariusz. Tu przymierzyłem się do prozy, owszem, dosyć wizyjnej. Jest parę obrazów, z których jestem kontent - wbrew jednak pozorom nie zdaje mi się, by one dla filmu były wygodne czy wystarczające.

Zadedykowałeś książkę wujowi Pawłowi Pilchowi, który był żołnierzem Wehrmachtu i zginął w 1943 r. w Czarnogórze. Bardzo się wkurzyłeś, kiedy PiS wyciągnął Donaldowi Tuskowi wehrmachtowskie losy dziadka?

Raczej byłem dumny - tak jak jestem dumny z powikłanych losów moich przodków. Napisałem w tej sprawie felieton, w którym dosyć dokładnie wyłożyłem racje. Na terenach włączonych do III Rzeszy wcielanie do niemieckiego wojska było normą. Taki był los całego ojcowego pokolenia Ślązaków.

Jak rodzinne doświadczenie Wehrmachtu wpłynęło na twoje widzenie świata?

Główna konsekwencja przykra - nie nauczyłem się niemieckiego. A jako dziecko byłem już prawie dwujęzyczny. Gdy jednak jacyś prekursorzy lustracyjni zaczęli ojcu niemiecką służbę - zakończoną w ruskiej niewoli - wygrzebywać, stary stracił trochę zapał do uczenia mnie języka, co jako dziecko przyjąłem z oczywistą ulgą. Poza tym było to doświadczenie zatajone i nie tylko z tego powodu mniej ważne od doświadczenia dziadków, z których jeden był powstańcem śląskim, drugi uczestnikiem kampanii wrześniowej. Pokolenie, postacie dziadków, starych wiślańskich mędrców, to jest mój temat królewski.

Źródło: Wysokie Obcasy
Brak komentarzy

W numerze z 31 lipca