http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Kobiety powinny się śmiać

Rozmawiała: Dorota Jarecka
2008-05-25, ostatnia aktualizacja 2008-05-21 12:46

'The Ballad of Kastriot Rexhepi' na wystawie Documenta 12 w Kassel, litery odciśnięte w pyle z ubrań osadzonym na filtrze suszarki
'The Ballad of Kastriot Rexhepi' na wystawie Documenta 12 w Kassel, litery odciśnięte w pyle z ubrań osadzonym na filtrze suszarki
Fot. East News

Brudne pieluchy mojego dziecka są sztuką, bo ja tak mówię! - twierdzi wybitna artystka feministka, której wystawę można zobaczyć w CSW w Warszawie do 6 czerwca

Mary Kelly we wnętrzu instalacji 'Multi Story House', Documenta 12 w Kassel, 2007 r.
Fot. East News
Mary Kelly we wnętrzu instalacji 'Multi Story House', Documenta 12 w Kassel, 2007 r.
'Flashing Nipple Remix', 2005 r., na wystawie w Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie. Wystawa przygotowana przez Miladę Ślizińską będzie czynna do 6 czerwca
Fot. Albert Zawada
'Flashing Nipple Remix', 2005 r., na wystawie w Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie. Wystawa przygotowana przez Miladę Ślizińską będzie czynna do 6 czerwca
'Post Partum Document', 1974 r. Ślad kupki zostawiony na tetrowej pieluszce z opisem, co dziecko zjadło tego dnia
Fot. Postmasters And Artist, New York
'Post Partum Document', 1974 r. Ślad kupki zostawiony na tetrowej pieluszce z opisem, co dziecko zjadło tego dnia
ZOBACZ TAKŻE
Z Mary Kelly rozmawia Dorota Jarecka:

Pani instalacja 'Post Partum Document' uczyniła z pani jedną z najważniejszych artystek feministycznych. Powstawała przez kilka lat - od 1973 do 1978 r. - i składa się z kilku elementów. Są tam m.in. bawełniane koszulki pani dziecka z narysowanym na nich psychologicznym diagramem, skopiowane przez panią jego pierwsze litery, zabrudzone przez niego pieluchy. Dlaczego powstała?

Zaczęłam nad nią pracować, kiedy odstawiłam dziecko od piersi. To bardzo trudny moment, bo dziecko zaczyna się oddzielać od matki, byłam smutna. Zadawałam sobie pytanie, co się ze mną dzieje. Postanowiłam dokumentować to krok po kroku. W tym czasie nie było jeszcze pieluch jednorazowych, wynaleziono je rok później, były papierowe wkładki, które się wkładało do pieluch tetrowych. Papier się wyrzucało, ale na pieluchach bawełnianych zostawał ślad. To, co widać, to pieluchy przepłukane, ale niewyprane. A pod spodem jest zapis, co on tego dnia zjadł, o której godzinie, jakie były kupki i jaki był ich kolor. Nie wiem, jak jest teraz w Polsce, ale wtedy w Anglii lekarz kazał wszystko zapisywać. To, co z dziecka wychodziło, miało dowodzić, jak głęboko matka jest zaangażowana w dziecko, jak jest doskonała. Oczywiście osiągnięcie doskonałości było niemożliwe i o tym właśnie m.in. jest ta praca. Moje prace powstają długo, składają się z wielu elementów, pracuję nad nimi po kilka lat. Kiedy zaczęłam, mój synek miał sześć miesięcy. Nie wiedziałam, dokąd mnie to doprowadzi. Kiedy miał pięć lat, napisał swoje imię. Pomyślałam, że trzeba to skończyć, bo stał się samodzielną osobą.

Praca 'Post Partum Document' została po raz pierwszy pokazana w roku 1976 w Instytucie Sztuki Współczesnej w Londynie. Wywołała wściekłość.

Sposób, w jaki została odebrana, był dla mnie kompletnym zaskoczeniem. Nie spodziewałam się takich reakcji, było to na długo przed tymi czasami, kiedy artyści starają się wywołać skandal. Ludzie wyszli z siebie. Wydawało mi się, że wszystkie gazety na świecie koncentrują się na tej właśnie wystawie. W tym czasie było też dużo kontrowersji wokół sztuki konceptualnej. Tate Gallery w Londynie zakupiła do kolekcji pracę Carla Andre [słynny rzeźbiarz minimalista] składającą się z identycznych elementów, o której mówiło się 'cegły'. Tytuły w gazetach głosiły: 'Po cegłach - pieluchy'. W jednej z nich było też moje zdjęcie i podpis: 'One są sztuką, bo ja tak mówię'. Tak rzeczywiście powiedziałam. Dwie rzeczy się tutaj spotkały - wściekłość ludzi na sztukę konceptualną, która rujnuje dotychczasowe formy sztuki, i oburzenie, że matka mogła coś takiego zrobić.

A jak to odebrali artyści konceptualni, krytyka?

Żaden mężczyzna w tym czasie tego nie rozpoznał, wszyscy uważali, że to nie ma nic wspólnego z konceptualizmem. Krytycy jak Benjamin Buchloh mówili: to bardzo interesujące, ale bez tych pieluch!

A ja czułam, że w mojej pracy spotkało się prawdziwe życie z pytaniem dotyczącym tego, czym jest sztuka. Czułam, że to jest dokładnie to, co chciałam zrobić - pomieszać materiał życiowy z analitycznym sposobem opisywania rzeczywistości. W mojej pracy zbiegły się dwie sprawy - moje zainteresowanie konceptualizmem i kwestią kobiet.

W tym samym roku, kiedy płukała pani pieluchy, pracowała pani nad dwoma projektami mówiącymi o sytuacji kobiet. To 'Nightcleaners', film dokumentalny o kobietach sprzątających biura nocą w Anglii, i 'Women & Work' z podtytułem 'dokument o podziale pracy w przemyśle' - zdjęcia i wywiady z kobietami pracującymi w fabrykach. Czy wiążą się z 'Post Partum Document'?

Zarówno 'Nightcleaners', jak i 'Women & Work' w pewnym sensie doprowadziły mnie do 'Post Partum Document'. Kiedy pracuję nad dużym projektem, zazwyczaj na jego końcu pojawia się jakieś wielkie pytanie, które wprowadza mnie w następny projekt. W wypadku 'Nightcleaners' i 'Women & Work' tym pytaniem było, czym jest kobiecość macierzyńska. Film 'Nightcleaners', nad którym zaczęłam pracować w 1970 r., wynikł ze specyficznego kontekstu w Anglii. Rok wcześniej zaczął się tam ruch kobiecy. Byłam zaangażowana w ten ruch i jednocześnie działałam w niewielkiej grupie filmowców o nazwie Berwick Street Film Collective. Było w niej trzech mężczyzn: James Scott, Mark Karlin i Humphrey Travelyan, ale chcieli mieć też kobietę. Robili filmy o ruchu związkowym wśród kobiet i potrzebny był im ten punkt widzenia. Prowadziliśmy intensywne dyskusje o tym, czym jest film dokumentalny. Zdecydowaliśmy, że nie będziemy używać głosu z offu. Chodziło o to, by nie narzucać w komentarzu żadnej interpretacji. Powstał film na taśmie 16 mm, czarno-biały. Zrobiliśmy też coś, co było w tym czasie bardzo rewolucyjne, w filmie pojawiał się co jakiś czas przerywnik w postaci czarnego ekranu. Miał służyć temu, by można było przemyśleć to, co się zobaczyło do tej pory. Spędziliśmy pięć lat, śledząc codzienne życie tych kobiet. Robiliśmy wywiady, filmowaliśmy je w pracy, podczas strajków, byliśmy w ich domach i filmowaliśmy je z dziećmi. Część materiału poświęciliśmy też grupie aktywistek, kobiet takich jak ja, pochodzących ze środowisk uniwersyteckich, które starały się pomóc robotnicom zorganizować w walce o równe płace. Wtedy w Anglii nie miałyśmy równych płac ani nawet ustawy, która chroniłaby kobiety przed dyskryminacją. W krajach socjalistycznych równość była zagwarantowana przynajmniej na papierze, u nas ta sprawa musiała zostać załatwiona.

Czy pani jako artystka też odczuwała te nierówności?

Tak, mój partner Ray w latach 70. był zatrudniony na tej samej uczelni w Londynie, na takim samym stanowisku. Zarabiałam 70 proc. tego co on.

Projekt 'Women & Work' to zapis codzienności kobiet pracujących w przemyśle. Zrobiła go pani razem z Margaret Harrison i Kay Hunt w latach 1973-75. Na kartce spisanej na maszynie mamy co do godziny wyszczególniony przebieg dnia. Np. pobudka o szóstej rano, odwożenie dziecka do żłobka, koniec pracy o 17, odebranie dzieci ze żłobka, w domu przygotowanie posiłku dla dziecka, kładzenie dziecka spać, przygotowanie posiłku dla męża i pranie do późna w nocy. Ta praca to także wynik kilku lat badań, wywiadów. Czego się z nich pani dowiedziała?

Tego, że kobiety, z którymi rozmawiałam, nigdy nie mówiły o tym, co robią w pracy, zawsze tylko o tym, co robią w domu. A kiedy rozmawialiśmy z mężczyznami, oni mówili tylko o tym, co robili w pracy. Największym odkryciem zarówno 'Nightcleaners', jak i 'Woman & Work' było to, że całe życiowe doświadczenie pracujących kobiet obraca się wokół domu i dzieci. Zobaczyłam, jak silny i ważny jest ich związek z dziećmi, ile przyjemności i radości im daje. Istniało wtedy przekonanie, że problem pracy kobiet da się rozwiązać na dwa sposoby. Albo że wyśle się kobietę do pracy, a w tym czasie ktoś zajmie się dziećmi, albo zapłaci się im za pracę, którą wykonują w domu. Zobaczyłam, że to nie jest takie proste. Żadna z tych koncepcji nie rozwiązuje problemu tych kobiet.

Więc jakie powinno być rozwiązanie?

W wypadku 'Nightcleaners' te kobiety absolutnie powinny były zarabiać tyle co mężczyźni. Ale dopóki one pracują w nocy, sprzątając, a w dzień nie odpoczywają, tylko pracują w domu, zajmując się domem i dziećmi - problem pozostaje. Trzeba to włożyć w kontekst roku 1968. Wtedy wszyscy byli rozpolitykowani. Kolejne moje spostrzeżenie było takie, że marksizm, który wtedy był ideologią lewicy, nie nadaje się do opisu sytuacji tych kobiet. Radość, która płynie z opieki nad dziećmi, odgrywa w ich życiu ogromną rolę. Doszłam do przekonania, że marksizm tu nie wystarcza, że potrzeba takiego dyskursu jak psychoanaliza, by zrozumieć podmiotowość tych kobiet. W kategoriach ekonomicznych nie wyjaśni się takich zjawisk jak seksualność, jak pragnienie posiadania dziecka.

Ważną rzeczą na temat tzw. drugiej fali feminizmu, o której teraz mówimy i w której brałam udział, jest to, że ona interesowała się czymś więcej niż tylko sprawą, by prawnie uregulować kwestie równouprawnienia. Ona także próbowała się przyjrzeć podświadomości osób, które są dyskryminowane. W filmie 'Nightcleaners' nie chodziło nam tylko o równe płace, ale także o to, by zbadać subiektywne uwarunkowania kobiet, dowiedzieć się, co myślą, jakie mają samopoczucie.

Czy projekty takie jak 'Nightcleaners' i 'Women at Work' miały według pani wpływ na rzeczywistość?

Z pewnością pomogły kobietom się zorganizować. W krótkiej perspektywie skończyły się sukcesem - kobiety pracujące w przemyśle utworzyły związki zawodowe, strajkowały i otrzymały podwyżkę. Ale myślę, że 'Post Partum Document' miał większy wpływ. Bo nikt do tej pory nie pokazał w ten sposób macierzyństwa. Wcześniej w sztuce były tylko portrety kobiet karmiących. Choć nie miał bezpośredniego społecznego czy politycznego celu, miał większy wpływ, bo zmusił ludzi do rozmawiania o tym, jak mogłaby wyglądać sztuka pod wpływem feminizmu.

Źródło: Wysokie Obcasy
  • Kobiety powinny się śmiać men_53 16.06.08, 09:42

    Głupota ludzka nie ma jednak granic. A sztuczki słowne zmierzające do uznania zasranej (przepraszam za słowo, jednak w tym przypadku to nie wulgaryzm a wyłacznie opis sytuacji) pieluchy za »

  • facet zrobil to, i nazywa sie to sztuka rikol 16.06.08, 10:24

    Piero Manzoni w 1961 sprzedawal wlasne gowno w puszkach z napisem 'gownoartysty'. Kazal za to placic tyle, co za zloto. To tyle co do uwag, czym siekobiety zajmuja lub nie i czy powinny to »

W numerze z 31 lipca