56-letniego Krzysztofa L., poznańskiego trenera siatkówki dziewczęcej, w połowie kwietnia aresztował sąd. Zarzuty: seksualne molestowanie i psychiczne znęcanie się nad 14-letnimi zawodniczkami.
ZOBACZ TAKŻE
- Mamo, odkryj kołdrę (22-03-09, 01:00)
56-letniego Krzysztofa L., poznańskiego trenera siatkówki dziewczęcej, w połowie kwietnia aresztował sąd. Zarzuty: seksualne molestowanie i psychiczne znęcanie się nad 14-letnimi zawodniczkami. Zadzwoniłem do matki jednej z tych dziewczynek, a ta zwołała pozostałe, których córki zdecydowały się zeznawać. Domek jednorodzinny na przedmieściach Poznania. W salonie siedzą cztery kobiety. Pytają, od czego zacząć. Renata, gospodyni: 'Może od tego, że dałyśmy się omamić'.
Wypracowanie o samobójstwie
Renata, 50 lat, pracuje w handlu kosmetykami, pali jednego papierosa za drugim, jej córka złożyła doniesienie o znęcaniu się psychicznym trenera: - Nie wiem, jak mogłam być tak głupia. Ten trener tak mną zakręcił, mamiąc sukcesami sportowymi córki. Manipulował mną do tego stopnia, że prowadziłam z nim gry przeciwko własnemu mężowi. Pewnego razu Lewy, bo tak córki mówiły na trenera, przyszedł do mojego domu, mówiąc, że jest wyjazd z dziewczynkami na obóz i przydałby się transport. Męża wysłałam więc do kuchni, aby wstawił wodę, sama wyjęłam 100 zł i wsadziłam Lewemu do kieszeni koszuli, dając mu znać, aby oddał mi przy mężu, że niby na paliwo. I tak zrobił.
Małgorzata, 34 lata, pracuje w hotelu na kierowniczym stanowisku, drobna brunetka, mówi szybko, bogato gestykuluje, córka złożyła doniesienie o znęcaniu się psychicznym trenera: - Dziś wiem, że moja córka miała myśli samobójcze, a ja tego nie dostrzegłam. Teresa, wysoka brunetka, 35 lat, zajmuje się handlem odzieżą, mieszka w Poznaniu, jej córka złożyła doniesienie o molestowaniu seksualnym i znęcaniu się psychicznym trenera: - A ja wiedziałam, bo czytałam, o czym twoja córka rozmawia z moją na Gadu-Gadu. Zobaczyłam raz jej wpis: 'Nie chce mi się żyć'.
Przepraszam, Gosia, że nie zadzwoniłam do ciebie. Bagatelizowałam, że to jakieś wymysły nastolatki. Małgorzata: Bardziej bulwersuje mnie to, że nauczycielka czytała wypracowanie mojej córki, w którym grozi samobójstwem, i szkoła nic z tym nie zrobiła. Pół roku przed zatrzymaniem trenera moja córka napisała pracę. Wiecie, jaki miała tytuł? 'Znęcanie się psychiczne trenera nad zawodniczkami'.
Przeczytam wam: W dzisiejszych czasach trenerzy próbują rządzić i kierować młodzieżą jak robotami. Na początku wszystko jest dobrze. Następnie działa na waszą psychikę czy podświadomość, mówiąc, jaki on jest dobry w tym, co robi, i jakie macie szczęście, że do niego trafiliście. Kiedy stanie się już waszym 'bogiem' i nie będziecie mogli bez niego żyć, coś zacznie się zmieniać. Przy całej drużynie będzie was poniżać, np. że nie umiecie grać czy biegać, a wasza gra przypomina siedzenie na ubikacji. Śmiejecie się? Otwórzcie oczy! Raz ścisnął Marysię za gardło, bo odebrała piłkę autową. Miała czerwone ślady na szyi do końca dnia. Zaczął gadać, że kocham innego trenera, z którym co chwilę rozmawiam i się przytulam. Tak po prostu sobie to wymyślił i rozpowiada. To już trwa od czterech miesięcy i jest coraz gorzej. Idę na trening i wiem, że za chwilę poniży mnie jak szmatę i zjedzie jak psa. Powie, że jestem nikim i wszystko, co robię, jest złe, nawet to, że żyję. Mam dość, chcę zasnąć i już nigdy się nie obudzić. Nie chcę już żyć. Pod wypracowaniem polonistka Elżbieta Madalińska dopisała: czwórka z minusem.
Pytam nauczycielkę, czy wtedy - w październiku - pokazywała komuś wypracowanie. - Oglądał je psycholog i uznał, że nie ma tam żadnych takich dowodów. - A kiedy oglądał? - Po zatrzymaniu trenera, w kwietniu - odpowiada polonistka. - A co pani zrobiła z wypracowaniem między październikiem a kwietniem? - Ja nie wiedziałam, że to może być prawda, bo temat miał być wymyślony. - Nie zaniepokoiła pani treść? - Niech pan rozmawia z dyrekcją. Do widzenia! - rzuca słuchawką. Idę do szkoły. Dyrektor Ewa Andrzejewska wychodzi z gabinetu. Podnoszę wypracowanie na wysokość jej oczu. - Zna to pani? Dyrektorka podnosi ręce: 'Niczego nie komentuję'. I ucieka na korytarz. Pytam Beatę Rusinek, wychowawczynię Karoliny. - O wypracowaniu dowiedziałam się dopiero po zatrzymaniu trenera. Oczywiście zareagowałabym, gdybym znała jego treść. Ale nie znałam. Naprawdę - wzdycha.
Małgorzata: Moja córka pisała też pamiętnik, który jest teraz dowodem w sprawie. Nie chciałam do niego zaglądać. Wiecie, jak to jest, nastolatce można się tym narazić. A pewne zachowania córki - wyobcowanie, brak kontaktu ze mną - z mężem tłumaczyliśmy sobie tak, że od trzech lat jesteśmy po rozstaniu. A gdy raz czy dwa zajrzałam do pamiętnika, to nie było nic o rozstaniu rodziców, tylko wszędzie Lewy i Lewy. Było tam o jego wulgarności, o ciężkich treningach. Przeczytałam to w październiku. Ale bałam się sama rozmawiać z córką, żeby jeszcze bardziej nie pogorszyć z nią swoich kontaktów. Namawiałam, żeby zmieniła klub, ale twierdziła, że nie chce zostawiać koleżanek.
Arleta, 36 lat, blondynka, mówi szybko, czasami zaklnie, razem z mężem prowadzi prywatną firmę, jej córka nie zdecydowała jeszcze o złożeniu doniesienia: - Ja też widziałam, że Lewy źle poczyna sobie wobec dziewczyn. Ale źle to interpretowałam. Widziałam na jednym meczu, gdy Lewy dotykał córkę Teresy. Po plecach w dość pieszczotliwy sposób. Przeczuwałam coś. Ale zmyliło mnie, że mieszkacie po sąsiedzku, że twoja córka, Tereso, często u niego bywała i była nazywana ulubienicą trenera. I pod koniec lutego zauważyłam, że coś jest nie halo, gdy wiozłam z treningu nasze cztery córki. Kiedyś to chichrały się, choć zmęczone, przedrzeźniały innych kierowców. Ale wtedy w lutym była grobowa cisza. Pytam: 'Dziewuchy, co jest grane?'. Patrzyły w szyby. Ale nie naciskałam. Myślałam, że są wyjątkowo zmęczone.
Teresa: A w marcu na obozie w Szamotułach moja córka kończyła 15 lat. Postanowiłam zrobić jej niespodziankę i kupić duży tort, o czym uprzedziłam Lewego. On się zgodził. Moja córka weszła do pokoju, były zgaszone światła, świeczki się palą. A moja zaczyna tak płakać...
To było wołanie o pomoc. Rozmawiałam z nią po powrocie z tego obozu. Wyparła się, że płakała z innego powodu niż wzruszenie. Dzisiaj wiem, że tego wieczoru musiała iść do pokoju trenera, gdzie on ją dotykał, dlatego płakała. A ja wtedy nie reagowałam, bo nie wiedziałam jeszcze, o co chodzi. I bałam się, że utracę całkiem kontakt z dzieckiem. Bo ten trener spowodował, że już i tak między nami było źle.
Izolacja
Teresa: Może gdybyśmy wcześniej wymieniły się spostrzeżeniami, to przerwałybyśmy ten koszmar. Przecież w ciągu trzech lat tych treningów było tylko jedno nasze zebranie, i to w sprawie ubezpieczenia dzieci.
Arleta: Ja nie garnęłam się do znajomości z wami, bo córka przynosiła różne dziwne informacje o was. Że Lewy powiedział, że matka tamtej jest taka i owaka i lepiej się z nią nie zadawać.
Teresa: To było intryganctwo. On mówił mojej, z kim ma się kolegować. Z tamtą nie, bo wyprowadzi ją na manowce, z inną nie, bo to nic dobrego.
Małgorzata: Skłócał dziewczyny. Izolował od rodziców.
Renata: Tak jak od Teresy, którą chciał nawet pozbawić praw rodzicielskich. To było rok temu. Lewy opowiadał mi, że córka Teresy ma ciężko w domu, że nie ma miejsca do nauki.
Teresa: A w tym samym czasie, gdy mówił to Renacie, przychodził do mnie na herbatę.
Renata: Pytał mnie, czy córka Teresy może zamieszkać u mnie na jakiś czas, a on będzie dla niej załatwiał rodzinę zastępczą.
Teresa: Lewy namówił moją córkę na siatkówkę dwa lata temu, w szóstej klasie szkoły podstawowej. On ją tam wypatrzył, bo prowadził treningi w jej szkole. Zaczęła trenować, dostała się do kadry wojewódzkiej siatkówki. Po jakimś czasie chodziła do niego do domu i pomagała mu w prowadzeniu biurokracji - jakieś dzienniki, nawet księgowość itp. Ale po roku, gdy miała 14 lat, nie chciała już chodzić do niego. Nie pytałam. Na pytania o Lewego reagowała agresją. Słuchałam od niej, że jestem złą matką, że źle kurczak usmażony, źle rzeczy złożone, źle wyglądam...
Wypracowanie o samobójstwie
Renata, 50 lat, pracuje w handlu kosmetykami, pali jednego papierosa za drugim, jej córka złożyła doniesienie o znęcaniu się psychicznym trenera: - Nie wiem, jak mogłam być tak głupia. Ten trener tak mną zakręcił, mamiąc sukcesami sportowymi córki. Manipulował mną do tego stopnia, że prowadziłam z nim gry przeciwko własnemu mężowi. Pewnego razu Lewy, bo tak córki mówiły na trenera, przyszedł do mojego domu, mówiąc, że jest wyjazd z dziewczynkami na obóz i przydałby się transport. Męża wysłałam więc do kuchni, aby wstawił wodę, sama wyjęłam 100 zł i wsadziłam Lewemu do kieszeni koszuli, dając mu znać, aby oddał mi przy mężu, że niby na paliwo. I tak zrobił.
Małgorzata, 34 lata, pracuje w hotelu na kierowniczym stanowisku, drobna brunetka, mówi szybko, bogato gestykuluje, córka złożyła doniesienie o znęcaniu się psychicznym trenera: - Dziś wiem, że moja córka miała myśli samobójcze, a ja tego nie dostrzegłam. Teresa, wysoka brunetka, 35 lat, zajmuje się handlem odzieżą, mieszka w Poznaniu, jej córka złożyła doniesienie o molestowaniu seksualnym i znęcaniu się psychicznym trenera: - A ja wiedziałam, bo czytałam, o czym twoja córka rozmawia z moją na Gadu-Gadu. Zobaczyłam raz jej wpis: 'Nie chce mi się żyć'.
Przepraszam, Gosia, że nie zadzwoniłam do ciebie. Bagatelizowałam, że to jakieś wymysły nastolatki. Małgorzata: Bardziej bulwersuje mnie to, że nauczycielka czytała wypracowanie mojej córki, w którym grozi samobójstwem, i szkoła nic z tym nie zrobiła. Pół roku przed zatrzymaniem trenera moja córka napisała pracę. Wiecie, jaki miała tytuł? 'Znęcanie się psychiczne trenera nad zawodniczkami'.
Przeczytam wam: W dzisiejszych czasach trenerzy próbują rządzić i kierować młodzieżą jak robotami. Na początku wszystko jest dobrze. Następnie działa na waszą psychikę czy podświadomość, mówiąc, jaki on jest dobry w tym, co robi, i jakie macie szczęście, że do niego trafiliście. Kiedy stanie się już waszym 'bogiem' i nie będziecie mogli bez niego żyć, coś zacznie się zmieniać. Przy całej drużynie będzie was poniżać, np. że nie umiecie grać czy biegać, a wasza gra przypomina siedzenie na ubikacji. Śmiejecie się? Otwórzcie oczy! Raz ścisnął Marysię za gardło, bo odebrała piłkę autową. Miała czerwone ślady na szyi do końca dnia. Zaczął gadać, że kocham innego trenera, z którym co chwilę rozmawiam i się przytulam. Tak po prostu sobie to wymyślił i rozpowiada. To już trwa od czterech miesięcy i jest coraz gorzej. Idę na trening i wiem, że za chwilę poniży mnie jak szmatę i zjedzie jak psa. Powie, że jestem nikim i wszystko, co robię, jest złe, nawet to, że żyję. Mam dość, chcę zasnąć i już nigdy się nie obudzić. Nie chcę już żyć. Pod wypracowaniem polonistka Elżbieta Madalińska dopisała: czwórka z minusem.
Pytam nauczycielkę, czy wtedy - w październiku - pokazywała komuś wypracowanie. - Oglądał je psycholog i uznał, że nie ma tam żadnych takich dowodów. - A kiedy oglądał? - Po zatrzymaniu trenera, w kwietniu - odpowiada polonistka. - A co pani zrobiła z wypracowaniem między październikiem a kwietniem? - Ja nie wiedziałam, że to może być prawda, bo temat miał być wymyślony. - Nie zaniepokoiła pani treść? - Niech pan rozmawia z dyrekcją. Do widzenia! - rzuca słuchawką. Idę do szkoły. Dyrektor Ewa Andrzejewska wychodzi z gabinetu. Podnoszę wypracowanie na wysokość jej oczu. - Zna to pani? Dyrektorka podnosi ręce: 'Niczego nie komentuję'. I ucieka na korytarz. Pytam Beatę Rusinek, wychowawczynię Karoliny. - O wypracowaniu dowiedziałam się dopiero po zatrzymaniu trenera. Oczywiście zareagowałabym, gdybym znała jego treść. Ale nie znałam. Naprawdę - wzdycha.
Małgorzata: Moja córka pisała też pamiętnik, który jest teraz dowodem w sprawie. Nie chciałam do niego zaglądać. Wiecie, jak to jest, nastolatce można się tym narazić. A pewne zachowania córki - wyobcowanie, brak kontaktu ze mną - z mężem tłumaczyliśmy sobie tak, że od trzech lat jesteśmy po rozstaniu. A gdy raz czy dwa zajrzałam do pamiętnika, to nie było nic o rozstaniu rodziców, tylko wszędzie Lewy i Lewy. Było tam o jego wulgarności, o ciężkich treningach. Przeczytałam to w październiku. Ale bałam się sama rozmawiać z córką, żeby jeszcze bardziej nie pogorszyć z nią swoich kontaktów. Namawiałam, żeby zmieniła klub, ale twierdziła, że nie chce zostawiać koleżanek.
Arleta, 36 lat, blondynka, mówi szybko, czasami zaklnie, razem z mężem prowadzi prywatną firmę, jej córka nie zdecydowała jeszcze o złożeniu doniesienia: - Ja też widziałam, że Lewy źle poczyna sobie wobec dziewczyn. Ale źle to interpretowałam. Widziałam na jednym meczu, gdy Lewy dotykał córkę Teresy. Po plecach w dość pieszczotliwy sposób. Przeczuwałam coś. Ale zmyliło mnie, że mieszkacie po sąsiedzku, że twoja córka, Tereso, często u niego bywała i była nazywana ulubienicą trenera. I pod koniec lutego zauważyłam, że coś jest nie halo, gdy wiozłam z treningu nasze cztery córki. Kiedyś to chichrały się, choć zmęczone, przedrzeźniały innych kierowców. Ale wtedy w lutym była grobowa cisza. Pytam: 'Dziewuchy, co jest grane?'. Patrzyły w szyby. Ale nie naciskałam. Myślałam, że są wyjątkowo zmęczone.
Teresa: A w marcu na obozie w Szamotułach moja córka kończyła 15 lat. Postanowiłam zrobić jej niespodziankę i kupić duży tort, o czym uprzedziłam Lewego. On się zgodził. Moja córka weszła do pokoju, były zgaszone światła, świeczki się palą. A moja zaczyna tak płakać...
To było wołanie o pomoc. Rozmawiałam z nią po powrocie z tego obozu. Wyparła się, że płakała z innego powodu niż wzruszenie. Dzisiaj wiem, że tego wieczoru musiała iść do pokoju trenera, gdzie on ją dotykał, dlatego płakała. A ja wtedy nie reagowałam, bo nie wiedziałam jeszcze, o co chodzi. I bałam się, że utracę całkiem kontakt z dzieckiem. Bo ten trener spowodował, że już i tak między nami było źle.
Izolacja
Teresa: Może gdybyśmy wcześniej wymieniły się spostrzeżeniami, to przerwałybyśmy ten koszmar. Przecież w ciągu trzech lat tych treningów było tylko jedno nasze zebranie, i to w sprawie ubezpieczenia dzieci.
Arleta: Ja nie garnęłam się do znajomości z wami, bo córka przynosiła różne dziwne informacje o was. Że Lewy powiedział, że matka tamtej jest taka i owaka i lepiej się z nią nie zadawać.
Teresa: To było intryganctwo. On mówił mojej, z kim ma się kolegować. Z tamtą nie, bo wyprowadzi ją na manowce, z inną nie, bo to nic dobrego.
Małgorzata: Skłócał dziewczyny. Izolował od rodziców.
Renata: Tak jak od Teresy, którą chciał nawet pozbawić praw rodzicielskich. To było rok temu. Lewy opowiadał mi, że córka Teresy ma ciężko w domu, że nie ma miejsca do nauki.
Teresa: A w tym samym czasie, gdy mówił to Renacie, przychodził do mnie na herbatę.
Renata: Pytał mnie, czy córka Teresy może zamieszkać u mnie na jakiś czas, a on będzie dla niej załatwiał rodzinę zastępczą.
Teresa: Lewy namówił moją córkę na siatkówkę dwa lata temu, w szóstej klasie szkoły podstawowej. On ją tam wypatrzył, bo prowadził treningi w jej szkole. Zaczęła trenować, dostała się do kadry wojewódzkiej siatkówki. Po jakimś czasie chodziła do niego do domu i pomagała mu w prowadzeniu biurokracji - jakieś dzienniki, nawet księgowość itp. Ale po roku, gdy miała 14 lat, nie chciała już chodzić do niego. Nie pytałam. Na pytania o Lewego reagowała agresją. Słuchałam od niej, że jestem złą matką, że źle kurczak usmażony, źle rzeczy złożone, źle wyglądam...
Źródło: Wysokie Obcasy
Przeczytaj 41 komentarzy na Forum
-
Szczelina
beciunia35
27.05.08, 22:31
jestem w szoku po przeczytaniu tego artykułu,moja córka też trenuje,alekosza,nie mam na razie z takimi rzeczami problemów i onym ich nigdy niemiała!Nie winię polonistki za to,że nie »
-
Szczelina
lurtz23
29.05.08, 08:50
a wg mnie to takiego Ch*** powinno się za jaja wieszac i jakąs karę cielesną dlanich wprowadzic!! moje zdanie !!»
-
Szczelina
mmm-mm
30.05.08, 03:30
Ja naprawdę czegoś nie rozumiem. Matki rozpoznały co się dzieje z ich córkami i nie zareagowały mimo iż same były molestowane? Po drugie: gdyby mnie ten zbok pocałował to NIC ani NIKT by »
W numerze z 13 marca
- Wysokie Obcasy to sobotni dodatek Gazety Wyborczej
- Galeria okładek
- Kup E-wydanie
Najczęściej czytane24 htydzień˝












