http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Życie towarzyskie matek

Tekst: Joanna Sokolińska
2008-05-11, ostatnia aktualizacja 2008-05-08 16:35

Żorżetko, mamusia nie może teraz dać ci serka. Żożo, nie zamykaj siostry w pralce. Musicie iść? Ojej, jaka szkoda

W pierwszych tygodniach życia dziecka matka jest dla niego całym światem.
Fot. Annette Hauschild Picture Press
W pierwszych tygodniach życia dziecka matka jest dla niego całym światem.
ZOBACZ TAKŻE
Problem pierwszy: zanik ciągu

- Wielkanoc? A nie, my nie obchodziliśmy. Żożo! W tej chwili puść Żorżetę! Nie, kochanie, ona nie będzie twoim więźniem. Napijesz się jeszcze kawy? Co też ja mówiłam? Aha, święta. My nie obchodzimy. Wiesz, nie chcę tego mówić przy dzieciach, przejdźmy na angielski, dobrze? We don't believe that God exists. Dobrze powiedziałam? Słucham, kochanie? Biszkopta? Mamusia już ci daje, może chcesz do tego mleczko? Nie, w ogóle nie żartuję. Nigdy nie udało mi się rozwiązać problemu: jak to możliwe, żeby Pan Bóg dopuścił do Holocaustu. Chwileczkę - Żożo? Gdzie jesteś? Żorżeta, gdzie jest Żożo? Co? Am-am? W kuchni? Nie ma go w kuchni. Co mówisz? Pod kanapą już sprawdzałam. Żożo! Halo! Ach, siku! Robiłeś siusiu, bardzo ładnie, brawo, Żożo. Oczywiście, że zdaję sobie sprawę, że człowiek ma wolną wolę, ale to dla mnie nie jest... Rzodkiewko, kochanie, nie ciągnij kota za ogon, to kotka boli. Rzod-kiew! W tej chwili przestań! Wracając do kwestii wyboru pomiędzy dobrem a złem... Żożo! Mówiłam, że nie wolno zamykać siostry w pralce! Więc po co mam się modlić, skoro ich modlitw nie wysłuchano? Żorżetko, mamusia nie może teraz dać ci serka, mamusia teraz rozmawia. Musicie iść? Ojej, jaka szkoda, może we wtorek, jeśli dzieci będą zdrowe?

Problem drugi: natrętne skojarzenia

Weźmy taką parówkę. Normalnemu człowiekowi kojarzy się z hot dogiem, niedojedzonym śniadaniem albo ogniskiem (tok rozumowania: parówka - kiełbasa - gorąco - ogień), patriocie - z PRL-em (parówka - hot dog - bułka z pieczarkami - braki w zaopatrzeniu - Gierek). Skojarzenia pojawiają się i odpływają, a rozmowa zmierza w stronę zmieniających się notowań na rynku papierów wartościowych, problemów z neurotycznym kochankiem i przepisów na burrito. Zazwyczaj. Ale nie wtedy, gdy człowiek obraca się wśród matek małych dzieci. - Parówka? O nie, moja droga, my parówek nie jemy, ja czasem lubię się upodlić i zjeść kawałek kiełbasy, ale Remik nigdy. A te dla dzieci to są najgorsze ze wszystkich. Czysta chemia. Wędliny kupuję tylko na bazarku, w tej budce, trzeciej z lewej. Taka pokryta blachą falistą. Marchewkę z kolei tylko na Polnej, niepryskaną. A propos marchewki, dowiedziałam się wreszcie, jak wywabiać plamy! Najlepsze jest słońce. Wywieszasz bluzeczkę z plamą po marchewce na balkonie i plama znika. Bo wiesz, te detergenty, nie dość, że niszczą, to jeszcze uczulają, a w dodatku... Nie ma sensu przerywać monologu, bo on jak powój - przycięty odrośnie, puszczając nowe, zaskakujące pędy tematyczne. Lepiej słuchać, osuwając się w objęcia poduszek fotela, odpływając myślą do odległej krainy interesujących rozmów nieprzerywanych zwierzęcymi odgłosami, dźwiękami dziecięcego pianina wygrywającego trzy upiorne nutki. Oczywiście ta strategia niesie ryzyko, że człowieka poderwie raptem wrzask jego własnego dziecka tłukącego Remika pianinkiem bądź wydłubującego oko Remikowemu kotu (- Gdzie mama ma oczko? A gdzie tata ma oczko? Bardzo ładnie, a gdzie miś ma oczko, pokaż cioci. Nie, to jest nosek, a gdzie oczko?). I trzeba będzie się z fotela poderwać, interweniować, tłumaczyć.

Problem trzeci: totalny brak porozumienia

Na pozór jest to idealne rozwiązanie: wizyta u bezdzietnych przyjaciół. Bez dzieci, oczywiście, inaczej należy od razu przyjść z chirurgiem dziecięcym (pozbawione barierki schody, nożyczki do paznokci na krawędzi umywalki, porcelana Rosenthala). Przyjaciele podadzą wielodaniową kolację i z pewnością nie będzie to marchewka ani legumina ze śliwkami. W tle zaśpiewa Rod Stewart i idąc ciemnym korytarzem do ubikacji, człowiek nie poślizgnie się na plastikowej huśtawce dla myszy z kinder niespodzianki. Pani domu popije winem pigułkę hormonalną, pan domu pokaże zdjęcia z weekendowej wyprawy w skałki i będzie można wreszcie jak ludzie porozmawiać o zaletach pornografii, fiasku operacji w Iraku oraz o tym, czy życie ma sens, jeśli Boga nie ma. Tyle tylko że wtedy występująca gościnnie matka, odkrywszy pustkę w głowie ('Irak, Irak, coś mi świta'), wymknie się do wykładanej granitem łazienki, żeby dyskretnie zadzwonić do niani. Nie miną trzy minuty, a niania kłamczuszek, uproszona przez matkę, zadzwoni z alarmem: 'Wracajcie! Dzieci płaczą!'. I z oddechem ulgi będzie można powrócić do bezpiecznego świata marchewki, detergentów i kaczuszek. A Bóg? Cóż, poradzi sobie bez nas.

Źródło: Wysokie Obcasy
  • Życie towarzyskie matek monoko 12.05.08, 13:22

    Kim jest autorka tego artykułu? To że dziennikarką, to dość oczywiste. Kim właściwie jest dziennikarz po studiach dziennikarskich? Specjalistą od pisania, ale w jakiej dziedzinie poza czysto»

  • Re: Życie towarzyskie matek ruda.ja 13.05.08, 11:16

    to, że zaraz po porodzie kobiety zapadają na chorobę kupkowonoworodkowopapkowąmnie nie dziwi. dziwi mnie natomiast ich pozostawanie w tym stanie czasem i dokońca życia (tylko konsystencja »

  • Życie towarzyskie matek martusia_25 16.05.08, 13:27

    Głupkowaty artykuł. W życiu każdego człowieka jest czas na przyjęcie pewnych ról i nic w tym dziwnego, że ludzi którzy są w danym momencie na różnych etapach, mają problemy z porozumieniem. »

W numerze z 28 sierpnia