http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Sekretny dziennik Laury P.

Z Laurą Pawelą rozmawiała Donata Subbotko
2008-04-07, ostatnia aktualizacja 2008-04-03 14:34

Laura Pawela
Laura Pawela
Fot. Bartosz Bobkowski / AG

Wielu ludzi, którzy nie interesują się sztuką, mówi: "No jasne, też bym tak potrafił zrobić". No, niestety, nie. Nie każdy jest w stanie. Nie każdy może postawić pisuar w galerii i stwierdzić, że to jest sztuka


"Łazienka" - akcja, remont łazienki w Strasburgu, 2005 r.

"You and I and Everyone We Know" - wideo i akcja zainspirowane filmem Mirandy July

"Wykrój" (2002) w galerii IMT w Londynie w zeszłym roku

Ile wart jest twój talent?

Nie wiem, nie udało mi się tego ustalić. Z akcji "Ubezpieczenie talentu", podczas której w różnych agencjach bezskutecznie próbowałam go ubezpieczyć, wynikałoby, że jest bezwartościowy, ponieważ nie posiada jakiejkolwiek wartości materialnej. Patrząc z innej strony, talent jako taki jest oczywiście bezcenny, nie można go kupić i nie można go w żaden sposób nabyć czy w sobie wypracować. Ja się spodziewałam, że talentu nie uda mi się ubezpieczyć, fiasko było poniekąd w ten projekt wpisane, choć były i takie momenty, kiedy wydawało się, że już osiągnę sukces.

Pewien pan stwierdził: może dałoby się ubezpieczyć ci ręce, bo 'jako plastyczka wykonujesz swój zawód rękoma głównie'.

Tak, agenci musieli sobie to abstrakcyjne pojęcie talentu jakoś skonkretyzować, więc wyobrażano sobie, że skoro chcę go ubezpieczyć, to muszę na przykład ładnie malować, w takim razie ubezpieczymy ręce - ubezpieczenie ręki od nieszczęśliwych wypadków takich jak złamanie jest możliwe. Ale wiadomo, że talent nie ma nic wspólnego ze złamaną czy z niezłamaną ręką.

No i kto by miał stwierdzić, czy ładnie maluje, czy nieładnie? Czy ma ten talent, czy nie?

Właśnie. Swoją drogą żaden z agentów nie zadał mi pytania, czy ja w ogóle ten talent posiadam i czy jestem to w stanie udowodnić. Oczywiście miałabym z tym problemy, więc wymyśliłam, że gdyby jakakolwiek agencja miała ochotę współpracować ze mną, to podam listę osób, kuratorów czy krytyków sztuki, którzy oszacowaliby, czy mam talent, czy nie. I potem ewentualnie stwierdzić, jaki moment uważać można za jego wygaśnięcie. Byłam na to przygotowana.

Czyli talent można stracić?

Wydaje mi się, że jednak nie. To raczej rzecz wrodzona - albo się go ma, albo nie. Można go pielęgnować, ale nie można się o niego postarać i w pewnym momencie go nabyć, zdobyć. Możliwa jest jednak utrata powiązanych z tym talentem elementów, można utracić odbiorców, zainteresowanie swoją sztuką, zdolności kreacyjne, tak zwaną wenę twórczą itd.

A czy żeby uważać się za artystę, wystarczy myśleć o sobie, że jest się utalentowanym?

Trudno mi stwierdzić, czy kiedy ktoś czuje się artystą, to już nim jest, czy trzeba jeszcze opinii innych osób. Mogę się czuć artystą, ale nie wykonywać w ogóle dziełartystycznych, mogę nie czuć się artystą, a wykonywać wspaniałe prace. To są trudne kwestie. Wiadomo, że jak ktoś skończy prawo, to zostaje prawnikiem, a po skończeniu Akademii Sztuk Pięknych niekoniecznie jest się artystą. Mnie to bycie "artystą" strasznie uwiera.

To może powinnaś się wziąć do porządnej roboty?

Mogę coś wyremontować.

Umiesz naprawić kran i przepchać rurę?

Tak, nauczyłam się, potrafię też wiele innych tego typu rzeczy. Projekt "Łazienka" wykonany w Strasburgu i polegający na wyremontowaniu starej łazienki to była praca ponad moje siły fizyczne. Wyjeżdżając do Francji na stypendium, absolutnie nie planowałam, że będę tam cokolwiek remontować. Tak się stało przez przypadek, nie było wcześniej zaprojektowane. Zmusiło mnie do tego działania wiele zdarzeń.

Wzięłaś odwet na Francuzach, którzy nie polubili naszych hydraulików?

To właśnie wtedy wybuchł ten cały szum wokół polskiego hydraulika Francuzi, których poznałam, mieli negatywny stosunek do Polaków tam pracujących, co mnie strasznie denerwowało i zastanawiało. Może nawet chciałam utrzeć im nosa, dać nieco do myślenia. Postanowiłam więc nie robić sztuki, jednocześnie ją wykonując. Nie robić dzieła artystycznego, które można zakupić, zapakować i zabrać, tylko troszeczkę popracować. Jak polski robotnik. Oczywiście za darmo. Na wyremontowanie tej łazienki przeznaczyłam pieniądze, za które miałam wykonać pracę artystyczną. Ale naprawdę nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo będzie ciężko. W dodatku nie miałam pojęcia, jak położyć kafelki, czym są gładzie szpachlowe, fugi itp. Teraz już wiem. Ale kiedy to sobie przypomnę, tyle roboty

Były reklamacje?

Szczerze powiem, że szefostwo instytucji, dla której remontowałam łazienkę, nawet się nie pokwapiło, żeby zobaczyć efekt końcowy. Wiedzieli, skąd jestem, co robię i w jakim celu.

Nie przyszli sprawdzić, czy spłuczka działa?

Nie, ani czy kafelki za chwilę nie odpadną, a mogło się tak wydarzyć. Właściwie mogłabym się obrazić na tę sytuację, ale z drugiej strony bardzo mi się to spodobało, ten brak zainteresowania z ich strony był wspaniałym dopełnieniem mojego projektu.

Źródło: Wysokie Obcasy
  • Sekretny dziennik Laury P. buhaj_z_rogiem 10.04.08, 18:33

    Drugie dno, proszę pani, dorabia się całkiem prosto i do byle czego. Sam kiedyś dorabiałem i czerpałem z tego nawet niejakie korzyści materialne, więc wiem, co mówię.»

  • Sekretny dziennik Laury P. oceanograf 19.04.08, 19:18

    Jeżeli ta pani jest artystką - to kto nim nie jest?»

W numerze z 4 września