http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Różowa rewolta

tekst Dominika Buczak
2008-03-03, ostatnia aktualizacja 2008-03-03 13:07

Maria Pińska Bereś z mężem Jerzym Beresiem, zdjęcie z okazji wystawy Jerzego Beresia w Galerii Pryzmat 1973 rok
Maria Pińska Bereś z mężem Jerzym Beresiem, zdjęcie z okazji wystawy Jerzego Beresia w Galerii Pryzmat 1973 rok
fot. Stanisław Michta

Maria Pińska Bereś, lata 70-te
fot. Jacek Stokłosa
Maria Pińska Bereś, lata 70-te
ZOBACZ TAKŻE
Rozważano różne scenariusze. Być może ktoś niechcący stanął na rzeźbie i ją pobrudził? Niemożliwe. Wystawę zorganizowano na pierwszym piętrze BWA, na schodach nie pozostał żaden ślad. Ktoś musiał przynieść brudny but w worku, wyciągnąć go, kiedy nikogo nie było w pobliżu, i odbić ślad na rzeźbie. Akcja była zaplanowana. Dlaczego? Nie wiadomo do dzisiaj. Wandal pojawiał się przez wiele lat. Nigdy nie przyłapano nikogo na gorącym uczynku:- Rodzice podejrzewali którąś z koleżanek rzeźbiarek - wspomina Bettina. Kogo? Jerzy Bereś twierdzi, że nie pamięta.

Czy kobieta jest człowiekiem - to ostatni 'Gorset' Marii Pinińskiej-Bereś. Ma kształt stroju kąpielowego z wyraźnie zarysowanym kształtem piersi, brodawek i pępka. Na białym tle odciśnięto dziesiątki różowych pocałunków. Do rzeźby przymocowana jest tabliczka z napisem: "Data produkcji... Data ważności...?". Sztandarowe dzieło Marii Pinińskiej-Bereś przez lata zdobiło magazyn nowohuckiego kombinatu. Włodarze Huty im. Lenina mieli ambicję utworzenia kolekcji sztuki współczesnej. Fundowali stypendia artystom, w zamian za nie do kombinatu trafiały obrazy i rzeźby. W ten sposób rzeźba "Czy kobieta jest człowiekiem" znalazła się w jednym z setek magazynów. Pozostała tam przez 20 lat.

Po zmianie systemu stało się oczywiste, że kolekcja sztuki współczesnej w Nowej Hucie nie powstanie. Maria Pinińska-Bereś postanowiła odzyskać swoją rzeźbę. Jerzy Hanusek, krytyk sztuki, zięć artystki: - Miała spore trudności z wydostaniem dzieła z przepastnych magazynów kombinatu. Udało się to w końcu dzięki interwencji dyrektora Muzeum Sztuki Współczesnej w Radomiu. Rzeźba była brudna i zniszczona. Po renowacji trafiła do radomskiego muzeum. Maria Pinińska-Bereś napisała: "Gorsety porzuciłam bez żalu, jak wiele prac wcześniejszych, z rozpalonym wzrokiem wypatrując przyszłych mgławicowo rysujących się fascynacji".

Poduszki

Od 1973 roku Maria Pinińska-Bereś w swojej twórczości coraz częściej wykorzystywała igłę, nitkę i maszynę do szycia. Nadszedł czas rzeźb szytych. Z różowego i białego płótna powstawały poduszki w różnych kształtach: kwadratowe, podłużne, gładkie, pikowane. Z nich: węże, kołdry, waginy, fallusy. Miękkie rzeźby. Najpierw jednak powstały 'Psychomebelki' z drewna i papier mâché.

"Jestem sexy" głosił napis na chorągiewce przypominającej te wtykane w wielkanocnego baranka. Rzeźba „Stół jestem sexy” przypominała świąteczne śniadanie. Funkcję baby drożdżowej pełniła głowa kobiety z kwiatkiem wystającym z ust. Była i „szynka” - damskie udo połączone z biodrem. Wszystko rozmieszczono na drewnianymstole z obrysem rąk kogoś, kto to danie ma zamiar skonsumować. „Stoły” Pinińskiej powstały pod koniec lat 60., po nich przyszedł czas na inne „Psychomebelki”: „Maszynka miłości”, „Szafka”, „Różowe zwierciadło”. Ironiczne, ostre, dowcipne. 30 lat później rzeźbiarka bywała zapraszana na feministyczne sympozja w różnych krajach Europy. Wracała z nich zdumiona. „Moje » Stoły «z elementami ciała kobiecego jako elementem konsumpcyjnym pojawiają się w 1968 roku. Sztandarowe dzieło ruchu » Dinner party «Judy Chicago jest datowane na lata 1974-1979!” - napisała po powrocie z Wiednia.

Te same idee, które pochłonęły zachodnie feministki, Marię Pinińską-Bereś za żelazną kurtyną fascynowały dekadę wcześniej. W Polsce w tamtym czasie feminizm nie był dyskutowanym tematem. Maszyna do szycia trafiła do domu przy Siemaszki dzięki Beresiowi. - Tata kupił ją dla mnie - opowiada Bettina. - Chciałam sobie szyć ubrania. Od dziecka byłam niezadowolona z tego, co zrobiła krawcowa. Marzyłam o tym, żeby mieć na głowie chustkę i dwa warkocze tak jak wszystkie koleżanki, ale mama zamawiała dla mnie kapelusze.

Nasza rodzina rzucała się w oczy. Tata z długimi włosami, mama zawsze świetnie ubrana i ja, wystrojona w śliczne płaszczyki z kieszonkami i sukienki. Do tego pies kerry blue terrier. Znali nas wszyscy mieszkańcy osiedla. Kiedy pojawiła się maszyna, nastoletnia Bettina szyła ubrania dla siebie i dla mamy: - To był kolejny powód do awantur. Wbrew pozorom mama zupełnie nie miała drygu do robótek ręcznych. Pięknie rysowała, doskonale formowała swoje prace w przestrzeni, ale szycie jej nie wychodziło. Pomagałam. Potrzebne jej były ciuchy - siadałam do maszyny. Trzeba było uszyć elementy rzeźb - brałam się do roboty.

' » Mój uroczy pokoik «jest biały i różowy, miękki i twardy, zabawny i przejmujący. Białe ściany chronią pikowane kołdry, noszące ślady obijających się o nie ciał mężczyzny i kobiety - napisała w » Wysokich Obcasach «Maria Poprzęcka. - Okienko (judasz?) zapchano różowym jaśkiem, wnętrze wypełnia absurdalny niczym wielka parówka różowy wałek. Pokoik lalek czy azyl szaleńca? A może cela więźnia? (...) Bez programowego natręctwa ta sztuka bardzo wiele mówi o » byciu kobietą «. Byciu kobietą w » uroczym pokoiku «, z którego wyjście zagradza jedwabny sznureczek'.

To, co kobiece, mniej ważne, chowane po kątach, zostało dowartościowane. Szycie poduszek stało się sposobem wyrażania idei. Kobieca czynność urosła do rangi sztuki. To był element twórczego programu Marii Pinińskiej. A także egzystencjalny wymóg funkcjonowania dwojga artystów pod wspólnym dachem jednopokojowego mieszkania przy Siemaszki. Bettina Bereś: - Pracownia pełna była prac ojca. Mama musiała sobie znaleźć taką materię, z której będzie mogła tworzyć w mieszkaniu. Wstydziła się. W jej rzeźbach było dużo intymności i erotyki. Przed wernisażami bardzo się denerwowała. Bała się reakcji widzów na coraz odważniejsze dzieła. W noc poprzedzającą otwarcie wystawy zwykle nie mogła spać.

"Były momenty, że czułam się kobietą upadłą" - powiedziała w wywiadzie ("Rzeczpospolita", 1994). Odważnie i szczerze mierzyła się z kobiecością. Opisywała ją jako zmaganie się z pułapką schematu, bolesnym wykluczeniem, pobłażliwym lekceważeniem. Wystawiała sporo. Kraków, Warszawa, Lublin, Antwerpia, Kassel. Dostawała nagrody i wyróżnienia. Po latach napisała: "Poprzez moją sztukę stałam się wolniejsza i silniejsza. Wyzwoliłam siebie!".

Performance

W 1981 roku Maria Pinińska-Bereś stała się bohaterką skandalu. Jedni podejrzewali ją o to, że jako kuratorka wystawy nie dopuściła do niej artystów tylko dlatego, że byli zbyt młodzi. Inni, że złamała kastową solidarność i wezwała milicję, żeby przerwała nielegalny happening. Krakowskie salony, zawsze gotowe omówić smakowitą historyjkę, zyskały kolejny temat do plotek. 'Żywy róż' nazywała się akcja, którą Maria Pinińska-Bereś przeprowadziła niecały miesiąc przed 13 grudnia. Na Plantach, tuż przed budynkiem BWA, zasadziła krzew róży i otuliła go chochołem. Zdjęła swój intensywnie różowy fartuch i zamieniła go na sztandar. Głośno zapytała po polsku, niemiecku i francusku: 'Czy róże wiosną zakwitną na różowo?'.

Bettina: - Zapamiętałam elektryzującą atmosferę. Planty były całkiem szare, miasto ponure. Ona sadziła róże i pytała, czy zakwitną na wiosnę. Wszyscy mieli nadzieję, że tak. Jerzy Hanusek: - Ludzie przechodzący Plantami zatrzymywali się na ulicy i obserwowali. Bereś: - Przewidziała stan wojenny. Kilka dni później uroczyście otwierano IX Międzynarodowe Spotkania Krakowskie. Komisarzami wystawy byli Pinińska-Bereś i Andrzej Kostołowski. W trakcie powitań i przemówień do Pinińskiej podeszło dwóch mężczyzn przebranych na czarno z obandażowanymi twarzami, w których widać było tylko oczy. Wręczyli jej czarną różę. Wzięła ją do ręki i natychmiast odłożyła. Brygida i Jerzy Serafinowie byli wtedy w BWA: - Faceci wyglądali jak terroryści. Nie wiedzieliśmy, co się stanie. Wyjmą spluwę czy co?

To były ostatnie dni przed stanem wojennym. Groza w powietrzu. Młodzi artyści Maciej Toporowicz i Piotr Grzybowski, członkowie artystycznej grupy Awaks, chcieli zwrócić na siebie uwagę rzeźbiarki. Ich czarna róża miała nawiązywać do akcji Pinińskiej i jednocześnie dystansować ich od "Żywego różu" i jego autorki. Piotr Grzybowski tłumaczy, skąd wziął się pomysł nielegalnego performance'u. Grupa Awaks zgłosiła chęć udziału w IX Spotkaniach Krakowskich. Kuratorzy (Pinińska i Kostołowski) odrzucili ich propozycje: - Kanałami podziemnymi dowiedzieliśmy się, że chodziło o to, że jesteśmy studentami. Mało artystyczna motywacja - mówi Grzybowski. Wręczenie czarnej róży było reakcją na artystyczne odrzucenie.

Pojawiła się plotka, że Pinińska-Bereś wezwała do Bunkra Sztuki milicję. Miała się obawiać, że studencki performance jest prowokacją UB. Artystka zaprzeczała (wysłała nawet list ze sprostowaniem do "Gazety Wyborczej", która po latach opisała tę sprawę). Bettina Bereś: - Nie było żadnego skandalu. Sprawa niedopuszczenia artystów do wystawy jest banalna. Spotkania Krakowskie były poprzedzone bardzo ostrą selekcją artystów. Nie była to wystawa otwartych drzwi. Z całą pewnością wezwanie milicji nie miało miejsca. Jej interwencja to ostatnia rzecz, jakiej kuratorzy by sobie życzyli. Oskarżenie pojawiło się 15 lat później i było dla mamy kompletnym zaskoczeniem i oburzającym pomówieniem. W zamieszaniu wszyscy zapomnieli o tym, co w akcji było najważniejsze - o róży posadzonej na Plantach. Jerzy Hanusek: - Ta róża wyrosła!

'Pranie' zdążyła zaprezentować jeszcze przed stanem wojennym w poznańskiej w galerii O.N. Ubrana na biało, w różowym fartuchu zabrała się do prania sterty białych kawałków materiału. Na każdym z nich na różowo wymalowana była litera. Z wieszanych na sznurze płacht układał się napis 'Feminizm'. Tę akcję Pinińska-Bereś powtórzyła kilka miesięcy później, podczas artystycznego pleneru pod Koszalinem. „Przebieg akcji był podobny, tylko zakłócony ingerencją Łodzi Kaliskiej. Wrzucali do balii swoją brudną bieliznę. Pomimo to przeprowadziłam zaplanowane czynności i litery ułożyły się w napis » Feminizm «” - opisała tę akcję.

Malarka Teresa Bujnowska pamięta tamten moment: - Ktoś z Łodzi Kaliskiej przysuwał się do terenu wyznaczonego przez Marię Pinińską-Bereś. Wreszcie ściągnął koszulkę i jej podrzucił. Ona się zdenerwowała, ale nie weszła w konflikt. Zachowała zimną krew. Adam Rzepecki z Łodzi Kaliskiej twierdzi, że Pinińska-Bereś nie podjęła wyzwania: - Straciła życiową szansę. Uprałaby te brudne skarpetki, to by uwiarygodniło jej tezę.

Wraz z ogłoszeniem stanu wojennego dla Pinińskiej-Bereś nastał smutny czas. Życie artystyczne koncentrowało się w kościołach, wystawy organizowano w parafiach. Rzeźbiarka nie była zapraszana do udziału w nich, proboszczowie niechętni byli feministce. Mijał rok za rokiem. Po raz pierwszy od ponad 20 lat porzuciła róż. Dużo czasu spędzała w ogrodzie. "Żona Beresia", mówili o niej niektórzy. To on był sławnym rzeźbiarzem. Wściekała się. Czuła, że oczekuje się od niej parzenia herbaty i milczenia, kiedy przy stole rozmawia się o sztuce. Beresia odwiedzali kuratorzy, krytycy, znawcy sztuki. Przyglądali się jego zgrzebnym drewnianym rzeźbom porozstawianym w pracowni. Jeśli natknęli się na dzieła Pinińskiej, nie wiedzieli, jak reagować.

Bettina: - Odwracali wzrok. Koncentrowali się na tym, żeby nie spojrzeć na jej różowe i białe poduszki. W domu przy Siemaszki Jerzy Bereś mieszka do dzisiaj. Za oknami jednopokojowego mieszkania na parterze rosną wierzby płaczące: - Sadziliśmy je razem z żoną . Przez 50 lat wierzby wyrosły, zasłaniają słońce mieszkańcom bloku. W pokoju stół i krzesła - dzieło Jerzego Beresia. - Kiedy się tu wprowadzaliśmy, w sklepach nie było niczego, więc zrobiłem dla nas meble. Zostały na zawsze.

Źródło: Wysokie Obcasy
  • Re: Różowa rewolta sabina 03.03.08, 20:53

    za duzo slow ? nie chialo sie przeczytac do konca co? »

  • Re: Różowa rewolta codein 03.03.08, 21:59

    Gdyby ktoś mi powiedział, że poświęcił dla mnie coś istotnego, czułabym sięraczej wyróżniona i zobligowana zarazem. Pewnie jesteś facet, który nigdy niedocenił tego, że matka wyrwała dla »

  • Różowa rewolta hel_ena 06.03.08, 20:08

    Ona mowi (i powtarza): "P o ś w i ę c i ł a m ci trzy lata ze s w o j e g o życia. To były trzy lata o d e b r a n e sztuce".Kiedy czloiwiek ma chcianego psa, kota, kanarka, to nie mowi, ze »

W numerze z 4 września