http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Różowa rewolta

tekst Dominika Buczak
2008-03-03, ostatnia aktualizacja 2008-03-03 13:07

Maria Pińska Bereś z mężem Jerzym Beresiem, zdjęcie z okazji wystawy Jerzego Beresia w Galerii Pryzmat 1973 rok
Maria Pińska Bereś z mężem Jerzym Beresiem, zdjęcie z okazji wystawy Jerzego Beresia w Galerii Pryzmat 1973 rok
fot. Stanisław Michta

Maria Pinińska-Bereś powtarzała swojej jedynej córce: - Poświęciłam ci trzy lata ze swojego życia. To były trzy lata odebrane sztuce.

Maria Pińska Bereś, lata 70-te
fot. Jacek Stokłosa
Maria Pińska Bereś, lata 70-te
ZOBACZ TAKŻE
Cieszyła się, bo dziadek się starzał. Każdego dnia miał więcej zmarszczek, był coraz ciemniejszy i pokurczony. Stał na szafie, obok w rządku: mama, babcia i dwóch młodszych braci. Pierwsze rzeźby Marii Pinińskiej powstały, kiedy była dziewczynką. Zrobiła je z ziemniaków. Spektakularnie się zmieniały. Żyły.

Róż

W 1957 roku stworzyła pierwszą różową rzeźbę. Odcięła się tym samym od trzech mężczyzn, którzy mieli największy wpływ na jej życie. Po pierwsze, od dziadka, który stał na straży starego porządku. Po drugie, od profesora, przez którego była doceniana i faworyzowana. Po trzecie, od męża rzeźbiarza, który szybko robił karierę i zdobywał popularność. Dziadek zarabiał i decydował. Lubił sprawdzać, czy mała Maria zna na wyrywki tabliczkę mnożenia. - Sześć razy siedem? - rzucał. Jeśli nie odpowiedziała wystarczająco szybko, dostawała w buzię. Kiedy usłyszał, że wnuczka chce zdawać do Akademii Sztuk Pięknych, wściekł się: - Zostaniesz modystką, będziesz robić kapelusze. Po co ci Akademia? Po co ci Kraków?

Przed wojną mieszkali w Poznaniu, w pięknej modernistycznej willi z tarasem, zaprojektowanej i wybudowanej przez dziadka. To był świat guwernantek, kinderbali i tęsknoty za rówieśnikami. Złota klatka. Maria i jej młodsi bracia uczyli się dobrych manier i języków obcych. Jadano głównie gotowane warzywa. Od czasu do czasu dzieciom przysługiwał rosół na gołębiu. Raz na tydzień - jajko.- Potem mama ciągle jadła jajka. Uwielbiała je - wspomina Bettina Bereś. Dziadek był inżynierem, budował Gdynię, prowadził prywatne przedsiębiorstwo (również w czasach PRL-u), dożył 101 lat. Rządził niepodzielnie. Ojciec Marii zginął w 1940 roku w Charkowie, jej piękna matka (przedwojenna miss Poznania) nie miała dużego wpływu na losy rodziny, babcia nie mówiła po polsku (pochodziła z Luksemburga).

Dziadek uważał, że dumnym można być tylko z chłopaków. Podsuwał lalki Marii jej najmłodszemu bratu. Wnuk je niszczył. Dziewczynka płakała w kącie. Dziadek się cieszył, że mały jest silny. Bettina Bereś: - A może mama przesadzała? Lubiła koloryzować. Maria Pinińska-Bereś już w domu rodzinnym zrozumiała, że tylko sztuka może ją wyzwolić od losu przypisanego kobiecie. Opuściła Katowice (tam jej rodzina zamieszkała po wojnie) i trafiła do Krakowa. Prosto pod skrzydła Xawerego Dunikowskiego.

Profesor był nią zachwycony. Rzadko na wydziałach rzeźby docenia się kobiety, ale talentu Marii Pinińskiej nie dało się przeoczyć. Miała wyczucie formy, pięknie rysowała. Jerzy Bereś: - Dunikowski wybierał najlepsze projekty studentów i decydował, które mają zostać odlane. Projekty Marii już od początku, od kiedy robiliśmy podstawowe studium głowy czy aktu, były przeznaczane do realizacji. W efekcie ja miałem podwójną robotę, bo tworzenie rzeźby to ciężka, fizyczna praca, której kobieta może nie podołać.

W telewizyjnym wywiadzie przeprowadzonym przez Krystynę Czerni Pinińska-Bereś wspomina czasy studiów: - Wszyscy uważali - ja również - że jeśli kobieta chce studiować i pracować, to musi się mierzyć z mężczyznami. Musi być od nich lepsza. Przyjęłam kategorie, którymi operowała sztuka akademicka. Potem je odrzuciła, ale kontakt z Dunikowskim zaprocentował. 'Jemu zawdzięczam dbałość o formę' - napisała we wstępie do katalogu wystawy w galerii Studio w Warszawie. W 1956 roku Maria Pinińska otrzymała z rąk Dunikowskiego honorowy dyplom.

Rok później wyszła za mąż za Jerzego Beresia, kolegę z roku. Wesele wyprawiono w Katowicach, w mieszkaniu dziadków. Mąż, ukształtowany przez tego samego profesora, rozwijał się w zupełnie innym kierunku. Przez kilka lat po studiach pozostawał pod wielkim wpływem Dunikowskiego, potem, już na własny rachunek, rzeźbił wielkie, smukłe figury inspirowane pierwotnymi narzędziami. Letnie miesiące Beresiowie spędzali w nieukończonym domu, który dziadek Pinińskiej stawiał w krakowskim Borku Fałęckim, na zimę wyjeżdżali do Katowic. Wreszcie dostali własne mieszkanie w Krakowie, przy ulicy Siemaszki. Mieli jeden pokój i wysoką na dwa piętra pracownię pełną drewnianych dzieł. Życie rodzinne toczyło się w kuchni. Bettina Bereś: - Na stole leżały rozłożone gazety, książki, a pośród nich moje podręczniki i zeszyty. Usiłowałam się uczyć, ktoś obierał ziemniaki, a w tle toczyła się nieprzerwana dyskusja.

Przez wszystkie lata małżeństwa rozmawiali ze sobą prawie wyłącznie o sztuce. Czasami było łagodnie, innym razem wybuchały awantury. Nigdy jak u innych małżeństw z powodu braku pieniędzy albo różnych pomysłów na życie. Największe emocje w naszym domu wywoływała sztuka. Mama deklarowała, że jest dla niej najważniejsza. Wierzyła tylko w sztukę. Rzeczywistość ją dołowała. Różowy - kolor landrynek, lukru, bielizny, ulubiony przez małe dziewczynki, kojarzący się z ciałem i przemysłem porno - stał się sztandarem Marii Pinińskiej-Bereś. Miała 26 lat, szukała własnej artystycznej drogi, ale wiedziała już, że nie chce żyć i tworzyć w ramach, które próbowało jej narzucić otoczenie.

- Świat, w którym żyjemy, jest męski - mówiła w rozmowie z Krystyną Czerni.

Gorsety

W 1965 roku powstał pierwszy gorset: przywiązany do deski kadłubek, kobieta bez dłoni, nóg i głowy. Gorset zniewala ciało i deformuje duszę - uważała Pinińska-Bereś. Klatki i pułapki zastawiane na kobiety są przekazywane z pokolenia na pokolenie. Napisała: Gorsety realne/ Gorsety mentalne/ Poprzez wieki towarzyszą kobiecie/ ograniczają/ deformują/ ciało, psyche/ ciała odchodzą/ przemijają/ gorsety zostają/ gorset babki/ prababki/ praprababki/ klatki młodych ciał/ klatki gorących serc/ klatki umysłu/ wyobraźni/ poprzez wieki/ gorset - krzyk z mroku.

Długo próbowała porzucić własny gorset. W twórczości chciała być niezależna. Wolna od pomocy mężczyzny. Forma ciągle sprawiała jej problemy. Najpierw, w pierwszej połowie lat 60., powstawały "Rotundy". Masywne, betonowe okrągłe konstrukcje, a wśród nich "Dama z ptaszkiem" - otulona pikowanym, fioletowym płaszczykiem, który odkrywa kobiece piersi. Po raz pierwszy wykorzystała wtedy w swojej twórczości tkaninę. "Rotundy" powstawały w pracowni przylegającej do mieszkania przy Siemaszki. Jerzy Bereś: - Były utrapieniem. Nie potrafiła samodzielne ich podnieść, odcisnąć, odlać w betonie.

Bettina Bereś: - Tata się wściekał. Mieszkanie i pracownia były zakurzone i brudne od betonu. Tymczasem ja w przedszkolu oblepiałam butelki masą robioną z kawałków gazet, wody i mąki. Mama się temu przyjrzała i stworzyła substancję podobną do papier mâché. Zrobiła z niej różową 'Łucję', dzieło w stylu 'Damy z ptaszkiem'. Wyeliminowała beton, ale rzeźba nadal była ciężka. Robiła więc modele z gliny, na które nakładała papkę z papieru i kleju. Kiedy masa zaschła, ściągała ją z glinianej formy. Powstawała lekka, ale trwała skorupa. 'Gorsety' robiła już samodzielnie. Nikogo nie musiała prosić o pomoc. 'Uważam rok 1965 za datę, kiedy zaczyna się moja sztuka, którą można określić jako kobiecą. (...) W 1965 postanowiłam (...) całkowicie zerwać z rzeźbiarskim materiałem i warsztatem' - notowała po latach.

Bettina była skazana na samodzielność. Miała zaledwie kilka lat, kiedy mama przekazała jej, że ubranie trzeba mieć czyste i wyprasowane, włosy uczesane, a paznokcie obcięte. Potem przestała zwracać uwagę na to, jak wygląda córka. Dziewczynka musiała się sama troszczyć o siebie. - Pamiętam miskę ustawioną na klozecie i ręczne pranie - wspomina. - Tata prał sobie, mama sobie i ja sobie. W domu było jasne, że mama ma sztukę i rzeźby, więc nie obchodzą jej prace domowe. Od czasu do czasu z wielkim narzekaniem prała pościel we frani.

W 1965 roku Bettina miała siedem lat. Wakacje spędziła razem z rodzicami w Jugosławii, gdzie tata dostał stypendium. Do szkoły przyjechała spóźniona o dwa tygodnie. Przez pierwsze lata miała poważne trudności z nauką: - Mama ciągle była wzywana do szkoły. Próbowała mnie uczyć, ale nie chciałam. Postanowiłam, że nie będę się starała. To był bunt. Nasza relacja nigdy nie była harmonijna. Tata dawał mi wolność, miał zaufanie, mama ciągle spodziewała się czegoś złego. Bała się, że będę panną z furą nieślubnych dzieci. Była jedyną osobą w moim życiu, z którą się kłóciłam. Trzaskałam drzwiami, wychodziłam z domu i wracałam nad ranem.

Jeszcze na cztery lata przed jej śmiercią wybuchła awantura połączona z rzucaniem talerzami pełnymi zupy. Maria Pinińska-Bereś powtarzała swojej jedynej córce: „Poświęciłam ci trzy lata ze swojego życia. To były trzy lata odebrane sztuce”. W notatkach z 1990 roku Pinińska-Bereś napisała: 'Uważam, że wczesny sukces artystyczny mojego męża, gdy ja odprawiałam » misterium macierzyństwa «, był dla mnie obciążeniem. Nigdy nie odrobiłam tej » stacji «na mojej drodze artystycznej'.

Kantor miał do Marii stosunek lekceważący - twierdzi Bereś. - Tak jak do kobiet w ogóle. Znosiła to z trudem, ale jednocześnie nasze towarzyskie życie toczyło się wokół niego. Chodziliśmy wspólnie na bale, słuchaliśmy na żywo Kurylewicza, przesiadywaliśmy w Krzysztoforach, oglądaliśmy "Mątwę" w Klubie Plastyków. To były czasy niesłychanie bujne i fascynujące. - Rzeczywiście marginalizował Pinińską-Bereś - przyznaje profesor Maria Hussakowska, historyk sztuki. - Ale ta pozycja w pewnym momencie zaczęła jej odpowiadać. Zrozumiała, że być przeciwniczką Kantora to jest wyzwanie. Mogła bezkarnie oskarżać go o wtórność.

Twierdziła, że Kantorowskie rzeźby wędrowców z wielkimi bagażami to echa jej kreacji z "Panoramicznego happeningu morskiego". Projekt oparty był na pomyśle koncertu morskich fal z dyrygentem, publicznością, gapiami. Pinińska-Bereś jak inni uczestnicy pleneru miała włączyć się to tego przedstawienia. Ubrała się w przeciwdeszczowy płaszcz, do rąk wzięła walizki. 'Zaproszona przez Tadeusza Kantora, a później właściwie zignorowana - przechadzała się po plaży, wywołując przeróżne komentarze, najczęściej podejmujące bardzo wówczas gorący motyw ucieczki do Szwecji. Ten właśnie aspekt prawdopodobnie tak zirytował Kantora, który nie lubił żadnych politycznych dosłowności, że wolał zrezygnować z jej uczestnictwa - w dość typowy dla siebie sposób, czyli nie zauważając niewygodnego zdarzenia'. (Maria Hussakowska "Think pink")

Jakiś wandal niszczył rzeźby Pinińskiej-Bereś. - W domu dyskutowano o tym na okrągło - mówi Bettina. W otwartym konkursie Rzeźba Roku jedną nagrodę przyznawało jury, drugą - publiczność. Impreza, którą zainicjowali Beresiowie, stała się przestrzenią dla młodych, niezwiązanych z żadnymi koteriami artystów. Wzbudzała emocje.- Kłótnie wybuchały co roku - opowiada Bettina Bereś. - Walczono o najlepsze miejsca do ekspozycji rzeźb. Któregoś razu, kiedy już ustalono, kto gdzie stanie i jaką zajmie przestrzeń, mama rozłożyła jedno ze swoich biało-różowych dzieł. Wyszła na moment do innego pomieszczenia. Po powrocie okazało się, że jakaś osoba odbiła ślad buta wybrudzonego ekskrementami na jej rzeźbie. To była damski but. Zawrzało.

Źródło: Wysokie Obcasy
  • Różowa rewolta stachporaj 03.03.08, 14:46

    Boze, coz za glupia krowa! Trzy lata "odebrala ze swego zycia aby je poswiecic corce"! I jest to cytowane jako madrosc!Corka dobrze zrobi jak, jak nie da sobie odebrac ani jednego roku zycia»

  • Re: Różowa rewolta sabina 03.03.08, 20:53

    za duzo slow ? nie chialo sie przeczytac do konca co? »

  • Różowa rewolta albba 04.03.08, 09:35

    Jestem kobietą starą- przedwojenną, teraz dzięki internetowi poznaję światjakiego nigdy nie znałam- wojny damsko-męskiej. Moja babcia owdowiała młodo i wnaturalny sposób przejęła zarządzanie»

W numerze z 31 lipca