http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif
A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum

Mówienie o seksie szkodzi

Z Joan Chen rozmawiał Krzysztof Kwiatkowski
2008-01-14, ostatnia aktualizacja 2008-01-10 17:23

Otwieramy się. To zasługa rynku nielegalnych płyt. Piraci przyczynili się do tego, że Chińczycy poznali nowe języki kina

Joan Chen w
Gutek Film
Joan Chen w "Ostrożnie pożądanie"
ZOBACZ TAKŻE
Jest pani pierwszą chińską aktorką, która zrobiła karierę w Stanach. Ale gwiazdą była pani jeszcze przed opuszczeniem Chin.

W Chinach lat 80. kino było jedyną rozrywką dostępną zwykłemu człowiekowi. Nie mogłam przejść ulicą, bo wokół mnie zbierały się tłumy. Miałam dość. Może trudno w to uwierzyć, ale ja nie chciałam być aktorką. W wieku 17 lat zdałam na wydział neofilologii w Szanghaju. Tylko że wtedy w Chinach nikt nie wybierał swojego zawodu. Ktoś uznał, że mam talent aktorski, i nie mogłam podjąć studiów, bo dostawałam przydziały ról w filmach. Mój wyjazd był walką o prawo do decydowania o własnym losie. Nie wiedziałam, co będę robić w Stanach. Chciałam się tylko uczyć.

Do Ameryki przyjechałam w roku 1981. Miałam 20 lat i nagle poczułam się wolna. Kupiłam tubkę Colgate i pierwszy raz w życiu obudziłam się z dobrym smakiem w ustach. To był smak zupełnie innego życia.

Dlaczego wróciła pani do zajęcia, przed którym uciekła pani z Chin?

W Nowym Jorku było mi ciężko. Rano uczyłam się, a wieczorami pracowałam jako kelnerka w chińskiej knajpie. Kiedy mój wykładowca dowiedział się, że byłam popularną aktorką, poradził, żebym zaczęła chodzić na castingi. Bo w filmie zarabia się lepiej niż w gastronomii.

Została pani zauważona w 'Tai Panie'. Nie było to wielkie dzieło.

W tym filmie wszystko było fałszywe. Odgrywałam hollywoodzką wersję kobiety z Dalekiego Wschodu: skośne oczy, tradycyjne ubrania, niezrozumiałe zachowania. Na zdjęciach próbnych słyszałam: "Pani jest mało chińska". Zrozumiałam, że muszę dopasować się do stereotypowych wyobrażeń, jakie na temat Chin mieli Amerykanie.

Krytycy nie zostawili na 'Tai Panie' suchej nitki. Zabolało to panią?

Nie czytałam recenzji. Kończyłam pracę, odbierałam wypłatę i już mnie nie było. Dopiero Bertolucci przy 'Małym cesarzu' dał mi lekcję kina. Zaczęła się od tego, że strasznie na mnie nakrzyczał. Obejrzał 'Tai Pana' i spytał, po co angażuję się w kompromitujące przedsięwzięcia.

Teraz dostaje pani ciekawe role.

Zestarzałam się, nie gram już kochanek, tylko matki, żony i ciotki. A te role zwykle są bardziej złożone.

W Stanach modne są dziś chińskie aktorki - Gong Li czy Zhang Ziyi.

Chiny stały się ważnym graczem. Zarówno na płaszczyźnie ekonomicznej, jak i politycznej. W ślad za tym pojawiła się chęć poznania kultury. Jednak to, co skupia największą uwagę Zachodu, najbardziej też psuje nasz wizerunek. Amerykanie pokochali sztuki walki - karate i kung-fu. Głębokie, skromne filmy ukazujące złożoność kultur Dalekiego Wschodu toną w zalewie bijatyk.

Może tamte obrazy są niezrozumiałe dla zachodniego widza?

Rzeczywiście. Ludzie nie zdają sobie sprawy, jak odmienna jest chińska tradycja opowiadania historii, jak różne są sposoby budowania napięcia i lepienia bohaterów.

Ale i to się zmienia. Kiedyś na chińskie ekrany docierały głównie produkcje rosyjskie, obrazy z Jugosławii czy Czechosłowacji. Teraz otwieramy się na świat. Duża w tym zasługa rynku nielegalnych płyt DVD. Piraci przyczynili się do tego, że Chińczycy poznali nowe języki kina.

Chińską kulturę przybliża Zachodowi Ang Lee - Tajwańczyk, który od 30 lat mieszka w Stanach. Zagrała pani w jego filmie "Ostrożnie, pożądanie".

Życie w Stanach nauczyło Anga, że kino powinno posługiwać się uniwersalnym językiem. Ostatnio dwukrotnie wracał do Azji. Stworzył tam piękne chińskojęzyczne obrazy - 'Przyczajony tygrys, ukryty smok' i 'Ostrożnie, pożądanie'. Bohaterowie są zanurzeni w swojej kulturze, ale Ang opowiada tak, że jego filmy rozumieją także Amerykanie.

Czy w Hollywood istnieje coś takiego jak chińskie środowisko?

Nigdy takiej enklawy nie szukałam. Mam wrażenie, że w swoim zamknięciu upodabniają się do wzorca Chińczyka rodem z opisów etnograficznych. Jak stęsknię się za kulturą, w której się wychowałam, jadę do Chin.

Czego tam pani szuka?

Własnej tożsamości. Po czterech latach w Stanach zaczęłam tęsknić za krajem, w którym znałam każdy smak i zapach. Teraz odwiedzam Chiny cztery, pięć razy w roku. Gdybym nie jeździła tam regularnie, byłabym w szoku. Chińczycy są żądni nowoczesności. Ale ma to także swoje złe strony. Dostaję białej gorączki, kiedy moi rodacy stawiają dzbanki z gorącą wodą na zabytkowych stołach z czasów dynastii Qing i Ming. Najchętniej zabrałabym do Stanów wszystkie rzeczy z domu mojej prababci i poumieszczała je w gablotach.

Często wraca pani myślami do swojego dzieciństwa?

Często. Ostatnio, gdy grałam w filmie Wena Jianga. 'The Sun Also Rises' stało się naszym powrotem do lat 70. Dopiero teraz dojrzałam do śmiechu i dostrzegam absurdy ówczesnej rzeczywistości. Pamiętam zebrania, na których sądzono chłopaków 'niewłaściwie' dotykających dziewczyn. Nieprawdopodobne! Wtedy takie lincze nie wydawały się niczym szczególnym.

'The Sun ...' i 'Ostrożnie, pożądanie' ostro dotykają sfery seksualności. Cenzura w Chinach osłabła?

Niech panu za odpowiedź wystarczy to, że nie odpowiem na to pytanie. "The Sun Also Rises" niedługo będzie wchodziło na ekrany i nie chcę mu zaszkodzić.

Nie uciekła pani od gwiazdorstwa.

Ależ przez większość czasu nie czuję się gwiazdą, tylko kierowcą dziewięcioletniej córki. Choć przyznaję, że był moment podczas ceremonii wręczania Oscarów, kiedy szłam wśród błysków fleszy i myślałam: 'Joan, i po co to wszystko było?'.

Źródło: Wysokie Obcasy

W numerze z 13 marca