http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Pudełko też chce być ważne

tekst Robert Walenciak
2008-01-14, ostatnia aktualizacja 2008-01-10 16:59

Mam uczucie, że jakieś rzeczy ze świata przepływają przeze mnie, a ja je tylko urealniam

Pracownia w warszawskim mieszkaniu malarki. Na zdjęciu po lewej na ścianie obraz Tadeusza Kantora (z akcji
Fot. Wojciech Surdziel /AG
Pracownia w warszawskim mieszkaniu malarki. Na zdjęciu po lewej na ścianie obraz Tadeusza Kantora (z akcji "Multipart"), podarunek od autora
Pracownia i mieszkanie Erny Rosenstein
Fot. Wojciech Surdziel /AG
Pracownia i mieszkanie Erny Rosenstein
ERNA ROSENSTEIN , PLENER W OSIEKACH , KONIEC LAT 60
arch rodzinne
ERNA ROSENSTEIN , PLENER W OSIEKACH , KONIEC LAT 60
ZOBACZ TAKŻE
Rozmawiałem z Erną Rosenstein w ostatnich latach jej życia. A było to tak: przychodziłem, piliśmy kawę z miodem, oglądaliśmy obrazy, czytaliśmy wiersze. Mijał czas. Ósma wieczór, dziesiąta, północ Czasami udawało się nastroić ją na jakieś opowieści. Przeważnie nie chciała. "Jestem do niczego - powtarzała. - Nie pamiętam, nie wiem. Jestem zmęczona". By za chwilę zapytać: "Czy pan wie, ile mam lat? Ile ja już żyję?". Była chora. Zasypiała i się budziła. Czasami mówiła. Odjeżdżała w podróż.

Podróż pierwsza: na ulicę Kremerowską

Rozmawiamy. Po lewej stronie, za zasłonką, stoją obrazy, między nimi rysunki, zeszyty. Na ścianie wisi ambalaż Kantora ("Dał mi, żebym coś artystycznego dorysowała"). Obok wiszą drobne przedmioty - kluczyki od sardynek czy stary dzwonek elektryczny - które wyginane, malowane, zmienione awansowały z czegoś powszechnego do rangi czegoś ważnego. Stały się sztuką.

Jest noc. Przy żarówce pod sufitem wisi plastikowe błyszczące pudełko po czekoladkach. Wisi, krąży, rusza się. Odbija światło.

Dlaczego pani to powiesiła? Coś takiego niepotrzebnego?

A czy to pudełko chciało być niepotrzebne? Ono też chce być. Ładne. Ważne. Czarodziejskie. Bo odbija światło w sposób czarodziejski, prawda?(Na stole, przy którym rozmawiamy, stoi oparte o wazonik zdjęcie kota. Czarnego. On też jest ważny i czarodziejski). To moja kocica. Nie żyje od kilku lat. Zawsze gdy ktoś przychodził, siadała na stole. Była ważna. Teraz też siedzi. Obserwuje nas. (Obok kotka, między ołówkami, patrzą na nas oczy - rysunek twarzy starszej kobiety). To moja mama. Ona też tu jest z nami. Patrzy...

Jak patrzy?

Tak samo jak patrzyła na mnie z balkonu, z pierwszego piętra kamienicy, w której mieszkaliśmy. To było w Krakowie na ulicy Kremerowskiej. A ja, mała, bawiłam się z czeredą dzieciaków. Na ulicy. Kiedyś znaleźliśmy kotka, nieżywego. Jaki był żal. Jakieś dziecko powiedziało, że jak przejdziemy na kolanach całą ulicę, to kotek ożyje. I wszystkie dzieciaki, jeden za drugim, na kolanach. Tak szliśmy. Długo. Bolało. Wreszcie doszłam do końca ulicy. Odwróciłam się - i okazało się, że jestem sama. Sama jedna doszłam do końca, inne dzieci nie.

Wtedy pani się przekonała, że kotek wciąż jest martwy...

Byłam konsekwentna. Inne dzieci nie. Uważałam, że one są winne. Gdyby wszyscy byli konsekwentni, gdyby doszli na kolanach do końca, to kotek by ożył.

Podróż druga: Kraków - Wiedeń

Każde dziecko jest artystą. Każde ma ochotę malować, śpiewać. Dzieci odgrywają teatr. Gdy dorośleją, tracą to wszystko. Trzeba umieć te skłonności rozwinąć, żeby były żywe. Gdy byłam dzieckiem, chciałam malować, interesowały mnie różne baśniowe rzeczy. To było we mnie Idee rewolucji, komunizmu - to było później, w szkole średniej. Dlaczego idee komunizmu? To był postęp, lepszy świat. Każdy chce lepszego świata. Więc chcieliśmy budować komunizm w Polsce. Wierzyłam, że jak wszyscy będziemy mieli w sobie energię, konsekwencję, to cel osiągniemy.

Nie czytała pani gazet z relacjami z Rosji?

Traktowaliśmy je jak burżuazyjną propagandę. Zresztą - patrzyliśmy na Polskę, widzieliśmy niesprawiedliwość, zacofanie. Z tym walczyliśmy. Socjalizm, PPS, nie miał tu dobrej odpowiedzi. Zapytałam kiedyś starego pepeesowca Pragiera, czym jest socjalizm. "Przede wszystkim trzeba mieć serce" - odpowiedział. Tyle! Zezłościło mnie to. Ta jego filantropia! W takich czasach!

A rodzice?

Niby byli postępowi, ojciec czytał lewicowe pisma, uznawali równouprawnienie i tak dalej. A widziałam, że to niekonsekwentne. Bo matka pozwalała, by dozorczyni całowała ją w rękę. To mnie gniewało. Dozorczyni się nie dziwiłam. Była tak wychowana. Ale rodzice...(Pijemy kawę. Erna ogląda karteluszki rozłożone na biurku. To rysunki. Twarze. Starsza pani i starszy łysiejący pan. Rodzice).

Ojciec, jak się zorientował, że jestem w rewolucyjnym ruchu politycznym, to wpadł w przerażenie. Co to znowu jego dziecinna córka wymyśliła! I zdecydował, żebym na studia pojechała do Wiednia. W Wiedniu mieszkała siostra mamy. Więc się nazywało, że będę pod jej opieką, chociaż mieszkałam w wynajętym pokoju na mieście.

To z deszczu pod rynnę

(Kraków był spokojnym miastem. W Wiedniu były bitwy uliczne. Grupy lewicowe ścierały się z faszyzującym aparatem państwa. Byli ranni, zastrzelono ponad 300 socjalistów). Wiedeń w tym czasie to było tzw. socjalistyczne miasto. Robotnicy, socjaliści, mieli poukrywaną broń - na strychach, w różnych schowkach, żeby bronić się, gdy przyjdą faszyści. Ci od Mussoliniego. W lutym 1934 roku wybuchła rewolta przeciwko reżimowi Dollfussa. Działałam już wtedy w Związku Młodzieży Rewolucyjnej. Jako Irma Neumann. Walczyłam z reżimem.

Źródło: Wysokie Obcasy
  • Re: Pudełko też chce być ważne galazka_jabloni 17.01.08, 00:51

    Bardzo Panu dziękuję za te komentarze:-) Jestem młoda, staram się wyrobić sobie poglądy(polityczne, ale przede wszystkim moralne), ale często czuję, że docierają do mnie nie do konca »

W numerze z 31 lipca