http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Maryja nie była spokojną kobietką

Z Joanną Tomaszewską rozmawiała Anna Zawadzka, rysunki Rafał Szczepaniak
12.11.2007 , aktualizacja: 09.11.2007 15:38
A A A Drukuj
Obejrzałam kościół oczami przybysza. W centrum ogromna kobieta depcze głowę węża na kuli ziemskiej. Po lewej groźna matka z dzieckiem, po prawej matka, do której modlą się pastuszkowie. Czysty matriarchat.
ZOBACZ TAKŻE
Anna Zawadzka: Trudno znaleźć katoliczkę feministkę?

Joanna Tomaszewska: Kiedy zaczynałam badania, nie wiedziałam, czy w Polsce w ogóle takie osoby istnieją. Pod koniec miałam już kilkadziesiąt kontaktów.

Trudno być jednocześnie katoliczką i feministką?

Religijność ma różne wymiary: doświadczeniowy, rytualny, ideologiczny, intelektualny i konsekwencyjny. Ten ostatni odnosi się do sfery świeckiej, oznacza to, w jaki sposób przekonania religijne przenoszą się na twoje zachowania i wybory życiowe. Jeżeli poważnie traktujesz i feminizm, i katolicyzm, z konsekwencyjnym możesz mieć problem. Chodzi głównie o prawa reprodukcyjne: wielu feministkom trudno sobie wyobrazić feminizm, który nie walczy o prawo do aborcji, a katoliczkom trudno się w taką walkę angażować.

W USA, Irlandii, we Francji są organizacje katoliczek za wolnym wyborem.

Także w Polsce wiele katoliczek mówi: 'Nie zdecydowałabym się na aborcję, ale prawo nie powinno jej zabraniać'. Nie powiedzą tego publicznie. Tutaj polaryzacja między feministkami i katoliczkami jest ogromna. Nawet na poziomie języka - zwolenniczki prawa do aborcji są nazywane zwolenniczkami aborcji.

Głównym problemem jest stosunek do aborcji?

Głównym problemem jest bycie w obu środowiskach naraz. Katoliczki feministki doświadczają podwójnej alienacji. Ciągle słyszysz: nie możesz być katoliczką, jeśli jesteś feministką! I vice versa. Te dwa środowiska nie tyle rozmawiają ze sobą, ile prowadzą dwa równoległe monologi do nieistniejącego adresata.

Jak katolicy wyobrażają sobie feministkę?

Zawsze jako 'wojującą'. Feministka w potocznym katolickim rozumieniu chce być mężczyzną, nie chce dzieci, uważa rodzinę za obciążenie, nikt jej nie chciał, ma kompleksy.

A feministki - katoliczkę?

Jako niesamodzielną myślowo. Jedna z moich rozmówczyń usłyszała: 'Ty potrafisz myśleć logicznie, mimo że jesteś katoliczką!'. Wiele feministek nie zna hierarchii posłuszeństwa wobec dokumentów kościelnych. Dla nich nauczaniem Kościoła jest to, co mówią biskupi, papież, księża. Tymczasem bezwzględny obowiązek posłuszeństwa wiary jest tylko wobec dogmatów i nauczania ogłoszonego ex cathedra przez papieża. Choć dobra teolożka (czy teolog) potrafią udowodnić, że to też nieprawda, bo ostateczną instancją jest własne sumienie.

Nie tylko feministki uważają, że Kościół to instytucja i zbiór zasad. Katolicy również.

Ale kto zna te zasady? Większość polskich katolików ma nikłą wiedzę na temat własnego wyznania. Ponieważ feminizm skłania do zastanawiania się nad własnymi przekonaniami, wierzące feministki mają tę wiedzę większą niż przeciętny katolik.

To co jest prawdziwym katolicyzmem?

Nie mylmy religii z religijnością. Czym innym jest doktryna, przykazania, a czym innym ludzie i ich praktyki. Nawet jeśli nie będzie ani jednego chrześcijanina, religia chrześcijańska pozostanie, religijność nie.

Mnie interesowało to drugie. W Polsce wierni przekaz z ambony traktują wybiórczo. Młodzi ludzie określają się jako wierzący i nie uważają seksu przedmałżeńskiego, antykoncepcji za grzech. Inni uważają, ale świadomie go popełniają. Wielu katolików nie wierzy w życie po śmierci.

Katoliczki feministki muszą dobrze znać swoją wiarę, skoro wielokrotnie przychodzi im jej bronić.

Są różne typy takich kobiet. Pierwszy to osoby, dla których obie identyfikacje nie są specjalnie istotne, mają ważniejsze tożsamości. Drugi to katoliczki feministki. Dla nich najważniejszy jest katolicyzm. Uzgadniają treści feministyczne z katolickimi. Najczęściej są feministkami różnicy - zakładają radykalną inność natur obu płci, a ich feminizm polega na dowartościowaniu kobiecości. Wiele z nich uważa, że kobieta jest powołana do bycia matką - dosłownie lub w sensie opiekuńczości. Są wśród nich także zwolenniczki feminizmu podobieństwa. Te mówią: różnice istnieją, ale przykładamy do nich zbyt dużą wagę. Człowieka tworzą różne elementy - pozycja społeczna, wychowanie, kolor skóry - nie tylko płeć. Jeśli katolicyzmowi z którymś feminizmem jest bardziej po drodze, to z feminizmem różnicy. Problem polega na tym, że w katolicyzmie jest antropologia człowieka i antropologia kobiety. Ani to nie jest antropologia mężczyzny i kobiety, ani ludzi. Zatem kobieta w pewnym sensie nie jest człowiekiem.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się