Szanowny Panie Ministrze, pragnę złożyć donos na samą siebie. Ucząc w liceum, przekazuję moim uczniom informacje i poglądy o równości osób homoseksualnych pod każdym względem. Staram się prostować stereotypy i krzywdzące poglądy dotyczące tych osób. Na swoje nieusprawiedliwienie dodam, że zgadzam się też z teorią Karola Darwina, o czym również informuję swoich uczniów

Fot. Kamil Broszko / AG
Marzanna Pogorzelska - nauczycielka angielskiego, prowadzi koło Amnesty International w liceum w Kędzierzynie-Koźle, w którym jest także rzecznikiem praw ucznia

Fot. Kamil Broszko
Marzanna Pogorzelska przy szkolnej wystawie zrobionej przez uczniów z kółka
Amnesty International
ZOBACZ TAKŻE
- Gej i lesbijka uczą dzieci twoje (27-03-07, 01:00)
- Trudny temat homoseksualizm (12-06-06, 15:00)
- Jestem gejem (21-01-10, 07:00)
- Jeszcze jeden "donosiciel" (01-03-09, 01:00)
- Palikot pod flagą tęczową (08-02-09, 11:00)
Giertych to policzek dla polskiej szkoły
Tak w liście do Romana Giertycha napisała Marzanna Pogorzelska, nauczycielka z Kędzierzyna-Koźla. List wysłała do kancelarii wicepremiera i na portal Gazeta.pl.
Jest drobną blondynką, ale rękę ściska jak mężczyzna. Emanuje spokojem, mówi powoli, ważąc słowa.
Dlaczego napisała ten list? Bo kiedy Roman Giertych został ministrem edukacji, przyjęła to jako porażkę. Jako wyraz upadku pewnych zasad moralnych i etycznych.
- Zgadzam się z opinią jednego z dziennikarzy, który powiedział wtedy, że to policzek dla polskiej szkoły i polskiej oświaty. Ktoś, kto ma korzenie wszechpolskie, ksenofobiczne i nietolerancyjne, ma być Pierwszym Nauczycielem? Było to dla mnie niepojęte! - mówi Pogorzelska.
Oczekiwała, że nauczyciele wystąpią w tej sprawie, jakoś się zorganizują, wypowiedzą. Nic takiego się nie wydarzyło. Ale nie wini ich, bo sama też nic nie zrobiła.
Miała jednak nadzieję, że tak ważne stanowisko, jakim jest fotel ministra edukacji, odpowiedzialność, jaką na siebie przyjął, zobliguje Giertycha do przestrzegania pewnych norm, zasad, poszerzenia horyzontów.
- Stało się przeciwnie: nie dość, że wypowiedzi wicepremiera nie odbiegały od tego, co prezentował wcześniej, to było coraz gorzej. Zamiast starać się być ministrem lewicy, prawicy, środka, forsował swoje racje - uważa Pogorzelska.
Jej zdaniem nieuchronnie prowadziło to i doprowadziło do sytuacji, w której pewne grupy zaczęły być dyskryminowane, obrażane, traktowane nierówno. - Mówię to także z pozycji opiekunki szkolnego koła Amnesty International. Mamy tu silną grupę, która zajmuje się prawami kobiet, prawami dzieci, prawami więźniów, uchodźców. Prawami osób homoseksualnych też.
Czara nietolerancji się przelała
Akurat jeśli chodzi o prawa właśnie tej grupy, wypowiedzi ministra były szczególnie dotkliwe.
- Kontrowersyjne tematy zawsze skupiają ludzi wokół ich głosicieli, to sposób na zdobycie popularności - mówi z przekąsem Pogorzelska.
Dla niej było to jednak niedopuszczalne. A zwłaszcza ostatni pomysł ministra - o wprowadzeniu zakazu propagandy homoseksualnej w szkołach.
- I nie chodzi tu o to, że zaatakował właśnie homoseksualistów. Gdyby minister atakował tak zajadle inne mniejszości, np. Romów, ateistów, świadków Jehowy, moja reakcja byłaby taka sama, bo czara nietolerancji się przelała - mówi.
Kiedy wicepremier i jego urzędnicy ze szczególną zaciekłością zaczęli atakować osoby o innej orientacji seksualnej, zaczęli mówić o propagowaniu homoseksualizmu, nie podając żadnej definicji tej propagandy, była zaszokowana. - Bo sprawy seksualności są tak intymne, tak prywatne, że zajmowanie się akurat nią przez ministra edukacji jest co najmniej dziwne - uważa.
Marzanna zaczęła się też zastanawiać, czy aby nie uprawia propagandy homoseksualnej w swojej szkole. Dlatego napisała list, w którym między innymi stwierdziła, że nie wie, co to jest ta homoseksualna propaganda. Bo czy jest nią na przykład głoszenie haseł tolerancji i poszanowania dla inności? Tak by wynikało ze słów ministra...
Donos na siebie samą
- Zaprezentowałam w liście swoje zdanie na temat osób homoseksualnych. I jest to zdanie krańcowo odmienne od poglądów pana Giertycha, Wierzejskiego czy Orzechowskiego. Może więc to, co zrobiłam, co robię, podchodzi pod propagandę homoseksualną? - pyta. - Przecież dyskutujemy z uczniami, organizujemy debaty, mówimy o tolerancji dla wszelkiej inności. I mamy do tego prawo. Jesteśmy nauczycielami i jesteśmy ludźmi.
No i pojawiła się niepewność, czy to jeszcze głoszenie tolerancji, czy już 'propaganda homoseksualna'. - Zaczęłam się zastanawiać, co mi wolno, a czego nie - mówi Pogorzelska. - To nienormalne, bo przecież przekazuję uczniom swoje poglądy, które są przyjęte przez cywilizowaną część świata i mają uzasadnienie naukowe - w przeciwieństwie do poglądów pana Giertycha czy Wierzejskiego!
Był także inny, ważniejszy motyw jej działania. Statystyki mówią, że 5 proc. społeczeństwa to osoby homoseksualne. Jest więc absolutnie pewne, że takie są w każdej szkole. Także w Liceum Ogólnokształcącym przy ul. Piramowicza w Kędzierzynie-Koźlu.
Tak w liście do Romana Giertycha napisała Marzanna Pogorzelska, nauczycielka z Kędzierzyna-Koźla. List wysłała do kancelarii wicepremiera i na portal Gazeta.pl.
Jest drobną blondynką, ale rękę ściska jak mężczyzna. Emanuje spokojem, mówi powoli, ważąc słowa.
Dlaczego napisała ten list? Bo kiedy Roman Giertych został ministrem edukacji, przyjęła to jako porażkę. Jako wyraz upadku pewnych zasad moralnych i etycznych.
- Zgadzam się z opinią jednego z dziennikarzy, który powiedział wtedy, że to policzek dla polskiej szkoły i polskiej oświaty. Ktoś, kto ma korzenie wszechpolskie, ksenofobiczne i nietolerancyjne, ma być Pierwszym Nauczycielem? Było to dla mnie niepojęte! - mówi Pogorzelska.
Oczekiwała, że nauczyciele wystąpią w tej sprawie, jakoś się zorganizują, wypowiedzą. Nic takiego się nie wydarzyło. Ale nie wini ich, bo sama też nic nie zrobiła.
Miała jednak nadzieję, że tak ważne stanowisko, jakim jest fotel ministra edukacji, odpowiedzialność, jaką na siebie przyjął, zobliguje Giertycha do przestrzegania pewnych norm, zasad, poszerzenia horyzontów.
- Stało się przeciwnie: nie dość, że wypowiedzi wicepremiera nie odbiegały od tego, co prezentował wcześniej, to było coraz gorzej. Zamiast starać się być ministrem lewicy, prawicy, środka, forsował swoje racje - uważa Pogorzelska.
Jej zdaniem nieuchronnie prowadziło to i doprowadziło do sytuacji, w której pewne grupy zaczęły być dyskryminowane, obrażane, traktowane nierówno. - Mówię to także z pozycji opiekunki szkolnego koła Amnesty International. Mamy tu silną grupę, która zajmuje się prawami kobiet, prawami dzieci, prawami więźniów, uchodźców. Prawami osób homoseksualnych też.
Czara nietolerancji się przelała
Akurat jeśli chodzi o prawa właśnie tej grupy, wypowiedzi ministra były szczególnie dotkliwe.
- Kontrowersyjne tematy zawsze skupiają ludzi wokół ich głosicieli, to sposób na zdobycie popularności - mówi z przekąsem Pogorzelska.
Dla niej było to jednak niedopuszczalne. A zwłaszcza ostatni pomysł ministra - o wprowadzeniu zakazu propagandy homoseksualnej w szkołach.
- I nie chodzi tu o to, że zaatakował właśnie homoseksualistów. Gdyby minister atakował tak zajadle inne mniejszości, np. Romów, ateistów, świadków Jehowy, moja reakcja byłaby taka sama, bo czara nietolerancji się przelała - mówi.
Kiedy wicepremier i jego urzędnicy ze szczególną zaciekłością zaczęli atakować osoby o innej orientacji seksualnej, zaczęli mówić o propagowaniu homoseksualizmu, nie podając żadnej definicji tej propagandy, była zaszokowana. - Bo sprawy seksualności są tak intymne, tak prywatne, że zajmowanie się akurat nią przez ministra edukacji jest co najmniej dziwne - uważa.
Marzanna zaczęła się też zastanawiać, czy aby nie uprawia propagandy homoseksualnej w swojej szkole. Dlatego napisała list, w którym między innymi stwierdziła, że nie wie, co to jest ta homoseksualna propaganda. Bo czy jest nią na przykład głoszenie haseł tolerancji i poszanowania dla inności? Tak by wynikało ze słów ministra...
Donos na siebie samą
- Zaprezentowałam w liście swoje zdanie na temat osób homoseksualnych. I jest to zdanie krańcowo odmienne od poglądów pana Giertycha, Wierzejskiego czy Orzechowskiego. Może więc to, co zrobiłam, co robię, podchodzi pod propagandę homoseksualną? - pyta. - Przecież dyskutujemy z uczniami, organizujemy debaty, mówimy o tolerancji dla wszelkiej inności. I mamy do tego prawo. Jesteśmy nauczycielami i jesteśmy ludźmi.
No i pojawiła się niepewność, czy to jeszcze głoszenie tolerancji, czy już 'propaganda homoseksualna'. - Zaczęłam się zastanawiać, co mi wolno, a czego nie - mówi Pogorzelska. - To nienormalne, bo przecież przekazuję uczniom swoje poglądy, które są przyjęte przez cywilizowaną część świata i mają uzasadnienie naukowe - w przeciwieństwie do poglądów pana Giertycha czy Wierzejskiego!
Był także inny, ważniejszy motyw jej działania. Statystyki mówią, że 5 proc. społeczeństwa to osoby homoseksualne. Jest więc absolutnie pewne, że takie są w każdej szkole. Także w Liceum Ogólnokształcącym przy ul. Piramowicza w Kędzierzynie-Koźlu.
Źródło: Wysokie Obcasy
1
2
następne »
Przeczytaj 438 komentarzy na Forum
-
Sverige
bastek_pt
24.06.07, 12:07
Fizycznie dzieli nas tylko Bałtyk, a mentalnie jakies 50 lat"Można narzekać, przeczekać albo wyjechać"»
-
Re: Donos nauczycielski
gdytyjeszczenamucheptapta
24.06.07, 16:51
Marzanno, keep fighting! Jesteś bardzo dzielna, nie daj się zastraszyć, zaszczuć. W Polsce niebawem też będzie normalnie.»
-
Tolarancja to nie to samo co promocja
cccpcccpcccp
24.06.07, 22:34
Ja też jestem za tolerancją osób o takiej orientacji. Ale do głowy by mi nie przyszło żeby promować taki model życia erotycznego. A że nie jest to normalne wiedzą sami zainteresowani. Kiedy »
W numerze z 13 marca
- Wysokie Obcasy to sobotni dodatek Gazety Wyborczej
- Galeria okładek
- Kup E-wydanie
Najczęściej czytane24 htydzień˝









