Krystyna Mazurówna
od etatu w Teatrze Wielkim wolała własny zespół tańca jazzowego, od Warszawy - Paryż, dokąd wyjechała w 1968 r. Tańczyła z Gerardem Wilkiem i Josephine Baker.
Prezes telewizji Włodzimierz Sokorski mówił z wyrzutem: 'Mamy takie piękne polskie tańce ludowe, dlaczego pani ich nie tańczy?'

Fot. Jacek Piotrowski
Jak mnie facet zaprasza
do restauracji,
na drugi dzień zapraszam go do droższej - mówi Krystyna Mazurówna

Fot. Archiwum prywatne
Wspólny program Krystyny Mazurówny i duetu Marek & Wacek w telewizji duńskiej około roku 1970. Gdy po czterdziestce rzuciła taniec, pracowała jako bileterka, kelnerka, szefowa budowy. O sobie mówi: 'tłusta staruszka'
ZOBACZ TAKŻE
- Chcecie baletu? Macie! Udławcie się! (27-06-09, 01:00)
SERWISY
Była gwiazdą swingujących lat 60. Tańczyła w obcisłym trykocie, biust sterczał bezwstydnie, ludzie rozmawiali o tym w tramwaju. - Widziałeś wczoraj Mazurównę w telewizji? Ma talię osy! - Nic dziwnego, ponoć kazała sobie wyjąć trzy żebra!
Szokowało to, że zwisa zaczepiona nogą o szyję Gerarda Wilka, i to, że dziś jest rudą chłopczycą, jutro blond topielicą. Wszechmocny reżyser telewizyjnych show Janusz Rzeszewski traktował ją jak talizman i angażował raz za razem. 'Nie ma programu bez Mazurówny !' - powtarzał. Kiedy zupełnie nie pasował mu numer taneczny, wymyślił, że pohuśta się w kadrze na linie.
- Latałam uczepiona liny przez całe studio: fru, fruu! Zapłacili jak za dużą solówkę. Miałam największe mieszkanie na Starówce przy Piwnej - trójpoziomowe, przerobione ze strychu, dobry samochód, najlepsze ciuchy, nianię do dziecka.
U szczytu popularności, jesienią 1968 roku, zniknęła z ekranu i wyjechała z Polski. Plotkowano, że zdrada ojczyzny się jej nie opłaciła: na Zachodzie złamała sobie nogę i karierę jednocześnie.
17 szpagatów
- Nigdy w życiu nie złamałam nogi! Tańcząc ponad 30 lat, nie doznałam żadnej kontuzji, choć w balecie to choroba zawodowa.
- Szczęśliwa gwiazda?
- Raczej pospolite lenistwo. Jeśli jakaś ewolucja była dla mnie za trudna - przestawałam ją robić. Z natury byłam elastyczna, nie sprawiało mi kłopotów ani podnoszenie nóg, ani wywijanie nimi. Miałam w Paryżu zespół Ballet Mazurowna. Moje tancerki przed wyjściem na scenę zawsze godzinę się rozgrzewały. Ja wypijałam kieliszek szampana i byłam gotowa do występu. Robiłam jak po maśle 17 szpagatów ze skoku.
- A co ze zdradą ojczyzny?
- Ojczyzna wyrzuciła mnie z biletem w jedną stronę. Ośmieliłam się mieć prywatny zespół baletowy w epoce, gdy należało pracować na państwowym etacie.
Rozstała się z Polską w sposób zdecydowany: zostawiła mieszkanie, rozdała meble. Pieniędzy nie można było wywozić, ale znajomy dyplomata zaoferował przekazanie gotówki kurierem ambasady. Z 1200 dolarów wpłaconych w Warszawie odebrała w Paryżu tysiąc - dyplomata policzył sobie za usługę.
Różowy wózek
Od tamtej pory minęło 39 lat. W drzwiach mieszkania w dobrej dzielnicy Paryża stoi kobieta koliber: 161 cm wzrostu, włosy czarno-biało-czerwone, spod czarnej tuniki wyziera bordowa koronka. Jej dom jest połączeniem galerii sztuki z jarmarkiem. Czerwoną kanapę w kształcie ust wytargowała za pół ceny. Artysta mówił: 'Mowy nie ma, najwyżej rozłożę pani na raty!', ale przytaszczył mebel aż na piętro. Latająca krowa to prezent od dzieci. Kasper Toeplitz (47 lat) jest kompozytorem muzyki współczesnej, Baltazar Bluteau (33) - gitarzystą jazzowym, Ernestyna Bluteau (29) - pianistką i akompaniatorką. Przemalowany wózek dziecinny był rekwizytem scenicznym w jakimś programie, dziś pełni w salonie funkcję barku.
- Przyjaciółka mądrze zauważyła, że ten wózek symbolizuje całe moje życie. Najpierw byłam dobrą matką, potem dobrą artystką, teraz został mi tylko dobry alkoholizm - wzdycha komicznie.
Uwielbia mówić o sobie per 'tłusta staruszka', 'beztalencie gastronomiczne', 'zapóźniona w rozwoju intelektualnym'. Po kwadransie przechodzi na ty i wyjawia swoje najbrzydsze cechy. Po godzinie znam jej klęski życiowe. Na ostatnie metro wychodzę z przekonaniem, że nikt nie powie o Mazurównie gorzej niż Mazurówna.
Oczywiście jesteśmy umówione na jutro, pojutrze itd. W piątek idziemy do Comédie Française na Andrzeja Seweryna, w sobotę do squatu na koncert syna Kaspra. Na występ córki Ernestyny z zespołem muzyki dawnej zaprosiła także Elwirę Horosz i Olę Wiącek, młode projektantki odzieży z Krakowa.
'A co do przyszłości, to kupiłam w promocji bilety lotnicze do Szwajcarii i Nowego Jorku. Hurra, życie jest piękne!' - to typowy mail od Mazurówny.
Pani Toeplitz
- Jechałem samochodem przez MDM, spieszyłem się na kolaudację filmu do wytwórni na Chełmską - wspomina reżyser Jerzy Gruza. - Pod filarem na placu Konstytucji był kiosk z napojami, przy kiosku stała dziewczyna. Spódniczka najkrótsza z możliwych, na nogach bajeczne skarpetki. Blondynka, buzia słodka i trójkątna jak na obrazach Makowskiego. Wcisnąłem hamulec, wtedy nie było jeszcze korków i wszędzie można było stanąć. Nawijałem okropnie, obiecałem karierę w telewizji, poprosiłem o telefon. Dojechałem na Chełmską, siadłem koło Krzysztofa Toeplitza: 'Stary, jaką poznałem cizię! W dodatku zdobyłem jej telefon'. Toeplitz spojrzał na numer: 'To mój telefon, właśnie będę się z tą cizią żenił' - oznajmił.
Związek z KTT zaowocował synem Kasprem Teodorem, ale nie pobrali się.
Szokowało to, że zwisa zaczepiona nogą o szyję Gerarda Wilka, i to, że dziś jest rudą chłopczycą, jutro blond topielicą. Wszechmocny reżyser telewizyjnych show Janusz Rzeszewski traktował ją jak talizman i angażował raz za razem. 'Nie ma programu bez Mazurówny !' - powtarzał. Kiedy zupełnie nie pasował mu numer taneczny, wymyślił, że pohuśta się w kadrze na linie.
- Latałam uczepiona liny przez całe studio: fru, fruu! Zapłacili jak za dużą solówkę. Miałam największe mieszkanie na Starówce przy Piwnej - trójpoziomowe, przerobione ze strychu, dobry samochód, najlepsze ciuchy, nianię do dziecka.
U szczytu popularności, jesienią 1968 roku, zniknęła z ekranu i wyjechała z Polski. Plotkowano, że zdrada ojczyzny się jej nie opłaciła: na Zachodzie złamała sobie nogę i karierę jednocześnie.
17 szpagatów
- Nigdy w życiu nie złamałam nogi! Tańcząc ponad 30 lat, nie doznałam żadnej kontuzji, choć w balecie to choroba zawodowa.
- Szczęśliwa gwiazda?
- Raczej pospolite lenistwo. Jeśli jakaś ewolucja była dla mnie za trudna - przestawałam ją robić. Z natury byłam elastyczna, nie sprawiało mi kłopotów ani podnoszenie nóg, ani wywijanie nimi. Miałam w Paryżu zespół Ballet Mazurowna. Moje tancerki przed wyjściem na scenę zawsze godzinę się rozgrzewały. Ja wypijałam kieliszek szampana i byłam gotowa do występu. Robiłam jak po maśle 17 szpagatów ze skoku.
- A co ze zdradą ojczyzny?
- Ojczyzna wyrzuciła mnie z biletem w jedną stronę. Ośmieliłam się mieć prywatny zespół baletowy w epoce, gdy należało pracować na państwowym etacie.
Rozstała się z Polską w sposób zdecydowany: zostawiła mieszkanie, rozdała meble. Pieniędzy nie można było wywozić, ale znajomy dyplomata zaoferował przekazanie gotówki kurierem ambasady. Z 1200 dolarów wpłaconych w Warszawie odebrała w Paryżu tysiąc - dyplomata policzył sobie za usługę.
Różowy wózek
Od tamtej pory minęło 39 lat. W drzwiach mieszkania w dobrej dzielnicy Paryża stoi kobieta koliber: 161 cm wzrostu, włosy czarno-biało-czerwone, spod czarnej tuniki wyziera bordowa koronka. Jej dom jest połączeniem galerii sztuki z jarmarkiem. Czerwoną kanapę w kształcie ust wytargowała za pół ceny. Artysta mówił: 'Mowy nie ma, najwyżej rozłożę pani na raty!', ale przytaszczył mebel aż na piętro. Latająca krowa to prezent od dzieci. Kasper Toeplitz (47 lat) jest kompozytorem muzyki współczesnej, Baltazar Bluteau (33) - gitarzystą jazzowym, Ernestyna Bluteau (29) - pianistką i akompaniatorką. Przemalowany wózek dziecinny był rekwizytem scenicznym w jakimś programie, dziś pełni w salonie funkcję barku.
- Przyjaciółka mądrze zauważyła, że ten wózek symbolizuje całe moje życie. Najpierw byłam dobrą matką, potem dobrą artystką, teraz został mi tylko dobry alkoholizm - wzdycha komicznie.
Uwielbia mówić o sobie per 'tłusta staruszka', 'beztalencie gastronomiczne', 'zapóźniona w rozwoju intelektualnym'. Po kwadransie przechodzi na ty i wyjawia swoje najbrzydsze cechy. Po godzinie znam jej klęski życiowe. Na ostatnie metro wychodzę z przekonaniem, że nikt nie powie o Mazurównie gorzej niż Mazurówna.
Oczywiście jesteśmy umówione na jutro, pojutrze itd. W piątek idziemy do Comédie Française na Andrzeja Seweryna, w sobotę do squatu na koncert syna Kaspra. Na występ córki Ernestyny z zespołem muzyki dawnej zaprosiła także Elwirę Horosz i Olę Wiącek, młode projektantki odzieży z Krakowa.
'A co do przyszłości, to kupiłam w promocji bilety lotnicze do Szwajcarii i Nowego Jorku. Hurra, życie jest piękne!' - to typowy mail od Mazurówny.
Pani Toeplitz
- Jechałem samochodem przez MDM, spieszyłem się na kolaudację filmu do wytwórni na Chełmską - wspomina reżyser Jerzy Gruza. - Pod filarem na placu Konstytucji był kiosk z napojami, przy kiosku stała dziewczyna. Spódniczka najkrótsza z możliwych, na nogach bajeczne skarpetki. Blondynka, buzia słodka i trójkątna jak na obrazach Makowskiego. Wcisnąłem hamulec, wtedy nie było jeszcze korków i wszędzie można było stanąć. Nawijałem okropnie, obiecałem karierę w telewizji, poprosiłem o telefon. Dojechałem na Chełmską, siadłem koło Krzysztofa Toeplitza: 'Stary, jaką poznałem cizię! W dodatku zdobyłem jej telefon'. Toeplitz spojrzał na numer: 'To mój telefon, właśnie będę się z tą cizią żenił' - oznajmił.
Związek z KTT zaowocował synem Kasprem Teodorem, ale nie pobrali się.
Źródło: Wysokie Obcasy
Przeczytaj 36 komentarzy na Forum
-
Re: Mazurówna
dobosz4u
12.06.07, 16:55
bardzo sie mylisz, albo jestes bardzo zawistnaMazurowna zrobila duza kariere - zdala zycie na piatke z plusema czy ty to potrafisz??? masz ursulo 32, wiec do roboty»
-
Mazurówna. Za czerwone usta.
krystynaala
02.04.09, 18:29
Przypadkowo,dość póżno w nocy oglądałam wywiad p.Doroty Welmann i KrystynyMazurówny.Jestem zachwycona tą osobowością.Pani Krystyna - bardzo silna.Chociaż zamożnawydaje się nie być osobą »
-
Mazurówna. Za czerwone usta.
fajny-kobieta
14.10.09, 12:24
Wspaniała kobieta i bogate życie.Kometarze internautów to opinie ludzi młodych, niemających pojęcia o siermiężnych PRLowskich czasach, które głównie dla artystów i ludzi wrażliwych były »
W numerze z 13 marca
- Wysokie Obcasy to sobotni dodatek Gazety Wyborczej
- Galeria okładek
- Kup E-wydanie
Najczęściej czytane24 htydzień˝




więcej zdjęć




