Mamy wychodzą z domu
Agnieszka Jucewicz-Kwaśniewska
2007-02-26, ostatnia aktualizacja 2007-02-22 16:19
Fundacja, kawiarnia-sklep i ośrodek rozwoju. Założone przez mamy dla innych mam. Uwaga! Potencjalnie niebezpieczne: namawiają mamy do wyjścia z domu
ZOBACZ TAKŻE
- Matki Polki poświęcające się (31-08-09, 01:00)
- Sfrustrowane panie domu (03-08-09, 01:00)
- Tylko dla kobiet (12-06-06, 15:00)
Z potrzeby - odpowiadają zgodnie dziewczyny, kiedy pytam, skąd wzięły pomysł na promatczyną inicjatywę. I wyjaśniają. Julia Kubisa z fundacji MaMa: - Chciałabym, żeby mamy uwierzyły, że są grupą społeczną, mają swoje prawa i mogą działać.
Ania Plewicka-Szymczak z Mufki: - Mam dość harowania po 12 godzin dla korporacji. Chcę mieć coś swojego.
Joasia Szpak z MaMy w Centrum: - Dziecko to nie centrum świata. Mamy mają prawo do swoich potrzeb.
Aga Durska z Mufki: - Chcę tworzyć miejsce, w którym mama z dzieckiem nie będzie czuła się jak intruz.
Ania Borkowska z MaMy w Centrum: - Mamom trudno wyjść z domu. Chcę je namówić do tego.
Ania Pietruszka-Dróżdż z fundacji MaMa: - Matki są wykluczone z przestrzeni publicznej. Pora to zmienić!
Tu wózkiem nie wjedziesz
Na czym polega to wykluczenie? - Umawiasz się w kawiarni z koleżanką, która ma małe dziecko - mówi Julia Kubisa. - Dla ciebie dotarcie na spotkanie jest tak naturalne, że nawet o tym nie myślisz, a dla mamy z wózkiem to 'survival'. Musi pokonać krawężniki i schody, wnieść wózek do autobusu i go stamtąd wynieść . Kiedy dociera na miejsce, jest zdenerwowana, zmęczona, spóźniona. A tam okazuje się, że część dla niepalących jest zajęta albo ludzie patrzą na nią krzywo, bo dziecko się rozpłakało.
'Tu wózkiem nie wjedziesz' - tak dziewczyny z MaMy nazwały swoją pierwszą akcję, w czerwcu 2006 roku. Na happening wybrały plac Na Rozdrożu w Warszawie. Żeby dostać się na przystanek pod kładką, trzeba pokonać kilkadziesiąt stromych schodów. Nowo powstające budynki i przejścia z mocy prawa muszą być wyposażone w podjazdy dla wózków lub windy, ale starych nikt nie modernizuje. Sylwia: - Na Rozdrożu zjawiło się raptem kilka matek. Część nie dotarła dlatego, że nie chciały dźwigać wózków po schodach, dla innych dojazd przez całe miasto był jednym wielkim stresem.
Za to odzew medialny był ogromny. Do fundacji zaczęły napływać maile z całej Polski. - Nie chodziło nam o to, żeby porwać rzesze rozwrzeszczanych matek, które się rzucą na naczelnego architekta - tłumaczy Sylwia - ale by wywołać rewolucję w głowie. Żeby matki umiały powiedzieć w osiedlowym sklepie: 'Fajnie by było, jakby zrobili tu państwo podjazd dla wózków'.
Kiedy okazało się, że MZA zamierza kupić sto nowych, tańszych autobusów, nieprzystosowanych do przewozu wózków, MaMa próbowała interweniować. Julia: - Na forum mieszkańcy Warszawy nie widzieli w tym niczego złego, 'przecież są autobusy niskopodłogowe'. To nic, że na niektórych liniach jest jeden autobus na godzinę. Ludziom się wydaje, że matka z małym dzieckiem ma nieograniczoną ilość czasu. Dzięki m.in. interwencji MaMy, MZA zdecydowało się zainwestować w autobusy niskopodłogowe.
Sylwia: - Wręczyłyśmy naczelnemu architektowi Warszawy listę 20 'czarnych' nieprzejezdnych punktów, m.in. wyjścia z dworców, kilka przedszkoli, kościół, niektóre urzędy i poczty. Przyszła odpowiedź: 'Popieram, ale nic nie mogę zrobić'.
Feministki robią MaMę
Oficjalnie fundacja MaMa urzęduje w wirtualnej siedzibie - na www.fundacjamama.pl. Na razie nie stać dziewczyn na lokal, więc umawiamy się w kawiarni.
Poniedziałek, ósma rano. Sylwia właśnie odprowadziła trzyletniego Brunona do przedszkola. Ania za chwilę zaczyna pracę w Fundacji Wspomagania Wsi, gdzie zajmuje się organizacją szkoleń i konferencji. Julia pisze doktorat z socjologii i prowadzi dzisiaj zajęcia na uniwersytecie. Feministki społeczniczki - mówią o sobie. Ania i Sylwia zakładały grupy anarchistyczno-feministyczne, organizowały pierwsze manify, pikiety i happeningi feministyczne, studiowały na 'genderach'. Od 1998 roku są w Porozumieniu Kobiet 8 Marca, które organizuje warszawską manifę. Julia jest młodsza stażem. Do Porozumienia trafiła w 2002 roku.
Na pomysł fundacji wpadła Sylwia. - Brunka urodziłam na studiach i byłam taką dzielną mamą studentką. Ale jak przyszło szukać pracy, to nie było już tak różowo. Sylwia próbowała prac dorywczych: pisała teksty do pism lajfstajlowych, była didżejką, robiła piercing w domu. - Brzmiało fajnie, ale ja czułam się rozdarta. Fuchy nie dawały mi satysfakcji, a do tego miałam wrażenie, że zabieram czas synowi. Wtedy wymyśliła MaMę, do której zaprosiła Julię i Anię. Dzięki doświadczeniu w organizacjach pozarządowych wiedziały, jak działać i gdzie szukać finansów. Pieniądze pozwalają im organizować kolejne akcje, ale nie przynoszą one jeszcze dochodu. - Marzy nam się, żeby mieć chociaż jeden etat, dla Sylwii - mówi Julia.
Pani minister pomoże
'Opowieści grozy' to kolejna akcja MaMy. - Zachęcałyśmy mamy, żeby napisały, w jaki sposób padły ofiarami łamania praw pracowniczych - mówi Sylwia. W ciągu miesiąca napisało 13 kobiet.
Julia: - Pisanie o tym nie jest łatwe. Często kobiety biorą winę na siebie. 'No tak, zaszłam w ciążę, mam małe dziecko. To oczywiste, że jestem zbędna dla pracodawcy'. Dlatego tak wiele kobiet nie zgłasza sprawy do sądu pracy. Wątpią w swoją wygraną.
Na zakończenie akcji dziewczyny zorganizowały konferencję prasową, na której m.in. ogłosiły, że 31 października, w Halloween, wręczą 'Opowieści grozy' w wielkiej dyni wiceminister pracy Joannie Kluzik-Rostkowskiej. Dzień później zaprosiły je 'Wiadomości'. Dwa dni później pani minister osobiście zaprosiła je do siebie.
Ania Plewicka-Szymczak z Mufki: - Mam dość harowania po 12 godzin dla korporacji. Chcę mieć coś swojego.
Joasia Szpak z MaMy w Centrum: - Dziecko to nie centrum świata. Mamy mają prawo do swoich potrzeb.
Aga Durska z Mufki: - Chcę tworzyć miejsce, w którym mama z dzieckiem nie będzie czuła się jak intruz.
Ania Borkowska z MaMy w Centrum: - Mamom trudno wyjść z domu. Chcę je namówić do tego.
Ania Pietruszka-Dróżdż z fundacji MaMa: - Matki są wykluczone z przestrzeni publicznej. Pora to zmienić!
Tu wózkiem nie wjedziesz
Na czym polega to wykluczenie? - Umawiasz się w kawiarni z koleżanką, która ma małe dziecko - mówi Julia Kubisa. - Dla ciebie dotarcie na spotkanie jest tak naturalne, że nawet o tym nie myślisz, a dla mamy z wózkiem to 'survival'. Musi pokonać krawężniki i schody, wnieść wózek do autobusu i go stamtąd wynieść . Kiedy dociera na miejsce, jest zdenerwowana, zmęczona, spóźniona. A tam okazuje się, że część dla niepalących jest zajęta albo ludzie patrzą na nią krzywo, bo dziecko się rozpłakało.
'Tu wózkiem nie wjedziesz' - tak dziewczyny z MaMy nazwały swoją pierwszą akcję, w czerwcu 2006 roku. Na happening wybrały plac Na Rozdrożu w Warszawie. Żeby dostać się na przystanek pod kładką, trzeba pokonać kilkadziesiąt stromych schodów. Nowo powstające budynki i przejścia z mocy prawa muszą być wyposażone w podjazdy dla wózków lub windy, ale starych nikt nie modernizuje. Sylwia: - Na Rozdrożu zjawiło się raptem kilka matek. Część nie dotarła dlatego, że nie chciały dźwigać wózków po schodach, dla innych dojazd przez całe miasto był jednym wielkim stresem.
Za to odzew medialny był ogromny. Do fundacji zaczęły napływać maile z całej Polski. - Nie chodziło nam o to, żeby porwać rzesze rozwrzeszczanych matek, które się rzucą na naczelnego architekta - tłumaczy Sylwia - ale by wywołać rewolucję w głowie. Żeby matki umiały powiedzieć w osiedlowym sklepie: 'Fajnie by było, jakby zrobili tu państwo podjazd dla wózków'.
Kiedy okazało się, że MZA zamierza kupić sto nowych, tańszych autobusów, nieprzystosowanych do przewozu wózków, MaMa próbowała interweniować. Julia: - Na forum mieszkańcy Warszawy nie widzieli w tym niczego złego, 'przecież są autobusy niskopodłogowe'. To nic, że na niektórych liniach jest jeden autobus na godzinę. Ludziom się wydaje, że matka z małym dzieckiem ma nieograniczoną ilość czasu. Dzięki m.in. interwencji MaMy, MZA zdecydowało się zainwestować w autobusy niskopodłogowe.
Sylwia: - Wręczyłyśmy naczelnemu architektowi Warszawy listę 20 'czarnych' nieprzejezdnych punktów, m.in. wyjścia z dworców, kilka przedszkoli, kościół, niektóre urzędy i poczty. Przyszła odpowiedź: 'Popieram, ale nic nie mogę zrobić'.
Feministki robią MaMę
Oficjalnie fundacja MaMa urzęduje w wirtualnej siedzibie - na www.fundacjamama.pl. Na razie nie stać dziewczyn na lokal, więc umawiamy się w kawiarni.
Poniedziałek, ósma rano. Sylwia właśnie odprowadziła trzyletniego Brunona do przedszkola. Ania za chwilę zaczyna pracę w Fundacji Wspomagania Wsi, gdzie zajmuje się organizacją szkoleń i konferencji. Julia pisze doktorat z socjologii i prowadzi dzisiaj zajęcia na uniwersytecie. Feministki społeczniczki - mówią o sobie. Ania i Sylwia zakładały grupy anarchistyczno-feministyczne, organizowały pierwsze manify, pikiety i happeningi feministyczne, studiowały na 'genderach'. Od 1998 roku są w Porozumieniu Kobiet 8 Marca, które organizuje warszawską manifę. Julia jest młodsza stażem. Do Porozumienia trafiła w 2002 roku.
Na pomysł fundacji wpadła Sylwia. - Brunka urodziłam na studiach i byłam taką dzielną mamą studentką. Ale jak przyszło szukać pracy, to nie było już tak różowo. Sylwia próbowała prac dorywczych: pisała teksty do pism lajfstajlowych, była didżejką, robiła piercing w domu. - Brzmiało fajnie, ale ja czułam się rozdarta. Fuchy nie dawały mi satysfakcji, a do tego miałam wrażenie, że zabieram czas synowi. Wtedy wymyśliła MaMę, do której zaprosiła Julię i Anię. Dzięki doświadczeniu w organizacjach pozarządowych wiedziały, jak działać i gdzie szukać finansów. Pieniądze pozwalają im organizować kolejne akcje, ale nie przynoszą one jeszcze dochodu. - Marzy nam się, żeby mieć chociaż jeden etat, dla Sylwii - mówi Julia.
Pani minister pomoże
'Opowieści grozy' to kolejna akcja MaMy. - Zachęcałyśmy mamy, żeby napisały, w jaki sposób padły ofiarami łamania praw pracowniczych - mówi Sylwia. W ciągu miesiąca napisało 13 kobiet.
Julia: - Pisanie o tym nie jest łatwe. Często kobiety biorą winę na siebie. 'No tak, zaszłam w ciążę, mam małe dziecko. To oczywiste, że jestem zbędna dla pracodawcy'. Dlatego tak wiele kobiet nie zgłasza sprawy do sądu pracy. Wątpią w swoją wygraną.
Na zakończenie akcji dziewczyny zorganizowały konferencję prasową, na której m.in. ogłosiły, że 31 października, w Halloween, wręczą 'Opowieści grozy' w wielkiej dyni wiceminister pracy Joannie Kluzik-Rostkowskiej. Dzień później zaprosiły je 'Wiadomości'. Dwa dni później pani minister osobiście zaprosiła je do siebie.
Źródło: Wysokie Obcasy
-
Mamy wychodzą z domu
bladawiec3
27.02.07, 15:15
To super, ze chce Wam sie tak dzialac. Zazdroszcze Wam tej energii. I zycze powodzenia w wyciaganiu matek z domow, sama wiem jak trudno zorganizowac jakies wyjscie z dwojka maluchow. Z »
-
Mamy wychodzą z domu
tigra8
27.02.07, 15:28
Cieszy mnie taka inicjatywa, boję się jednak, że to nie przejdzie w mniejszych miejscowościach. Ja mam trójkę dzieci i niestety każde wyjście to dla mnie wyprawa. U nas poza sklepami nie ma »
-
Re: Mamy wychodzą z domu
kadanka
07.03.07, 14:31
ja mam troszke dosyc rodzicow/matek, ktorzy zabierajac swoje male dziecko w miejsce publiczne do restauracji np. w ogole nie mysla o tym, ze innym moze przeszkadzac wrzask dzieciatka, placze»
W numerze z 28 sierpnia
- Wysokie Obcasy to sobotni dodatek Gazety Wyborczej
- Galeria okładek
- Kup E-wydanie
Najczęściej czytane24 htydzień





więcej zdjęć




