Że bicie dzieci jest złe, to już wiemy. Chodzi o zrobienie kroku dalej - jeśli podejrzewamy, że dzieje się coś złego, zróbmy z tym coś. Jeśli przestaniemy być obojętni, to liczba dramatów, o których słyszymy w mediach, zmaleje
ZOBACZ TAKŻE
- Przemoc wobec dzieci (02-05-03, 01:00)
- Czy i kiedy rozmawiać z dzieckiem o wykorzystywaniu seksualnym? (08-03-05, 13:48)
- Tata i mama zabili ją, bo za dużo jadła (09-11-09, 01:00)
- Mamo, odkryj kołdrę (22-03-09, 01:00)
- Rodzice wierzą w bicie, nauczyciele - już nie (06-02-07, 00:00)
- Tobie nic się nie stanie - jak rozmawiać z dzieckiem o terroryzmie i przemocy (03-07-04, 01:00)
- Przemoc w szkole - nie ma nietykalnych (04-05-01, 18:13)
SONDAŻ
Jaki jest cel kampanii 'Zobacz-usłysz-powiedz'?
Justyna Podlewska: Żebyśmy przestali być obojętni wobec przemocy. Bo że bicie jest złe, to już wiemy. Chodzi o zrobienie kroku dalej. Jeśli przestaniemy być obojętni, to liczba dramatów, o których słyszymy w mediach, zmaleje.
Czy płacz dziecka za ścianą wystarczy, żeby podjąć interwencję?
Jolanta Zmarzlik: Dziecko za ścianą ma prawo czasem popłakać. Ale jeżeli zaczyna cię to nurtować, w głowie kiełkuje myśl, że coś nie jest w porządku - koniecznie podziel się z kimś innym tym poczuciem. Ktoś, kto ma wrażenie, że widzi bite dziecko, nie musi być tego pewny na sto procent, nie musi mieć dowodów przemocy ani gotowej diagnozy.
JP: Dlatego na plakatach podajemy numer telefonu dyżurnego. Można tam dzwonić i opowiedzieć o konkretnej sytuacji osobie, która pomoże ją zdiagnozować i podjąć jakieś działanie.
Co usłyszę, gdy wykręcę 0 22 826 80 72?
JP: Usłyszy pani: 'Dziękujemy, że pani zadzwoniła. Proszę opisać sytuację, zastanowimy się wspólnie, co można w tym konkretnym przypadku zrobić'. I podamy rozwiązania: a, b, c. Albo idziemy do szkoły, albo do sądu, albo do prokuratury. Przeszkolony wolontariusz powie, gdzie można ze stron internetowych Fundacji Dzieci Niczyje ściągnąć wniosek o wgląd w sytuację rodziny czy zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Ale może też podyktować jego treść przez telefon lub razem z dzwoniącym sformułować pismo o tym, że dzieje się coś złego, i pomóc wybrać instytucję, do której takie pismo należy skierować.
Jedyny telefon, jaki przychodzi nam do głowy, to 997, czyli policja.
JZ: Na policję trzeba zadzwonić wtedy, gdy słyszymy już tak gwałtowaną awanturę, że wymaga natychmiastowej interwencji. Reagować natomiast należy dużo wcześniej.
Co powinno być pierwszym krokiem, gdy coś zaczyna nas niepokoić?
JZ: Rozwiązań jest bardzo wiele i żadne nie jest złotym środkiem. Rozmowa z rodzicem dziecka to może być pierwszy krok. Czasem wystarczy powiedzieć: 'Pani dziecko często płacze. Mają państwo jakiś kłopot z dzieckiem?'. Warto otworzyć się na drugiego człowieka, bo nie każde bicie świadczy o tym, że rodzic jest potworem. To może być symptom kłopotów tej rodziny. Dziecko jest najsłabszym ogniwem i zawsze, gdy dzieje się coś złego w rodzinie, ono najbardziej cierpi.
Na przykład w małych miejscowościach można pójść do proboszcza i zasygnalizować, że w rodzinie Kowalskich nie radzą sobie z dziećmi. Są różne kółka, organizacje parafialne, które mogą pomóc tej rodzinie uporać się z problemem. Gmina poprzez organizacje pozarządowe, ośrodki pomocy społecznej, centrum pomocy rodzinie i ośrodki interwencji kryzysowej może świadczyć pomoc w przypadku przemocy.
Pomoc społeczna, Kościół. A gdzie jeszcze można szukać pomocy?
JP: W szkole, do której chodzi dziecko - u nauczyciela czy wychowawcy, który spędza z dziećmi dużo czasu, kontaktuje się z rodziną. U pedagoga czy psychologa szkolnego. Każda szkoła powinna mieć opracowaną strategię działania w przypadku krzywdzenia dzieci. Ale konieczny jest sygnał.
Jest też sąd rodzinny. Tam można złożyć wniosek o wgląd w sytuację rodziny i sąd się każdym takim wnioskiem zajmuje. Tylko uwaga - sądy te są zrejonizowane, więc wniosek należy wysłać do sądu właściwego dla miejsca zamieszkania dziecka i koniecznie podać adres dziecka. Sąd pod wskazany adres zwykle wysyła kuratora. Jeśli wniosek jest zasadny, kurator zaproponuje konkretne działania, a sąd rodzinny podejmie szereg działań. Może wyznaczyć stałego kuratora dozorującego rodzinę, zaproponować rodzicom podwyższenie kwalifikacji rodzicielskich - skierować na terapię. W drastycznych przypadkach umieszcza dziecko w placówce opieki albo w rodzinie zastępczej, podczas gdy rodzina pracuje nad poprawą sytuacji domowej. Pokazuje sądowi, że już jest lepiej, że są postępy, że się stara. I wtedy dziecko może wrócić. Jeśli nie jest lepiej, umieszcza się dziecko w placówce opiekuńczo-wychowawczej - w domu dziecka lub w rodzinie zastępczej na dłużej.
Jeżeli sąd rodzinny w toku swoich działań ustali, że chodzi o przestępstwo wobec dziecka, może poinformować prokuraturę. Sąd rodzinny może podejmować działania równolegle do prokuratury i sądu karnego, np. zabezpieczać dobro dziecka, jeżeli sprawcą przemocy jest ktoś z rodziny.
JZ: Nie obawiajmy się, że sąd rodzinny od razu zabierze dziecko i umieści w ośrodku opiekuńczym czy rodzinie zastępczej. To zawsze jest ostateczność. Z definicji i z polityki w naszym kraju sąd rodzinny działa tak, by jak najdłużej utrzymać dziecko w rodzinie. Może kontrolować władzę rodzicielską i motywować rodziców do różnych zmian, ale wspiera rodzinę aż do końca.
A jeśli jeden rodzic ochrania drugiego w przypadkach bicia dzieci?
JZ: Rodzic, który jest świadkiem tego, jak małżonek bije dziecko, ma obowiązek szukać pomocy! Jeśli dziecko jest bite czy maltretowane, upijane, gwałcone, a drugi rodzic nie reaguje, to staje się również sprawcą cierpienia dziecka.
JP: Rodzice pociągnięci do odpowiedzialności często się dziwią: 'Dlaczego ograniczono mi władzę rodzicielską? Przecież to on bił'. Ale jeśli rodzic nie reagował i interweniowały inne służby, to on jest współwinny. Jeśli małżonek stosuje przemoc wobec dziecka, drugi musi temu przeciwdziałać - na przykład złożyć zawiadomienie o przestępstwie do prokuratury.
Justyna Podlewska: Żebyśmy przestali być obojętni wobec przemocy. Bo że bicie jest złe, to już wiemy. Chodzi o zrobienie kroku dalej. Jeśli przestaniemy być obojętni, to liczba dramatów, o których słyszymy w mediach, zmaleje.
Czy płacz dziecka za ścianą wystarczy, żeby podjąć interwencję?
Jolanta Zmarzlik: Dziecko za ścianą ma prawo czasem popłakać. Ale jeżeli zaczyna cię to nurtować, w głowie kiełkuje myśl, że coś nie jest w porządku - koniecznie podziel się z kimś innym tym poczuciem. Ktoś, kto ma wrażenie, że widzi bite dziecko, nie musi być tego pewny na sto procent, nie musi mieć dowodów przemocy ani gotowej diagnozy.
JP: Dlatego na plakatach podajemy numer telefonu dyżurnego. Można tam dzwonić i opowiedzieć o konkretnej sytuacji osobie, która pomoże ją zdiagnozować i podjąć jakieś działanie.
Co usłyszę, gdy wykręcę 0 22 826 80 72?
JP: Usłyszy pani: 'Dziękujemy, że pani zadzwoniła. Proszę opisać sytuację, zastanowimy się wspólnie, co można w tym konkretnym przypadku zrobić'. I podamy rozwiązania: a, b, c. Albo idziemy do szkoły, albo do sądu, albo do prokuratury. Przeszkolony wolontariusz powie, gdzie można ze stron internetowych Fundacji Dzieci Niczyje ściągnąć wniosek o wgląd w sytuację rodziny czy zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Ale może też podyktować jego treść przez telefon lub razem z dzwoniącym sformułować pismo o tym, że dzieje się coś złego, i pomóc wybrać instytucję, do której takie pismo należy skierować.
Jedyny telefon, jaki przychodzi nam do głowy, to 997, czyli policja.
JZ: Na policję trzeba zadzwonić wtedy, gdy słyszymy już tak gwałtowaną awanturę, że wymaga natychmiastowej interwencji. Reagować natomiast należy dużo wcześniej.
Co powinno być pierwszym krokiem, gdy coś zaczyna nas niepokoić?
JZ: Rozwiązań jest bardzo wiele i żadne nie jest złotym środkiem. Rozmowa z rodzicem dziecka to może być pierwszy krok. Czasem wystarczy powiedzieć: 'Pani dziecko często płacze. Mają państwo jakiś kłopot z dzieckiem?'. Warto otworzyć się na drugiego człowieka, bo nie każde bicie świadczy o tym, że rodzic jest potworem. To może być symptom kłopotów tej rodziny. Dziecko jest najsłabszym ogniwem i zawsze, gdy dzieje się coś złego w rodzinie, ono najbardziej cierpi.
Na przykład w małych miejscowościach można pójść do proboszcza i zasygnalizować, że w rodzinie Kowalskich nie radzą sobie z dziećmi. Są różne kółka, organizacje parafialne, które mogą pomóc tej rodzinie uporać się z problemem. Gmina poprzez organizacje pozarządowe, ośrodki pomocy społecznej, centrum pomocy rodzinie i ośrodki interwencji kryzysowej może świadczyć pomoc w przypadku przemocy.
Pomoc społeczna, Kościół. A gdzie jeszcze można szukać pomocy?
JP: W szkole, do której chodzi dziecko - u nauczyciela czy wychowawcy, który spędza z dziećmi dużo czasu, kontaktuje się z rodziną. U pedagoga czy psychologa szkolnego. Każda szkoła powinna mieć opracowaną strategię działania w przypadku krzywdzenia dzieci. Ale konieczny jest sygnał.
Jest też sąd rodzinny. Tam można złożyć wniosek o wgląd w sytuację rodziny i sąd się każdym takim wnioskiem zajmuje. Tylko uwaga - sądy te są zrejonizowane, więc wniosek należy wysłać do sądu właściwego dla miejsca zamieszkania dziecka i koniecznie podać adres dziecka. Sąd pod wskazany adres zwykle wysyła kuratora. Jeśli wniosek jest zasadny, kurator zaproponuje konkretne działania, a sąd rodzinny podejmie szereg działań. Może wyznaczyć stałego kuratora dozorującego rodzinę, zaproponować rodzicom podwyższenie kwalifikacji rodzicielskich - skierować na terapię. W drastycznych przypadkach umieszcza dziecko w placówce opieki albo w rodzinie zastępczej, podczas gdy rodzina pracuje nad poprawą sytuacji domowej. Pokazuje sądowi, że już jest lepiej, że są postępy, że się stara. I wtedy dziecko może wrócić. Jeśli nie jest lepiej, umieszcza się dziecko w placówce opiekuńczo-wychowawczej - w domu dziecka lub w rodzinie zastępczej na dłużej.
Jeżeli sąd rodzinny w toku swoich działań ustali, że chodzi o przestępstwo wobec dziecka, może poinformować prokuraturę. Sąd rodzinny może podejmować działania równolegle do prokuratury i sądu karnego, np. zabezpieczać dobro dziecka, jeżeli sprawcą przemocy jest ktoś z rodziny.
JZ: Nie obawiajmy się, że sąd rodzinny od razu zabierze dziecko i umieści w ośrodku opiekuńczym czy rodzinie zastępczej. To zawsze jest ostateczność. Z definicji i z polityki w naszym kraju sąd rodzinny działa tak, by jak najdłużej utrzymać dziecko w rodzinie. Może kontrolować władzę rodzicielską i motywować rodziców do różnych zmian, ale wspiera rodzinę aż do końca.
A jeśli jeden rodzic ochrania drugiego w przypadkach bicia dzieci?
JZ: Rodzic, który jest świadkiem tego, jak małżonek bije dziecko, ma obowiązek szukać pomocy! Jeśli dziecko jest bite czy maltretowane, upijane, gwałcone, a drugi rodzic nie reaguje, to staje się również sprawcą cierpienia dziecka.
JP: Rodzice pociągnięci do odpowiedzialności często się dziwią: 'Dlaczego ograniczono mi władzę rodzicielską? Przecież to on bił'. Ale jeśli rodzic nie reagował i interweniowały inne służby, to on jest współwinny. Jeśli małżonek stosuje przemoc wobec dziecka, drugi musi temu przeciwdziałać - na przykład złożyć zawiadomienie o przestępstwie do prokuratury.
Źródło: Wysokie Obcasy
1
2
następne »
-
Zobacz, usłysz, powiedz
olsen.pl
22.01.07, 18:38
Jakie cudowne plakaty! Gdybym nie wiedział o co chodzi, to pewnie uznałbym, żedzieciaki pobiły się na zabawie dla przebierańców. Aczkolwiek niewątpliwie mająpewien walor artystyczny.I nie »
-
Zobacz, usłysz, powiedz
roma_2000
22.01.07, 20:44
Ad. donosicielstwo: mam powazne wątpliwości i czuję sie zaszczuta. Ja daję sięswoim dziciom wypłakać, bo są złe, bo są zmęczone i bezradne ... Uczę je tezsamodzielnie zasypiać i kiedy sie »
-
Zwolenników "dawania klapsa" dzieciom oraz tym,
bezecny_ateista
22.01.07, 20:49
którzy chwalą sobie, że w dzieciństwie dostawali klapsypytam:czy jesteście zwolennikami dawania klapsa doroslym albo czy chwalicie sobieprzypadki, kiedy dostaliście po pysku od dorosłego?»
W numerze z 28 sierpnia
- Wysokie Obcasy to sobotni dodatek Gazety Wyborczej
- Galeria okładek
- Kup E-wydanie
Najczęściej czytane24 htydzień






więcej zdjęć




