http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Polowanie na kociaki

Rozmawiała: Dominika Buczak
18.12.2006 , aktualizacja: 12.01.2007 15:44
A A A Drukuj
Brunetki odpadały, bo przepaścistej czerni nie dało się wyretuszować. Jeśli trafiło na lepszą farbę, lepszy papier i lepszą dziewczynę, średnia fotografia na okładce wyglądała świetnie

Fot. Wojciech Plewiński Wojciech Plewiński - fotograf, urodził się w 1928 roku w Warszawie, mieszka w Krakowie. Portrecista, reportażysta, twórca aktów. Dokumentował 700 spektakli teatrów: Rapsodycznego, Starego, Słowackiego w Krakowie, Polskiego we Wrocławiu, im. Witkacego w Zakopanem. Zawodowo przez 45 lat był związany z krakowskim 'Przekrojem'. Jego 'kociaki' ozdobiły 500 okładek tygodnika.
Fot.Grażyna Makara
Wojciech Plewiński - fotograf, urodził się w 1928 roku w Warszawie, mieszka w Krakowie. Portrecista, reportażysta, twórca aktów. Dokumentował 700 spektakli teatrów: Rapsodycznego, Starego, Słowackiego w Krakowie, Polskiego we Wrocławiu, im. Witkacego w Zakopanem. Zawodowo przez 45 lat był związany z krakowskim 'Przekrojem'. Jego 'kociaki' ozdobiły 500 okładek tygodnika.
Na jakie dziewczyny było największe zapotrzebowanie?

Na takie, które podobały się Maniusiowi.

Czyli Marianowi Eile, pierwszemu redaktorowi krakowskiego 'Przekroju '. On podejmował ostateczną decyzję?

Tak, razem z Janką Ipohorską, czyli Kamyczkiem. Marian ukształtował mój gust, patrzyłem na dziewczyny jego oczami. Nadawał mi: 'Słuchaj, widziałem fantastyczną dziewczynę, kelnerkę, subiektkę, sprawdź ją '. Szedłem, oglądałem i na ogół to była osoba, której szukałem. Rozumiał kwestię fotogeniczności - to, że pewne twarze są łatwiejsze w fotografowaniu, inne trudne. Chodzi o osadzenie oczu, głowy na szyi, nos, proporcje, szerokość twarzy. Pewien typ urody odpadał.

Jaki?

Na przykład dziewczyny o wielkich nosach. Kociaki musiały być trochę w stylu Marilyn Monroe: zadarty nosek, nieduży, błękitne oczka, raczej blondynki - brunetki odpadały, bo przepaścistej czerni nie dało się wyretuszować. Gazeta była drukowana na fatalnym papierze, który wykluczał wszelkie niuanse. Wiele zależało od sprawności retuszerek. Jeśli trafiło na lepszą farbę, lepszy papier i lepszą dziewczynę, średnia fotografia na okładce wyglądała świetnie. Innym razem przepadało piękne, perfekcyjne technicznie zdjęcie.

Od kiedy Pan pracował w 'Przekroju '?

Od września '56 roku. Zaanonsowała mnie Basia Hoff. Powiedziała Marianowi: 'Jest taki człowiek, obejrzyj jego zdjęcia '.

Przyszedłem z plikiem fotografii, pamiętam, jeden z cykli to była seria zdjęć z procesji na Skałce z Wyszyńskim, który dźwiga relikwiarz. Tłumy wiernych - ówczesne mohery i dużo zakonnic w kornetach.

Powiedział: 'No tak, niech pan przyjdzie pojutrze '. Pół roku później dostałem etat i legitymację prasową nr 24.

I zajął się Pan kociakami?

Robiłem wszystko: reportaż, wydarzenia, portrety ludzi. Ktoś coś namalował, wydał, powiedział sensownego - to mnie wysyłali. A kociaki to był cotygodniowy obowiązek.

Zostałem oddelegowany. 'Przekrój ' był pierwszą gazetą w Polsce, która publikowała zdjęcia dziewczyn na okładkach.

Skąd to określenie 'kociak '?

Tak się mówiło. Albo babka, babeczka, cizia. Potem przyszły: szprycha, lufa, laska.

To był slang młodzieżowy, tak samo jak bikiniarz, bażant, dżoler.

Bażant? Dżoler?

Bażant to było raczej warszawskie słowo, w Krakowie mówiło się 'dżoler '. To znaczyło to samo co bikiniarz.

Jak wyglądał dżoler?

Charakterystyczna fryzura - z przodu fala, z tyłu kaczy kuper - szerokie bary, marynara samodziałowa i krawacik śledzik zwisał na gumce, oczywiście. Nylonowa koszulka z charakterystycznym kołnierzem, była nawet kabaretowa piosenka: 'A kołnierzyk od koszuli on do ramion mi się tuli '. Spodnie wąziutkie, a spod nich wystające skarpetki w poprzeczne paseczki i jasne buty na słoninie.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się