http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

"Ukarana" - historia dziewczyny molestowanej przez ojca wojskowego

Tekst: Hanna Wilczyńska-Toczko, dziennikarka Radia Gdańsk SA
2005-02-05, ostatnia aktualizacja 2005-02-02 15:29

Kazał mi robić przysiady w masce gazowej z klapkami na oczach. Ręce miałam związywane paskami od jego broni, którą zabierał na służbę

Kiedy w domu dziecka wszyscy spali, pisała list.

"Do Redakcji.

Byłam molestowana seksualnie przez ojca, ale teraz prawie nikt mi nie wierzy. Nawet matka. Proszę o pomoc."

Z domu rodziców wzięła tylko najpotrzebniejsze rzeczy: telefon komórkowy (żeby rozmawiać z Mariuszem), płyty, pluszowego tygryska (od Mariusza) i ich wspólne zdjęcie z plaży. Postawiła je na parapecie tuż przy łóżku. Pokój dzieli z dziewczyną, która mieszka w domu dziecka od paru lat. Alina nie powiedziała jej, dlaczego tu jest. Nigdy nie miała przyjaciół.

"Wszystko zaczęło się, gdy miałam cztery lata. Pamiętam, że leżałam na łóżku rodziców, mamy nie było (tak się domyślam). Wtedy dostałam zadanie - miałam sprawdzić, czy do pochwy wchodzi najmniejszy mój palec. Ojciec wyszedł z pokoju, bo pamiętam, że wołałam go szczęśliwa, by pochwalić się moim wyczynem. Pamiętam, że wielokrotnie przychodziłam na drapanie pleców. Siadałam wtedy na nim okrakiem, on leżał."

Od dziecka śpiewała. W przedszkolu o czerwonych muchomorkach, potem o fregacie i morzu - w kasynach oficerskich dla żołnierzy. Ojciec grał na instrumentach klawiszowych, ona śpiewała i tańczyła. Teraz też ciągle coś nuci. Piosenki Toni Braxton albo Beaty Kozidrak. Na płytach ma podkłady instrumentalne, włącza i śpiewa. Czasem tak głośno, że inni wychowankowie domu dziecka krzyczą, żeby się wreszcie zamknęła. Ale czasem przychodzą i słuchają. Głos ma rzeczywiście piękny. Niski i czysty.

"Tylko jedno mi przeszkadzało: jak tak na nim siadałam, było mi bardzo niewygodnie. Ciągle coś mnie ugniatało w pupę, a gdy tylko przesuwałam się bardziej na brzuch, zostawałam automatycznie cofnięta. Tak bardzo mi to przeszkadzało, że w wieku około sześciu lat powiedziałam o tym mamie. Tylko o tym, że coś mnie ugniata i mi przeszkadza. Było wtedy lato. Matka poleciała do ciotki zapytać, czy to może być prawda. Pamiętam, że potem matka wzięła mnie i ojca na rozmowę w małym pokoju. Było mi wtedy bardzo wstyd. Chciałam się zapaść pod ziemię. Miałam to pokazać przy pomocy mojego misia - Pinia. Próbowałam wytłumaczyć, że mnie tak sadza. Ojciec śmiał się wtedy i mówił, że to tylko zabawa. W każdym razie wszystko ucichło, a mnie dalej przeszkadzało to "coś"."

Wojskowe osiedle w H. Szare czteropiętrowe bloki. Alina mieszkała tu z rodzicami przez 17 lat. Do chwili, kiedy Mariusz powiedział o wszystkim jej matce.

Ojciec Aliny jest podoficerem w tutejszej jednostce wojskowej, matka w tej samej jednostce pracuje w księgowości. Mieszkanie urządzone skromnie. Meblościanka ze zdjęciem Papieża, stół jamnik, kanapa, dwa podniszczone fotele. Na półkach trochę książek, głównie encyklopedie. Ojciec (czterdziestolatek w dżinsach i zapiętej pod szyję koszuli w kratkę) odzywa się rzadko. Nie patrzy w oczy. Często uśmiecha się ironicznie. Matka (podkrążone oczy, drobna blondynka, starsza od męża o sześć lat) niechętnie wpuszcza do mieszkania (nie chciała się zgodzić na rozmowę bez męża): - To ostatnio modny temat, ale dla nas ta sytuacja jest zbyt bolesna.

Przynosi teczkę pełną wyróżnień i dyplomów Aliny. Za regionalne festiwale piosenki morskiej, konkursy recytatorskie, wieczory poezji. - Alinka zawsze była ambitna i pracowita - mówi. - Nie mieliśmy z nią żadnych kłopotów. Pisze wiersze, piosenki, świetnie śpiewa. Mogę pani puścić nagrania. Jest czuła, dobra, wspaniała i po prostu się marnuje!

Kobieta pokazuje fotografie z koncertów i płacze. Na zdjęciach Alina z mikrofonem. Fantazyjnie upięte włosy. Roześmiana. - A tu nasz burmistrz wręcza jej nagrodę. I gratuluje ojcu takiej córki.

- Może pani przemówi jej do rozumu? - matka Aliny pokazuje jej pokój. Na biurku komputer, kilka książek, na parapecie wyschnięty kwiat. Ze zdjęcia w ramce spogląda Alina, tym razem bez uśmiechu. Ma na sobie czarną obcisłą sukienkę, na szyi błyszczący wisiorek. - To córcia przed studniówką z Mariuszem. Nasza Alinka - kobieta delikatnie odstawia zdjęcie na półkę.

Matka Mariusza pamięta to wyjście na studniówkę sprzed dwóch lat. - Mariusz był cały w nerwach, bo jej rodzice powiedzieli, że jak będzie się dobrze zachowywać, to może z nim pójdzie. No jak tak można? I ona trwała w takiej niepewności do ostatniej chwili. A przecież rodzice Aliny znali Mariusza. Wiedzieli, że to porządny chłopak, nie obszczymur jakiś.

Rodzice Mariusza prowadzą w H. sklep z odzieżą. Polubili Alinę. Miła, wesoła, spędzała z nimi dużo czasu. Ukochana jedynaczka, tata wojskowy - dlaczego miałoby być jej źle? Matka Mariusza wspomina, jak kiedyś podczas wakacji Alina dorabiała sobie u nich w sklepie. Stała za ladą i wtedy przyszedł jej ojciec. Przyniósł córce w prezencie telefon komórkowy. - Obserwowałam ich z boku. Tak na nią patrzył, jak Aż mnie ciarki przeszły. Ojciec tak nie patrzy na córkę.

Ojciec Aliny nie był zadowolony, że jego córka ma chłopaka. Twierdził, że Mariusz odciąga ją od nauki. A rodzicom Mariusza ledwie się kłaniał na ulicy.

"Już od najmłodszych lat, gdy tylko poszłam do przedszkola, a zsikałam się lub zrobiłam kupę w majtki, dostawałam w domu przeróżne kary. Najbardziej z tamtego okresu kojarzy mi się wiszenie na kiju od szczotki między fotelami we wnęce w dużym pokoju. Ojciec związywał mi ręce i nogi ręcznikami, wsuwał między nie kij od szczotki i wieszał na oparciach fotela. Nie obywało się bez lania. Jego baty zawsze bolały. Często bił mnie kapciami o gumowych podeszwach, rzadziej ręką. Potem były pasy i gumowa, twarda rura.

Przez długi okres mojego życia ojciec mnie mył. Czy to plecy, czy to przód, czy głowę. Nawet do mojej szesnastki właził do łazienki "za potrzebą", kiedy się kąpałam. Ale to nie dziwiło ani mnie, ani matki. W dalszym ciągu dostawałam kary. Na przykład osiemset przysiadów, nie pamiętam za co. Ale pamiętam, że robiłam je w małym pokoju, ojciec siedział na fotelu i liczył. Matka była w mieszkaniu, drzwi były zamknięte. Nie ukrywam, że mój ojciec bił matkę. Nawet za to, że nie chciała jednego dnia dać mi pieniędzy na lody. Rzucał w nią wtedy kapciami i oparciami od mojego składanego łóżka. Wielokrotnie powtarzały się awantury o mnie, o wszystko, jakieś durne sprawy. Wtedy chowałam się w pokoju. Raz matka krzyczała, żebym wezwała sąsiadów. Ojciec powiedział: "Spróbuj tylko. Będziesz miała przesrane do końca". I nie poszłam."

Mariusz studiuje zaocznie w Wyższej Szkole Zarządzania w Gdańsku. Kiedy w grudniu 2001 roku poznał Alę (tak o niej mówi), byli w liceum. Ona uczyła się w najlepszym ogólniaku w Trójmieście. Mieszkała w internacie, do domu przyjeżdżała w weekendy. Po paru miesiącach znajomości Alina zaczęła opowiadać, że rodzice strasznie się kłócą. Ale najstraszniejszą rzecz Mariusz usłyszał w lipcu 2002 roku. Byli na plaży, jedli lody. I wtedy Alina zaczęła płakać. Powiedziała, że boi się taty, bo próbuje się do niej dobierać. - Byłem w szoku i w rozpaczy. Nie wiedziałem, co robić.

Zaczął szukać w internecie informacji o instytucjach, które zajmują się molestowaniem seksualnym. Wyczytał, że w większości przypadków ujawnianie takich spraw kończy się niepowodzeniem - w Polsce tylko 15-20 proc. zgłoszonych przestępstw znajduje finał w sądzie. Powodów jest wiele, m.in. brak świadków, niekompetencja i niedostateczna wiedza na ten temat biegłych sądowych, nieprzygotowanie sądów do uznania opinii biegłego jako dowodu w sprawie.

Umówili się, że jak wszystko będzie w porządku, to Alina będzie otwierać okno w swoim pokoju. No i otwierała to okno, ale po roku okazało się, że nic nie było w porządku.

Źródło: Wysokie Obcasy

W numerze z 28 sierpnia