Historia kwoki, czyli nawrócona na macierzyństwo
11.09.2004
, aktualizacja: 11.05.2005 22:55
Moje życie dzieli się na dwie epoki - przed i po dzieciach. Zmieniło się nie tylko wszystko wokół, ale przede wszystkim ja sama. Dzieci zawróciły mi w głowie, zakochały w sobie, nauczyły inaczej myśleć.
ZOBACZ TAKŻE
- Mamy biznes (21-07-11, 01:00)
- Matki Polki poświęcające się (31-08-09, 01:00)
- Sfrustrowane panie domu (03-08-09, 01:00)
- Jak wynaleziono miłość macierzyńską (29-12-05, 11:57)
Książka "Jestem mamą. Zbiór prawdziwych historii o macierzyństwie" (wyd. Znak), z której pochodzi ten tekst, właśnie trafiła do księgarń
Dziś gdybym miała powiedzieć o sobie tylko jedno zdanie, brzmiałoby ono: "Jestem mamą Feliksa i Róży". Kiedyś byłoby to coś w stylu: "Robię doktorat" albo "Napisałam książkę", albo nawet "Lubię wino i podróże". Teraz wszystko, co dla mnie najważniejsze, to moje dzieci.
Moje dwie przyjaciółki zrobiły sobie kiedyś zdjęcie "dzieł życia". Była to fotografia książki autorstwa jednej i kilkutygodniowego niemowlęcia drugiej. W epoce "przed" nie miałam wątpliwości, że ważniejsza jest książka - praca, wysiłek, osiągnięcie. Dziecko to przecież po prostu biologia, coś, co dzieje się samo, więc jaki z tego powód do dumy? W epoce "po" uważam, że należy spróbować mieć wszystko. Nie wybierać. I że to bardzo trudne, ale trzeba walczyć.
Między epoką "przed" i "po" był długi i trudny okres przejściowy.
Wysiadywanie, czyli jak jajko zaczyna rządzić
Ciąża. Absolutne zaskoczenie. I moment najgorszy z możliwych. Zaczynałam nowy etap życia. Skończyłam pisać doktorat, zostały mi tylko egzaminy i obrona. Mąż właśnie wyjechał za granicę, starałam się o pracę w "Wysokich Obcasach". Paliłam papierosa za papierosem, uczyłam się do egzaminów i przygotowywałam do rozmów kwalifikacyjnych.
Sądziłam, że miesiączka opóźnia mi się z powodu stresu. Po dwóch tygodniach dla świętego spokoju zrobiłam test i te dwie niebieskie kreski były najdziwniejszą rzeczą, jaką zdarzyło mi się zobaczyć. Pobiegłam do apteki po kolejny i... znowu to samo. Następnego dnia poszłam do swojej lekarki, nie chciało być inaczej - byłam w szóstym tygodniu ciąży!
W "Obcasach" zatrudniono mnie na okres próbny. Feministka w ciąży od pierwszego dnia pracy - przecież to śmieszne! I kto mi uwierzy, że nie wiedziałam?! O dziwo - uwierzyli. Powiedziałam, że jest mi tak głupio, że mogę się zwolnić. Nie skorzystali z mojej propozycji. W ten sposób urodziłam w "Obcasach" dwójkę dzieci. A ponieważ feminizm interesował mnie coraz mniej, a dzieci coraz bardziej, dostałam w końcu pod opiekę dział Wychowanie.
Ale wtedy, na samym początku, miałam poczucie katastrofy - z mężem nie myśleliśmy w ogóle o dzieciach, oboje znajdowaliśmy się w ważnych, jeśli chodzi o karierę, momentach życia, chcieliśmy jeszcze objechać razem świat, a w dodatku - zaczęłam się czuć okropnie!
Trudno było mi zaakceptować zmiany ciała - szybko zaczęłam tyć, nie mogłam nosić swoich ubrań, widziałam, jak z dnia na dzień przestaję być atrakcyjną kobietą, a staję się... no właśnie - kim? Nie czułam się jeszcze matką, a mężczyźni szybko zaczęli się odnosić do mnie z respektem i pewnym przestrachem, niemal jak do własnej mamusi. Miałam poczucie, że dosłownie z dnia na dzień przestałam być autonomiczną osobą. Jakby moje ciało zostało ukradzione, odebrane mi. Dopóki moje dzieci się nie urodziły, nie miałam właściwie z nimi żadnego kontaktu, nie umiałam i nie rozmawiałam ze swoim brzuchem (oczywiście czułam się z tego powodu wyrodną matką i to przygnębiało mnie jeszcze bardziej). A teraz kocham je do szaleństwa.
Więc z dnia na dzień wszystko się zmienia. Jeszcze nic nie czujesz, a już nie mieścisz się w swoje ubrania, coś zaczyna tobą rządzić, na razie czynią to w jego imieniu lekarze, nie możesz już jeść ani pić tego, co chcesz, spać, ile chcesz, przynajmniej raz w miesiącu musisz chodzić na badania krwi, moczu, musisz kontrolować wagę, obrzęki, ciśnienie... Czasem miałam poczucie, że życie dzieje się gdzie indziej - koleżanki tańczą, robią kariery albo wyjeżdżają na Karaiby. A ja gruba i ospała kupuję sobie aparat do mierzenia ciśnienia. W dodatku ubrania dla ciężarnych są koszmarne. Dlaczego wszystkie są worami do kostek?! Czy w ciąży nie można mieć ładnych i szczupłych nóg? Dlaczego nie mają dekoltów? Dlaczego ciężarna musi chodzić w burce? Dodatkowa pokuta? Przez obydwie ciąże roznosiło mnie ze złości. W dodatku świat nie robił nic, żeby mi pomóc w moim fatalnym samopoczuciu. Wręcz przeciwnie. Książki i czasopisma kobiece są przepełnione landrynkowatymi opowieściami o "radosnym oczekiwaniu" i szczęściu, jakie kobiety odczuwały aż do rozwiązania. Niemal wszyscy wmawiali mi, że to stan cudowny, że to ze mną jest coś nie tak, jeśli tego w ten sposób nie odczuwam.
Samopoczucie łatwo może także pogorszyć medykalizacja ciąży (ciągle trzeba robić jakieś badania i przez to czas upływa ci w poczuciu zagrożenia), a stosunek do ciężarnych wielu przedstawicieli służby zdrowia jest po prostu nie do zniesienia. Najkrócej rzecz ujmując - przestają zajmować się tobą i twoim samopoczuciem, interesuje ich wyłącznie dziecko. Traktują cię protekcjonalnie - wiadomo, w ciąży, jest rozstrojona, przecież hormony szaleją.
Zmieniłam czterech lekarzy, aż znalazłam przyzwoitego - dla którego ja byłam pacjentką, który traktował mnie poważnie i zrozumiałym językiem odpowiadał na pytania. Nie wstydźcie się pytać nawet o najgłupsze waszym zdaniem rzeczy. Lekarz powinien wam dawać nie tylko opiekę medyczną, ale również wsparcie psychiczne. Jeżeli ci nie odpowiada, po prostu poszukaj innego.
Kolejny problem to infantylizacja kobiet w ciąży i matek małych dzieci: pisma dla mam, poradniki i lekarze traktują ciężarne tak, jakby były niedorozwiniętymi dziećmi, jakby ciąża powodowała, że ich wykształcenie, odpowiedzialne stanowiska zostały anulowane z ich życia. Stają się mamusiami, ich mózgi się skurczyły. Trzeba mówić do nich wolno, prostymi zdaniami i używać wielu zdrobnień - brzuszek, główka etc.
W porównaniu z ciążą obydwa porody wspominam bardzo dobrze. To działanie - w odróżnieniu od bierności ciąży. W dodatku najbardziej kreatywne działanie na świecie. Rodziłam w znieczuleniu i polecam to wszystkim, bóle porodowe są podobno jednymi z najsilniejszych, jakich może doznać człowiek.
Gdy urodziło mi się pierwsze dziecko, nadal czułam się osaczona dobrymi radami. I jak wiele niedoświadczonych matek wszędzie widziałam zaburzenia. W dodatku większość pediatrów dmucha na zimne. Skierowanie do neurologa i wizja rehabilitacji - to dziś przeżywa prawie każda matka. Znam wiele całkowicie zdrowych dzieci, których matki straszono wodogłowiem, porażeniem mózgowym, upośledzeniami. Nie wiem, czy wynika to wyłącznie ze słusznej nadgorliwości - cokolwiek niepokoi, należy sprawdzić - czy z niedouczenia pediatrów - nie są pewni, więc kierują na badania - a może, jak sugerują niektórzy, wszystko to służy napędzaniu rynku usług medycznych.
Nie przejmuj się, czyli porady dla kobiet w ciąży:
1. Nie przejmuj się, że odczuwasz swój stan inaczej, niż opisują to koleżanki, położne i poradniki. Masz prawo do własnych odczuć.
2. Nie przejmuj się, że nie masz kontaktu z dzieckiem w brzuchu, że nie umiesz rozmawiać ze swoim brzuchem ani nazywać go ukochanym synkiem lub córką. To wszystko się zbuduje po urodzeniu.
3. Nie przejmuj się poradami czasopism i znajomych. Jeśli cię niepokoją, przestań je czytać, poproś, by przestano przy tobie mówić o ciążach i porodach.
Dziś gdybym miała powiedzieć o sobie tylko jedno zdanie, brzmiałoby ono: "Jestem mamą Feliksa i Róży". Kiedyś byłoby to coś w stylu: "Robię doktorat" albo "Napisałam książkę", albo nawet "Lubię wino i podróże". Teraz wszystko, co dla mnie najważniejsze, to moje dzieci.
Moje dwie przyjaciółki zrobiły sobie kiedyś zdjęcie "dzieł życia". Była to fotografia książki autorstwa jednej i kilkutygodniowego niemowlęcia drugiej. W epoce "przed" nie miałam wątpliwości, że ważniejsza jest książka - praca, wysiłek, osiągnięcie. Dziecko to przecież po prostu biologia, coś, co dzieje się samo, więc jaki z tego powód do dumy? W epoce "po" uważam, że należy spróbować mieć wszystko. Nie wybierać. I że to bardzo trudne, ale trzeba walczyć.
Między epoką "przed" i "po" był długi i trudny okres przejściowy.
Wysiadywanie, czyli jak jajko zaczyna rządzić
Ciąża. Absolutne zaskoczenie. I moment najgorszy z możliwych. Zaczynałam nowy etap życia. Skończyłam pisać doktorat, zostały mi tylko egzaminy i obrona. Mąż właśnie wyjechał za granicę, starałam się o pracę w "Wysokich Obcasach". Paliłam papierosa za papierosem, uczyłam się do egzaminów i przygotowywałam do rozmów kwalifikacyjnych.
Sądziłam, że miesiączka opóźnia mi się z powodu stresu. Po dwóch tygodniach dla świętego spokoju zrobiłam test i te dwie niebieskie kreski były najdziwniejszą rzeczą, jaką zdarzyło mi się zobaczyć. Pobiegłam do apteki po kolejny i... znowu to samo. Następnego dnia poszłam do swojej lekarki, nie chciało być inaczej - byłam w szóstym tygodniu ciąży!
W "Obcasach" zatrudniono mnie na okres próbny. Feministka w ciąży od pierwszego dnia pracy - przecież to śmieszne! I kto mi uwierzy, że nie wiedziałam?! O dziwo - uwierzyli. Powiedziałam, że jest mi tak głupio, że mogę się zwolnić. Nie skorzystali z mojej propozycji. W ten sposób urodziłam w "Obcasach" dwójkę dzieci. A ponieważ feminizm interesował mnie coraz mniej, a dzieci coraz bardziej, dostałam w końcu pod opiekę dział Wychowanie.
Ale wtedy, na samym początku, miałam poczucie katastrofy - z mężem nie myśleliśmy w ogóle o dzieciach, oboje znajdowaliśmy się w ważnych, jeśli chodzi o karierę, momentach życia, chcieliśmy jeszcze objechać razem świat, a w dodatku - zaczęłam się czuć okropnie!
Trudno było mi zaakceptować zmiany ciała - szybko zaczęłam tyć, nie mogłam nosić swoich ubrań, widziałam, jak z dnia na dzień przestaję być atrakcyjną kobietą, a staję się... no właśnie - kim? Nie czułam się jeszcze matką, a mężczyźni szybko zaczęli się odnosić do mnie z respektem i pewnym przestrachem, niemal jak do własnej mamusi. Miałam poczucie, że dosłownie z dnia na dzień przestałam być autonomiczną osobą. Jakby moje ciało zostało ukradzione, odebrane mi. Dopóki moje dzieci się nie urodziły, nie miałam właściwie z nimi żadnego kontaktu, nie umiałam i nie rozmawiałam ze swoim brzuchem (oczywiście czułam się z tego powodu wyrodną matką i to przygnębiało mnie jeszcze bardziej). A teraz kocham je do szaleństwa.
Więc z dnia na dzień wszystko się zmienia. Jeszcze nic nie czujesz, a już nie mieścisz się w swoje ubrania, coś zaczyna tobą rządzić, na razie czynią to w jego imieniu lekarze, nie możesz już jeść ani pić tego, co chcesz, spać, ile chcesz, przynajmniej raz w miesiącu musisz chodzić na badania krwi, moczu, musisz kontrolować wagę, obrzęki, ciśnienie... Czasem miałam poczucie, że życie dzieje się gdzie indziej - koleżanki tańczą, robią kariery albo wyjeżdżają na Karaiby. A ja gruba i ospała kupuję sobie aparat do mierzenia ciśnienia. W dodatku ubrania dla ciężarnych są koszmarne. Dlaczego wszystkie są worami do kostek?! Czy w ciąży nie można mieć ładnych i szczupłych nóg? Dlaczego nie mają dekoltów? Dlaczego ciężarna musi chodzić w burce? Dodatkowa pokuta? Przez obydwie ciąże roznosiło mnie ze złości. W dodatku świat nie robił nic, żeby mi pomóc w moim fatalnym samopoczuciu. Wręcz przeciwnie. Książki i czasopisma kobiece są przepełnione landrynkowatymi opowieściami o "radosnym oczekiwaniu" i szczęściu, jakie kobiety odczuwały aż do rozwiązania. Niemal wszyscy wmawiali mi, że to stan cudowny, że to ze mną jest coś nie tak, jeśli tego w ten sposób nie odczuwam.
Samopoczucie łatwo może także pogorszyć medykalizacja ciąży (ciągle trzeba robić jakieś badania i przez to czas upływa ci w poczuciu zagrożenia), a stosunek do ciężarnych wielu przedstawicieli służby zdrowia jest po prostu nie do zniesienia. Najkrócej rzecz ujmując - przestają zajmować się tobą i twoim samopoczuciem, interesuje ich wyłącznie dziecko. Traktują cię protekcjonalnie - wiadomo, w ciąży, jest rozstrojona, przecież hormony szaleją.
Zmieniłam czterech lekarzy, aż znalazłam przyzwoitego - dla którego ja byłam pacjentką, który traktował mnie poważnie i zrozumiałym językiem odpowiadał na pytania. Nie wstydźcie się pytać nawet o najgłupsze waszym zdaniem rzeczy. Lekarz powinien wam dawać nie tylko opiekę medyczną, ale również wsparcie psychiczne. Jeżeli ci nie odpowiada, po prostu poszukaj innego.
Kolejny problem to infantylizacja kobiet w ciąży i matek małych dzieci: pisma dla mam, poradniki i lekarze traktują ciężarne tak, jakby były niedorozwiniętymi dziećmi, jakby ciąża powodowała, że ich wykształcenie, odpowiedzialne stanowiska zostały anulowane z ich życia. Stają się mamusiami, ich mózgi się skurczyły. Trzeba mówić do nich wolno, prostymi zdaniami i używać wielu zdrobnień - brzuszek, główka etc.
W porównaniu z ciążą obydwa porody wspominam bardzo dobrze. To działanie - w odróżnieniu od bierności ciąży. W dodatku najbardziej kreatywne działanie na świecie. Rodziłam w znieczuleniu i polecam to wszystkim, bóle porodowe są podobno jednymi z najsilniejszych, jakich może doznać człowiek.
Gdy urodziło mi się pierwsze dziecko, nadal czułam się osaczona dobrymi radami. I jak wiele niedoświadczonych matek wszędzie widziałam zaburzenia. W dodatku większość pediatrów dmucha na zimne. Skierowanie do neurologa i wizja rehabilitacji - to dziś przeżywa prawie każda matka. Znam wiele całkowicie zdrowych dzieci, których matki straszono wodogłowiem, porażeniem mózgowym, upośledzeniami. Nie wiem, czy wynika to wyłącznie ze słusznej nadgorliwości - cokolwiek niepokoi, należy sprawdzić - czy z niedouczenia pediatrów - nie są pewni, więc kierują na badania - a może, jak sugerują niektórzy, wszystko to służy napędzaniu rynku usług medycznych.
Nie przejmuj się, czyli porady dla kobiet w ciąży:
1. Nie przejmuj się, że odczuwasz swój stan inaczej, niż opisują to koleżanki, położne i poradniki. Masz prawo do własnych odczuć.
2. Nie przejmuj się, że nie masz kontaktu z dzieckiem w brzuchu, że nie umiesz rozmawiać ze swoim brzuchem ani nazywać go ukochanym synkiem lub córką. To wszystko się zbuduje po urodzeniu.
3. Nie przejmuj się poradami czasopism i znajomych. Jeśli cię niepokoją, przestań je czytać, poproś, by przestano przy tobie mówić o ciążach i porodach.
1
2
następne »
-
Historia kwoki, czyli nawrócona na macierzyństwo
ledzeppelin3
06.03.07, 11:14
Wszystko pięknie, ale chyba synek przesłonił mamie cały świat, i dla Rózi już miejsca nie stało?:P W całym artykule jest o niej jedno słownie jedno zdanie:P»
-
Historia kwoki, czyli nawrócona na macierzyństwo
liz63
06.03.07, 13:08
Ja tylko raz przeżyłam te bardzo trafnie tu opisane "stany ciążowe", ten brakautonomiczności, radość z poznawania świata z dzieckiem. Ale to było dawno, mójsyn ma ponad 14 lat... Teraz nie »
-
Re: Historia kwoki, czyli nawrócona na macierzyńs
echtom
06.03.07, 17:14
To nie tak - autorka pisze o rewolucji, a rewolucją w życiu kobiety jest urodzenie pierwszego dziecka. Każde następne wzbogaca doświadczenie macierzyństwa, ale nie zmienia priorytetów i nie »
Najczęściej czytane24 htydzień
- Zabić ptaszka
- Co sobotę w kiosku z "Gazetą Wyborczą"
- Galeria okładek
- Kup E-wydanie
- Wysokie Obcasy Extra












