Girlculture - jakie są amerykańskie nastolatki
Tekst: Lauren Greenfield, z autorką fotoreportażu rozmawia Paulina Reiter
2004-09-04, ostatnia aktualizacja 2004-09-03 13:53
'Zrozumienie związku między anorektyczką i dziewczyną na diecie, striptizerką i nastolatką pokazującą kolczyk w pępku to podstawa zrozumienia kobiecej tożsamości.' "Girl Culture" Lauren Greenfield i rozmowa z autorką o amerykańskich dziewczynach
ZOBACZ TAKŻE
- Plaga zaburzeń odżywiania (04-11-09, 15:11)
- Diablo zadowala (07-04-08, 11:00)
- Gdy obsesją dziecka staje się dieta (23-12-00, 13:28)
Sheena, 15 lat
Nienawidzę włosów. Są beznadziejne. To znaczy włosy na głowie, brwi i rzęsy są w porządku. Dla niektórych nawet włosy łonowe są OK. Ale mnie osobiście brzydzą. Golę ręce, nogi, brzuch, plecy, całą górną część ciała i krok. Raz ogoliłam twarz, ale właściwie bez sensu, bo i tak nie miałam na niej meszku. Dziewczyny chcą ładnie wyglądać, błyszczeć w tłumie. Jeśli nikt nie zwraca na ciebie uwagi, to kim jesteś? Moda jest ważna. O rany, jeśli chłopak nie jest stylowo ubrany, to niech spada. Musi mieć luźną koszulkę i spodnie, ładne buty. Wszystko luźne, ale nie za bardzo. To obleśne, jak chłopak ma krok spodni przy kolanach i wystaje mu tyłek. Na początku roku wybrano mnie na najpopularniejszą i najładniejszą pierwszoklasistkę. A potem ktoś naplotkował, że obciągnęłam chłopakowi tylko dlatego, że mi się spodobał. Wcale nie był ładny i nawet go nie dotknęłam. Całowałam się całą noc z jego bratem. Widocznie jakaś inna blondynka z dużym biustem, jak ja, była z nim i komuś się pomyliłyśmy. Przez miesiąc miałam złą reputację. To piekło. Naprawdę piekło. Nie chciałabym, żeby to mi się znów przydarzyło, bo wszyscy wtedy mówią: "Nie spotykaj się z nią. Ona ma złą reputację. Jest dla nas zbyt nieprzyzwoita". W szkole trzeba się zabawić. Nie można cały czas się martwić: "Czy jestem wystarczająco dobra? Czy poradzę sobie z tym chłopakiem?". Chcę być striptizerką i tancerką erotyczną. Fajnie będzie tańczyć i pokazywać cycki. Tylko żebym nie musiała pokazywać intymnych części. To mój cel. Jeśli uda mi się go osiągnąć, to mogę osiągnąć wszystko.
Erin, 24 lata
Ważenie to najgorsza część dnia. Robię to "na ślepo", czyli tyłem do wagi, ale i tak przeraża mnie dźwięk przesuwającej się podziałki. Każdego ranka boję się, że usłyszę, jak przesuwa się do samego końca. Kiedy skończyłam 12 lat, zaczęłam się rozwijać i byłam przerażona. Nikt mnie nie nauczył, jak radzić sobie z uwagą, którą inni zwracali na moje ciało, więc kiedy zaczęło mi go przybywać, przeraziłam się. Oklejałam taśmą piersi i uda, bo chciałam zachować chłopięcą, niedojrzałą figurę.
Moje ciało było jedyną rzeczą w życiu, która należała do mnie, której nikt nie mógł mi zabrać i z którą mogłam zrobić, co chciałam. Byłam cheerleaderką i chciałam wyglądać dobrze. Cheerleaderki są bez przerwy pod lupą, ocenia się ich figurę i muszą być lekkie, by łatwo je było podrzucać. Zrzucałam parę kilo, ale wydawało mi się, że to za mało. Zrzucałam następne i nadal mi to nie wystarczało. Torturowałam się, wieszając zdjęcia modelek na ścianie, i mówiłam: "Dopóki nie zobaczę kości na wierzchu jak u niej, nie jestem wystarczająco chuda". Gdy widzę kogoś, kto waży mniej niż ja, myślę sobie, że jeszcze nie jestem wystarczająco chora. Najtrudniejsze jest to, że jestem znana jako anorektyczka. To moja tożsamość. Jestem tą małą dziewczyną, tym chudzielcem, przezywają mnie "Maleństwo". I co ja bez tego zrobię? Właśnie to przecież czyni mnie wyjątkową. Bez tego będę po prostu zwyczajna.
Ruby, 15 lat
Quinceanera to marzenie, które się spełnia. Kosztuje od siedmiu do szesnastu tysięcy dolarów. Moi rodzice wiedzieli, że chcę przeżyć wyjątkową quinceanerę i że jestem wybredna, więc oszczędzali na nią, od kiedy skończyłam dziesięć lat. Quinceanera to stara meksykańska tradycja. Kiedy dziewczyna kończy 15 lat, wchodzi w dorosłe życie. Kiedyś to oznaczało, że jest wystarczająco dorosła, by wyjść za mąż i prowadzić własny dom. Dziś to po prostu przejście w kobiecość. Zakładasz wtedy białą suknię, tańczysz walca z tatą. Przed tańcem buty na płaskiej podeszwie zmieniasz na wysokie obcasy. To symbol dorastania. Jazda limuzyną to jak bycie księżniczką. Każda dziewczyna o tym marzy. Chciałam, żeby moje druhny wyglądały jak małe księżniczki, w stylu Kopciuszka. Po wszystkim znajomi mówili: "Wszystko było takie piękne! Musisz mieć mnóstwo pieniędzy". Ci, którzy mnie lepiej znają, wiedzą, że od kilku lat oszczędzaliśmy. Mówiłam na przykład: "W tym roku nie kupiłam butów, bo moi rodzice nadal oszczędzają". Moja mama jest opiekunką do dzieci, a tata jest bezrobotny.
Sala kosztuje około sześciu tysięcy dolarów bez dekoracji, które kosztowały kolejne trzy. Moja sukienka to tysiąc, bo krawcowa dała nam zniżkę. Razem rodzice wydali szesnaście tysięcy. Było dwustu gości. Moi rodzice są bardzo wymagający i surowi, ale myślę, że dobrze robią. Odkąd moja siostra zaszła w ciążę w wieku 20 lat, dają mi mniej swobody, bo boją się, że tak jak ona wcześnie zajdę w ciążę. W liceum poznałam dużo dziewczyn, które nosiły ze sobą zdjęcia dzieci. Pytam: "To twój braciszek?". A koleżanki odpowiadają: "Nie, to mój syn". Byłam zaskoczona. Dużo moich koleżanek w szkole ma już dzieci. Kiedy pytam: "Chcesz pójść na dyskotekę?", odpowiadają: "Nie, muszę zostać w domu i opiekować się dzieckiem". Wiem, że nie zdawały sobie sprawy, że tak dużo wolności stracą. Trudno żyć, kiedy nie masz pewności siebie, wtedy zawsze czujesz się przygnębiona. Quinceanera pomogła mi bardzo, bo była taka idealna! Pozwoliła mi poczuć, że mogę robić, co tylko zechcę, i osiągnąć, czego tylko w życiu zapragnę.
Z Lauren Greenfield, autorką Fotoreportażu "Girl culture", rozmawia Paulina Reiter
Nastolatka z przedmieścia marzy, by zostać striptizerką, sześciolatka naśladuje rozerotyzowane tańce, które widziała w MTV?
To normalne amerykańskie dziewczyny, ale pokazane w szczególnym momencie. Kultura popularna sprawia, że to, co zwykłe, miesza się z tym, co wielu uzna za ekstremalne. Większość dziewczyn zna "marginalne" zjawiska z telewizji, magazynów kolorowych, muzyki. Zrozumienie związku między ekstremalnym a zwykłym - anorektyczką a dziewczyną na diecie, striptizerką a nastolatką w krótkiej koszulce pokazującą kolczyk w pępku - to podstawa zrozumienia współczesnej kobiecej tożsamości.
O tym jest "Girl Culture"?
To próba dokumentacji patologii dziewczęcej codzienności: tyranii popularnych i chudych dziewczyn nad tymi, które nie pasują do tej sztancy, rywalizacji między popularnymi dziewczynami i ich rozczarowania tym, co popularność przynosi. Zapis czasochłonnych rytuałów dbania o urodę i tego, jak dziewczęce poczucie frustracji, złości i smutku wyraża się w autodestrukcyjny sposób: głodzenie się, kaleczenie ciała, rozwiązłość seksualna. Ciekawi mnie to, jak ciało kobiece stało się tablicą, na której kultura zapisuje sprzeczne informacje o tym, czym jest kobiecość. A najbardziej interesuje mnie element spektaklu, performance'u i ekshibicjonizmu, który zdaje się definiować współczesne doświadczenie bycia dziewczyną.
A Pani doświadczenie?
Pamiętam, jak mając sześć lat, wkrótce po rozstaniu rodziców, płakałam histerycznie, bo patrząc w lustro, zdałam sobie sprawę, że jestem niewyobrażalnie brzydka. Nie wiem, skąd tak wcześnie znałam wartość piękna, ale musiała być ona głęboko zakorzeniona, skoro nawet nie pamiętam jej źródła. W tym samym czasie zdałam sobie sprawę, jak ważne jest, aby trzymać z popularnymi osobami. Poznałam śliczne bliźniaczki, które miały najlepszą kolekcję lalek Barbie i wiedziały wszystko o menstruacji. Były atrakcyjne i przyciągały uwagę - moja bliskość i duma z przyjaźni z nimi rekompensowała to, że sama nie przyciągałam niczyjej uwagi. Wtedy bycie popularną było bardzo ważne. Ale dziś wszystko stało się jeszcze trudniejsze, bardziej patologiczne. Przejawy toksycznego wpływu popkultury są coraz bardziej ekstremalne: dziewczyny się tną, co piąta studentka ma zaburzenia w jedzeniu, jedna z fotografowanych dziewcząt powiedziała mi, że nie ma ani jednej koleżanki, która nie wymiotuje po jedzeniu. Ogromny wpływ mają dziś reklamy, które do niedawna były kierowane tylko do dorosłych, a dziś młodzież i dzieci są dużą grupą docelową. Nie można przecenić wpływu mediów na nastolatki.
Co robić?
Rodzice muszą sobie zdawać sprawę, jak toksyczna jest kultura dla dziewcząt. Moi rodzice potrafili pokazać mi, że ważniejsza od odchudzania jest np. edukacja. Tylko że dziś większy wpływ na dzieci ma telewizja i presja koleżeńska niż rodzina.
Zdjęcia i więcej wywiadów z bohaterkami "Girl Culture" można zobaczyć na www.girlculture.com.
Nienawidzę włosów. Są beznadziejne. To znaczy włosy na głowie, brwi i rzęsy są w porządku. Dla niektórych nawet włosy łonowe są OK. Ale mnie osobiście brzydzą. Golę ręce, nogi, brzuch, plecy, całą górną część ciała i krok. Raz ogoliłam twarz, ale właściwie bez sensu, bo i tak nie miałam na niej meszku. Dziewczyny chcą ładnie wyglądać, błyszczeć w tłumie. Jeśli nikt nie zwraca na ciebie uwagi, to kim jesteś? Moda jest ważna. O rany, jeśli chłopak nie jest stylowo ubrany, to niech spada. Musi mieć luźną koszulkę i spodnie, ładne buty. Wszystko luźne, ale nie za bardzo. To obleśne, jak chłopak ma krok spodni przy kolanach i wystaje mu tyłek. Na początku roku wybrano mnie na najpopularniejszą i najładniejszą pierwszoklasistkę. A potem ktoś naplotkował, że obciągnęłam chłopakowi tylko dlatego, że mi się spodobał. Wcale nie był ładny i nawet go nie dotknęłam. Całowałam się całą noc z jego bratem. Widocznie jakaś inna blondynka z dużym biustem, jak ja, była z nim i komuś się pomyliłyśmy. Przez miesiąc miałam złą reputację. To piekło. Naprawdę piekło. Nie chciałabym, żeby to mi się znów przydarzyło, bo wszyscy wtedy mówią: "Nie spotykaj się z nią. Ona ma złą reputację. Jest dla nas zbyt nieprzyzwoita". W szkole trzeba się zabawić. Nie można cały czas się martwić: "Czy jestem wystarczająco dobra? Czy poradzę sobie z tym chłopakiem?". Chcę być striptizerką i tancerką erotyczną. Fajnie będzie tańczyć i pokazywać cycki. Tylko żebym nie musiała pokazywać intymnych części. To mój cel. Jeśli uda mi się go osiągnąć, to mogę osiągnąć wszystko.
Erin, 24 lata
Ważenie to najgorsza część dnia. Robię to "na ślepo", czyli tyłem do wagi, ale i tak przeraża mnie dźwięk przesuwającej się podziałki. Każdego ranka boję się, że usłyszę, jak przesuwa się do samego końca. Kiedy skończyłam 12 lat, zaczęłam się rozwijać i byłam przerażona. Nikt mnie nie nauczył, jak radzić sobie z uwagą, którą inni zwracali na moje ciało, więc kiedy zaczęło mi go przybywać, przeraziłam się. Oklejałam taśmą piersi i uda, bo chciałam zachować chłopięcą, niedojrzałą figurę.
Moje ciało było jedyną rzeczą w życiu, która należała do mnie, której nikt nie mógł mi zabrać i z którą mogłam zrobić, co chciałam. Byłam cheerleaderką i chciałam wyglądać dobrze. Cheerleaderki są bez przerwy pod lupą, ocenia się ich figurę i muszą być lekkie, by łatwo je było podrzucać. Zrzucałam parę kilo, ale wydawało mi się, że to za mało. Zrzucałam następne i nadal mi to nie wystarczało. Torturowałam się, wieszając zdjęcia modelek na ścianie, i mówiłam: "Dopóki nie zobaczę kości na wierzchu jak u niej, nie jestem wystarczająco chuda". Gdy widzę kogoś, kto waży mniej niż ja, myślę sobie, że jeszcze nie jestem wystarczająco chora. Najtrudniejsze jest to, że jestem znana jako anorektyczka. To moja tożsamość. Jestem tą małą dziewczyną, tym chudzielcem, przezywają mnie "Maleństwo". I co ja bez tego zrobię? Właśnie to przecież czyni mnie wyjątkową. Bez tego będę po prostu zwyczajna.
Ruby, 15 lat
Quinceanera to marzenie, które się spełnia. Kosztuje od siedmiu do szesnastu tysięcy dolarów. Moi rodzice wiedzieli, że chcę przeżyć wyjątkową quinceanerę i że jestem wybredna, więc oszczędzali na nią, od kiedy skończyłam dziesięć lat. Quinceanera to stara meksykańska tradycja. Kiedy dziewczyna kończy 15 lat, wchodzi w dorosłe życie. Kiedyś to oznaczało, że jest wystarczająco dorosła, by wyjść za mąż i prowadzić własny dom. Dziś to po prostu przejście w kobiecość. Zakładasz wtedy białą suknię, tańczysz walca z tatą. Przed tańcem buty na płaskiej podeszwie zmieniasz na wysokie obcasy. To symbol dorastania. Jazda limuzyną to jak bycie księżniczką. Każda dziewczyna o tym marzy. Chciałam, żeby moje druhny wyglądały jak małe księżniczki, w stylu Kopciuszka. Po wszystkim znajomi mówili: "Wszystko było takie piękne! Musisz mieć mnóstwo pieniędzy". Ci, którzy mnie lepiej znają, wiedzą, że od kilku lat oszczędzaliśmy. Mówiłam na przykład: "W tym roku nie kupiłam butów, bo moi rodzice nadal oszczędzają". Moja mama jest opiekunką do dzieci, a tata jest bezrobotny.
Sala kosztuje około sześciu tysięcy dolarów bez dekoracji, które kosztowały kolejne trzy. Moja sukienka to tysiąc, bo krawcowa dała nam zniżkę. Razem rodzice wydali szesnaście tysięcy. Było dwustu gości. Moi rodzice są bardzo wymagający i surowi, ale myślę, że dobrze robią. Odkąd moja siostra zaszła w ciążę w wieku 20 lat, dają mi mniej swobody, bo boją się, że tak jak ona wcześnie zajdę w ciążę. W liceum poznałam dużo dziewczyn, które nosiły ze sobą zdjęcia dzieci. Pytam: "To twój braciszek?". A koleżanki odpowiadają: "Nie, to mój syn". Byłam zaskoczona. Dużo moich koleżanek w szkole ma już dzieci. Kiedy pytam: "Chcesz pójść na dyskotekę?", odpowiadają: "Nie, muszę zostać w domu i opiekować się dzieckiem". Wiem, że nie zdawały sobie sprawy, że tak dużo wolności stracą. Trudno żyć, kiedy nie masz pewności siebie, wtedy zawsze czujesz się przygnębiona. Quinceanera pomogła mi bardzo, bo była taka idealna! Pozwoliła mi poczuć, że mogę robić, co tylko zechcę, i osiągnąć, czego tylko w życiu zapragnę.
Z Lauren Greenfield, autorką Fotoreportażu "Girl culture", rozmawia Paulina Reiter
Nastolatka z przedmieścia marzy, by zostać striptizerką, sześciolatka naśladuje rozerotyzowane tańce, które widziała w MTV?
To normalne amerykańskie dziewczyny, ale pokazane w szczególnym momencie. Kultura popularna sprawia, że to, co zwykłe, miesza się z tym, co wielu uzna za ekstremalne. Większość dziewczyn zna "marginalne" zjawiska z telewizji, magazynów kolorowych, muzyki. Zrozumienie związku między ekstremalnym a zwykłym - anorektyczką a dziewczyną na diecie, striptizerką a nastolatką w krótkiej koszulce pokazującą kolczyk w pępku - to podstawa zrozumienia współczesnej kobiecej tożsamości.
O tym jest "Girl Culture"?
To próba dokumentacji patologii dziewczęcej codzienności: tyranii popularnych i chudych dziewczyn nad tymi, które nie pasują do tej sztancy, rywalizacji między popularnymi dziewczynami i ich rozczarowania tym, co popularność przynosi. Zapis czasochłonnych rytuałów dbania o urodę i tego, jak dziewczęce poczucie frustracji, złości i smutku wyraża się w autodestrukcyjny sposób: głodzenie się, kaleczenie ciała, rozwiązłość seksualna. Ciekawi mnie to, jak ciało kobiece stało się tablicą, na której kultura zapisuje sprzeczne informacje o tym, czym jest kobiecość. A najbardziej interesuje mnie element spektaklu, performance'u i ekshibicjonizmu, który zdaje się definiować współczesne doświadczenie bycia dziewczyną.
A Pani doświadczenie?
Pamiętam, jak mając sześć lat, wkrótce po rozstaniu rodziców, płakałam histerycznie, bo patrząc w lustro, zdałam sobie sprawę, że jestem niewyobrażalnie brzydka. Nie wiem, skąd tak wcześnie znałam wartość piękna, ale musiała być ona głęboko zakorzeniona, skoro nawet nie pamiętam jej źródła. W tym samym czasie zdałam sobie sprawę, jak ważne jest, aby trzymać z popularnymi osobami. Poznałam śliczne bliźniaczki, które miały najlepszą kolekcję lalek Barbie i wiedziały wszystko o menstruacji. Były atrakcyjne i przyciągały uwagę - moja bliskość i duma z przyjaźni z nimi rekompensowała to, że sama nie przyciągałam niczyjej uwagi. Wtedy bycie popularną było bardzo ważne. Ale dziś wszystko stało się jeszcze trudniejsze, bardziej patologiczne. Przejawy toksycznego wpływu popkultury są coraz bardziej ekstremalne: dziewczyny się tną, co piąta studentka ma zaburzenia w jedzeniu, jedna z fotografowanych dziewcząt powiedziała mi, że nie ma ani jednej koleżanki, która nie wymiotuje po jedzeniu. Ogromny wpływ mają dziś reklamy, które do niedawna były kierowane tylko do dorosłych, a dziś młodzież i dzieci są dużą grupą docelową. Nie można przecenić wpływu mediów na nastolatki.
Co robić?
Rodzice muszą sobie zdawać sprawę, jak toksyczna jest kultura dla dziewcząt. Moi rodzice potrafili pokazać mi, że ważniejsza od odchudzania jest np. edukacja. Tylko że dziś większy wpływ na dzieci ma telewizja i presja koleżeńska niż rodzina.
Zdjęcia i więcej wywiadów z bohaterkami "Girl Culture" można zobaczyć na www.girlculture.com.
Źródło: Wysokie Obcasy
-
Re: Girlculture - jakie są amerykańskie nastolatk
titush
04.09.04, 15:18
co kraj to obyczaj... na szczęście nie jesteśmy w USA i tak prędko fasfoodowo-reklamowo-modelkowata kultura nie przekroczy naszych polskich progów! i chociaż "młoda" Europa staje się coraz »
-
Re: Girlculture - jakie są amerykańskie nastolatk
gilus19
05.09.04, 18:29
"normalne" polskie dziewczyny sa jak yeti wielu o nich slyszalo ale prawie nikt ich nie widzial....(chociaz paru szczesciarzom sie udalo;P)»
W numerze z 28 sierpnia
- Wysokie Obcasy to sobotni dodatek Gazety Wyborczej
- Galeria okładek
- Kup E-wydanie
Najczęściej czytane24 htydzień







