http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif
A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum

Michele Monniello, kramiciel gołębi na placu św. Piotra

Jarosław Mikołajewski
2004-04-10, ostatnia aktualizacja 2006-01-06 14:01

Wielki poeta Mario Luzi nazwał radosny nalot ptaków "chwałą gołębi". I właśnie chwałę gołębi zobaczyłem w marcu na placu przed Bazyliką Świętego Piotra w Rzymie. A w chwale - jej pokornego sprawcę

ZOBACZ TAKŻE
Jest Pan zmęczony? Chciałem zamienić słowo...

Chwileczkę, tylko usiądę sobie pod kolumną. Mam 89 lat, jak pan widzi, nie jestem już młody. Szybko się męczę. Po jednym kartoniku, którego wystarcza na minutę, może dwie.

Nazywam się Jarosław Mikołajewski, jestem z Polski.

A ja Michele Monniello, ale to nie ma najmniejszego znaczenia. Gołębie nie znają mnie po nazwisku.

Ale rozpoznają Pana?

Nic dziwnego, jestem tu często. Nie mam nic lepszego do roboty, przychodzę więc na plac Świętego Piotra, żeby karmić je makaronikiem. Nie zdążę otworzyć pudełka, a już siadają mi na głowie, na ramionach, na plecach. Kiedy je w końcu otworzę, wyjadają makaron, zanim zacznę go nabierać do ręki.

Myślałem, że to ryż.

Nie, makaron. Nazywa się "risoni" właśnie dlatego, że ma kształt ryżu. Dla gołębi to wygodny kształt, jedzą go chętnie. Chętniej niż chleb czy herbatniki, którymi karmią je inni.

Powiedział Pan, że przychodzi tu często...

Jeżeli nie mam ciekawych planów, to codziennie. Ale na przykład jutro nie przyjdę, ponieważ jest wykład otwarty, w którym chciałbym wziąć udział. W przyszły poniedziałek również.

Wykład o czym?

O Gabriele d'Annunzio.

Zajmuje się Pan literaturą?

Nie, czytam książki. Ale książek d'Annunzia nie lubię. Jest dla mnie ciekawy tylko dlatego, że był jednym z pierwszych pisarzy we Włoszech, którzy czytali autorów rosyjskich - Dostojewskiego, Tołstoja. Tylko Rosjanie umieją wgryzać się w duszę ludzką.

Kiedy Pan karmił gołębie, przypominał Bohumila Hrabala.

Czytałem niedawno "Zbyt głośną samotność" - ciekawe.

Kim Pan jest z zawodu?

Inżynierem kolejnictwa, ale od 31 lat jestem na emeryturze. Nie tylko karmię gołębie i czytam książki. Zapisałem się również do rzymskiego stowarzyszenia archeologicznego. Ze stowarzyszeniem tym pojechałem kiedyś zresztą do Polski, w ramach wymiany. Byłem we Wrocławiu.

Gołębie dostają od Pana makaron. A Pan od nich?

Wie pan, tak naprawdę to nie chodzi mi o gołębie, ale o dzieci. W tej resztce życia mogę mieć tylko takie przyjemności, na jakie pozwala mi mój wiek. Moją największą przyjemnością są dzieci - ich gesty, miny... Komiczne. Bo kiedy karmię gołębie, to gołębie, owszem, cieszą się makaronem, ale najbardziej cieszą się właśnie dzieci. Podchodzą, proszą, żebym nasypał im trochę makaronu. Potem karmią gołębie, a gołębie na nich siadają... Niby zabawiam dzieci, ale sam bawię się przy tym najlepiej. Na tyle, na ile może się bawić stary człowiek.

Trochę gorzej bawią się ich rodzice.

No właśnie. Rodzice, kiedy widzą, że ich dziecko się śmieje, od razu wołają, że gołębie są chore, więc trzeba uważać... Sami są chorzy. To samo można by powiedzieć o ich psach, kotach czy świnkach morskich... Ale rozumiem ich - mają dzieci, więc muszą się o nie troszczyć. Ale ja nie mam już dzieci. Mam 89 lat, nie obchodzę już nikogo na świecie, więc sam codziennie muszę się troszczyć o moją małą radość

Brak komentarzy

W numerze z 13 marca