ALEKSANDRA KLICH: Musimy być szczęśliwi?

ZBIGNIEW MIKOŁEJKO: Skądże. Najczęściej nie jesteśmy.

Zresztą co ja mogę pani powiedzieć o szczęściu? Ja, na starość tak bardzo go złakniony? (śmiech).

Czym jest szczęście?

Muśnięciem. Przebłyskiem w szarzyźnie rzeczywistości. Wiatrem w polu.

Musnęło pana kiedyś?

To zdarzyło się w liceum, gdy trafiłem pod opiekę dziadków. Doświadczałem wtedy bardzo gorzkiego życia. Życia, które smakowało jak popiół . Był, pamiętam dobrze, 1967 rok, bo gorąco dyskutowaliśmy o wojnie izraelsko-palestyńskiej, która właśnie wybuchła. Czerwiec, jedziemy na szkolną wycieczkę. Objeżdżamy prawie całą Polskę. Wracamy o świcie. Wchodzę do swojego pokoju, a tu stoi talerzyk z truskawkami . Babcia nazbierała ich wieczorem, wiedząc, że przyjadę. Może to krowie, sentymentalne, ale naprawdę tak arcyważne w moim życiu. Te truskawki czekające na mnie - to był moment szczęścia.
Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej