Tekst ukazał się w "Wysokich Obcasach Extra" w sierpniu 2011 roku



Kaśka patrzy w lustro w łazience i robi minę jak mama. Marszczy brwi, usta w ciup, jakby od tego miało jej przybyć poczucia wartości. Mama jest ekstra i ma w dupie. Się nie podoba, misiu? To którą walizkę spakować? My tu sobie z Kasią damy radę, misiu. I tatusiowi od razu przyjaciółki, kochanki, flamy, nałożnice, sąsiadki w wałkach na głowie spotkane na klatce schodowej wychodziły z głowy. Ale Kaśce w genach mama tego nie przekazała i ona teraz musi się zmagać z widmem przyjaciółki swojego narzeczonego.

Narzeczony mówi tak: - Weź ty, Kaśka, nienormalna jesteś chyba. To tylko moja przyjaciółka. Ona ma chłopaka i go kocha, ja mam ciebie i naszą córeczkę i was kocham. My się tylko przyjaźnimy, bo między nami jakby porozumienie dusz nastąpiło. Więc daj se na luz, bo ciężką atmosferę w domu produkujesz. Więc Kaśka udaje, że daje se na luz i schodzi z zazdrością do podziemia. Wstaje rano, robi kawę, wlewa mleko do kubka i zazdrości, maluje się, ubiera i zazdrości, idzie do pracy w korporacji, wali w klawiaturę i zazdrości, bawi się z dzieckiem i zazdrości. Ale na zewnątrz bogini spokoju. Dialogi mają takie:
Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej