Dorota Wodecka-Lasota: A biust może jest przereklamowany? Zwłaszcza w dobie sylikonów.

JERZY PILCH: Dziwne pytanie jak na początek. Mnie takie parcelacje osoby ludzkiej nie ciekawią zupełnie. Skoro jednak pani drąży, to powiedziałbym: z pewnością nie żyjemy w czasach przereklamowania mózgu. To jest organ, w który sylikonu nie da się wszczepić, i całe rzesze muszą żyć w poczuciu tragedii, że mają za mały. Przygląda mi się pani?

Sprawdzam, czy pana "twarz jest naznaczona rezygnacją". Tak jak pana niektórych bohaterów.

Kiedyś szedłem moją ul. Hożą, jak zwykle oddając się nikczemnym rozmyślaniom, albo raczej nie myśląc o niczym, i miałem typowy dla mnie wyraz twarzy ponurego buca. Naprzeciwko szła elegancka pani w średnim, z mojej perspektywy, młodym wieku. Mijając mnie, wydała krótki rozkaz: "Szeroki uśmiech!".

A pan?

Nie zdążyłem zareagować, ale do dziś opracowuję w duchu różne reakcje w stosunku do tej bezczelnej gówniary.
Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej