Dzisiejsze 20-latki to pierwsze Polki, które dorastały w Europie bez przejść granicznych. Nic dziwnego, że w tym pokoleniu powszechne stały się związki z obcokrajowcami. Postanowiłam złapać dziewczyny za języki. Zapytałam dwudziestokilkulatki, które były w międzynarodowych związkach: jak to jest kochać w obcej mowie? Czy ich osobowość zmienia się w innych językach? Czy dobrze im się kłóci po angielsku, francusku, niemiecku? Jaki język jest dla nich mową intymności?

Natalia: "Salut, kochanie!"

Mówię po polsku, angielsku i francusku i byłam w związku z każdym z tych języków. Nie przesłyszałaś się - kiedy wchodzisz w relację z obcokrajowcem, nigdy nie będziecie sami. Godzisz się na trójkąt: ty, on i język. Dwa lata temu spędziłam semestr na Erasmusie w Nicei. Zakochałam się we Francuzie Peterze, byliśmy parą przez rok. Chcesz rozmawiać o języku, więc powiem o Peterze tylko tyle, że studiował prawo, a na uniwersytecie znali go wszyscy. I że ta relacja nie skończyła się dobrze.
Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej