Narzeczony? Jest. Zaręczyny? Odprawione. Suknia? Wybrana. Ślub? Gotowy.

A co, jeśli to nie ten?

Miesiąc przed

Panna młoda: Agata. Lat (obecnie) 38. Biolożka. Warszawa.

Ślub: cywilny.

Suknia: truskawkowa czerwień.

Wesele: ośrodek wczasowy, 50 gości, zespół.

Agata: Moja historia nie jest romantyczna ani filmowa. To było dziesięć lat temu. Ślub miał się odbyć we wrześniu, a ja w sierpniu doznałam olśnienia, że nie chcę spędzić z tym człowiekiem następnych 20, 30 lat.

Poznaliśmy się na uczelni. Filip studiował chemię, ja biologię, mieliśmy jedne wspólne zajęcia. Krążyliśmy wokół siebie, ci sami znajomi, te same miejsca, zeszliśmy się. Czy go kochałam? Na pewno przez pierwsze dwa lata, a byliśmy ze sobą cztery.

W 1999 roku zamieszkaliśmy razem. I zaczęliśmy się kłócić, bo okazało się, że mamy inne nawyki i oczekiwania. Filip miał mamę pedantkę, wyniósł z domu przekonanie, że mieszkanie ma być idealnie czyste. Sprzątać jednak nie zamierzał. Mieszkaliśmy wtedy w małym, paskudnym mieszkanku, trudno było utrzymać porządek. A ja nie dość, że nie jestem pedantką, to jeszcze oczekuję współpracy w sprzątaniu.
Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej