CZYTAJ TAKŻE: Mamy stają murem za profesorem Dębskim. "Pokażemy, kto jest prawdziwym obrońcą życia"

Co dziś robiliście w szpitalu?

Romuald Dębski: Musiałem usunąć cały narząd rodny, do tego sieć, węzły chłonne biodrowe i wyrostek robaczkowy. To był zaawansowany rak jajnika z przerzutami. Operacja trwała trzy i pół godziny, usunęliśmy wszystko, co się dało. Od tego zależy, czy pacjentka będzie miała szansę. Nie cierpię rozmów i żartowania w czasie operacji. Wolę muzykę.

Marzena Dębska: Ja przeprowadziłam dziś zabieg wewnątrzmaciczny na czteromiesięcznym płodzie. To był chłopiec. Miał niedrożną cewkę moczową, nie mógł siusiać. Zakładałam mu do pęcherza specjalny cewnik, który odprowadzał mocz.

Dziecko siusia w macicy?

MD: Oczywiście. W ten sposób powstaje płyn owodniowy, w którym dziecko pływa. Jeśli nie siusia, nie ma szans na przeżycie.

RD: Jest wtedy jak kurczak zapakowany próżniowo. Nie rozwijają się płuca, po urodzeniu dziecko nie może oddychać i umiera. Mieliśmy ostatnio podobny przypadek, było już za późno na jakąkolwiek interwencję. Kobieta zdecydowała jednak, że będzie kontynuować ciążę. Płód obumarł samoistnie.

Mogła usunąć?

RD: Tak. Zgodnie z polskim prawem.

To prawo działa?

RD: W Warszawie poza Szpitalem Bielańskim jest jeszcze kilka szpitali, w których przestrzega się prawa i dokonuje legalnego przerywania ciąży. Są jednak duże miasta - Poznań, Lublin, Rzeszów, Kraków - gdzie w ogóle tego nie zrobią. Znam pod tym względem geografię Polski dość dobrze.

MD: Bo te pacjentki trafiają do nas. Z całego kraju.

Skąd wiedzą?

MD: To lekarze wiedzą, że u nas robi się te zabiegi. I przysyłają.

Przyjmujecie wszystkie?

RD: Różnie. Większość namawiam, żeby zgłosiły się do szpitala w swoim miejscu zamieszkania.

Dlaczego?

RD: Bo nie ma powodu, aby ośrodki akademickie wykonywały legalne aborcje za resztę Polski, ten zabieg nie wymaga III stopnia referencyjności. Ale jeśli zostało mało czasu - pacjentka jest w 22., 23. tygodniu ciąży - często przyjmuję. Te kobiety przychodzą późno, bo zostały odesłane już z kilku innych miejsc. Są przestraszone, zagubione, odsyłanie ich byłoby nieludzkie i oznaczało de facto przymus urodzenia. Mam w swoich zbiorach dokument - odbijankę między kolejnymi ordynatorami. Ścigają się w udowadnianiu, który z nich bardziej nie umie przerwać ciąży. A oczywiście umie każdy.
Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej