Wygląda na to, że luka płacowa nie jest jedyną, która nas trapi.

Według badań przeprowadzonych przez miesięcznik "Cosmopolitan", opublikowanych wiosną ubiegłego roku, tylko 57 proc. kobiet deklaruje, że osiąga orgazm każdorazowo, uprawiając seks z partnerem, podczas gdy w przypadku mężczyzn jest to aż 95 proc. 50 proc. respondentek zadeklarowało, że gdy są blisko szczytowania, mężczyźni nie potrafią ich do niego doprowadzić, 35 proc. skarżyło się na brak odpowiedniej stymulacji. Wreszcie - panowie, to was nie ucieszy - na pytanie: "Czy kiedykolwiek udawałaś orgazm?", aż 67 proc. respondentek odpowiedziało "tak", z czego 35 proc. zrobiło to wyłącznie po to, by nie urazić uczuć partnera.

Pojawia się jednak szansa, by przebić ten najbardziej intymny ze szklanych sufitów, a ofiarowuje ją nam nowa amerykańska platforma OMGYes.org.

Myślicie, że wszystko już było w internecie?

Bardzo szybko przyzwyczailiśmy do tego, że możemy flirtować z robotami online, a technologia kompletnie przeobraziła sposób, w jaki ludzie znajdują partnerów seksualnych i randkują (Tinder, 3nder-Tinder dla trojga). Ale podczas gdy technologia usprawniła możliwości uprawiania seksu, wiedza na temat samych technik seksualnych pozostaje domeną książek i/lub plotkowania przy winie z przyjaciółkami.

OMGYes.org jest czymś, czego świat jeszcze nie widział - platformą zawierającą skrupulatnie pogrupowaną wiedzę na temat technik seksualnych o walorach edukacyjnych, alfabetem kobiecego pożądania i orgazmicznym treningiem personalnym online zawierającym pierwsze na świecie interaktywne genitalia (sic!). To Kamasutra przyszłości, z którą powinien się zaznajomić każdy, z waginą czy bez.



Założycielami tego przełomowego start-upu są Linda Daniller i Rob Perkins. Ona zdeklarowana lesbijka, on heteryk, oboje więc żywo zainteresowani waginami, na pomysł założenia strony internetowej wpadli cztery lata temu, w czasie rozmowy z przyjaciółmi na temat nieuchwytności kobiecej rozkoszy. Kiedy dyskusja zaczęła się rozkręcać, zauważyli, że brakuje stosownej nomenklatury, która opisywałaby możliwości dochodzenia i doprowadzania do orgazmu. I że nie potrafią o tym rozmawiać. "Zaczęliśmy szukać jakichś naukowych informacji. Jak się nazywają te techniki? Jak działają? Informacji po prostu nie było. Nigdy nie zrobiono na ten temat żadnych badań!" - mówi Perkins.

Postanowili więc poszukać Świętego Graala na własną rękę. We współpracy z Instytutem Kinseya oraz Debby Herbenick i Brianem Dodge'em, badaczami i edukatorami seksualnymi z Uniwersytetu Indiana, zaaranżowali setki wideoczatów z kobietami na temat tego, co i jak lubią w seksie. Przepytano w ten sposób 2 tys. kobiet między 18. a 95. rokiem życia. Okazało się, że wiele kobiet używa i potrzebuje podobnych sposobów do osiągnięcia orgazmu.

Większość z nich nie ma nazwy. Jak zauważyła jedna z uczestniczek, "z jednej strony mamy słownictwo medyczne. Mogę więc powiedzieć partnerowi: ? A teraz, kochanie, powiem ci, jak masz spenetrować moją waginę ?. Ale, serio?! Mam tak rozmawiać z chłopakiem w takiej chwili?! Z drugiej - mogę mówić o pieprzeniu. Nie chcę, bo to wulgarne i kojarzy mi się z porno. I to jest właśnie problem. Że nie mamy nic pomiędzy. To właśnie z tej ogromnej pustki bierze się cała ta niezręczność i skrępowanie w rozmowach o seksie".



OMGYes wypełnia tę pustkę pierwszym w historii słownikiem kobiecej rozkoszy.

Ze zdobytej w czasie rozmów wiedzy OMGYes stworzyło bazę danych i pogrupowało uzyskaną wiedzę na 12 podrozdziałów, takich jak: bramowanie (edging) - przywodzenie kobiety na skraj orgazmu i w ostatnim momencie odwodzenie od niego, orbitowanie (orbiting) - stymulowanie łechtaczki odpowiednimi ruchami kolistymi, lub regularność (consistency), czyli zachowywanie rytmu i repetytywność ruchów. Ale również: naprowadzanie, zaskakiwanie, rytm, zwielokrotnianie, znakowanie, ramowanie, warstwowanie i sygnalizowanie (tłumaczenia dokonałam na potrzeby artykułu, wygląda niezbornie i koślawo, żeby nie powiedzieć śmiesznie, co tylko uzmysławia, jak bardzo potrzebujemy takiego słownictwa i dyskusji wokół niego również w Polsce).

CZYTAJ RÓWIEŻ: Czy namiętność musi minąć?

I tak okazuje się na przykład, że 65 proc. kobiet twierdzi, iż bramowanie jest w stanie wywołać u nich dłuższy, o wiele bardziej intensywny orgazm. 73 proc. - że technika naprowadzania sprawdza się u nich w 100 proc. I wreszcie, uwaga, blisko 48 proc. jest w stanie doznawać wielokrotnego orgazmu!

OMGYes, dając kobietom i ich partnerom narzędzia - psychiczne i werbalne - do osiągania rozkoszy, obala mit, że kobiecy orgazm jest zagadką spowitą mgłą niedopowiedzeń, więc można bagatelizować techniczną część sprawy. "Wciąż przeżywamy coś na kształt kaca po pokoleniu rewolucji seksualnej. Wielu ludziom nadal trudno jest uznać, że kobiety są pełnoprawnymi istotami seksualnymi, wielu wciąż uważa, że kobiece ciało jest niepoznawalne. Nie jest. Jest niezwykle skomplikowane, zniuansowane i fascynujące, ale nie jest niepoznawalne" - mówi Daniller.

Same dobre wiadomości, ale jest i gorsza - strona nie jest darmowa. Płacisz 29 dol. za coś bezcennego, co będzie trwać i trwać.

Witajcie w mojej waginie

"Kiedy patrzysz komuś w oczy i czujesz bliskość z tą osobą, a ona dzieli się z tobą swoim prawdziwym doświadczeniem, odbierasz to zupełnie inaczej. Tak staraliśmy się zrobić OMGYes - przekuć suche statystyki w osobiste doświadczenie, które z tobą pozostanie" - tłumaczy Perkins.


Chociaż znamy kształty kobiecych wagin, nadal nie mamy na nie odpowiedniego słownictwa



To dlatego tak wielką siłą projektu są kobiety. W sezonie pierwszym (tak, będą następne!) bierze udział 14 ochotniczek. Są w różnym wieku, mają różny kolor skóry i sposób bycia. Są medialne i atrakcyjne, ale raczej na sposób dziewczyny z sąsiedztwa, a nie nieosiągalnej bogini. A przy tym są tak naturalne, dowcipne, bezpretensjonalne, swobodne i - niechętnie używam tego słowa, ale tu jest bardziej niż na miejscu - urocze, że z miejsca wzbudzają sympatię i zaufanie. Siedzą we własnych domach, we własnych ciuchach (albo bez), a z offu często słychać wybuchy śmiechu. "W czasie pracy nad projektem zdaliśmy sobie sprawę, że najbardziej poruszające historie to te, które przeżyliśmy sami albo usłyszeliśmy od najbliższych - mówi Daniller. - Chcieliśmy stworzyć możliwie najbezpieczniejszą, najbardziej komfortową przestrzeń do tego, by wypowiedzieć swoją prawdę".

Dosyć teorii. Czas na praktykę.

Veni, vidi, vici

Wykupuję subskrypcję i wchodzę.

Można o tym pisać i można to zobaczyć.

Pierwsze wrażenie? SZOK. Pełnoekranowe powiększenie ludzkiej cipki - jest tu wszystko: skóra, włosy na wzgórku łonowym, łechtaczka, wargi sromowe. Wzrusza mnie, że są nawet krostki po niedawnym goleniu! Wszystko 1:1 - pierwsza prawdziwa interaktywna cipka w internecie. Co na początku mnie dziwi, gdyż nigdy nie widziałam kobiecych narządów rodnych z takiej bliskiej perspektywy (lesbijkom zapewne będzie łatwiej). Chociaż w pierwszym momencie odczuwam freudowski lęk przed waginą - w tak wielkim zbliżeniu rzeczywiście wygląda żarłocznie - strach szybko mija. Zaczynam przesuwać palcem po ekranie smartfona. Uczucie jest nie-wia-ry-god-ne!



To jak robienie szkicu do portretu orgazmu - raz wychodzi mi subtelna akwarela, raz wczesny Willem de Kooning. Moją wirtualną waginę mogę głaskać, muskać, obstukiwać, zataczać koła, czuję się, jakbym grała w najdziwniejszą, a jednocześnie najbardziej znajomą grę wideo na świecie. I wciągającą: sama nie wiem, kiedy spora część popołudnia mija mi na doprowadzaniu do orgazmu wirtualnych sromów.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Seniorzy są w seksie coraz mniej pruderyjni

Tych tutoriali jest 11. Zanim zabiorę się do rzeczy, muszę obejrzeć filmy, na których kobiety mówią i pokazują, jak same sprawiają sobie przyjemność. Jeżeli pominę tę część edukacyjną, tutorial się nie załaduje (pierwszy sygnał dla pryszczatych onanistów: to nie miejsce dla was!). W trakcie moich ćwiczeń zmysłowy głos naprowadza mnie na odpowiednie ruchy ("zwolnij", "mocniej", "rób tak dalej"). Gdy na chwilę przestaję, by zrobić notatki, słyszę: "To ma być koniec?". Nie ma lekko. (Tutoriale są zaprogramowane w ten sposób, że mogą trwać nawet 30 minut - są momenty, gdy naprawdę boli mnie ręka, a więc znowu, chłopaki, nie da się zaliczyć levelu w pięć minut)!

"Pracuję" z koleżanką. Gdy robię jej zdjęcie, jak z zapałem pracuje nad "swoim" orgazmem, i pokazuję efekt, stwierdza, że bardzo podobną minę robi w realu.

Jest dużo śmiechu, ale z biegiem czasu cipki robią na nas coraz mniejsze wrażenie, aż w końcu stają się czymś najbardziej naturalnym na świecie.

I jest tak, jak głosi komunikat na stronie: "Czytanie o technikach seksualnych jest czymś zupełnie innym niż patrzenie na nie, próbowanie ich i wyciąganie na ich temat własnych wniosków. Kiedy doświadczasz tego w ten sposób, to z tobą zostaje. Zmienia cię. Staje się realne". Słowo staje się ciałem.

Parę słów o wizualizacjach. "Stworzenie tych symulacji wydawało się o wiele łatwiejsze, niż się okazało w praktyce" - mówi Perkins. Praca nad nimi pochłonęła kilka lat przygotowań, zatrudniono armię programistów z różnych dziedzin. W tutorialach są momenty, gdy ciało rusza się, odsłaniając np. wnętrze warg sromowych. Jak się uzyskuje takie ujęcia?

"Na początku było kilkadziesiąt zdjęć sromu, które powstały we współpracy z pozującymi do nich kobietami. Następnie jedna osoba narzędziem z miękką końcówką dotykała sromu modelki, tak by ukazać go we wszystkich możliwych konfiguracjach, a my kręciliśmy to specjalną kamerą o najwyższym stopniu rozdzielczości" - tłumaczy Perkins w rozmowie z magazynem "GQ".



Rezultat przekracza wszelkie granice prawdopodobieństwa.

"Zadaliśmy sobie ten trud również dlatego, że jedynym sposobem na to, by obalić mit na temat kobiecego orgazmu, jest zobaczenie, jak naprawdę wyglądają kobiece waginy przy całej ich różnorodności i zmienności. To ma być prawdziwa anatomia, a nie wyabstrahowane z rzeczywistości wykresy ze strzałkami".

Mizogin Freud zwykł mawiać: "Anatomia to przeznaczenie".

Teraz, gdy wreszcie mamy odpowiednie narzędzia, najwyższy czas, by mu dopomóc.

PS Pierwszy sezon za nami. Drugi ma dotyczyć osiągania orgazmu po ciąży i menopauzie. Niewykluczone, że w trzecim pojawi się penis.

***

W sprzedaży wznowienie kultowej książki Michaliny Wisłockiej "Sztuka kochania"



Dostępna jest także książka Pauliny Reiter i Alicji Długołęckiej pt. "Seks na wysokich obcasach 2". Książka do kupienia w Kulturalnysklep,pl (wersja papierowa) oraz Publio.pl (ebook)