Prof. Lew-Starowicz o kobiecie, mężczyźnie, miłości i rozkoszy. Sprawdź książki >>

To, czy czujemy się atrakcyjni, często wynika z tego, jakie mamy poczucie własnej wartości. Jak je budować?

Rzeczywiście, zdarza się, że kobieta ewidentnie atrakcyjna czuje się pozbawiona własnej wartości. Dlaczego? Być może postępuje nie tak, jak by chciała lub jest związana nie z takim człowiekiem, z jakim by chciała.

Bo na czym właściwie budujemy nasze poczucie wartości? Wspiera się ono na dwóch filarach. Pierwszy związany jest z uwarunkowaniami społecznymi - tym, jak nas cenią inni, jakie mamy wykształcenie i pozycję zawodową. Kobietę ceni się również za to, w co jest ubrana, choć i mężczyźnie teraz często patrzy się na metki. Oceniane jest również to, czy kobieta ma właściwego męża - męża z pozycją - oraz jakie ma dzieci i czy w ogóle ma dzieci. Poczucie wartości jest więc budowane na tym, że kobieta odpowiada społecznemu zapotrzebowaniu, a jeśli tak się nie dzieje, może wpaść w kompleksy. Czasami niska samoocena u kobiet atrakcyjnych wynika też z tego, że ktoś - rodzice czy koleżanki - krytykował ich sposób życia.

Drugi filar to kwestia wewnętrznego poczucia wartości własnego "ja" - kim jestem w swoich oczach? Co sobą reprezentuję? Czy postępuję właściwie? Czy mogę spojrzeć sobie w lustrze w oczy i powiedzieć, że jestem uczciwy, nikogo nie oszukuję i nie okłamuję, osiągnąłem coś własną pracą, a nie dzięki wysiłkom innych?

A jak poczucie wartości poprawić tak, żebym czuła, że nie tylko jestem dobrym człowiekiem, ale również atrakcyjną kobietą?

Już mówię, ale dodam jeszcze, że to, jakie mamy poczucie atrakcyjności, nie wynika wcale z obiektywnych przesłanek. Ilustrują to doskonale listy, jakie pisano do różnych kącików porad, które prowadziłem w pismach kobiecych. Panie żaliły się, że są młode i atrakcyjne, ale nie mają powodzenia u mężczyzn. Często bywało tak, że aby rozwiązać problem, proponowałem spotkanie w gabinecie. Gdy pacjentka przychodziła, bardzo często miałem wrażenie, że jej spojrzenie na samą siebie jest zupełnie nieobiektywne.

Ale chyba takie podejście należy pochwalić? Fajnie, że podobała się sobie, mimo jakichś tam braków.

No tak, nie należy też takiego dobrego mniemania o sobie zabijać, bo kobieta, która myśli o sobie, że jest atrakcyjna, rzeczywiście jest pewna siebie i idzie przez świat przebojem. Ratować należy taką, która jest obiektywnie atrakcyjna, ale ma obniżone poczucie wartości. Wtedy ja próbuję je podnieść.

Jak?

Zanim odpowiem, przytoczę wyniki dwóch badań poczucia atrakcyjności kobiet, które robiłem ostatnio - z obu wynikało, że kobiety w Polsce czują się bardzo atrakcyjne. Pierwsze badanie dotyczyło kobiet w ciąży. Zdawać by się mogło, że kobieta w ciąży czuje się mniej atrakcyjna, choćby dlatego, że zmienia się jej sylwetka, ale w tym badaniu - przeprowadzonym na kilkuset kobietach z aglomeracji śląskiej - wyszło, że 90 proc. badanych uważało się za bardzo atrakcyjne. Drugi raport polegał na przepytaniu Polek, czy czują się atrakcyjne. I znów 90 procent!

A ja zazwyczaj czytam w mediach, że z różnych badań wynika, iż kobiety są niezadowolone ze swojego ciała, a większość uważa, że jest za gruba.

Pojawia się pytanie, gdzie leży prawda. Myślę, że prawda jest taka: kobiety na ogół się skarżą na swoje życie - na partnera, pracę, zarobki czy pogodę - i, co za tym idzie, na swój wygląd. Mimo to mają wysoką samoocenę i czują się atrakcyjne.

Kto wie, czy rzeczywiście nie mamy do czynienia, jak twierdzi wielu publicystów, z epoką narcyzmu. Jeśli tak, to poczucie nieatrakcyjności może też wynikać z tego, że brakuje nam czegoś do ideału. Uważam więc, że jestem atrakcyjna i ładna, ale przecież daleko mi do wyglądu top modelki.

Mimo to w gabinecie bardzo rzadko słyszę od kobiet, że czują się nieatrakcyjne. Panuje moda na pozytywne myślenie i naprawdę zaczyna ono stawać się standardowym podejściem do życia. Zmienia się też kultura masowa - kiedyś w pismach gościły tylko supergwiazdy jak Marilyn Monroe czy Sophia Loren, a dziś w mediach królują zwykłe kobiety - serialowe aktorki czy panie, które choć nie są posągowymi pięknościami, osiągnęły w życiu coś ważnego.

No dobrze, to niech mi pan wreszcie powie, jak podnieść swoje poczucie atrakcyjności. To zewnętrzne już wiem - oko podmalować, sukienkę sobie kupić. Ale jak podnieść to wewnętrzne?

Na wewnętrzne poczucie atrakcyjności u kobiet ogromny wpływ mają czynniki z zewnątrz - przede wszystkim inni ludzie. Jeśli mężczyzna powie kobiecie, że jest atrakcyjna, a ona zobaczy w jego oczach, że on mówi prawdę, to w to uwierzy.

To błędne koło. Bo przecież jeśli ona czuje się nieatrakcyjna, to on też jej nie powie, że jest.

Bzdura! Jeśli ona z zasady nie unika mężczyzn, to w końcu spotka takiego, który powie jej, że jest atrakcyjna. Wygląda to wtedy tak, że on mówi jej, iż jest atrakcyjna, ona na początku nie dowierza i zaprzecza, ale w końcu daje się przekonać. Czynnik zewnętrzny jest kluczowy! Poczucia atrakcyjności nie bierzemy z odbicia w lustrze, ale czerpiemy od innych.

No niestety muszę się przyznać, że jest tak, jak pan mówi. Ale jednocześnie uważam, że w idealnym świecie ludzie - nie tylko kobiety, ale ludzie w ogóle - powinni czerpać poczucie atrakcyjności z siebie. Czuć, że są pięknymi ludźmi, którzy mogą być pożądani za to, że są fajni i dobrzy.

Żeby tak się stało, musielibyśmy zacząć od innego wychowywania dzieci. Gdy słyszę jak kobiety, bo mężczyźni dużo rzadziej, zamartwiają się "co ludzie powiedzą" i "co ludzie pomyślą", to mnie szlag trafia. Nie są niezależni, bo nie mają wiary w to, że to, co myślą i co czują, jest wartościowe. Oczywiście, czasami trudno być aż tak niezależnym i nie dać się zaszczuć. Jednak mimo tego, że czasem należy brać pod uwagę zdanie innych, trzeba mieć świadomość własnej wartości i prawdy o sobie.

Mam jeszcze dla pani dwie wiadomości - dobrą i złą. Dobra jest taka, że fajnie się rozmawia z kobietą, która ma poczucie własnej wartości, wie, kim jest i co jest w niej atrakcyjne, a do tego jest w tej ocenie obiektywna. Problem w tym, że psychologia społeczna udowodniła, że ledwie połowa populacji zna prawdę o sobie, reszta żyje iluzją. To jest ta zła wiadomość - skąpiec uważa, że jest hojny, a skrajny egoista ma się za altruistę.

A teraz proszę sobie wyobrazić, że ja przychodzę do pana do gabinetu i mówię, że nie mam żadnej szansy na związek, ponieważ jestem nieatrakcyjną osobą, czuję się brzydka, nieciekawa dla mężczyzn i jeszcze do tego stara.

Przede wszystkim chciałbym się dowiedzieć, kiedy zaczęła pani tak myśleć. Co jest przyczyną tego krytycznego myślenia o sobie? Może koleżanki panią krytykowały? Może mama powtarzała, żeby nie myślała sobie pani, że jest ładna? Może miała pani atrakcyjniejszą siostrę i jej powodzenie wpędziło panią w kompleksy? Może chłopak pani powiedział, że jest pani albo za chuda, albo za gruba? Albo panią rzucił?

Chłopak mnie rzucił.

To częsta sytuacja, że doświadczenia ze związków uczuciowych są generalizowane i utrwalane. Jeśli znamy już przyczynę, zaczynamy pracować nad problemem. Trzeba wskazać kobiecie, że mężczyźni są różni i nie możemy się podobać każdemu, ale gdzieś jest ten, który nas zaakceptuje. Nawet Miss Universe nie wszystkim się podoba, a ja nie mogę oglądać wyborów Miss Polonia, bo się denerwuję i zawsze wybrałbym kogoś innego niż jury! Naprawdę, mężczyźni są różni.

Kolejny problem jaki analizujemy, to jest odpowiedź na pytanie, jacy mężczyźni się pani podobają, a jacy do pani lgną. Bardzo możliwe, że interesuje panią akceptacja tylko jednego określonego typu mężczyzn, a tymczasem pani akurat temu typowi nie odpowiada. Może więc trzeba popracować nad wyglądem - stylem, ubiorem, fryzurą?

Ale ja nie wierzę, że kobieta, którą zostawił mężczyzna, martwi się, że ma kiepską fryzurę. Myślę, że zostało zachwiane jej wewnętrzne poczucie wartości. Uważa, że najwyraźniej jest niewystarczająco atrakcyjnym człowiekiem.

Zaraz, zaraz! Porzucił panią chłopak, a pani myśli, że dlaczego to zrobił?

Bo jestem nudna, kiepska w łóżku, bo nie jestem intelektualnie wystarczająco atrakcyjna.

Że "kiepska w łóżku" to się zdarza, ale nigdy nie słyszę w gabinecie skarg, że kobieta była intelektualnie nieatrakcyjna dla mężczyzny. No, gdyby jeszcze jej partnerem był noblista lub choćby profesor, to może i da się taką sytuację wyobrazić. Najczęściej chodzi o urodę albo o łóżko. "Nie byłam dla niego atrakcyjna kochanką", "znudził się" - to nie jest jednak kwestia atrakcyjności, bo można się znudzić wszystkim! Nie tylko kochanką, ale też polityką czy pracą.

No dobrze, a jak w takim razie budować atrakcyjność seksualną?

Znów mam dwie wiadomości - dobrą i złą. Od której zacząć?

Od złej.

Zła jest taka, że z badań przeprowadzonych na ogólnopolskiej reprezentatywnej populacji wynika, że ponad 90 proc. kobiet, które współżyją seksualnie, uważa, że są dobrymi kochankami.

To brzmi jak dobra wiadomość!

To zła wiadomość, bo wie pani, jakie jest kryterium takiego myślenia? "Jestem dobrą kochanką, bo mój partner miał wytrysk".

Czyli to zła wiadomość, bo świadczy o małej wiedzy i finezji.

Kobiety rzadko się masturbują, więc nie myślą o tym, że on równie dobrze może osiągnąć to samo, wytrysk, podczas masturbacji. Jeśli więc kobieta uważa, że jest dobrą kochanką, bo partner miał wytrysk, to wyciąga wniosek ze złych przesłanek. "Dobra w łóżku" powinno oznaczać nie to, że on miał wytrysk, ale to, że on cały czas czuje do niej pociąg, chce się z nią kochać i jest nią zafascynowany. Żeby było jasne, nie chodzi o jakieś wygibasy i kamasutrę, ale o to, że atrakcyjne jest dla niego jej ciało czy jej zapach.

A jaka jest dobra wiadomość?

Właśnie ją przekazałem. Dobra wiadomość jest taka, że bycie dobrą kochanką nie oznacza znajomości kamasutry, używania gadżetów czy przebierania się w seksowną bieliznę. Dobra kochanka to taka, która sprawia, że każda pieszczota i każde dotknięcie jest czymś fascynującym.

To raczej zła wiadomość. Łatwiej kupić seksowną bieliznę i nauczyć się nowych pozycji. Jak więc zostać dobrą kochanką bez tego?

Na początku związku wcale nie trzeba się starać, bo wtedy fascynacja partnerem jest ogromna. Gorzej potem, kiedy pojawi się element nudy, monotonii. Wtedy jest to już sprawa wyczucia wzajemnych upodobań: jeśli partner lubi nagość, to niech ona będzie naga; jeśli lubi, żeby była w muślinie, niech będzie w muślinie; lubi seks oralny, no to niech będzie seks oralny.

Czyli dobra kochanka czy dobry kochanek to ktoś taki, kto rozpoznaje pragnienia partnera.

Tak, zna oczekiwania i potrzeby partnera oraz jest gotowy je spełniać. Ich odkrycie nie wymaga zabawy w szpiega. Wystarczy zauważyć dystans, który pojawia się, gdy jakaś pieszczota jest irytująca dla drugiej osoby. Jeśli zaś coś się jej podoba, to od razu widać podniecenie i entuzjazm. Bycie dobrym kochankiem to nie jest jakaś wielka filozofia. Nie bardzo rozumiem, czemu dziś wmawia się ludziom, że to coś trudnego.

Poczucie wartości i atrakcyjności seksualnej bardzo zależy od akceptacji własnego ciała. Czy jeśli ktoś nie ma tego naturalnie, to są jakieś techniki, ćwiczenia lub treningi pomagające pokochać swoje ciało?

To, czy lubimy własne ciało, kształtuje się w wieku przedszkolnym. Jeśli dziewczynka nie dostanie wtedy odpowiedniego wsparcia, może potem mieć problem z lubieniem swojego ciała. Jest to szczególnie ważne w czasie, kiedy dojrzewa i zaczyna miesiączkować. Wtedy powinna słyszeć, że to super, że się zmienia, bo staje się kobietą. Tymczasem dziewczynki zamiast tego często słyszą, że miesiączka to tylko krew i brud, a w efekcie kobiety, które z nich wyrastają, nie znoszą potem swojej fizjologiczności - miesiączki, wydzielin, a niektóre nie znoszą nawet lubrykacji z pochwy.

Albo swojego zapachu.

Wynika to z tego, że zostały wychowane w dystansie do swojego ciała, w źle pojmowanej "czystości". Skrajnym przykładem braku akceptacji swojego ciała jest anoreksja, innym poczucie niedoskonałości. Przekonanie, że ciało powinno być idealne prowadzi do wyszukiwania niedoskonałości - a to pryszcze, a to cellulit - a to z kolei powoduje ciągłe niezadowolenie. Dziś, na szczęście, robi się moda na to, żeby akceptować swoje ciało takie, jakie jest, bo każdy z nas - niezależnie od możliwości, jakie daje chirurgia plastyczna - ma jedno i niepowtarzalne ciało. Trzeba się z tej wyjątkowości cieszyć i ją podkreślać!

Łatwo powiedzieć.

No właśnie. Łatwo. Trzeba sobie jak mantrę powtarzać: "To jest moje ciało i to ciało znajdzie swojego amatora".

Ale to nieprawda. Mnóstwo kobiet nie znajduje amatora.

Ha! One są samotne nie z powodu ciała, proszę pani. One są samotne, poza jakimiś skrajnymi wypadkami, których jest naprawdę niewiele, z innych przyczyn niż ciało. Kiedy kobieta mówi mi, że to z powodu ciała nie znajduje mężczyzny, staram się dojść do prawdziwej przyczyny takiego zakompleksienia. Zresztą, jeśli już mówimy o kobietach zakompleksionych, to jak taka kobieta idzie?

Przygarbiona.

Albo przygarbiona, albo wręcz przeciwnie: wyprostowana, pełna dumy i unikająca spojrzeń na innych. Unika kontaktu wzrokowego, bo się boi, ale dla facetów komunikat jest zupełnie inny: idzie narcyz, kobieta tak dumna, że nic jej nie zadowoli, więc nawet nie warto do niej podchodzić.

Jeśli zaś postawa jej ciała i strój podkreślają, że ona tylko przeprasza, że żyje, to mężczyzna nie odczuje tego jako nieśmiałości, ale po prostu widzi kobietę z problemami i nie ma ochoty się w nie pakować. Startujemy do kogoś nie dla tego, że chcemy go leczyć, ale dlatego, że ten ktoś nam się podoba. Czy znajomość może zacząć się tak, że facet widzi biedną skuloną myszkę i chce zostać jej terapeutą, który poprawi jej samoocenę?

Nie. Ale ja cały czas staram się dojść do tego, co powinno być pierwsze. Czy ona najpierw ma kupić sobie sukienkę, w której będzie wyglądać atrakcyjnie? Czy może najpierw powinna poczuć się dobrze, wartościowo i wtedy sama będzie miała ochotę nosić takie sukienki?

Gdy pracuję z taką pacjentką, zaczynam od ubioru. Nie jestem może wybitnym stylistą, ale mówię z perspektywy mężczyzny, więc jestem wiarygodny, kiedy wskazuję jej nie tylko to, jak ma się ubierać, ale też, co powinna myśleć, gdy rano otwiera oczy.

A co ma myśleć?

To zależy od kobiety. Czasami proszę ją, aby wypisała sobie sentencje na karteczce i przylepiła do lodówki.

Jakie sentencje?

Choćby "Jestem fajna".

I to działa?

Najlepsze są takie, które nie są uniwersalne, lecz dotyczą właśnie jej. Jeśli rzucił ją chłopak, który ją dołował, to będzie "mężczyźni są różni". To ma jej pomóc w ucieczce od generalizacji typu "wszyscy mężczyźni to świnie".

Dobrze jest w takich sytuacjach znaleźć sobie własną pozytywną mantrę. Zresztą, dotyczy to nie tylko poprawiania sobie poczucia atrakcyjności! Jeśli ktoś ma ciężką pracę, i przez nią nie może cieszyć się życiem, każę mu codziennie powtarzać: "Dzisiaj zrobię coś fajnego dla siebie". Na powtarzaniu się nie kończy, bo ma też sobie codziennie zorganizować jakąś przyjemność. Teraz, kiedy się budzi rano, to już wie, że w ciągu dnia spotka go coś fajnego. Wie pani, jak to działa?

Ekscytująco.

Tak. On już wie, że będzie miał coś fajnego z tego dnia - kupi sobie dobre wino, książkę czy film. Tak samo jest z kobietami, które mają obniżoną atrakcyjność. Jeśli codziennie będą sobie powtarzać, że są atrakcyjne, to zaczną też to czuć.

Jakieś inne rady?

Owszem, radzę, żeby pójść na jakieś ćwiczenia lub kurs tańca. Muszę się dowiedzieć, czego ta kobieta nie lubi w sobie. Są takie, które nie lubią jakiegoś szczegółu swojego ciała - to łatwo przepracować, kiedy uda się to ustalić. Są inne, które nie lubią swojego ciała ze względu na jego zwierzęcość, biologiczność. Pracujemy wtedy właściwie nad nową filozofią życia, bo jesteśmy istotami psychosomatycznmi i ciało jest częścią naszej natury, jeśli więc kobieta tak bardzo dystansuje się do niego, to może powinna żyć tylko sprawami duchowymi lub wręcz pójść do klasztoru. Jeśli jednak nie chce takiego radykalnego rozwiązania, to może też spróbować żyć miłością platoniczną, jeśli znajdzie na taką amatora. Proszę pani, co kobieta, to inne rozwiązanie problemu. Nie ma jednej porady skutecznej dla sześciu milionów Polek.

Właśnie ukazała się książka "Kocha, lubi, pragnie", rozmowy Pauliny Reiter z prof. Zbigniewiem Lwem-Starowiczem o tym jak stworzyć związek pełen ciepła, bliskości i namiętności (wyd. Znak)



Paulina Reiter rozmawia z profesorem Zbigniewem Lwem-Starowiczem o różnych obliczach pożądania. O tym, jak sprawić, by nas pożądano. O tym, jak budzić uśpione lub zablokowane pożądanie w sobie, rozkoszować się seksem i być namiętnym. Jak podsycać ogień, by nie wygasł w długim związku. Wreszcie o zakazanym pożądaniu.

"Kocha, lubi, pragnie" to szkoła uwodzenia i poradnik, jak dbać o związek.

O pożądaniu opowiadają też w tej książce inni - stylistka Katarzyna Łaszcz podpowie, jak dobrze wyglądać, a Marta Gessler podzieliła się przepisami pobudzającymi zmysły. Z jakich erotycznych gadżetów skorzystać, doradzi Joanna Keszka, a antropolożka Karolina Sulej wyjaśni, dlaczego ikony pop-kultury są przez nas pożądane.

Oprócz tego znajdziecie tu sporo testów i praktycznych porad. Wreszcie, swoimi opowieściami podzielili się z nami przede wszystkim ci, którzy pożądają i są pożądani. Ich wyznania składają się w opowieść o różnych obliczach pożądania.

Prof. Lew-Starowicz o kobiecie, mężczyźnie, miłości i rozkoszy. Sprawdź książki >>

Książka "Sztuka Kochania" Michaliny Wisłockiej ukaże się nakładem Wydawnictwa Agora w listopadzie 2016. Premiera filmu "Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej" już 27 stycznia 2017 w kinach