Sąsiad zobaczył, że w oknach pali się światło. I że drzwi wejściowe są uchylone. Pomyślał, że może wietrzyli pościel. Podszedł bliżej. Przy wejściu zobaczył kałużę krwi. Zadzwonił na policję.

Zaczęła się żmudna praca policji. Centymetry, metry, odległości, fotografie, opisy. W łazience na flakonie krwawy odcisk palców. Na zewnątrz bawełniana skrwawiona skarpetka. Wytrawni policjanci i technicy kryminalistyki już wiedzą, że sprawców mogło być dwóch albo dwoje. Pierwsza hipoteza - to mógł być syn.
Pozostało 98% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej