Pijesz sok z marchewki czy byłaś w ciepłych krajach? - zapytała mnie koleżanka. O smagłą cerę trudno w jesienne dni, szczególnie jeśli z natury jest blada. Mam na to sposób - w zimie regularnie używam samoopalacza (np. Lancaster, Guerlain, Galénic) i kremu stopniowo opalającego (np. St. Tropez). Ten ostatni nakładam na twarz, szyję i dekolt wieczorem, omijając okolice oczu. Rano kładę samoopalacz z efektem natychmiastowym albo krem koloryzujący - rozcieram go na kościach policzkowych i skroniach. Mój trzeci krok ku cerze "muśniętej słońcem" to paleta konturująca rysy, np. Smashbox Contour. Najciemniejszy odcień nakładam pędzlem wzdłuż linii włosów i żuchwy, średni na kości policzkowe i skronie, rozświetlacz na środek czoła, grzbiet nosa, brodę. Dzięki tym zabiegom twarz staje się wielowymiarowa.

Tak przygotowanej cerze wystarczy niewiele, by nadać jej odświętny lub imprezowy charakter. Połyskujący cień, dobry eye-liner, brokatowy lakier do paznokci. Ważne są rzęsy. Furorę w redakcji robi odżywka RevitaLash, po której rzęsy są gęste i mocne, jednak efekt jej stosowania widać po minimum trzech miesiącach. Wybierz więc spektakularnie pogrubiającą i dodającą optycznie objętości mascarę (np. Grandiese Lanceme lub Volume Million Lashes L'Oréal Paris).
Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.