Mam 34 lata, dwie córki, męża, wyższe wykształcenie, pracę, mieszkanie, samochód i zero kredytów. Dwa tygodnie temu dowiedziałam się, że jestem w trzeciej ciąży!!! Przerażona zaczęłam z mężem szukać ratunku. Przeszłam przez koszmar!!! Od wizyt u ginekologów patrzących na mnie jak na mordercę po opinie w internecie, jakim potworem zamierzam zostać i jak to zmieni moje życie... Przez tydzień na zmianę z mężem płakaliśmy, krzyczeliśmy, na chwilę godziliśmy się ze stanem faktycznym. W końcu pod presją uciekającego czasu postanowiliśmy wyjechać na Słowację do kliniki aborcyjnej. Poczułam się jak w innym świecie, jak normalny człowiek, jak kobieta, która ma prawo zadecydować nie tylko o sobie, ale i o losach swojej rodziny. Wszystko odbyło się bez bólu, w trosce o moje zdrowie fizyczne i psychiczne. Na drugi dzień wróciliśmy do domu, poczułam ogromną ulgę, wszystko wróciło do normy. Czemu to zrobiłam??? BO NIE STAĆ NAS NA TRZECIE DZIECKO!!! Bo myślę o przyszłości swoich córek, które kocham nad życie. Sytuacja, w której się znalazłam, otworzyła mi oczy, w jakim kraju żyję, i to mnie przeraża najbardziej. Nigdy nie byłam za aborcją ani przeciw niej, stałam obok, dopóki mnie to nie spotkało. Dzisiaj z pełną odpowiedzialnością za swoje słowa jestem za wczesną, legalną aborcją do dziewiątego tygodnia - i kropka. I jeszcze jedno: nikt nie ma prawa nas osądzać, takiej decyzji nie podejmuje się ani szybko, ani łatwo.
Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.