Rodzina bez Granic: przez świat z dziećmi w ramionach

Karolina Przybysz-Smęda
11.07.2012 , aktualizacja: 23.07.2012 14:44
A A A Drukuj
Rodzina bez Granic. jeszcze przed narodzeniem Mili

Rodzina bez Granic. jeszcze przed narodzeniem Mili (Fot: Thomas Alboth, thefamilywithoutborders.com)

Gwatemala: kilkumiesięczna Mila patrzy zachwycona na huczący wodospad. Osetia: Mała Hania bez słów dogaduje się z dziećmi uchodźców. Meksyk: dziewczynki razem z rodzicami jedzą śniadanie z majowską rodziną. To tylko z niektóre tysięcy chwil uwiecznionych na zdjęciach przez Rodzinę bez Granic. Po narodzinach Hani ruszyli w półroczną podróż dookoła Morza Czarnego. Gdy na świat przyszła Mila, zdecydowali się na wyprawę do Ameryki Środkowej. Teraz znów przeglądają mapy, a to oznacza tylko jedno: chcą znów być w drodze
Podróże Wysokich Obcasów - zobacz więcej

- Uwielbiam, kiedy otaczają mnie ludzie. Teraz w naszym domu mieszkają couch surferzy z trójką dzieci. Czuję się dobrze, gdy goszczę co najmniej pięć osób w ciągu tygodnia - śmieje się Ania Alboth, jedna czwarta Rodziny bez Granic. Pozostała trójka to Tom, jej mąż, oraz dwie córeczki: Hania i Mila. Mieszkają w Berlinie. Ania jest polską dziennikarką, którą do przeprowadzki do Niemiec skłoniła miłość, Tom jest fotografem, zajmuje się również projektowaniem stron internetowych. Trzyletnia Hania i półtoraroczna mila Mila to dwa brzdące, które, gdziekolwiek się znajdą, od razu wypełniają sobą całą przestrzeń oraz absorbują uwagę.

- Beee myyyyy, beee myyy, rock'n'roll queen - śpiewa Hania, ku zaskoczeniu wszystkich.

Piszę o nich "Rodzina bez Granic", bo tak po polsku nazywa się blog, który prowadzą: The Family Without Borders. Dostał on nagrodę magazynu National Geographic Traveler w kategorii "Najlepszy blog podróżniczy roku 2011".

Jak ze sobą rozmawiają? Ania z Tomem komunikują się między sobą po angielsku, choć Tom zdążył już nauczyć się polskiego. Ania przez cały czas zmaga się z niemieckim. Rozmawia z dziewczynkami tylko po polsku, Tom tylko po niemiecku. Mila jeszcze niewiele mówi, ale Hania utożsamia język z osobą. Z Anią rozmawia po polsku, z Tomem po niemiecku, rozumie również ich rozmowy po angielsku. W Gwatemali kilkakrotnie słyszeli, jak odpowiada dzieciom w języku hiszpańskim.

Ich dom wypełniony jest ludźmi: odbywają się tu niekończące się rozmowy przy kawie, małe koncerty, wspólne gotowanie. Przychodzą znajomi, znajomi znajomych, przyjeżdżają osoby poznane podczas licznych podróży. Przez wiele lat oboje tworzyli organizację European Youth Press, organizowali spotkania i warsztaty dla młodych dziennikarzy. Zaowocowało to przyjaźniami w różnych częściach świata.

Zwykle przed wyjazdem, oprócz zaznaczania na mapach miejsc, zaznaczają też punkty, w których znajdują się znajomi.

- Często to właśnie "punkty ludzkie" wyznaczają trasy naszych wypraw - mówi Ania.

Zawsze dużo podróżowali. Gdy urodziła się ich pierwsza córka, Hania, postanowili, że chcą żyć tak, jak zawsze marzyli. Nie zamknęli się w domu. Zatrzasnęli drzwiczki załadowanego samochodu i wyruszyli w półroczną podróż dookoła Morza Czarnego. Hania miała wtedy sześć miesięcy. Później, gdy wrócili do Niemiec, urodziła się Mila. Do Ameryki Środkowej pojechali już we czwórkę. Mogli pozwolić sobie na tak długie wyprawy dzięki niemieckiemu, przyjaznemu systemowi przyznawania urlopów macierzyńskich i ojcowskich.

Szczęście? Obudzić się pod gołym niebem

"Żegnajcie Niemcy, Żegnaj Polsko! Wyruszamy! Po kilku tygodniach intensywnych przygotowań. W wyładowanym samochodzie, który będzie naszym domem, przekroczymy jutro granicę z Ukrainą. Więcej wieści wkrótce" - to pierwszy wpis na blogu The Family Without Borders (Rodzina bez Granic), który umieściła Ania. Cel: Ukraina, Rumunia, Bułgaria, Rosja, Gruzja, Azerbajdżan, Górny Karabach, Turcja, Serbia. Zanim blog wypełnił się wpisami, śledzili go znajomi. Dziś odwiedzają go ludzie z ponad 130 krajów świata.

Na pół roku samochód, załadowany po brzegi, stał się ich domem. Był jadalnią, sypialnią, pokojem zabaw dla dzieci, miejscem życia towarzyskiego. Nie mieszkali w hotelach. Zatrzymywali się u znajomych i nieznajomych, rozbijali namioty w ogródkach. Budzili się pod gołym niebem i czuli się naprawdę szczęśliwi. Wozili ze sobą skrzynie. W jednej z nich umieścili "pokój dziecięcy" - wszystkie rzeczy Hani, w kolejnej - mnóstwo książek o miejscach, które planowali odwiedzić, w innej: przydatne przybory kuchenne, również takie, które miały się przydać do przyrządzania jedzenia przy ognisku.

Gruzja: najpiękniejsze miejsca i najwspanialsi ludzie

Jedynym krajem, którego żadne z nich nie odwiedziło wcześniej, była Gruzja, która po podróży stała się ukochaną Gruzją mimo to, że kraj ten budził obawy rodziców Toma.

- To właśnie mama i tata mojego męża mieli największe obawy przed naszym wyjazdem. Gruzja na przykład wydawała się im dzikim krajem, podkreślali, że jeszcze niedawno była tam wojna - opowiada Ania. Natomiast moi rodzice raczej martwili się, ze nie będą widzieć wnuczki w tak ważnym czasie, kiedy się zmienia, uczy. Jednak, ponieważ chcą naszego szczęścia - wspierali nas, jak mogli, bo wiedzieli, ze ta podróż to dla nas nas to najfajniejsze, co może być - dodaje.

- Gruzja to dla mnie najpiękniejsze miejsca i najpiękniejsi ludzie. Weseli, otwarci, gościnni. Tu poczuliśmy się naprawdę jak w domu.

Zaraz po przekroczeniu granicy zatrzymali się w spokojnym miejscu nad jeziorem. Podeszli do nich chłopcy, którzy przynieśli świeże mleko od krowy. Ucieszyli się, gdy zobaczyli Hanię. Wcześniej co chwilę ktoś zapraszał ich do domu. Gruzini uwielbiają mieć gości, kochają wspólnie biesiadować. To normalne, że krótko po poznaniu osoby podróżującej po ich kraju, zachęcają ją, by została trochę z nimi: zjadła, napiła się wina, przenocowała.

- Stolica Gruzji, Tbilisi, to była przygoda! To jedno z tych miejsc, gdzie postanowiliśmy wracać. Koniecznie! - mówi Ania.

Dzieci przekraczają bariery

Na całej trasie ich podróży dookoła Morza Czarnego prawdziwym kluczem do nawiązania znajomości była Hania. Co chwilę ktoś podchodził, brał ją na ręce, a później zapraszał do siebie. Często podbiegały dzieci, a one, jak wiadomo, potrafią dogadać się bez słów.

ZOBACZ TAKŻE

Komentarze (28)

  • buenaenergia25

    Oceniono 59 razy 43

    @fliegendeholaenderin
    ''Mają 2 tys. euro na lot do Gwatemali - nic takiego. Ale czy muszą z tego robić od razu bloga, książkę i opowiadać dwa tysiące sto piętnastą historię'' - piszesz. Bloga ma prawo założyć każdy. Nie każdy ma obowiązek na blogi wchodzić. Dlaczego Ci to aż tak przeszkadza? Czytałam wczoraj ich bloga, sporo się dowiedziałam i miałam z tego masę przyjemności. Super, że są ludzie, którzy ciekawym okiem spoglądają na świat i starają się opisać, to co zobaczyli, zamiast wrzucać na FB foty z plażowania przy basenowym hotelu na Dominikanie. A co do dzieci: kwestia dyskusyjna. Myślę że oni sami, jako rodzice, potrafią podjąć najlepszą decyzję. Wyglądają na szczęśliwą rodzinę. Chyba nawet szczęśliwszą od wielu, które widzę dookoła siebie. Jak często słyszę od młodych rodziców: "No wiesz, teraz mamy dziecko, to już nie to samo. Z wielu rzeczy musimy zrezygnować''.

  • pedagorzka

    Oceniono 50 razy 40

    Przed chwilą przeczytałam list mamy czternastomiesięcznego, bodajże, dziecka, która od miesięcy nie była w kinie, u fryzjera, nie jechała tramwajem (!) i nie wie, co się dzieje na świecie... Jakoś bardziej mi odpowiada wizja roczniaka pogryzionego w Peru przez świnkę morską, niż niemal półtorarocznego dziecka, które w swoim życiu widziało dotąd jedynie najbliższą rodzinę, sąsiadkę z naprzeciwka i lekarza pediatrę...

  • buenaenergia25

    Oceniono 52 razy 38

    Fajnie zacząć dzień od przeczytania artykułu o takich osobach. Z otwartością podchodzą do świata i ludzi, marzą, planują i wprowadzają w życie to, co sobie wymarzyli, czerpią z życia pełnymi garściami. Chyba muszę wypracować taką otwartość u siebie w głowie. Ile razy planowałam podróż, z której później rezygnowałam! Bo obowiązki, bo niebezpiecznie, bo może to głupi pomysł. Aniu i Tomku, fajna z Was para, chętnie poczytam więcej o Waszych wyprawach

  • allatatevi1

    Oceniono 33 razy 23

    Super rodzinka!

  • mniemanologia

    Oceniono 30 razy 22

    Fajnie, trochę zazdroszczę otwartości :) i lubienia ludzi...

  • popijajac_piwo

    Oceniono 22 razy 12

    Niczego innym nie zazdroszczę, z wyjątkiem możliwości podróżowania...

  • ofra.cohhen

    Oceniono 13 razy 11

    Co najsmieszniejsze, to pod tym artykulem nie pojawiaja sie krytyczne uwagi na temat biednych samotnych ludzi, ktorzy sa biedni i musza(!) korzystac z cudzych kanap i goszcza u siebie brudasow (to wszystko cytaty z dyskusji pod artykulem "Wpuszczam obcych do domu. Czasem do lozka"), ani wycieczki personalne na temat bohaterow (bo sa ladniejsi od poprzedniej bohaterki reportazu??). I niech mi ktos powie, ze projekt "Grazyna Żarko" nie ma sensu..

  • ja_koment

    Oceniono 20 razy 10

    może i bez granic ale za to z kasą. nie nasza rzeczywistość.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Zobacz najnowszy numer

Wysokie Obcasy Extra już w sprzedaży