Potrzeba pełnej uwagi jest moim zdaniem największą potrzebą nastolatka. Niestety, zbyt wielu rodziców nie potrafi jej rozpoznać, nie mówiąc już o jej zaspokojeniu. Dzieje się tak z wielu powodów. Rodzice na przykład robią dla dzieci inne rzeczy - dają im prezenty, spełniają prośby, przyznają przywileje, co często staje się substytutem prawdziwego zainteresowania ich sprawami. Te swoiste świadczenia mogą oczywiście być czymś dobrym, ale nie mogą zastępować uwagi rodziców. Stosowanie takich substytutów to kusząca alternatywa, ponieważ jest łatwe i mniej czasochłonne. Lecz
nastolatki nie będą lepsze, nie będą się lepiej czuły i lepiej zachowywały, jeśli nie otrzymają od rodziców tej konkretnej rzeczy - ich pełnej uwagi (...)
Łatwo rozpoznać takiego nie doinwestowanego nastolatka.
Na ogół bywa on mniej dojrzały lub pewny siebie niż te nastolatki, których rodzice zaspokoili tę potrzebę. Często również jest zamknięty w sobie i trudno mu porozumieć się z rówieśnikami. Gorzej radzi sobie w sytuacjach konfliktowych i zazwyczaj reaguje na nie nieodpowiednio. Jest zbyt zależny od innych, z rówieśnikami włącznie, i łatwiej poddaje się presji z ich strony.
Zdarza się jednak i tak, że niektóre młodsze nastolatki (zwłaszcza dziewczęta, którym ojcowie nie poświęcają uwagi) zachowują się w zupełnie inny sposób. Są bardzo rozmowne, potrafią manipulować innymi, zwracać na siebie uwagę, a nawet być uwodzicielskie. Czasem uważa się je za przedwcześnie rozwinięte i bardziej dorosłe niż inne dzieci w tym wieku. Ale w miarę upływu lat ich zachowanie wcale nie staje się naprawdę dojrzałe, lecz zaczyna być coraz bardziej niestosowne. Taki nastolatek zazwyczaj budzi zastrzeżenia zarówno swoich rówieśników, jak i osób dorosłych. Ale nawet i w takim wypadku poświęcenie mu dużo uwagi może przynieść bardzo pozytywne rezultaty. Zwłaszcza wpływ ojca może okazać się zbawienny. Nastolatek może wtedy ograniczyć samodestrukcyjne zachowanie, pozbyć się niepokoju i rozwijać dalej normalnie.
Jak okazać zainteresowanie? Przekonałem się, że najlepszą metodą, pozwalającą poświęcić nastolatkowi pełną uwagę, jest spędzenie wyłącznie z nim pewnego czasu. Owszem, nie jest to łatwe. Sam dobrze o tym wiem. Znalezienie wolnego czasu, który spędzimy tylko z dzieckiem, to rzeczywiście najtrudniejszy element obowiązków rodzicielskich. Nie oszukujmy się - jednak jeśli chcemy być dobrymi rodzicami, musimy poświęcić na to sporo czasu. Żyjemy w hiperaktywnym społeczeństwie, toteż nasze nastolatki także bywają bardzo zajęte. Mają liczne obowiązki i zainteresowania. I właśnie to sprawia, że nasza pełna uwaga staje się jeszcze bardziej potrzebna. Pamiętajmy bowiem, że współczesne nastolatki, jak nigdy dotąd, podlegają wpływom spoza środowiska rodzinnego (...)
Im starsze dzieci, tym dłuższy powinien być czas, który poświęcamy wyłącznie im. Starsze dzieci potrzebują dłuższej rozgrzewki. Nie od razu są w stanie się otworzyć i szczerze podzielić swoimi najskrytszymi myślami - zwłaszcza tymi, które są źródłem niepokoju i wątpliwości. (...) Błędne jest założenie, że skoro nastolatki tak szybko stają się niezależne i pragną coraz więcej swobody, to można poświęcać im mniej czasu. Wielu rodziców popełnia ten najbardziej niebezpieczny błąd. Gdy ich dzieci wkraczają w wiek dojrzewania i brną przez ten trudny dla nich okres, rodzice często wykorzystują wolny czas na zaspokajanie swoich własnych potrzeb, np. na rozrywki. Wszystkie znane mi nastolatki interpretują to jako odrzucenie. Uważają, że rodzicom coraz mniej na nich zależy (...)
To nie jest łatwe zadanie Okazywanie zainteresowania nie jest łatwym zadaniem, zwłaszcza jeśli nasze
dziecko nie chce komunikacji z nami, co jest typowe dla początkowego i środkowego etapu okresu dojrzewania. Warto pamiętać, że bariera psychologiczna, którą otacza się humorzasty nastolatek, bywa trudna do sforsowania, a on sam potrzebuje dużo czasu, aby trochę ją obniżyć. Ale gdy to w końcu uczyni, jest w stanie dobrze porozumieć się z nami i podzielić się tym, co naprawdę go nurtuje. A więc jak brzmi magiczne słowo? CZAS.
Pamiętam, jak nasza Carey miała czternaście lat. Cóż to był za rok! Carey znajdowała się w typowej, przej-ściowej fazie dojrzewania i często porozumiewała się z otoczeniem wyłącznie monosylabami, np. "aha", "uhm" i słowem "co?"
Dokonałem wówczas dwóch ważnych odkryć. Po pierwsze, absolutnie nieskuteczną i szkodliwą metodą jest w tym okresie zmuszanie dziecka do mówienia o jego przeżyciach i problemach. Chociaż bardzo korciło mnie, aby zasypać Carey pytaniami, natychmiast przekonałem się, że to zasadniczy błąd, który tylko pogarsza sytuację. Po drugie, okazało się, jak ważne jest poświęcenie przynajmniej dwudziestu-trzydziestu minut na lekką rozmowę lub wspólną rozrywkę. Te pół godziny, kiedy Carey nie czuła presji zmuszającej do zwierzeń, przynosiło wspaniałe rezultaty. Stopniowo się relaksowała i wkrótce oboje mogliśmy szczerze mówić o tym, co myślimy i czujemy.
Jedną z najbardziej skutecznych metod umożliwiających takie porozumienie było pójście z Carey do restauracji. Zawsze wybierałem lokal, w którym obsługa była najwolniejsza w całym mieście, i porę największego tłoku, abyśmy musieli czekać w kolejce na stolik. Gdy już przy nim usiedliśmy, kilka razy mówiłem kelnerce, że jeszcze nie zdecydowaliśmy, co zamówić. W ten sposób grałem na zwłokę, aby Carey miała wystarczająco dużo czasu na "rozgrzewkę". Jedliśmy powoli, zamawiałem też deser, czego na ogół unikam, a potem jeszcze powoli popijałem kawę.
Nie przynaglałem Carey do rozmowy, a wspólna kolacja sprawiała, że moja córka czuła się w mojej obecności najzupełniej swobodnie, bo nie musiała nic mówić. Taką sytuację stwarza np. stanie w kolejce, a także łowienie ryb, polowanie, wspólna wędrówka, podróż (krótka lub długa), gra (na przykład w karty), wyprawa do teatru lub filharmonii. Jeśli nastolatek przebywa w towarzystwie ojca lub matki i nie czuje presji skłaniającej do zwierzania się, to stopniowo przestaje zachowywać się defensywnie i zaczyna rozmawiać początkowo o głupstwach, a później o sprawach coraz ważniejszych. Gdy kończyliśmy kolację, Carey na ogół już chętnie paplała, choć wciąż o mało istotnych sprawach, o zajęciach sportowych, nauczycielach, lekcjach i pracach domowych. Wtedy zazwyczaj regulowałem rachunek i szliśmy do samochodu.
W tym miejscu chciałbym dodać pewną interesującą informację. Gdy prowadzimy
auto, mając za pasażera nastolatka (zwłaszcza, jeśli są z nim jego rówieśnicy), to jakby tracimy swą osobowość i wydaje się, że jesteśmy częścią pojazdu. W każdym razie nastolatki traktują nas wtedy jak coś w rodzaju przedłużenia kierownicy. Mojej żonie i mnie bardzo odpowiada taka ich postawa, ponieważ zachowują się one wówczas całkiem naturalnie. Dzięki temu wspólne podróże były dla nas obojga niezmiernie kształcące.
Wróćmy jednak do Carey i do mnie. Wsiadaliśmy do samochodu i zazwyczaj, gdy byliśmy jakiś kilometr - dwa od domu, Carey w końcu zaczynała mówić o rzeczach, które naprawdę były dla niej ważne. Na przykład o przyjaźniach i sympatiach w gronie rówieśników, o układach rodzinnych, o presji brania narkotyków. Oczywiście nigdy nie wyczerpywaliśmy tematu przed przyjazdem do domu. Nastolatki, świadomie lub nieświadomie, stosują bowiem pewien chwyt. Mówiąc o ważnych sprawach, pragną jednocześnie mieć wygodną furtkę. Muszą czuć, że w każdej chwili mogą z niej skorzystać, jeżeli ujawnienie ich najskrytszych uczuć wywoła nieodpowiednią reakcję rodziców. Czego nastolatki najbardziej wtedy się obawiają? Na pewno nie innego zdania, lecz gniewu, dezaprobaty, wyszydzania lub odrzucenia. Furtka daje im niezbędne poczucie bezpieczeństwa, ponieważ mogą przez nią uciec, jeśli poczują się w jakiś sposób zagrożone. Właśnie dlatego Carey dopiero w pobliżu domu dzieliła się ze mną tym, co było dla niej naprawdę istotne. Nasze rozmowy wtedy rzeczywiście nabierały rumieńców. Carey czasem udawała, że mówi o problemach któregoś z jej rówieśników. To ulubiona sztuczka nastolatków, którą stosują wówczas, gdy chcą porozmawiać o krępujących, wprawiających w zakłopotanie i trudnych sytuacjach.
Czasem nastolatek pragnie przedyskutować z rodzicem jakiś problem, ale nie potrafi zainicjować takiej rozmowy. Zdarza się, że w takim wypadku posługuje się sygnałami, które mogą przybierać różne formy. Nastolatek, który chce porozmawiać, lecz nie potrafi tego zrobić, może zacząć od czegoś zupełnie innego niż to, co naprawdę go nurtuje. Na przykład, zadaje pytanie na temat pracy domowej. Pyta rodziców, jak minął im dzień. Lub rzuca uwagę dotyczącą swojego dnia w szkole. Rodzice muszą być wyczuleni na takie z pozoru nic nie znaczące lub niezrozumiałe odezwania. W rzeczywistości bowiem są one swoistą prośbą nastolatka o poświęcenie mu uwagi. Nasz nastolatek próbuje nas wyczuć, delikatnie sprawdza, w jakim jesteśmy nastroju, i czy bezpiecznie prowokować nas do rozmowy o kłopotliwej dla niego sprawie.
Innym razem może chcieć przetestować nasze opa- nowanie, mówiąc coś, co prawdopodobnie nas zde- nerwuje lub przynajmniej zirytuje. To doskonały sposób, żeby się przekonać, czy można nam za- ufać i zwierzyć się z problemu, który go rzeczywiście absorbuje. Jeżeli zareagujemy emocjonalnym wybuchem, zwłaszcza gniewem lub krytyką, nastolatek uzna, że podobnie zareagujemy na jego problem. A więc i w tym wypadku warto zachować spokój i panować nad sobą. Im więcej okażemy opanowania, tym bardziej otwarty i szczery wobec nas będzie nastolatek.
Takie okazje są po prostu bezcenne.