Tragedia miała miejsce we wtorek - był to ostatni dzień zapisów na uczelnię.
Uniwersytet Johannesburga to jedna z największych uczelni w RPA. O miejsca walczyło ponad 80 tysięcy osób, jednak w tym roku uczelnia może przyjąć tylko 11 tysięcy studentów. O ogromnym zainteresowaniu świadczą chociażby poniedziałkowe statystyki: w zapisach wzięło udział 5 tysięcy kandydatów. Już tego dnia było niebezpiecznie.
Osoby, które nie załapały się na rejestrację, czekały w kolejce przez całą noc. We wtorek stawiły się prawdziwe tłumy: przyszli kandydaci na
studia oraz wspierający ich
rodzice. Wszystko przebiegało w atmosferze ogromnego napięcia i zniecierpliwienia. Jak poinformowała
telewizja BBC, zamieszanie zwiększyło się zaraz po otwarciu bramy głównej: nikt nie czekał na swoją kolej, oczekujący chcieli jak najszybciej wejść, przepychali się, nie zwracając uwagi na niebezpieczeństwo. Wtedy właśnie zmiażdżona została matka jednego z kandydatów, która przyszła mu pomóc w rejestracji. Nie udało się jej uratować. 20 osób zostało rannych.
Jednym z oczekujących u bramy studentów był Wilson Matiba, który chciał dostać się na zoologię.
- Ruszyliśmy do wejścia, ludzie upadali. Studenci czuli się zdesperowani, jedyne wyjście widzieli właśnie w przepychaniu się. Nikt nie chciał stracić swojego miejsca - powiedział.
Inny świadek zdarzenia mówił, że wiele osób podróżowało z dalekich zakątków kraju przez całą noc, żeby tylko zdążyć się zarejestrować.
- Bezrobocie w kraju wzrasta, młodzi ludzie boją się o swoją przyszłość. Widzą swoją szansę w studiowaniu - powiedział Andrew Harding, korespondent BBC.