http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Ulubiony pas cnoty

Karolina Sulej
15.07.2011 , aktualizacja: 07.07.2011 16:32
A A A Drukuj
Dariusz Kędziora, szef Muzeum Erotyki Fot. Filip Klimaszewski Dariusz Kędziora, szef Muzeum Erotyki
Człowiek, który martwi się, czy cukier zdrożeje o złotówkę, nie będzie fantazjował, jak powinny wyglądać seksowne kajdanki - rozmowa z Dariuszem Kędziorą, szefem Muzeum Erotyki
Dariusz Kędziora, szef Muzeum Erotyki
Fot. Filip Klimaszewski
Dariusz Kędziora, szef Muzeum Erotyki
ZOBACZ TAKŻE
Muzeum Erotyki w Warszawie jest jedyną tego typu placówką w Polsce. Swoją obecnością jednak się nie afiszuje. Ku ulicy Grzybowskiej frontem zwracają się: włoska piekarnia, sieciowa kawiarnia i bank. Muzeum Erotyki skromnie chowa się z boku. To zaledwie niepozorne drzwi - jakby na klatkę schodową, zaklejone na czarno, niby do sex shopu. I tylko figurka filuternie uśmiechniętego chińskiego Buddy - imbryczka z pokaźnym lejkiem - zapewnia, że to tu. U wejścia wita sklepik - nieco literatury poradnikowej, Kamasutra, albumy z erotycznymi rycinami, talie kart. Muzeum to zaledwie jedno piętro, które mieści trzy sale i kilka zakamarków wypełnionych szklanymi gablotami.

Studiowałem, a potem wykładałem archeologię na warszawskiej Akademii Teologicznej. Nie wiem jednak, czy powinniśmy to upubliczniać.

Czemu uważa to pan za niestosowne?

Mogę zostać wpisany w schemat. A schemat jest taki, że po studiach teologicznych człowiek staje się albo osobą głęboko religijną, albo głęboko ateistyczną.

To przecież tylko jeden z etapów w pana życiu.

Jednak wyznanie, że dyrektor Muzeum Erotyki studiował archeologię na Akademii Teologicznej, brzmi dziwnie.

Teraz brzmi dziwnie. Ale skąd taki wybór wtedy?

Kwestia przypadku. Archeologia pozostaje archeologią, niezależnie od tego, czy kopiemy zabytki chrześcijańskie, czy zabytki islamu. Nie obchodziło mnie, co kopię. Ważne było - jak. Jako dzieciak pasjami oglądałem NRD-owskie filmy o Winnetou i czytałem książki o Tomku Wilmowskim Alfreda Szklarskiego. Piramidy, pustynie, skorpiony. Chciałem być Indianą Jonesem.

Czyli wybrał pan te studia z pragnienia przygody?

W dużej mierze tak. Natomiast archeologia akademicka w niczym nie przypomina archeologii według Indiany Jonesa. Jest nudna i biedna. Szybko zdecydowałem o zawróceniu z tej ścieżki kariery. Zacząłem pracę w biurze podróży i do dzisiaj się nim również zajmuję. To był początek lat 90., a więc moment zachłyśnięcia się wyczekiwaną wolnością podróżowania. Wszyscy chcieli gdzieś polecieć - czy to zobaczyć stolice Europy, czy wygrzać się na plażach Egiptu. Lubiłem przysiadać na ławce w nieznanym mieście i obserwować zachowania ludzi. Siedząc na plaży w Tunezji, zauważyłem, jak wygląda kostium kąpielowy arabskiej kobiety. Przypomina skafander nurka. Po pierwszym zdziwieniu przyszło zastanowienie - dlaczego tak? Oczywiście, różnice kulturowe występują w każdym aspekcie życia - witaniu się, jedzeniu, świętowaniu i tak dalej - jednak mnie szczególnie zaczął interesować obszar erotyki, seksualności, ciała. Teren tabu. To, w jaki sposób traktuje się sferę seksualności w danej kulturze, jak ona determinuje życie każdego jej uczestnika. Kobieta w świecie islamu nosi burkę, by zniwelować swój seksapil. Mężczyzna tej kultury nie chce, aby inne samce podziwiały piękno jego kobiety. Jest jego i tylko jego obiektem seksualnym. Erotyzm polskiej kobiety nie jest zarezerwowany dla jednego mężczyzny. Kobieta Zachodu chce wyglądać ładnie dla swojego partnera albo - również dla swojego partnera. Adorujące spojrzenia na ulicy sprawiają jej przyjemność.

A mężczyźnie?

Oczywiście. Mężczyźni chcą, żeby kobiety oglądały się za nimi.

Szkoda tylko, że mimo demokratycznego podziału erotycznego potencjału, to kobieta najczęściej jest uprzedmiotawiana, a mężczyzna narzuca reguły gry.

To nie wina mężczyzn, ale religii. Każda religia ma obsesję na punkcie seksu. Rozmaici pasterze podkreślają, że kobieta jest złem wcielonym. Ludzie nie zdają sobie sprawy, w jak ogromnym stopniu ich życie jest zdominowane przez religię. Jeżeli od dziecka jesteśmy szkoleni w jakimś wyznaniu, to uznajemy ładowane nam do głowy poglądy za własne. Wiara zastępuje zrozumienie. Polska obyczajowość w dużej mierze opiera się na tej matrycy. Może już nie w Warszawie, nie w dużych miastach. Proszę natomiast pojechać w okolice Bielska--Białej czy Białegostoku i zobaczy pani, że rozwodnik czy rozwódka są tam traktowani jak obcy. Dziewczynka od dziecka jest przygotowywana, że ma być sukienka z welonem, partner na całe życie i medal za 50-lecie pożycia małżeńskiego. A potem, już jako kobieta, zderza się z rzeczywistością i okazuje się, że nic nie jest czarno-białe - cały czas marzy o sukni i kościele, ale też przyjmuje pigułkę antykoncepcyjną. Oczywiście wstydliwie, żeby nie dostać łatki osoby, która folguje obyczajom niemoralnym.

To zasada podwójnej moralności.

Na tym polega fenomen polskiej seksualności. Z jednej strony prawie sto procent Polaków deklaruje się jako osoby religijne, z drugiej zaś strony nie wadzi nam stosowanie środków antykoncepcyjnych. Jeśli wypowiadamy w Polsce słowo 'moralność', mamy na myśli głównie sferę intymną. Dopiero na samym końcu kolejki skojarzeń pojawiają się pytania: czy okradanie państwa jest moralne? Czy dobrze zrobiłem, że skłamałem sąsiadowi? Ktoś, kto będzie miał żonę, dzieci i dziesięć kochanek będzie moralnie dobry, a ktoś uczciwy, kto wyprowadzi się od żony, to będzie już niemoralny.

A czy zwiedzający przeżywają moralne rozterki podczas wizyty w muzeum?

Osoby, które nas odwiedzają, to nie są złaknione sensacji oszołomy, które wrzasną: 'Świństwo!', i wyjdą. Polacy są teraz mniej pruderyjni, niż byli w PRL-u, dwadzieścia kilka lat temu. Mamy dostęp do pełnego przekroju rozmaitych mediów. Możemy oglądać 'niemoralność' bez ograniczeń. Kiedyś jedynym nośnikiem treści erotycznych były szmuglowane z Niemiec i ze Szwecji świerszczyki.

Pornosfera w Polsce przeszła ewolucję. W PRL-u były filmowe 'momenty' i bezcenne magazyny zagraniczne. W latach 90. zaczęły powstawać pierwsze wydawnictwa prasy erotycznej, następnie filmy na VHS-ach. Teraz mamy internet. Kiedyś zobaczenie pani uprawiającej seks z panem to było wydarzenie. Potem ta pani inaczej uprawiała seks i to też było wydarzenie. Teraz mamy dostęp do takiej różnorodności, że trudno o coś, co zyska taką rangę. Widzę to po sobie. Rzadko trafiam na zjawisko, które jest dla mnie zupełną nowością. Ostatnio jednak szczerze się ucieszyłem, bo trafiłem na taką rzecz. Mianowicie zobaczyłem w sex shopie nadmuchiwane owieczki. Można było sobie nawet wybrać kolor sierści. Nie mam na myśli propagowania czy negowania tego typu pomysłów - ktoś po prostu miał taką fantazję. Im więcej różnych rodzajów seksu ludzie smakują, tym więcej pojawia się możliwości. Niedługo będziemy na podobnym etapie, na jakim obecnie znajdują się Niemcy czy Francja.

Jaki to etap?

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Skomentuj:

Musisz się zalogować, by dodać komentarz. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (4)

  • fang_fang

    Oceniono 2 razy 2

    interesujące. Jak będę w najbliższym czasie w Warszawie, to się chyba wybiorę.

  • alpepe

    Oceniono 2 razy 0

    Muzeum cienko przędzie, co?
    Taka reklamka z pewnością pomoże.

  • tbesiak

    0

    Sprawdź czy stać Cię na śmiałe eksperymenty w łóżku - test online testowanko.pl

  • adorosa

    Oceniono 3 razy 1

    Mam wielką ochotę zobaczyć to muzeum!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX