Aneta Augustyn: "Nic nie ma, ale jest z IX wieku po Chrystusie" - mówił Witkacy o żonie. Nie takie znowu nic: zmysłowe usta, wielkie zielone oczy, figura modelki oraz kaskada włosów. W dodatku rudych. Prof. Janusz Degler*: Rude włosy stanowiły istotny atrybut demonicznych kobiet, które występują w jego sztukach i powieściach. Ich pierwowzorem była rudowłosa, fascynująca aktorka Irena Solska, z którą łączył go wcześniej burzliwy romans. Stąd chyba jego słabość do tego typu kobiet, które wcale nie musiały być urodziwe. W liście do przyjaciela Bronisława Malinowskiego scharakteryzował Jadwigę jednym zdaniem: "Moja narzeczona jest nie b. ładna, ale b. sympatyczna". Prawdopodobnie mógłby dodać: "wściekle rasowa i ponętna", tak określał niektóre bohaterki swoich dramatów. Oryginalna uroda i arystokratyczne pochodzenie były jedynym posagiem Jadwigi Unrug. Jej matka zmarła podczas epidemii hiszpanki, a ojciec był zubożałym arystokratą. Stryj Wojciech Kossak wspierał ją materialnie, ale nie mógł zapewnić posagu. Mimo znakomitych arystokratyczno-artystycznych koligacji Jadwiga, zwana Niną, znajdowała się w trudnym położeniu: półsierota, bez majątku i właściwie stara panna, mimo iż dopiero dochodziła do trzydziestki. W owych czasach taki wiek przekreślał już nadzieję na zamążpójście. Oświadczyny Witkacego były dla niej życiową szansą.
Choć od początku przez niego obwarowane: żadnych dzieci, a poza tym "takie słowa jak konkubina, garsoniera, zdrada muszą być wykluczone z rozmów". Znali się raptem kilka dni. Ona przyjechała z Warszawy w lutym 1923 r., poszli na spacer do Kuźnic i tam, jak wspomina, "w wyiskrzoną gwiazdami noc, taką, jakie tylko w Zakopanem bywają", Witkacy oświadczył się jej. Była w jego typie i na pewno imponowało mu jej pochodzenie. Wywodziła się z niemieckiego rodu sięgającego IX wieku. Jej krewnym był m.in. kontradmirał Józef Unrug. Niezwykła postać: urodzony jako Joseph von Unruh, ukończył niemiecką szkołę oficerską i służył w Kriegsmarine, ale potem rozpoczął służbę w polskiej marynarce. We wrześniu 1939 r. dowodził obroną Helu. Więziony w kilku oflagach niemieckich z Niemcami rozmawiał po francusku, bo twierdził, że 1 września zapomniał, jak się mówi po niemiecku.
Nina bez wahania przyjęła oświadczyny Witkacego. Dla obojga było to małżeństwo z rozsądku, nie z miłości. On doskonale zdawał sobie z tego sprawę: "Nie kocha mnie wcale, a nawet jej się specjalnie nie podobam. Ale mniejsza o to. Nie posiada żadnych dóbr materialnych, ale rozumie, co to jest fantastyczność w życiu i poza życiem. Nie myśl, że dostałem bzika. Jestem zupełnie przytomny, ale ślub myślę wziąć po pijanemu albo pod narkozą" - donosił Malinowskiemu. Wzięli cichy ślub w kwietniu 1923 r., w całkowitej tajemnicy przed znajomymi. Witkacy skończył 38 lat i na pewno uznał, że czas się ustabilizować.
Stale otoczony wielbicielkami Don Juan z Krupówek? O którym Błoński mówił, że "sieci zapuszczał szeroko: zaganiał aktorki, panny z ambicjami i doktorowe na wakacjach". Prawdopodobnie doszedł do wniosku, że żeniąc się, przekroczy próg dorosłości.
Dorósł kiedykolwiek? Do końca życia był dzieckiem podszyty, co widać i w twórczości, i w ekstrawaganckich zachowaniach. O małżeństwie myślał od pewnego czasu i wahał się, którą z dwóch kandydatek wybrać. Decyzję przyśpieszyła wizyta u znanej warszawskiej wróżki, która przepowiedziała mu, że w najbliższym czasie czeka go wielka zmiana. Witkacy był niesłychanie przesądny. Uważał, że siódemka przynosi mu pecha, a godzina za dwadzieścia dziesiąta zapowiada zazwyczaj trudne sytuacje. Uznał zatem, że przepowiedni trzeba wyjść naprzeciw. Pozostała tylko kwestia wyboru. Najpoważniejszą kandydatką była Elżbieta Eichenwaldówna, współwłaścicielka fabryki cykorii we Włocławku zwana przez niego Królową Cykorii. Małżeństwo z nią, któremu sprzyjała matka Witkacego, na pewno gruntownie poprawiłoby ich sytuację materialną, ale on niespodziewanie wybiera ubogą arystokratkę. "Zrób to szaleństwo i wyjdź za mnie" - pisze wkrótce po zaręczynach. Jednocześnie stawia warunek, że nie będą mieli potomstwa, oraz ostrzega, że "dla podniesienia standardu życia" nigdy nie uczyni żadnych ustępstw wobec swojej sztuki. Małżeństwo nie może ograniczyć swobody twórczej, bo "nic nie jest warte życia oprócz pracy artystycznej". Otwarcie uprzedza, że materialnie powodzi mu się kiepsko: żyje po trosze na garnuszku mamy, która zarabia prowadzeniem pensjonatów, a jego jedynym źródłem dochodów jest rysowanie portretów. Spłaca nimi także długi. A więc Jadwiga nie może liczyć, że zapewni jej dostatnie życie.
Żadnego z nich nie było stać nawet na kupno obrączek. Tak, Jadwiga wykorzystała obrączkę matki, a jemu pierścionek podarowała ciotka. Po ślubie zamieszkali w Zakopanem, w pensjonacie prowadzonym przez matkę Witkacego, który był z nią bardzo emocjonalnie związany. Dziś chyba mówi się - nieodpępowiony. Powstał trójkąt, który wszystkich uwierał: apodyktyczna, o silnej osobowości matka, ukochany, jedyny syn, który się nią opiekował i swoim oddaniem starał się wynagrodzić to, że przed laty została zdradzona i opuszczona przez męża, oraz "ta obca", dumna ze swego pochodzenia arystokratka. Nic dziwnego, że po dwóch latach Nina spakowała walizki i wróciła do Warszawy. Od tego czasu spotykali się kilka razy w roku - w Zakopanem i w stolicy. I intensywnie pisali do siebie.
Małżeństwo na rozłące straciło, literatura zyskała - 1278 listów, kart i telegramów Witkacego do żony. Witkacy był namiętnym epistolografem i zapewne napisał kilka tysięcy listów, z których dotąd ukazało się drukiem około 1400 do 65 adresatów, m.in. do Żeromskiego, Malinowskiego, Makuszyńskiego, Ingardena, Iwaszkiewicza. Bezpowrotnie zaginęło w zawierusze wojennej sporo korespondencji z Micińskim, Boyem, Szymanowskim, Chwistkiem. To listopisanie było dla niego czymś niezwykle ważnym, mimo iż ciągle uskarżał się, że listów pisać nie umie. Od adresatów żądał szybkiej i wyczerpującej odpowiedzi, obrażał się i zrywał kontakty, jeśli nie odpisywali.
Oczywiście, najcenniejsze są listy do żony. Nie ma w polskiej literaturze podobnej korespondencji - tak długotrwałej, obfitej i wyjątkowo intymnej, szczerej do granic ekshibicjonizmu. Pisał do niej regularnie, przeważnie co drugi dzień, a gdy nie mógł napisać listu, wysyłał kartkę z zapewnieniem: "Dziś tylko parę słów, jutro list duży".
Korespondencja bez wątpienia cementowała ich związek, który przechodził różne fazy. Zaczęło się od zazdrości Witkacego, który dwa tygodnie po ślubie poczuł się niemal zdradzony, ponieważ Jadwiga przy kolacji okazała zbyt wielkie zainteresowanie Augustowi Zamoyskiemu. W nocy napisał do niej, śpiącej w pokoju obok, długi, pełen wyrzutów list, w którym uznał, że "zachowała się jak głupia gęś czy też kwoka urodzona z księżniczki de Bourbon". Prosił także przyjaciół, aby śledzili ją, gdy wyjeżdżała do krewnych, i sprawdzili, czy w wagonie sypialnym jechała sama!
Pierwszy okres małżeństwa był dla obojga najtrudniejszy nie tylko z powodu przejawów zazdrości Witkacego, jego zmiennych nastrojów oraz jej toksycznych relacji z teściową. Ujawniła się także rozbieżność ich temperamentów.
Mimo zmysłowej aparycji Niny? We wspomnieniach przyznaje, że jej uroda wampa nie szła w parze z temperamentem i że była kobietą zimną: "O ile lubiłam bardzo całować się i pieścić, że się tak wyrażę, niewinnie, o tyle te poważne sprawy nudziły mnie i męczyły". Ubolewała, że nie jest w stanie spełnić oczekiwań męża, który przeżycia seksualne z ukochaną osobą uważał za coś niezwykle istotnego i jej oziębłość brał za dowód braku miłości.
Kochał ją jednak coraz bardziej - zdradzając jednocześnie. Pierwsze zdrady były dla Niny dramatem, potem się z tym pogodziła, ale za szczyt nielojalności uznała jego romans ze swoją kuzynką Marią Pawlikowską. Zabroniła mu przyjeżdżać do siebie, do Warszawy. Zamierzała się z nim rozstać, ale on kategorycznie nie chciał się na to zgodzić i w niemal każdym liście zapewniał, że "potwornie kocha i tęskni" oraz błagał: "Nie opuszczaj mnie, bo się zabiję albo zwariuję".