W kawiarence Świat Szycia w Będzinie na białej ścianie wisi hasło: ''Bo szycie stało się znów modne...''. Modne w Będzinie i w internecie, gdzie jak króliki mnożą się blogi i sklepiki matek i żon przy maszynie dochodzących do siebie po dniu spędzonym w korporacji lub we własnym domu, sam na sam z dziećmi.
Ostatniej zimy byłam tak zmęczona, że zasypiałam razem z dziećmi. Zbyt zmęczona, żeby myśleć, żeby zwlec się na rzekomo energetyzującą gimnastykę, zbyt zmęczona, żeby odpocząć. Jedyne, na co było mnie stać, to głośne czytanie dydaktycznych przygód żółwia Franklina. Na przedwiośniu z dna niemocy wyciągnął mnie mój 25-letni łucznik 845 i tutki.
''W każdym prawie domu znajdą się rzeczy, których się już nie nosi, które tylko niepotrzebnie zawalają kąty i służą za wylęgarnię moli. Zróbmy przegląd i zastanówmy się, czy nie dałoby się ich jeszcze jakoś zużyć. Ze starej spódnicy, trochę zniszczonej i za krótkiej, możemy jeszcze zrobić coś dla dziecka albo połączyć ją z inną starą czy zbyt skąpą sukienką. Ze spodni męskich, choćby nawet bardzo zniszczonych, zawsze wyjdą spodenki dla chłopca''.
Hanna Sarnowska ''Szyję sama'', wyd. Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza,
Warszawa 1960
Tutki to spolszczenie angielskich tutorials - minikursów pokazujących, jak uszyć królika przytulankę albo patchwork składający się z setki łatek. Oczywiście, tutki oparte na tekście i zdjęciach typu ''krok po kroku'' albo na filmach na YouTubie mogą dotyczyć wszystkiego, łącznie ze sposobem wiązania muzułmańskich chust.
Tutoriale zamieszczają pasjonatki szycia. Tak, to nie przypadek, że użyłam rodzaju żeńskiego. Przez blisko pół roku codziennego życia z poświęconymi szyciu blogami natknęłam się na jednego mężczyznę - Japończyka zamieszczającego na Flickrze kursy robienia laleczek ze skarpetek.
Dziewczyny z internetu na ogół wpadły w to z nudów, często na przedłużającym się macierzyńskim. Jak
Daria Dziuba, ekonomistka, która dwa lata temu o szyciu nie miała zielonego pojęcia. Właśnie przeprowadzili się z mężem z Wałbrzycha do małej wioski, w której nie ma przedszkola. Daria, która wychowuje dwoje dzieci urodzonych rok po roku, wiedziała, że ma przed sobą dobre kilka lat siedzenia w domu. - Koleżanka blogerka podrzuciła mi linki do stron, na których dziewczyny pokazywały uszyte przez siebie króliki tildy - mówi.
Na imieniny mąż kupił jej maszynę. Pierwsze króliki uszyła ze starych prześcieradeł. Co uszyła, to fotografowała i wrzucała na blog. Króliki zaczęły się ludziom podobać, Daria kupiła więc prawdziwe materiały i wrzuciła maskotki na Allegro. - Jak się pierwszy sprzedał, byłam w szoku.
Przed ostatnią Wielkanocą i ostatnim Bożym Narodzeniem sprzedała tyle zabawek, że gdyby święta były co miesiąc, mogłaby się z szycia utrzymać. Ale nie są, więc na razie szyciem Daria zarabia na drobne wydatki. Kiedy dzieci pójdą do szkoły, zacznie szukać pracy w zawodzie.
Na urlopie macierzyńskim wszystko zaczęło się też u
Julianny Gąsiorowskiej, którą miłość do patchworku pchnęła do otworzenia internetowego sklepu z tkaninami Jednoiglec. Tkaniny ze snów. A jeszcze trzy lata temu nie miała pojęcia o szyciu. W ciąży wymarzyła sobie, że będzie szyła sukienki córce, tak by ta codziennie mogła nosić inną. Ale błądząc po internecie, odkryła patchworki i wsiąkła w świat, w którym drogą, piękną tkaninę tnie się na kawałki, by potem ponownie je pozszywać. To od niej kupiłam swoje pierwsze profesjonalne tkaniny.
Julianna bierze udział w internetowych grupach bee, w których międzynarodowe towarzystwo ''wspólnie'' szyje to samo. Lubi też swapy, czyli wymianki - ty szyjesz komuś poduszkę, ktoś tobie przysyła swoją kosmetyczkę.
Bloga o patchworku Julianna prowadzi w dwóch językach - po polsku i po angielsku.
Barbara Grabowska-Musialik, z wykształcenia technolog tkactwa i projektowania tkanin, z zawodu krawcowa, zdecydowanie uważa, że dziewczyny szyją, bo szycie wróciło do mody. - Technologię tkactwa skończyłam w 1979 r., a w '80 w Polsce padło włókiennictwo. Założyłam więc pracownię poprawek krawieckich.
Półtora roku temu pracownia się przeprowadziła, pani Barbara potrzebowała nowego pomysłu. W internecie przeczytała, że w
Warszawie i
Łodzi projektanci oferują dwudniowe kursy szycia i możliwość korzystania z krawieckich maszyn, i pomyślała: bingo! Zrobiła papiery mistrzowskie i dziś jej pracownia-kawiarenka oferuje tradycyjne poprawki, indywidualne lekcje szycia oraz przeróbki starego na nowe i możliwość korzystania z kawiarnianych maszyn - hafciarki, owerloku i stębnówki.
- Dużo dziewczyn ubiera się na ciuchach, chcą te ubrania dopasować do figury. Moda na szycie bierze się też stąd, że albo są nędzne ubrania z Chin, potem długo, długo nic i piękne, ale drogie ubrania markowe.
Z pamiętnika autorki: ''Kiedy już nawet Franklin zaczął mnie męczyć, zadałam sobie klasyczne pytanie z poradnika dla pań: A co lubiłaś robić, kiedy byłaś nastolatką? Bez przekonania wyciągnęłam maszynę i zaczęłam rozglądać się za materiałami na patchwork. Ostatni, w zeszłym stuleciu, szyłam z burych szmatek pozbieranych od koleżanek, teraz chciałam coś ambitniejszego.
Google wypluł informację o sklepach z tkaninami SPECJALNIE ZAPROJEKTOWANYMI do patchworków. I tak w jednej chwili wylądowałam w Wielkiej Brytanii. Pierwsze trzy wieczory tylko oglądałam. Dziesiątki, setki materiałów ułożonych tematycznie (zwierzęta, dzieci, lata 50., styl skandynawski) lub według firm (Robert Kaufman, Michael Miller) przewijały się przed moimi oczami. Chciałam mieć każdy, jak więc mogłam wybrać którykolwiek. Profesjonalne materiały do patchworku, bawełny, rzadziej lny sprzedawane są na »tłuste ćwiartki « - fat quarters - co znaczy, że kuszącą na pierwszy rzut oka cenę trzeba przemnożyć przez cztery, by wiedzieć, ile kosztuje nasz polski metr. W przypadku sklepu brytyjskiego cenę trzeba przemnożyć przez 20, co znaczy, że dwójka z małym haczykiem oznaczająca cenę ćwiartki w funtach urasta do konkretnych 50 zł za metr różowych jelonków i muchomorów. Ale czy to rzeczywiście tak wysoka cena za wyjście z otchłani? Kupiłam, uszyłam, wpadłam''.
''Z resztek materiału, a nawet z różnych starych pończoch, rękawiczek czy innych tkanin trykotowych możemy jeszcze wykonać ładne zabawki dla małych dzieci (...). Najlepiej jest szyć je z cienkiego filcu, ceraty lub grubszej wełny''.